dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych

30.04.09, 08:59
Mała (6 lat) stłukła wczoraj kubek. Zrobiło jej się przykro.
Mąż kubek pozbierał i spytał się mnie, co zrobić. Kazałam
wyrzucić. Przyszła Średnia (10 lat) i wrzasnęła tak,
jak ona wrzeszczeć potrafi: NIEEEE!!! Kubek trzeba posklejać
i zostawić do ozodoby. Mała się popłakała, bo teraz to
już zdecydowanie poczuła się winna.

Kubek został.

Średnia jeszcze łykając łzy bezsilności powiedziała, że kubek
był z nami od dawna i musi tu być zawsze!

Zastanawiam się, z czego wynika to jej przywiązanie do przedmiotów.
Z tego, że nie kupuje się u nas nowych, że używamy czegoś do końca,
od rzeczy małych, przez wiekową pralkę, po samochód wielce
nastoletni? Czy to jej wrażliwość? No i co z tym zrobić?
Nie łamiemy tej wrażliwości, ale ... ciężko jej będzie.

Mąż na pocieszenie stwierdził, że jest szansa, że to dziecko do
domu starców nas nie odda wink)) W końcu byliśmy tu zawsze smile


ps. Kubek zwykły, z ościstą rybą, mój, jeden z wielu indywidualnych
domowych kubków.
    • samboraga Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 09:26
      Jeśli sami użytkujecie rzeczy do zdarcia i starcia to myślę, że to raczej Wasz
      namacalny sukces wychowawczysmile
      Mamy ze trzy kubki na ołówki, takie posklejane, jeden to rzeczywiście pamiątka
      po wakacjach, inne - zwykłe. Ostatnio jak taki zwykły się potłukł to tez kazałam
      wyrzucić, bo miejsca na ołówki juz dośćwink)
      • matizka Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 09:29
        Chyba w jakimś wieku dzieci tak mają. U mnie stos połamanych
        zabawek, podartych książeczek,ale nic wyrzucić nie wolno.
        Natychmiast stają się ukochane.

        A jak coś sięzepsuje to z dziecinną wiarą mówie, tata to naprawi.
        Tez ostatnio sklejał ceramiczną skarbonkę za 4 złote.
        • samboraga Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 10:04
          >U mnie stos połamanych
          > zabawek, podartych książeczek,ale nic wyrzucić nie wolno.

          O, tak, mój syn też miał taki etap. Ale ciekawe, że tylko ze swoimi
          zabawkamiwink)) Miał pudła i szafki na strychu, na swoje, jak my to rodzinnie
          nazwywamy, 'sentymenty'. Nasz samóchód (całkiem nowy, 2-3 letni) chciał zmieniać
          na nowszy modelwink A już zupełnie nie wierzył, jak mówiliśmy, że stary zabytkowy
          zegar (taki ścienny, wiszący) i stara ikona są dla nas cenniejsze niż taki
          samochód właśnie. Nie wierzył, że stare jest fajne... No, ale u nas postawy
          konsumenckie w bliższej i dalszej rodzinie skaczą od skrajności w skrajność...
          Syn może równie dobrze pójść w minimalizm, jak i rozpasany hedonizm... Ale z
          wychowaniem nigdy nie jest lekkowink Czy dziecko ma dość jednorodne środowisko,
          czy przeciwnie.
    • mamalgosia Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 09:27
      Ja jestem bardzo przywiązana do rzeczy. I do miejsc na przykład.
      Pewnie dobre to nie jest, ale ludzkie.

      Obserwuję siebie i moje Dzieci - i wiem, że to niekoniecznie jest
      przywiązanie do rzeczy. To jest przywiązanie do Rzeczy. Przez
      udomowienie, oswojenie, przyzwyczajenie, polubienie... rzecz staje
      się Rzeczą. W jakiś sposób bliską i droższą niż inne. Mówisz, że
      kubek z tych zwykłych. Może dla Ciebie. A może dla nich juz stał się
      mniej zwykły - przez to, że Wasz, a nie jeden z tysiąca stojących na
      półce w sklepie.
      Oczywiście nie można przegiąć, ale - jak zwykle - cieżko samemu w
      sobie znaleźć granicę. Mieszkałam w akademiku z pewną dziewczyną.
      Złamała jej się szczoteczka do zębów, a ona rozpłakała się "moja
      szczoteczka, to była moja ulubiona szczoteczka". Nie rozumiałam i
      nie rozumiem, dla mnie to już jest POZA tą granicą. No właśnie: dla
      mnie
      • mama_kasia Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 10:46
        Mówisz, że
        > kubek z tych zwykłych. Może dla Ciebie. A może dla nich juz stał się
        > mniej zwykły - przez to, że Wasz, a nie jeden z tysiąca stojących na
        > półce w sklepie.

