między młotem a kowadłem

24.03.09, 19:42
Chciałabym Was prosić o modlitwę w sprawie relacji między moim Mężem
a moją Mamą. Ja już nie mam siły. Wiem, ze to nie jest tragedia typu
ciężka choroba, czy czyjeś odejście... ale naprawdę to jest nie do
wytrzymania. Potyczki, spojrzenia, obmowy, ironia, pretensje, urazy,
aluzje, ocenianiesad(( Wysłuchuję obu stron i cierpię za obie strony,
bo nie potrafią tego załatwiać między sobąsad Wysłuchuję i płaczę z
bezsilnościsad Latami to narasta. Nie chcę orzekać o winie, nie chcę
oceniać - choć często jakieś tam swoje zdanie mam. Nie mogę się
odciąć, bo po pierwsze nie potrafię, a po drugie jestem regularnie
wplątywana. Kontakty są codzienne.


O poprawę tej relacji do jakiegoś znośnego poziomu. A dla mnie o
umiejętność utrzymania jakiegoś dystansu, o cierpliwość.
    • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 19:43
      A jeśli macie jakies osobiste młoto-kowadlane doświadczenia, to
      napiszcie
    • mader1 Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 19:46
      wiem, co to znaczy. To może umęczyć sad Pomodlę się.
      • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 19:52
        dziękuję.
        Wiesz, co to znaczy? A możesz napisac coś więcej?

        Kiedyś miałam doświadczenie bycia jakby pośrednikiem w konflikcie
        między pewną kobietą (dość bliską mi koleżanką), a mężczyzną (dość
        bliskim mi kolegą, który stał się bliski tej kolezance).
        Nienawidziłam tej roli, którą mi nadali i supełnie nie potrafiłam
        sie w niej poruszać. No, ale nie musiałam z nimi mieszkać pod jednym
        dachem.
        Wiesz, oczywiście chciałabym żeby było sielsko, ale patrzę realnie i
        chciałabym już tylko, żeby było w miarę spokojnie. Kawały o
        relacjach zięć-teściowa nie biorą się z kosmosu. Tylko, że mnie to w
        ogóle nie śmieszysad
        • mader1 Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 19:54
          ja ma ciężką relację matki z synem sad
          niespecjalnie mogę więcej pisać, ale... no ciężko jest.
          • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:01
            Rozumiem. Czasem nie można napisac, ja już też nie mogę głębiej.

            Oprócz tego, co napisałam, martwi mnie echo jakie to wzbudza we
            mnie. I tu nie tylko mam na myśli nerwy, łzy i bezsilność, tylko
            jakąś niechęć, która się we mnie tworzy, jako bezpośredni skutek
            słów którejś z tych osób. No tak - właśnie nie mogę nic więcej
            napisaćsad
            nie jestem naiwna, żeby liczyć na cud. Ale mam po prostu i po ludzku
            dość
            • mader1 Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:07
              czasem też niestety jest tak, że dopiero takie bycie " między młotem a kowadłem"
              uświadamia złe cechy najbliższych ci osób. Może w innym wypadku nie
              zastanawiałabyś się tak mocno nad jakimiś słowami, gestami,wydarzeniami, zajęta
              pracą.
              Czasem po prostu nie chce się już nic słyszeć.
              • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:10
                Mader, ale tych gestów, słów itd po prostu nie ma! One są tylko w
                tej konkretnej relacji.

                Idę czytać Widłaka
            • nati1011 Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:10
              Nie wiem na ile to ci pomoże - ale jak ostatnio mój mąż ppstykał sie
              z teściową (moją mamą) to poprostu wytłumaczyłam mężowi, że teśiowa
              z racji wieku ma prawo być już troche drażliwa i nadmiernie reagować
              na pozornie niewinne słowa (tak było faktycznie) Przyznałam, ze
              faktycznie trudno go winić za to co tam jej powiedział, ale ze
              wzgledu na spokój rodzinny ja go baaardzo prszę, by przeprosił i w
              przyszłości starał sie ugryźć w jezyk. Pewnie dożywtnio to nie
              pomoże, ale faktycznie od jakiegoś czasu jest spokój. Moze to
              niezbyt elegancko, czy dyplomatycznie, ale zaden facet raczej bez
              widoku krwi nie przyzna sie, ze to on zawinił a babcie - no sa juz w
              wieku usprawiedliwiającym pewną nadwrażliwość wink
              • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:12
                Ja tłumaczę Męzowi wielokrotnie. I on rozumie.
                I nawet już proszę, wręcz błagam - żeby to było ze względu na mnie,
                bo już nie wytrzymuję.

