mamalgosia
15.06.09, 16:15
Odwiedziła mnie koleżanka i opowiedziała mi taką historię:
Kilka miesięcy temu podjęła pracę zawodową. Pracuje do 16 tej, więc
jeśli jeszcze po drodzie robi zakupy, to jest w domu około 17tej. Ma
dwóch synów w wieku szkolnym. W tym samym bloku mieszka rodzina,
również z dwójką dzieci, młodsze chodzi do klasy z młodszym synem
tej koleżanki (mam nadzieję, że nie gmatwam). Sąsiadka
zaproponowała, że będzie odbierać ze szkoły wszystkie dzieci naraz i
u niej będą czekały na powrót mamy. Pomysł się mojej kolezance
bardzo sposobał, była wdzięczna za tę propozycję.
Sąsiadka dzielnie odbiera dzieci, zawsze jest na czas, niezależnie
od pogody, korków czy własnych problemów. Istny skarb. Tylko, że np
po szkole bierze dzieci do figloraju, funduje im chipsy, lody,
karuzele, zabiera do jakichś parków dinozaurów, do kina, kupuje
zabawki...! Koleżanka mówi, że nie przypuszczała, że mają taką dobrą
sytuację finansową. Sąsiadka nie chce zwrotu pieniędzy za te
wyjścia, nawet za zabawki. Kolezanka się martwi, myślała już o tym,
żeby zrezygnowac z usług sąsiadki, ale dzieci są (dosłownie i w
przenośni) kupione. Uwielbiają sąsiadkę (dodatkowo podobno jest
miła, zawsze im wymyśla zabawy), nawet nie chcą wracać do domu.
Rozmowa z sąsiadką nic nie dała, bo ona nie wie, w czym problem -
wszyscy są zadowoleni, a skoro ona coś ma to chętnie się tym dzieli.
Co myślicie o takiej sytuacji?