        Zwykły w sensie, że nie jakiś ozdobny smile U nas, niestety(?),
        wszystkie kubki są niezwykłe smile
    • mader1 Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 09:38
      wiesz... ja z tym jakoś nie walczę. Nie za wszystkimi rzeczami dzieci płaczą, za
      niektórymi. Czasem staram się pogadać, co w tej rzeczy lubią. Czasem po prostu
      pogłaszczę. Czasem powiem, że nic nie da się już z tym zrobić i nierozsądne jest
      trzymanie skorup...Czasem odkładamy skorupy albo kubek razem z urwanym uchem, a
      potem " nie ma kiedy" skleić i wreszcie , w czasie kolejnego sprzątania ląduje w
      śmieciach.
      Można samemu dawać przykład.
      Jakiś dobry dom starców... czemu nie ? Osby w podobnym wieku, z podobnymi
      wspomnieniami obok, spacerki po ogródku bez poczucia winy, że zabiera się cenny
      czas, odwiedziny najbliższych, z którymi można pogadać, a nie prosić ich o
      usługi... Z taką Ismą, Mamą_Kaią, Samboragą i innymi obok w pokojach... no czemu
      nie ? wink))))))
    • atama Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 11:15
      U nas jeszcze za wcześnie na takie problemy, bo syn dopiero uczy się
      mówić, ale przyznam, że mnie zaskoczyłaś opisem tej sytuacji.
      "W dzisiejszych czasach" raczej odwrotny obserwuje się problem i
      nadmierną konsumpcję. Pogoń za nowym, markowym, lepszym. I na tym
      przyznam bardziej się koncentrowałam, żeby tego dziecku nie
      zaszczepić.
      Twój post przypomniał mi dawno zasłyszaną opowiastkę. Pewna mądra
      matka opowiadała, jak jej córka wyjechała w wieku nastu lat do
      Stanów, gdzie przy jakiejś tam sytuacji usłyszała, że "pieniądze
      należy szanować"! Ta młoda dama odpowiedziała na to, że ona może
      szanować człowieka, a nie dolara. I coś w tym jest, bo Twoja córka
      skądinąd ładnie obeszła się ze starym kubkiem (też mam taki kubek z
      ościstą rybą i sentymentem go darzę, sama nie wiem czemu smile)) ), ale
      piszesz, że przy okazji sprawiła siostrze przykrość. O tym bym
      bardziej z nią pogadała niż o przywiązaniu do rzeczy. To, że stara
      się wykorzystać wszystko jak najlepiej i najdłużej nie jest złe.
      Gorzej jeśli przy tym zaczyna kogoś ranić.
      Ja sama pamiętam karkołomną awanturę, jaką urządziłam mężowi, za to,
      że wyprał czarne z białymi. Poniszczyło się jedno i drugie, ale
      największe zniszczenie zasiały moje o to pretensje.
      Nie lubię (strasznie nie lubię) kiedy coś się w głupi sposób
      niszczy, ale jeśli mam przy tym kogoś ranić, to już odpuszczam te
      wszystkie przedmioty.
      • mama_kasia Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 11:24
        ale
        > piszesz, że przy okazji sprawiła siostrze przykrość

        Nie, Mała się po prostu tego krzyku rozpaczy Średniej przestraszyła.
        I o tym to akurat często rozmawiamy, bo średnia swoją bezsilność
        wykrzykuje. To nie było jakieś celowe sprawienie przykrości.
        • atama Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 11:34
          > Mała się popłakała, bo teraz to już zdecydowanie poczuła się
          winna.