                Z mamą podobnych rozmów nie da się przeprowadzić.

                No,ale skutki mizernesad
                • nati1011 Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:14
                  no ja z mamą nawet nie próbuję JUŻ rozmawiać. Żadnej szansy na
                  zrozumienie sad Ale właśnie ostatnio obserwuję taka mocną
                  nadwrażliwość i konflikty - których wcześniej nigdy nie było,
                  przynajmniej na lini mój mąż -tesciowa - nagle sie pojawiają.
                  • nati1011 Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:16
                    No i właściwie nie ma winnych, bo mąż po prostu zapomniał ugryźć sie
                    w jezyk, albo zapomniał, ze ten temat moze być drażliwy, a babcia
                    reaguje prawie histerią na krzywe spojrzenie, bo ją to akurat
                    drażni. No i bądź tu madrą (żoną)!
                    • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:40
                      Jak już napisałam - staram się nie dopatrywac czyjejś winy (choć
                      czasem jest ona widoczna). Najczęściej są to sprawy, o które z kimś
                      innym nie byłoby żadnego konfliktu, zwyczajne, często nawet w ogóle
                      nie problemy.
                      A czasem nawet wynajdywaniesad

                      A co do Twojego "JUŻ", nati, to u mnie jest dokładnie, dokładnie tak
                      samo...
                      • nati1011 Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:49
                        > A co do Twojego "JUŻ", nati, to u mnie jest dokładnie, dokładnie
                        tak
                        > samo...

                        smile

                        Jak to mówi moja mama - nie wiadomo jakie my bedziemy na starość wink)
                        • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:57
                          A, to na pewno, ja będę jeszcze bardziej zgryźliwa i zrzędliwa niż
                          jestem teraz. Mam nadzieję, że ktoś równie stetryczały jeszcze ze
                          mną będzie...

                          Ale nie w tym rzecz, u nas żaden z problemów to nie przez starość
                          (tzn tych spraw nie przyniósł wiek)
    • nati1011 Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:04
      rozumiem Cie Mamałgosiu.

      Widze taki konflikt na codzień. Moja teściowa mieszka ze swoją
      matką. Ooo i tam wióry lecą. Codziennie. Oczywiście miedzy babcią i
      zieciem. Mieszkają nad nami, wiec niestety nie da sie nie zauważyć.
      Choć - dzięki Bogu - nie przenosi sie to do nas. Nie pociesze cie-
      tam jest tak zapiekła niemiłość, że mimo upływu lat szans na poprawę
      nie widać. Awantury i krzyki sa o wszystko - żeby to jeszcze o coś
      ważnego. Przyznam szczerze, ze po prostu staram sie unnikać. Chodze
      jak już naprawdę muszę i mozliwie najkrócej, bo po 15 minutach mam
      dość. sad(
      • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 20:07
        Własnie ja sobie zdaję sprawę, że to są sprawy, które się nie kończą.

        Bywają u nas lepsze i trudniejsze czasy. Te lepsze to mam na myśli,
        że jest obojętnie, po prostu nie na ostrzu. I ja już bym tylko
        chciała, by te okresy były jak najdłuższe i by częściej się
        zdarzały. Zeby można było odpocząć.

        I żeby we mnie to nie wzbudzało niechęci do którejś z tych osóbsad(((
    • mmb Re: między młotem a kowadłem 24.03.09, 22:13
      Byłam w podobnej sytuacji, nie chcę napisać nic więcej.
      Powiem tyle że też chodziło o rodzinę.
      Niestety rozwiązanie problemu jakie ja zastosowałam jest dosyć drastyczne i
      często niewykonalne sad
      Przeprowadziłam się i teraz jestem ponad 300km od centrum konfliktu.
      • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 13:41
        Nie moge zastosowac takiego rozwiązania.
        Powiem więcej: bardzo nie chciałabym. obie osoby przeciez kocham...
        • mmb Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 16:13
          Nie namawiam Cię w żadnym wypadku do opuszczania rodziny!
          Czasami warto się zastanowić nad możliwością ograniczenia kontaktów między
          stronami.
          Jakiś wyjazd na wakacje, do sanatorium z dala od osoby z którą ma się konflikt
          pozwala czasami spojrzeć na całą sprawę inaczej.
          Nabrać oddechu i dystansu.
          • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 18:34
            Tak, wakacje spędzamy osobno, tzn wyjazdy wakacyjne. i tak - to
            prawda - oddycham wtedy z ulgą. Bo nie żyję jak na bombie. Teraz to
            już słyszę jak cyka, w każdej chwili może wybuchnąć - już nawet to
            cykanie jest męczące
    • atama Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 08:23
      pomodlę się.
    • rycerzowa Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 10:56
      Znam z obserwacji i powiem jedno - nic dobrego z tego nie wyniknie.

      Jednakże, Mamałgosiu, weź pod uwagę jeszcze jedną opcję, a mianowicie swoje
      przewrażliwienie.
      Jeśli ktoś ma zranione ciało, to nawet dotknięcie jedwabiu drażni, nie mówiąc o
      szorstkiej wełnie.
      Ze zranioną lub zbyt delikatną duszą jest podobnie.

      Zwyczajne, codzienne sprawy, przeciwności losu, niedoskonałość bliźnich,
      nieuchronne konflikty - czyli to, co każdy z nas musi znosić i uporać się z
      tym, nie tracąc przy tym poczucia urody życia - dla kogoś nadwrażliwego mogą
      okazać się ciężarem ponad siły.

      Może warto poszukać profesjonalnej pomocy psychologicznej, po to, by się
      wzmocnić psychicznie, uniezależnić od byle drobiazgu, umieć odróżnić sprawy
      istotne od błahych.

      Tak czy owak na pierwszym miejscu jest spójność twojej rodziny i twardo trzeba
      jej bronić. Najlepszym sposobem na obronę jest bycie szczęśliwym w swoim
      małżeństwie.

      Gdy teściowa widzi swoje dziecko smutne,zakompleksione, zdołowane -
      automatycznie wini za to zięcia/synową. I jak ukryć niechęć do takiego "winnego"?
      Do głowy takiej teściowej nie przyjdzie, że sama może być powodem zdołowania.

      Z drugiej strony starą prawdą jest, że gdy małżonkowie naprawdę się kochają,
      niestraszne im wszystkie teściowe świata razem wzięte.
      • kim5 Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 12:21
        Mamałgosiu, wcale nie jesteś między młotem a kowadłem i nie powinnaś
        tak się czuć. W własnym sumieniu powinnaś opowiedzieć się po stronie
        dobra i prawdy, a nie próbować zaspokoić roszczenia wszystkich
        dookoła. Nie da się. Wybrałaś męża na osobę nr 1 w Twoim życiu i on
        musi to czuć i widzieć w Twojej postawie. Mama - bez względu na
        łączącą Was więź - nie może oczekiwać, że staniesz po jej stronie
        kosztem męża. Wiesz, lojalność obowiązuje Cię przede wszystkim wobec
        męża. Piszesz, że masz swoje zdanie na temat tego, gdzie leży
        prawda. Trzymaj się tego - tego wymaga od Ciebie Twoje sumienie.
        Nie pomyślałyście, że trend do robienia (przepraszam) "świętych
        krów" z osób w pewnym wieku jest zwyczajnie krzywdzący i
        niesprawiedliwy i w rezultacie wywoła swoistą falę (teraz
        jestem "pod butem teściowej, ale odegram się na mojej synowej?").
        Masz prawo oczekiwać od Twojej mamy, że będzie szanować Twojego
        męża, a nie zmuszać męża do łagodzenia skutków czyjejś bezkarności
        tylko i wyłącznie dlatego, że mama jest starsza.
        Ja jestem w takim układzie - jestem nieakceptowaną synową. I uwierz
        mi, gdyby nie wsparcie męża, nie widziałabym szansy na jakąkolwiek
        przyszłość dla nas.
        Jeśli masz dzieci wiedz, że one to widzą.
        • nati1011 Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 13:03
          Kim, masz trochę racji, ale to nie jest takie proste. To są
          przeważnie sprawy typu: ktoś musi ustąpić (oczywiście w rozsądnych
          granicach). No, ja z doświadczenia widzę, że zdolnośc do ustępst u
          babć jest bliska zeru i dotyczy to nie tylko zieciów, ale i dzieci,
          wnuczat i wogóle całego stylu życia. W najlepszym wypadku słyszę, że
          ona ma tyle lat, tyle lat to było dobrze i na stare lata nie
          zamierza nic zmieniać. W zasadzie jedynym wyjściem jest zerwanie
          stosunków - ale to przeważnie mało realne, także dlatego, ze często
          ta babcia wymaga pomocy i opieki a nawet przyjęcia pod wspólny dach.
          I wtedy zaczyna się piekło. Nie mam recepty na ten problem. Widze go
          w wielu rodzinach. Widze jak bardzo niszczy.
          • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 13:55
            Nati napisała:
            No, ja z doświadczenia widzę, że zdolnośc do ustępst u
            > babć jest bliska zeru i dotyczy to nie tylko zieciów, ale i
            dzieci,
            > wnuczat i wogóle całego stylu życia.