          Tym się pokierowałam. Mój smutek po jakimś przedmiocie może zranić
          drugą osobę, wzbudzić dodatkowe poczucie winy itd.
          Nawet już abstrahując od tej Twojej konkretnej sytuacji smile
          • verdana Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 12:59
            Obawiam sie pod tym wzglednem miewam pięć lat. Nie przywiazuje się
            przesadnie do większosci przedmiotow, wrecz lubie wyrzucanie
            niepotrzebnych rzeczy - ale są przedmioty, ktorych nie jestem w
            stanie wyrzucić.
            Nie jestem, bo mi ich żal - nie jako mojej własnosci, ale czegos, co
            słuzyło mi wiernie i teraz bęzie mu przykro, ze po prostu zostaje
            wyrzucone.
            Calkowicie potrafię wczuc się w dziecko, ktore nie pozwala wrzucic
            szczoteczki do zebow - nie dlatego, ze chce nią dalej myć żeby, ale
            dlatego, ze szczoteczce bedzie przykro. Mam te same uczucia przy
            wyrzucaniu kazdej szczoteczki (czy jest na sali psychiatra?)
            Wiem, ze to żenujace wyznanie, ale jestem włascicielką killku
            zabawek kupionych nie dlatego, ze byly mi potrzebne, albo mi sie
            podobały, ale dlatego, ze ktoś je zostawił na półce w sklepie w
            niewlasciwym miejscu, samotne, albo tuż przed kasą, gdy one juz
            myslały, ze ktos je kupi... I mysle, że to ten sam mechanizm, co
            rozpacz przy wyrzucaniu rzeczy, ktore sa czyms więcej, niz rzeczami.
            • sion2 Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 17:06
              Ja mialam w dziecinstwie etap przywiazania do lalek i misiow, w tym
              jeden mis, tak dziwnie zrobiony ze dalo sie go ubierac w spioszki i
              kaftaniki i byl miekki - byl szczegolnie ukochany. Najpierw nazywal
              sie Konradek a pozniej byl Karolinka. Byl moim "dzieckiem" przez
              jakies 10 lat. Traktowalam go jak cos zywego i bylam swiecie
              przekonana ze jest żywy bo wydawalo mi się że rusza łapką. Wozilam
              go w wózku, przebieralam i przewijalam. Rodzice musieli bardzo
              uwazac jak przy mnie go dotykaja bo inaczej rozlegal sie przerazliwy
              wrzask na caly dom np. NIE ZA UCHO!!!

              Ale ja chyba nie mam jakiegos przywiazania do przedmiotow, wrecz
              przeciwnie wyrzucam czesto i jak leci. Bo moja mama chorobliwie
              wszystko zbiera i nic nie pozwala wyrzucic wiec ja mam przegiecie w
              druga strone. Sama nie wiem co lepsze. Bo czasem sie gubi gdzies
              granica i nadaje sie rzeczy znaczenie niemal podmiotowe, rzecz staje
              sie wazniejsza od ludzi, od czystosci, od porzadku.
              • f-olka Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 20:15
                Dzieci do pewnego wieku tak mają, ale trzeba uważać. Znam osobiście kogoś kto z
                tego nie wyrósł. Jest to coś strasznego! I nie chodzi o używanie rzeczy, bo ja
                sama chadzam w spodniach, które zakupiłam jeszcze w liceum, bo są dobre, ale
                chodzi mi o chomikowanie, także popsutych rzeczy. Ja od małego uczę moje
                maluchy, że jak jest coś popsute i nawet po naprawieniu nie będzie spełniać
                swojej funkcji to wyrzucamy. Kubek na ołówki mamy jeden zrobiony z puszki po kawie.

                I w ten sposób nie mamy sterty połamanych zabawek, kredek, talerzyków. Podarte,
                uplamione ubrania zamieniamy na ścierki. Synek ma 2,3 i pokazuje mi, że coś się
                pospuło. gdy rzecz jest nienaprawialna ze spokojem żegna ją i wyrzuca.
                • szczur.w.sosie Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 20:33
                  Kurcze, ja też tak mam...
                  • mamalgosia Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 30.04.09, 20:36
                    a więc może to nie kwestia wieku, a cecha osobnicza - co
                    sygnalizowałam wyżej. Założycielka w tytule umieściła dzieci - ale
                    może po prostu jej dzieci tę cechę mają, a ona nie - i to
                    niezależnie od wieku
              • a_weasley Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 02.05.09, 10:50
                Sion2 napisała:

                > Ja mialam w dziecinstwie etap przywiazania do lalek i misiow,

                Misie to jeszcze inne zjawisko. Z zasobów znajdujących się w
                rodzinnym domu Minerwy można by zrobić Muzeum Misia Pluszowego, tu
                chyba w życiu żadnego misia nie zezłomowano.
                • verdana Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 02.05.09, 19:08
                  Też nie zezłomowałam... Misia?????
                  • justyna.ada Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 14.05.09, 14:02
                    Misia bym w życiu nie wyrzuciła, to prawie jak istota ludzka wink))
                    co innego lalki, czy inne gadżety, ale zwierzątka? Nieee.
    • mama_kasia Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 14.05.09, 13:50
      Wczoraj nasz bardzo, bardzo wiekowy scorpio zmienił właściciela
      (na złom generalnie poszedł; dziewczynkom oszczędziliśmy tej
      wiadomości). Średnia przeżyła to oczywiście. Był u nas
      tyle lat, co ona ma. ...Ale chyba najgorzej przyżył to mój
      mąż - było o domowniku i zdradzie przyjaciela wink crying Teraz
      przynajmniej wiem, po kim Średnia taka jest smile