            nie powinno mnie to pocieszyć, ale jednak trochę pocieszyło, że ktoś
            też to zauwazył
        • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 13:54
          Jesli chodzi stricte o rację, to bywa że lezy ona raz po jednej raz
          po drugiej stronie. I wcale nie chcę się opowiadac - nie jestem
          sędzią, zresztą to ich konflikt. Tylko uderzają w pozostałe osoby
          odłamki - a to humor popsuty, a to inne uwagi, uszczypliwości,
          komenatrze. Nie potrafię zatkac uszu i zamknąć oczu.
          Dziękuję za to zdanie o lojalności i za cały ten akapit. Wiem to,
          jak najbardziej, ale dobrze jest przeczytac to lub usłyszec od kogoś
          innego.
      • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 13:50
        Z niektórymi rzeczami się zgodzę, a innymi nie. Na przykład nie
        zgodzę się z tym, że jak sie małzonkowie kochają, to niestraszne im
        sa wszystkie teściowe. Nieprawda. Właśnie jest wiele czynników
        zewnętrznych (np sytuacja finansowa, zdrowie, praca), które jednak
        na nas wpływaja. Nie chodzi o to, że sprawiają one, że kogoś
        przestajemy kochac - ale wpływają - i to w różny sposób, zarówno
        negatywny, jak i pozytywny. Jesteśmy tylko (aż?) ludźmi.

        Co do jakiejś nadwrażliwości, to na pewno masz wiele racji. Tylko w
        tej sytuacji jest najgorsze to, że na obojgu mi zalezy (oczywiście
        mogłabym stopniowac, na kim bardziej,ale nie chcę). Bo np jakiś
        konflikt miedzy moim mężem a jego mamą moze mnie zdenerwować, jakoś
        poruszyć na chwilę itd, ale mnie nie boli. A ta sytuacja, którą
        mamy autentycznie mnie boli.
        Co do psychologa to nie mam szans na takie wizyty (z wielu
        przyczyn), a poza tym jestem zrażona do poziomu porad (kiedyś
        korzystałam). Natomiast na pewo by się wzmocnienie przydało (i
        dlatego między innymi prosze o te modlitwę). Bo ja wiem, ze to nie
        są obiektywnie sprawy wagi jak np choroba. I wiem, że ani mój Mąż od
        tego nie umrze, ani moja mama. Zresztą: kazdy człwoiek jest osobny,
        więc tak na upartego można powiedziec, że w ogóle mogłoby mnie to
        nie obchodzić. I chciałabym by obchodziło mnie dotykało mniej.
    • liliana22 Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 12:53
      pomodlę się...
      • kim5 Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 13:30
        Nat~i, dlatego właśnie ze smutkiem pisałam o fali. Bo dziś Ty
        ustąpisz mamie, bo ona rzekomo nie będzie sie zmieniać, a za 30 lat
        będziesz oczekiwała, że Twoje dziecko/zięć itp. ustąpi Tobie. I to
        jest złe.
        Prawda jest jedna i tego trzeba się trzymać.
        Szacunek należy się wszystkim, a schodzenie z drogi w ważnych
        sprawach do niczego nie prowadzi. Zwłaszcza, jak ma się dzieci,
        które na to patrzą i się uczą. Nie chodzi mi oczywiście o
        awanturowanie się w każdej kwestii, ale jeśli pokojowo nie da się
        pogadać i dogadać z bliskimi, to można stawiać granice. To nadal
        pozwala na miłe relacje a ogranicza wtrynianie się we wszystko.
        • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 13:59
          kim5 napisała:

          > Nat~i, dlatego właśnie ze smutkiem pisałam o fali. Bo dziś Ty
          > ustąpisz mamie, bo ona rzekomo nie będzie sie zmieniać, a za 30
          lat
          > będziesz oczekiwała, że Twoje dziecko/zięć itp. ustąpi Tobie. I to
          > jest złe.
          A ja własnie mam nadzieję, że te doświadczenia pomogą zobaczyć u
          siebie te wady. Jestem teraz na to wyczulona - może zauważę jak i ja
          taka sie stanę? Tylko akurat u mojej mamy to nie kwestia wieku,
          tylko charakteru.
          Czesto jest tak, ze córka alkoholika wychodzi za alkoholika. Ale
          bywa i tak - jak u mojej Przyjaciółki - ze rezygnuje z bliższej
          wiezi z mężczyzną tylko dlatego ze widziała go z piwem w upalny
          dzień. Ona dmucha na zimne, jest wyczulona na pewne sygnały.
          Może nie bedzie tej fali, taką mam nadzieję.

          Szacunek... to chyba jest punkt zasadniczy
          • kim5 Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 14:30
            Ano widzisz, często ludzie mają problem ze spojrzeniem na pewne
            sprawy z innej perspektywy i na nic doświadczenia z przeszłości,
            nawet te bolesne.
            Moja teściowa ma żadne relacje ze swoimi teściami. I co? Myślisz, że
            przez to bardziej zadbała o relacje ze mną? Że robiła wszystko, żeby
            tego nie powtórzyć? Wiem, że świadome działanie "ja nie powtórzę
            tego błędu" jest bardzo ważne i dużo daja, ale często człowiek
            działa automatycznie, bo tak się kiedyś nauczył. I te skrypty są
            bardzo silne, niestety.
            Ja napisałam Ci o tej sprawie z perspektywy tej drugiej strony,
            czyli poniekąd z miejsca, w którym jest Twój mąż. Ale napiszę Ci
            jeszcze o moich doświadczeniach z moimi rodzicami, bo niestety i tu
            dane mi było doświadczyć konfliktu lojalności. Przypłaciłam to
            początkowo zawieszeniem stosunków z moją mamą - bolało bardzo. I
            powiem Ci, że dzięki temu, że jasno opowiedziałam się po stronie
            naszego związku, że oczekiwałam od obu stron szacunku do siebie,
            nawiązałyśmy z mamą lepsze, dorosłe relacje. I ona przyznała, że
            przekonała ją moja niezłomna postawa. W każdym wieku można się
            zmienić, ale trzeba mieć motywację. Ustępowanie, schodzenie z drogi,
            świadomość bezkarności nie jest żadną motywacją. Po co mama, babcia
            ma się zmienić, skoro nie musi?
            W temacie relacji z teściami pomógł nam psycholog.
            • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 25.03.09, 15:15
              dziękuję Ci za Twoją wypowiedź
    • aetas Re: między młotem a kowadłem 26.03.09, 08:56
      Kasiu, bardzo mocno jestem z Tobą, chociaż ja mam zupełnie inne
      relacje z mamą, o czym wiesz trochę, ale wyobrażam sobie jak bolesne
      musi być dla ciebie znajdowanie sie między dwoma tak najbliższymi Ci
      osobami w takich między nimi relacjach, bardzo współczuję i pamiętam
      o Tobie kochana...
      • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 26.03.09, 09:12
        dziękuję. Ja też stale o Tobie pamiętamsmile A szczególnie jak
        przechodzę obok Szkoły Muzycznej, tak mi sie wtdey Twój K przypomina
    • rycerzowa Re: między młotem a kowadłem 26.03.09, 15:20
      Historia nas uczy,że historia nas niczego nie uczy.