      ...Nooo, szkoda samochodu, ale posypał się bardzo, rdza go
      żarła tak, że trudno już było koła wymieniać. Służył nam dobrze,
      przez tyle lat... wink
      • wierzba_b Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 15.05.09, 23:20
        Ech, Mamo-Kasiu...
        Normalnie łzy mi się w oczach zakręciły. I kapią nawet. Wiesz, był taki Mercedes... Był, odkąd pamiętałam. Olbrzymi, czarny "skrzydlak" (model 190D, rocznik bodaj 63 czy 65, taki jak tutaj:
        www.oldtimer.400.pl/galeria/auta/Mercedes_190D_1965_front.jpg . Pamiętam do dziś sterty szczegółów: hamulec ręczny wyciągany spod deski rozdzielczej po lewej stronie kierowcy, pionowy prędkościomierz, w którym "rósł" czerwony słupek jak w termometrze, kształty klamek i korbek od okien, składaną rączkę od szyberdachu, kalkomanię z żółtym pieskiem na popielniczce...
        Wiekowy był. Tata właściwie każdą sobotę spędzał coś naprawiając. Sprzedał go, gdy miałam jakieś 12 lat. Ostatniego dnia, kiedy Tata wieczorem zamykał bramę, wyrzuciłam przez okno (miałam pokój na piętrze, samochód stał pod tym oknem) list - napisany czarną kredką wiersz, którego podmiotem lirycznym był Mercedes. Częstochowszczyzna to była straszliwa, ale szczera. "Żegnam Ciebie, mój Ty Krzysiu, com Ci służył tyle lat, z reflektorów łzy żałości kapią ciężko kap, kap kap..." Patrzyłam przez okno, jak Tata podnosi kartkę i czyta w świetle latarni. I jak potem stoi i patrzy na samochód - bez ruchu. Potem wszedł do domu, powiedział "słuchajcie, co ja znalazłem!", przeczytał wszystkim na głos - niby ze śmiechem, ale głosem mocno wzruszonym.
        Płakałam po tym samochodzie długo. Gdybym miała nazwać uczucie, którym go darzyłam - to kochałam go. Nie tak jak człowieka, oczywiście. I pewnie też nie tak, jak psa czy kota. Ale kochałam. Do dziś mi się zdarza wzruszyć, zatęsknić - ot, choćby w tej chwili. Więc Twego męża i jego słowa o domowniku i zdradzie przyjaciela jak najbardziej rozumiem i współczuję konieczności podjęcia takiej decyzji. Nam (bo i Tata przeżywał, choć oczywiście zgrywał twardziela, Mamie i siostrom też było smętnie) było o tyle łatwiej, że Mercedes poszedł w dobre ręce - do fana oldtimerów.
        • hanna26 Re: dzieci - przywiązanie do rzeczy materialnych 17.05.09, 22:39
          Ech, pamiętam naszą starą, poczciwą syrenkę 105, którą trzeba było
          zamienić na małego fiata, bo syrenki przestawali produkować... Łez
          przy tym było sporo i do dziś mam sentyment do syrenek.

          Generalnie jednak z podobnymi objawami przywiązania do rzeczy u
          naszych dzieci staram się walczyć. Tłumaczę, że gdy zostawimy sobie
          stary, zepsuty np. nadtłuczony kubek czy połamaną zabawkę, to nie
          kupimy nowego, nowych - no bo po co, skoro skleimy stare? Pokazuję,
          że to tylko rzecz, jedna z wielu, że nic się nie stało, pójdziemy do
          sklepu i wybierzemy nowe. Oczywiście nie przesadzajmy w drugą
          stronę - bezmyślne kupowanie coraz to nowych gadżetów, bo stare od
          razu aut na śmietnik też nie jest dobrą nauką. Ale płakanie za
          rozbitym "ulubionym" (w zasadzie to wszystkie są ulubione)
          talerzykiem, tak jak to mają w zwyczaju obie starsze dziewczyny jest
          dla nas wielce denerwujące. Mój mąż często powtarza: "Człowieka
          niczym nie zastąpisz za żadne pieniądze, a takich talerzyków możesz
          mieć mieć ile tylko chcesz".
          Ostatnio zresztą zaczęliśmy odnosić sukcesy, bo Najstarsza (6 lat)
          potrafi już tłumaczyć (sama z siebie) Średniej (4 lata): "Patrz, to
          się już nie sklei, nie da rady, ale nie martw się, nic się nie
          stało, mama ma jeszcze dwa podobne spodeczki..."
Inne wątki na temat:
Pełna wersja