      W znanej mi (bliskiej) rodzinie ten schemat powtarza się przynajmniej od pięciu
      pokoleń:
      Zbyt silna więź między matką a dzieckiem,jawny lub ukryty krytycyzm wobec
      współmałżonka tego dziecka,
      dorosłe dziecko "miedzy młotem a kowadłem", jawna lub ukryta destrukcja młodej
      rodziny. A oficjalnie wszyscy bardzo się kochają i pomagają sobie nawzajem!
      I nikt (mam na myśli te matki) belki w swoim oku nie widzi, ale w oku własnej
      matki, babci - i owszem.

      Mamałgosiu, "kochanie się" współmałżonków to nie tyle sprawa romantycznych
      uczuć, ale jedności, wspólnego frontu. Ty nie możesz być miedzy młotem a
      kowadłem, , bo to sugeruje,że są jakieś trzy strony konfliktu.
      Są tylko dwie, wy i reszta, jeśli w ogóle jest jakiś konflikt.
      Ty nie możesz się wahać, ważyć racji, wybierać.
      Ty masz stać murem za swoim mężem.
      Bo stanowicie jedność.

      Wiesz, ja też jestem teściowa.;-(
      Do głowy mi nie przyjdzie, by w jakikolwiek sposób, choćby krytycznym
      słowem,uwagą, zadziałać przeciwko synowej, zięciowi, bo to byłby cios w moje
      dziecko i moje dziecko na to by nie pozwoliło!
      • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 26.03.09, 21:04
        Ja jeszcze teściową nie jestem.
        No, ale to powiedz: nie można nic powiedzieć? Pytam tak
        abstrakcyjnie i teoretycznie (może na przyszłość). Załóżmy, że
        widzę, że moja synowa kradnie - powiedzmy, że widziałam jak ją
        złapała policja w sklepie. Albo czyta korespondencję męża, tnie
        jego koszule. Nie mogę tego synowi powiedzieć?
        I dalej: czy syn nie może przyznać mi racji: tak, mamo, to co robi
        moja żona, nie jest dobre?
        • rycerzowa Re: między młotem a kowadłem 26.03.09, 23:01
          Zaiste, jak synowa kradnie tylko głupoty (zamiast robić poważne malwersacje)i w
          dodatku daje się złapać, to nawet najświętszą teściową, na WwW wychowaną, może
          za przeproszeniem szlag trafić!
          I faktycznie, trzeba synowi powiedzieć,że koszule są pocięte, bo jeszcze się w
          taką przyodzieje i będzie głupio wyglądał.
          Jasne,że między wami zapanuje pełna zgoda co do oceny tej baby.
          Ale broń Panie normalne dziewczyny przed ślubem z takim ofermowatym typem!
          • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 27.03.09, 09:04
            Wiesz, rycerzowo, ja naprawdę tego nie czujęsad
            • ruda_kasia Re: między młotem a kowadłem 27.03.09, 11:01
              Mamalgosiu, właśnie nie powinnaś żadną miarą próbować osiągnąć wspólną ocenę ze
              swoim synem swojej synowej, podobnie - w Twoim przykładzie, nie powinnaś dążyć
              do tego, żeby mama podzielała Twoją opinię o mężu. Każda ma swoją własną. Jeśli
              zaś mama czy mąż wobec siebie zachowują się nie w porządku, powinnaś - i tu mi
              najbliżej z Kim5 - stanąć po stronie prawdy. A nie wobec konwencji, ze starszemu
              należy ustąpić. To znaczy jak mama atakuje, a nie ma racji, mówisz jej o tym,
              względnie ignorujesz, ale nie pozwalasz jej nabrać przekonania, ze z jej opinią
              się zgadzasz. Gdy mąż "przegina" zwracasz jemu uwagę. Nie zgadzam się z
              forsowanym tu określeniem lojalności. Dla mnie lojalność, to - jestem zawsze
              obok, masz moje wsparcie, ale jak robisz głupoty - mówię, że jest nie w
              porządku, kłócę się, walczę... Dlatego dla mnie lojalność nie wyklucza stanięcia
              "przeciwko" mężowi.
              • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 27.03.09, 11:05
                ruda_kasia napisała:


                > u
                > należy ustąpić. To znaczy jak mama atakuje, a nie ma racji, mówisz
                jej o tym,
                > względnie ignorujesz, ale nie pozwalasz jej nabrać przekonania, ze
                z jej opinią
                > się zgadzasz.
                Już potrafię tylko ignorować. Rozmowy kończą się krzykiem (jej, bo
                ja jakoś nie mam siły). Ale ignorowanie to poza zewnętrzna. Wewnątrz
                mnie bynajmniej nie ma dystansusad

                Gdy mąż "przegina" zwracasz jemu uwagę.
                No, zwracam, oczywiście nie przy niej. Ale wiecie jak to jest -
                bumerang

    • trolka72 Re: między młotem a kowadłem 27.03.09, 09:39
      Rzadko sie odzywam, ale właśnie jestem po dłuuugiej rozmowie z
      koleżanką na ten temat- z jej doświadczeń. Jestem przekonana, ze
      ona tkwiąc pomiedzy matką a mężem, wysłuchując docinków wzajemnych,
      sama sie przyczynia bardzo mocno do tej sytuacji. Pozostawia obie
      osoby w stanie"walki" o właśna lojalność, podczas gdy winna ją moim
      zdaniem przede wszystkim meżowi. Gdyby raz i drugi powiedziała
      matce: Nie chcę tego słuchać, jeśli chcesz u nas bywać, nie
      krytykuj mojego męża przede mną- tamta kobieta moim zdaniem po
      obrazie, krzyku może- w końcu sie by opamiętała. Nie wyobrażam
      sobie natomiast faceta, który "jątrzy" sam z siebie- na pewno,
      gdyby czuł należną mu lojalność żony, to sam by nt teściowej nie
      nadawał.Uważam, że to i tak święty człowiek. Czy znosiłabyć gdyby
      Twój mąż wysłuchował słów przykrych na Twój temat i wił sie
      pomiędzy Tobą a rodzicami? Na pewno zamknęłabym sie przed takim
      człowiekiem, bo dla mnie to pogwałcenie bliskości i intymności,
      która łączy małzónków.
      • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 27.03.09, 11:06
        Oczywiście, masz rację.
        U nas to wygląda trochę inaczej, ale to taka sprawa, że nie można
        pisać wszystkiego, więc nie wyjaśnię.
    • rycerzowa Re: między młotem a kowadłem 27.03.09, 11:01
      1. Warto czasem skorzystać z posiadanego poczucia humoru, którego oryginalny
      rodzaj posiadasz.
      Gdy ci np. mama powie,że małż znowu nie odstawił szklanki na miejsce, powiedz
      jej szybciutko,że on cię w dodatku bije trzy razy dziennie, i czy wobec tego
      możesz się do niej przenieść z dziećmi już dziś po południu i żyć z jej renty.

      2. Znam cię na tyle,że zakładam,że mąż twój nie jest ani złodziejem, ani
      handlarzem narkotyków, ani osobą psychicznie odchyloną (to co tnie koszule).
      W takich przypadkach nasze rady jak z tym żyć byłyby guzik warte.

      Wszyscy tu chyba stawiamy na zwykłe ludzkie wady wszystkich członków rodziny.

      3. Jeśli myślisz o przyszłości, jeśli masz obawy,że przyszłe synowe mogą być tak
      niedoskonałe,że nie zdzierżysz, nie wytrzymasz, będziesz wręcz miała moralny
      obowiązek interweniować, to wtedy odpowiedź jest stara jak świat i prosta -
      trzeba tak wychować dziecko, by umiało dobrze, mądrze wybrać. I zaufać mu.

      Jak to zrobić? Na pewno nie przez gadanie,ostrzeganie, przesadną ochronę,
      obronę swego "dobrego" dziecka przed złym światem, ale przez uczynienie go
      mądrym, silnym, pewnym siebie, świadomym swej wartości. Taki ktoś wybierze
      dobrze, tzn. nie da się zwieść ani oszukać byle komu, nie zaimponuje mu byle
      kto, aczkolwiek będzie tolerancyjny wobec zwykłych ludzkich wad, zatem nie
      będzie szukał ideału.
      • mamalgosia Re: między młotem a kowadłem 27.03.09, 11:07
        smile)) Dzięki, rycerzowosmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja