prośba o radę wychowawczą - długie

09.07.09, 11:44
Witam,
Temat ten poruszałam też na "Starszym dziecku", ale dostałam mnóstwo
niemądrych rad i wolę Was zapytać o zdanie. Pod nami mieszka dziewczynka w
wieku mojego syna. Byłam zaskoczona, jak namolnie potrafi się dopominać o
poczęstunek takie dziecko. O konkretne rzeczy, bo generalnie i tak częstuję
dzieci. Przy czym ona bywa u nas, a syn na dole nie, bo dziewczynka ma 9
miesięcznego brata. Ponieważ takiego zachowania nie znoszę i nie pozwolę sobie
wchodzić na głowę, więc kilka razy byłam wobec niej dosyć stanowcza i miałam
poczucie, że jej nie lubię. Ponieważ jednak z drugiej strony mam to poczucie,
że to gość i dziecko, więc bardzo ciężko i źle się potem czułam. Teraz są
wakacje, dziewczynka chyba się nudzi, też zadziwia mnie to, że jej mama nie
zapisała na jakieś lato w mieście albo coś podobnego, bo życie podwórkowe w
zasadzie nie istnieje. Ona przychodzi codziennie i pyta się, czy może się
pobawić z Arturem. Nie wiem przy tym na ile jest to w granicy normy, ale także
niespecjalnie się przejmuje zakazami swojej mamy (np. ugryzł ją u nas chomik i
jej mama powiedziała, że ma nie brać więcej chomika do ręki- oczywiście nie
posłuchała). Powód dla którego proszę Was o radę jest taki. Mimo, że
przeprowadzałam z nią naprawdę nieprzyjemne rozmowy na temat napraszania się o
jedzenie, skutek był żaden. Wczoraj mi mówi, że my mamy takie dobre cukierki i
że ona by chciała. Najpierw nic nie powiedziałam, a potem zrobiło mi się
przykro i ją poczęstowałam. Po jakiejś chwili, kiedy mój syn już dawno tego
cukierka zjadł, dziewczynka trzymając pusty papierek mówi, o gdzieś mi upadł
mój cukierek. Od początku miałam wrażenie, że nie mówi prawdy i postanowiłam
jej uwagę zignorować. Dziewczynka dalej: no tak to ja nie spróbowałam
cukierka, więc jej dałąm drugiego, ale postanowiłam po jej wyjściu przeszukać
dokładnie cały pokój. No i cukierka nie ma i jestem przekonana, że mnie okłamała.
Nie wiem jak postąpić, w kontekście jej niewychowania pod innymi względami,
jestem przekonana, że kłamała, z drugiej strony należałoby z nią tak
porozmawiać, żeby się przyznała. Waham się pomiędzy tym, że już nigdy więcej
jej niczym nie poczęstuję (co zresztą mnie też wkurzyło, jak ona raz poszła do
domu na chwilę z synem, to ona zjadła, bo była głodna, synowi nikt nic nie
zaproponował - a kiedy są u nas, nie dość, że i tak dzieciaki częstuję, to
jeszcze najchętniej by na obiedzie została), a tym, żeby w ogóle zakazać jej
bawić się z synem - minus tego rozwiązania jest taki, że syn też się czasem
nudzi i uważam, że powinien mieć kontakt z dziećmi. Zastanawiam się, czy dalej
załatwiać tę sprawę na płaszczyźnie rozmowy z tą dziewczynką (która mi na
ponownie zwróconą uwagę, że nie powinna się dopraszać odpowiada: No wiem,
wiem) czy od razu pójść i porozmawiać z jej mamą, co nie należy do moich
ulubionych rozrywek.
Jakie jest Wasze zdanie, bo że coś muszę zrobić to na pewno, bo mnie po prostu
krew zalała, jak się dziś przekonałam, że na pewno mnie okłamała. A sprawa
jest delikatna, bo sąsiadce też to co o tym myślę muszę jakoś dyplomatycznie
przekazać.
    • atama Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 13:09
      A co byś powiedziała swojemu synowi, gdyby się tak zachował?
      Pewnie tak nie robi, ale wyobraź sobie, że zdarza mu się taki
      incydent - co robisz?
      Albo ją potraktuj tak samo jak byś potraktowała swojego syna, albo
      odpuść wychowywanie czyichś dzieci.
      Starałabym się być z dzieckiem zupełnie szczera.
      • jogo2 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 14:15
        Ja poproszę o uważne przeczytanie. To nie jest incydent, to jest ignorowanie
        moich próśb, rozmów z nią na ten temat, a teraz do tego dochodzi kłamstwo. W
        sumie nie jestem zachwycona, że moje dziecko się bawi z kimś takim. Ja poproszę
        o sensowną radę, a nie kilka słów napisanych w pośpiechu po niezbyt uważnym
        przeczytaniu.
        • atama Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 07:25
          Mam wrażenie, że to ja zostałam źle zrozumiana:
          >A co byś powiedziała swojemu synowi, gdyby się tak zachował?
          Pewnie tak nie robi, ale WYOBRAŹ sobie, że zdarza MU się taki
          incydent - co robisz?

          Dla Twojego syna to może byłby incydent, w każdym razie jeśli
          dziewczynka jest u Was częstym gościem powinna być traktowana na
          równi, czyli bez pobłażania ze względu na to, że jest gościem.
          Bardziej konkretnie napisać nie potrafię, bo to Ty znasz swoje
          zasady i wiesz najlepiej na co pozwalasz, a na co nie swojemu synowi.
          Pozdrawiam.
    • mader1 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 14:35
      Tu prawie każdy post jest długi wink Witaj po długiej nieobecności wink

      Najpierw jak to przeczytałam, to zrobiło mi się tej małej żal.
      Pomyslałam sobie, że dobrze zaopiekowane, najedzone, zadbane dziecko
      nie naprasza się o jedzenie. Nie oszukuje z powodu jednego głupiego
      cukierka.Potem przypomniało mi się "Opium w rosole" i przychodząca
      na obiadki Gieniusia smile ( może dlatego, ze zaglądałam akurat dziś na
      forum fanów Musierowicz).
      Coś temu dziecku jest. Może chce zwrócić na siebie uwagę, bo nie
      może znaleźć się w sytuacji, gdy jest mały braciszek w domu, może
      nie chodziła do tej pory " w gości" i nie wie, jak się zachowywać,
      może jest rozpieszczona, może jest rzeczywiście głodna i w jej domu
      nie ma pieniędzy na cukierki, może....
      Powodu nie znajdziemy.
      Trzeba też przyjąć do wiadomości, ze cudzego dziecka nie wychowamy smile
      Co możesz...
      Możesz trochę pouczestniczyć w ich zabawach, zeby zobaczyć " gdzie
      problem"
      Z pewnością możesz powiedzieć, bez wdawania się w rozważania
      dlaczego ona taka jest, powiedzieć spokojnie " Skoro wpadasz do
      mojego synka z czego bardzo się cieszymy oboje, poznaj zasady
      panujace w naszym domu" i tu podać te zasady.Przemyśleć sobie, które
      są najważniejsze. Jeżeli masz zasadę, ze nie je się żadnych
      cukierków przed kolacją, to ją podaj,jeżeli lubisz jeść obiad tylko
      z synem, też to powiedz, skoro mała jest codziennym gościem Twojego
      syna itd.
      Potem spokojnie odmawiaj tego, czego nie mozesz jej zaoferować.
      "Nie, nie zrobię Ci tortu orzechowego", " Deser będzie za godzinę"
      bez zbytniego tłumaczenia. Przyzwyczai się.
      Z kolei Ty musisz coś ... przełknąć. Skoro godzisz się na codzienny
      pobyt obcego dziecka w Twoim domu, godzisz się także , ze będzie to
      miało na Wasz dom jakiś tam wpływ. Każdy kontakt z drugim
      człowiekiem, jakoś na nas wpływa, zmusza nas do refleksji czy
      jakichś działań. Czasem zmienia porządek dnia, ubarwia go, czasem
      wprowadza chaos. Im mniej osób w domu, tym bardziej obecność każdej
      następnej, nie znającej przyzwyczajeń i rytuałów tego domu, jest
      widoczna smile
      Ludzie mają jakieś niewinne przyzwyczajenia - na przykład po
      podwieczorku lubią sobie uciąć piętnastominutową drzemkę. Wtedy
      obecność kogoś , kto do nich gada w tym właśnie czasie, może byc
      irytująca, jeżeli jest codzienna, choćby tę osobe lubili wink))) ale
      może nie być, jeżeli spokojnie jej o tym powiedzą smile))))
      Myślę, że jakoś wypracujecie kompromis smile
      • mader1 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 14:47
        a... choć moja odpowiedź jest i tak przydługa...
        Z mamą tej dziewczynki nie rozmawiałabym o jej zachowaniu.
        Nie sprawdzalabym czy mówi prawdę w sprawie cukierków.
        Zastanowiłabym się czy potrafię tę małą przyjmowac w domu, jeżeli
        nie, a mój synek lubi się z nią bawić, zaproponowalabym że raz czy
        dwa razy w tygodniu mogę zabrać ich razem na spacer. Wybrałaby się
        wtedy do mamy małej, powiedziała, ze w domu nie moge jej przyjmować
        ( nie tłumacząc dlaczego), ale chętnie pójdę z dziećmi - skoro się
        lubią - na spacer w poniedziałki i środy. I już.
        Tylko nie krzycz na mnie wink)))
        • verdana Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 16:28
          To jakieś wyjatkowo nieszczęśliwe dziecko. Wybacz, ale mam wrazenie,
          ze interesujesz sie nie tym, co trzeba. Dla mnie wstrżasające byloby
          napraszanie się dziecka o jedzenie, o cukierki - i w tym jest
          problem, nie w drobnym klamstwie - o ile takie w ogole miało
          miejsce.
          • mader1 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 16:31
            > To jakieś wyjatkowo nieszczęśliwe dziecko.

            Ja też mam wrażenie, że to takie rozpaczliwe. Żal by mi było tej małej...
          • mamalgosia Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 18:03
            wiesz co, verdano, nie wiem, o co chodzi z tym jedzeniem, ale każde
            dziecko, które się bawi z moimi dziećmi, chce jeść. A zadne
            patologie to nie są. Wczoraj była u nich koleżanka, pół godziny
            zabawy mija, a ona przychodzi i pyta, czy dostanie coś słodkiego.
            Powiedziałąm, ze po obiedzie, więc zjadła obiad i potem słodycze. Ze
            dwa tyg temu wzięłam synka koleżanki z moimi na spacer, to prosił o
            frytki, chipsy, napoje. I zjadł dwa razy więcej niż moje dzieci.Mam
            jeszcze więcej takich przykładów. Dzieci te na pewno nie są
            głodzone. Proszą o jedzenie w sposób grzeczny. Przyznam, że nie
            mówiłam o tym ich rodzicom, bo nie widze problemu. choć tak - dziwi
            mnie to.

            • verdana Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 18:34
              Kiedy mnie tu wcale nie o jedzenie głównie chodzi, ale o samotność.
              To dziecko najwyraxniej nie ma w domu nic do roboty, choć jest tam
              jej mama...
              przypomina mi się Geniusia z "Opium w rosole".
    • madziaq Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 16:58
      A ja się tak zastanawiam, czy to, że dałabyś jej do jedzenia to, o co prosi, to
      by było jakieś obciążenie finansowe? Oczywiście w granicach rozsądku, wiadomo,
      że jeśli np. dla wszystkich na obiad jest zupa pomidorowa, a mała mówi, że ona
      ma ochotę na pieczarkową, to nie będziesz specjalnie dla niej gotować czego
      innego, czy w ogóle jakichś pracochłonnych rzeczy szykować. Ale co Ci szkodzi
      dać jej curkierka, kiedy prosi? To nie Twoje dziecko i nie Twój problem, że w
      razie czego nie będzie umiało się zachować w towarzystwie.

      A może naprawdę jest głodna (to skrajny przypadek) albo może jej rodziców nie
      stać na takie dobre czekoladki, jak Wy macie? Nie wiem, ile lat ma to dziecko,
      może jest w wieku, gdy jeszcze po prostu nie przyswoiła, że nie wypada "objadać"
      innych gdy się jest u nich w gościach? A to, że Twojego syna niczym nie
      poczęstowano, gdy u niej był, to nie jej wina tylko ewentualnie rodziców.
      Przecież u Ciebie w domu to chyba tez nie synek zarządza jedzeniem i tym kogo i
      czym się częstuje, tylko Ty?
      • a_weasley Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 17:33
        Madziaq napisała, a i parę innych osób w podobnym tonie:

        > A ja się tak zastanawiam, czy to, że dałabyś jej do jedzenia
        > to, o co prosi, to by było jakieś obciążenie finansowe?

        Z listu Jogo nie wygląda, żeby dziecko było jakieś szczególnie
        zabiedzone i nie wiedziało, jak cukierki smakują.

        > To nie Twoje dziecko i nie Twój problem, że w
        > razie czego nie będzie umiało się zachować w towarzystwie.

        Ale również cała reszta nie jest problemem Jogo. Może jej rodziców
        nie stać, ale to też jest ich problem. Może byłoby stać, ale nie
        dają dzieciom czekoladek, bo nie chcą? Ja do siódmego roku życia nie
        znałem cukierków poza krówkami, bo taka była polityka żywieniowa
        moich rodziców.
        I problemem Jogo jest wychowanie jej własnego dziecka. Przykład jest
        fatalny i w dodatku widać, że "dziadowanie", jak takie zachowania u
        innych dzieci nazywali moi rodzice, popłaca.
        Każdy odpowiada najpierw za własne dzieci.
        • mamalgosia Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 18:05
          i nie sępiłeś od innych czegoś poza krówkami?
          • a_weasley Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 19:09
            Nie. Przecież mama powiedziała, że dziadować to bardzo nieładnie.
    • mamalgosia Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 18:17
      Chyba nie lubisz dziewczynki. Albo jej matki. Albo jednej i drugiej.
      Sądzę tak, bo tego typu przemyślenia towarzyszą mi w stosunku do
      dzieci mojej szwagierki.

      natomiast w normalnych relacjach z kolegami i koleżankami moich
      dzieci nie widze problemu. Chcą jeść, to daję - oczywiście, jeśli
      mam. A gdybym z jakichś powodów uważała, że to juz przegięcie
      (zjadły albo za dużo, albo za drogo), to mówię tak jak do moich
      dzieci: "dość już zjadłeś"
      • sion2 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 21:00
        Ja uwazam, że jesli dziecko nie jest z domu patologicznego,
        zabiedzone fizycznie, jesli wiesz ze ma wzglednie przecietny dom tzn
        taki gdzie moze nie ma kasy na wakacje ale na jedzenie nie brakuje,
        masz prawo nie tolerowac takiego zachowania.

        O niewinne wymuszanie koncentrowania na sobie uwagi podejrzewalabym
        5-7-latka a nie 9-letnia pannicę z inteligencja w normie. Moim
        zdaniem ona wyczula twoja slaba strone, wyczula ze jestes "dobrym
        czlowiekiem" ktory jest w pewnym sensie zniewolony konwenansami
        albo wymogami moralnymi "glodnych nakarmic" i że zawsze jak zajęczy
        ty jej poslusznie dasz bo chcesz czuc sie w porządku.
        I ja bym takie zachowanie stanowczo ukróciła. Ustalilabym zasady że
        moze do was przychodzic ale gdy zacznie "żebrac" zostanie wyproszona
        za drzwi (tak, tak). Oczywiscie nie znaczy ze ona ma patrzec jak
        twoj syn cos zajada slodkiego i ty mozesz ją sama częstowac czym
        chcesz. Ale ty sama a nie na wymuszenie.
        Ja mialam taka kolezanke w podstawowce, normalna rodzina, normalni
        rodzice. Jak ją zapraszalam po lekcjach, zaczynala pobyt w moim domu
        od wędrówki po kuchni i zagladaniu (doslownie) do garnkow. Wąchala i
        degustowala bez pytania i pozwolenia. Ja sie czulam tak tym
        sparalizowana ze nie wiedzialam jak reagowac. Pozniej sie okazalo że
        jej rodzice choc mieli kase i normalnie urzadzony dom, na przyklad
        wszystkie slodycze trzymali pod kluczem w barku i wydzielali
        dzieciom po sztuce. Nie do pomyslenia byly cukierki w salaterce na
        stole po ktore kazdy siega ile chce i kiedy chce.
        Moze w domu tej malej tak jest wlasnie, ale to nie oznacza ze ona
        moze u was tak sobie folgowac. O ile nie dzieje sie jej krzywda, nie
        jestes zobowiazana do karmienia jej. I w twoim domu obowiazuja twoje
        prawa...
        • verdana Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 21:32
          Wiesz, do mojego syna przychodził chłopak w dobrych ubraniach,
          zdecydowanie nie zabiedzony, z tzw. "dobrego domu". Jego rodzice
          byli włascicielami restauracji. Mogli nas kupić i sprzedac, a jeden
          pokoj w ich mieszkaniu byl wielkosci polowy naszego mieszkania w
          całosci...
          Dziecko było po postu glodne. Gdy pierwszy raz dostal u nas obiad
          okazało sie, ze wiekszosci normalnych dań nigdy na oczy nie widział.
          Rodzice cały dzień siedzieli w pracy, a jemu zostawiali kanapki -
          albo i nie zostawiali (mowię tu o 8-latku).
          Tak więc pozory czasem mylą.
          • mader1 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 21:42
            zgadzam się z Tobą. Pozory mylą.
            Dla mnie niepokojące u tego dziecka jest to, że Jogo wyraźnie napisała, że
            odbywa z nim rozmowę o tym, żeby nie napraszało się o jedzenie, jest stanowcza i
            nawet ma poczucie, że tego dziecka nie lubi, a ono mimo to przychodzi. Dzieci na
            ogól dość szybko orientują się, że " coś nie tak" i unikają wizyt, nawet za cenę
            niezjedzenia cukierka. A to prosi o uwagę za wszelką cenę.

            To oczywiście nie znaczy, ze Jogo, nawet mając najlepsze chęci, może tę sytuację
            naprawić, bo prawdopodobnie coś nie tak dzieje się w domu rodzinnym.
            • jogo2 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 23:22
              Wydaje mi się, że artur i sion trafili w sedno. Nie wiem skąd w Was tyle
              pobłażania dla dzieci, które są po prostu źle wychowane. Jestem gotowa okazać
              mnóstwo serca tej dziewczynce i w gruncie rzeczy ma ode mnie nie tak znowu mało:
              kolegę i jego mieszkanie pełne zabawek (ona do siebie nie zaprasza - naprawdę
              nie wiem, czy 9 miesięczny braciszek to taka kolosalna przeszkoda - rozumiem, że
              jej mamie jest tak wygodniej, ale niech chociaż nauczy dzieciaka mówić
              dziękuję), w sumie za każdym razem jakoś dzieci częstuję, ale jak się okazuje,
              królewna i tak chce co innego. Dziewczynka ma zawsze nowe stroje, czyego nie ma
              mój syn, ale nie ma deskorolki. Tak, nie jestem za wszystko odpowiedzialna, za
              to że ma braciszka, za to że jej mama może nie potrafi dobrze wychować i
              starszej dziewczynki i mieć niemowlaka. Natomiast co mnie ogromnie dziwi, to
              przyzwolenie w tym społeczeństwie na mięczakowatość, na sępienie, na brak
              wszelkich reguł usprawiedliwieniem których mają być rzeczywiste lub urojone
              traumy. Mój syn też ma traumę, wielką olbrzymią, nie ma ojca, co nie przeszkadza
              mu się zachowywać w sposób społecznie akceptowany i nie sądzę, żeby zachowanie
              odmienne mu na tę traumę pomogło.

              I tak, macie rację, nie znoszę źle wychowanych dzieci. Jędza ze mnie, prawda? Po
              tym kłamstwie z cukierkiem nic ode mnie nie dostanie, nawet jak mój syn będzie
              coś jadł przy niej. Dziwię się Wam, że nie możecie zrozumieć jakie to było
              bezczelne. Jeżeli się zaś poskarży mamie, to cóż będzie rozmowa z mamą. Niestety
              rada mader co do spacerów jest nierealna, jakbym i tak nie miała w co rąk
              włożyć, jeszcze mi i to potrzebne, może raczej niepracująca mama 9 miesięczniaka
              mogłaby się poudzielać. W końcu idiotyczne jest bohaterskie nabieranie wody w
              usta na temat zachowania małej, rzeczywiście nie palę się do takiej rozmowy, ale
              na pewno nie będę wymyślać jakichś spacerów, tylko po to, żeby się mamusia i
              córeczka nie dowiedziały, o co tak naprawdę chodzi.
              A swoją drogą ogromnie się wam, oprócz artura i sion dziwię, życzę spotkania
              osobiście takiego egzemplarza i bardziej kierowania się zdrowym rozsądkiem niż
              egzaltowaną literaturą dla nastolatek, skądinąd bardzo przeze mnie lubianą.
              Piszę tak, bo to ja cierpiałam ogromnie, jak sobie wyprosiłam takie zachowanie,
              mała natomiast nie rozumie o co chodzi, tak jest źle wychowana, a poza tym, co
              jest ewidentne, wszelkie prośby, zakazy i nakazy dorosłych ma gdzieś - to już
              może do was bardziej przemawia?
              • mader1 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 23:30
                po przeczytaniu tego postu myślę , że lepiej będzie dla Was wszystkich, jak
                Twój syn nie będzie się z tą dziewczynką spotykał. To tyle.
                • isma Re: prośba o radę wychowawczą - długie 09.07.09, 23:45
                  Tez tak mysle.
                  • ruda_kasia Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 01:06
                    A ja chyba nie będę lakoniczna i delikatna. Nie możesz powiedzieć dziecku, które
                    chce być u Ciebie w domu codziennie, że zachowania x y z są nieładne? Bo samo
                    kłamstwo z cukierkiem... niestety mam dwie córki, które kłamią na potęgę...
                    mając matkę, która nie potrafi fizycznie powiedzieć nieprawdy...
                    Dziecko jest "biedne", lepiej dla Was się izolowac, a co na to Twój syn?
                    Może masz coś dobrego do zrobienia. W co nie możesz rąk wsadzić... przepraszam,
                    że pytam.
                    Gdyby dziecko "domagało" - jakkolwiek to zwać - się u mnie pewnych "ekstrasów",
                    za każdym razem poszłabym do mamy zapytać, czy wolno... Tyle ja
              • nati1011 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 07:56
                Jogo - miałam się nie odzywać, ale po twoim ostatnim poście już nie
                zdzierżyłam. Z twoich wypowiedzi bije wręcz patologiczna niecheć do
                tego dziecka i jego rodziny. To ty masz problem. Nie wiem o co
                chodzi.

                Dla mnie najbardziej oburzające jest twoje przekonanie, ze masz
                prawo wychowywać cudze dziecko. Jeżlei uważasz, ze zachowanie
                dziecka jest niestosowane, to w pierwszej kolejności powinnaś
                porozmawiac z jej mamą, a nie wyzywać się na małej.

                I powiem ci coś jeszcze. Pozory czasem bardzo mylą. Ja tez przez
                parę lat siedziałam z małym dzieckiem w domu. Na zewnatrz wyglądało
                to na idyllę. I tylko najbliżsi wiedzieli, ze czasem 2 razy w
                tygodniu ląduje w szpitalu, a wiekszą częśc tygodnia spędzam wijąc
                się z bólu. I to mną trzeba się było opiekować. A moje dziecko
                zachowywało sie o wiele gorzej niż opisana przez ciebie dziewczynka.
                I wcale nie dlatego, że była źle wychwana. Na szczęście rodzice jej
                kolegów w niczym nie przypominali ciebie.
                • nati1011 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 09:52
                  Przeczytałam tez wątek na starszym dziecku - i przerażona jestem
                  jeszcze bardziej.

                  Wyszło, ze dziewczynka ma 7 lat. W kwietniu Jogo2 pisała, ze
                  zirytowała ją już po 2 wizytach. Podczas pierwszej zjadła jabłko -
                  ostatnie w domu - przeznaczone dla chomika, a podczas drugiej wizyty
                  poprosiła o kogiel mogel, na co Jogo dała jej bułkę / potem pisze ze
                  kromke chleba/ z masłem i jest wstrząśnieta, ze dziecko zjadło aż 3
                  sztuki. Jogo - wybacz, ale to dziecko mi wygląda na autentycznie
                  głodne - i tak na marginesie zastanawiam się, czy nie jest też na
                  coś chore - skoro jesteś pewna, że nie jest w domu głodzona.

                  Nie potrafię sobie wyobrazić jak mozna miec pretensje do 7-
                  mioletniego dziecka, że zjadło 3 kromki chleba z masłem.

                • a_weasley Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 10:24
                  Nati1011 napisała:

                  > To ty masz problem.

                  Pewnie, że ma. Gdyby nie miała, toby nie prosiła o radę. MSZ jest to
                  problem z asertywnością.

                  > Dla mnie najbardziej oburzające jest twoje przekonanie, ze masz
                  > prawo wychowywać cudze dziecko.

                  Mniej więcej takie samo ma prawo je wychowywać, jak obowiązek się
                  nim zajmować.
                  • madziaq Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 10:28
                    Nie ma obowiązku się nim zajmować i nikt tego od niej nie wymaga. Raczej odnosze
                    wrażenie, że sama chce, żeby dziewczynka bywała u nich w domu, ze względu na
                    towarzystwo dla synka.
                  • isma Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 10:32
                    Nie, Arthurze. Tu nikt nie "zajmuje sie" cudzym dzieckiem, poniewaz nie ma na to
                    czasu (np. na wspolny spacer).
                    Natomiast, owszem, cudze dziecko zajmuje syna Jogo, zeby ona mogla w tym czasie
                    wkladac rece w co tam wklada, no i zeby w prawidlowym wychowaniu jej syna nie
                    brakowalo elementu spolecznego.
                    Bardzo wygodne podejscie, do czasu, kiedy taka zabawka, to jest, przepraszam,
                    kolezanka, nie zrobi sie klopotliwa.
                    • mmk9 oj, złośliwaś , Ismo, troszeczkę 10.07.09, 11:53
                      i nie jestem pewna, czy Jogo na to zasłużyła. Choć rzeczywiście
                      nieco jędzowate ostatnie posty były.
                      Jogo, pytasz czy jestes jędzą. Jakkolwiek jak wyzej, wydaje mi sie,
                      że w gruncie rzeczy nie. W poszukiwaniu wieku Twojego syna i
                      namolnej sąsiadki przypomnialam sobie Twoją historie z Mazur. Coś /
                      i nie jedzowatość/ musi być w Tobie takiego, że lgną do Ciebie
                      dzieci z nie calkiem wydolnych rodzin /ci sąsiedzi prawdopodobnie są
                      tylko czasowo niewydolni, do czasu podrośnięcia niemowlaka moim
                      zdaniem/. Wydajesz się solidnym oparciem ? Kimś ciepłym ? Może
                      skutecznie przybrałas taką maskę, a wewnętrznie nie bardzo sobie
                      radzisz ? Czy nie chcesz być zbyt doskonała ? Chciałabyś
                      towarzystwa dla syna, ale powinno byc to towarzystwo idealnie
                      wychowane, chciałabys być dobrą sąsiadką, ale tu w Twoim pojęciu
                      albo dasz sie oszukać i wykorzystac, albo będziesz jedzą, bo czegoś
                      tam dziewczynce odmówisz. Siedmiolatka to zupełny maluch, ma prawo
                      być trochę nieokrzesana, nawet gdyby matka miala dla niej czas.
                      Mnie tez denerwują zbyt śmiałe dzieci, może w Twojej sytuacji
                      miałabym podobne odczucia, ale z zewnątrz to wygląda trochę inaczej -
                      dzieciak jest jakoś tam zaniedbany, a ty masz szanse mu pomóc, przy
                      okazji zyskując towarzystwo dla syna - nie przyda mu sie ktoś śmiały
                      i spontaniczny ? To wszystko w sumie tanim kosztem, nie musisz
                      przecież spełniać zachcianek, możesz nakarmić chlebem z masłem a na
                      nastepny posiłek odesłac do domu. Nie przesadzaj i nie tragizuj - w
                      sprawie cukierka moglaś od razu powiedzieć - oj, chyba kręcisz,
                      nieładnie, poszukac razem z nią. Chomika łapie chociaż ugryzł ? No
                      to znow ugryzie, nic nie będzie chomikowi ani małej. Jakas Ty za
                      bardzo napięta jesteś, to moze szkodzic Twojemu synowi. Poza tym -
                      te częste wizyty nie będą trwac wiecznie, mała znajdzie sobie
                      koleżankę albo każą jej chodzić na spacery z braciszkiem...
                    • nati1011 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 11:54
                      jestem tego samego zdania - dodam tylko, ze koleżanka od poczatku
                      była trefna - już na pierwszej wizycie zjadła jabłko, a na 2 aż 3
                      kromki chleba.

                      I ja nie zauważyłam, by Jogo musiała się dziewczynka opiekować, jest
                      zapraszana. A przynajmniej wyrażana jest zgoda na jej pobyt w domu
                      Jogi. Czyli jest gościem. Nie podopieczną. A gości to ja nie zwykłam
                      wychowywać. Jak mi nie pasują, to poprostu nie zapraszam ich więcej -
                      np upartych nałogowych palaczy, co nie wytrzymują 15 minut bez
                      papierosa przy stole.
                    • mamalgosia Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 13:05
                      sad
              • mamalgosia w zamian 10.07.09, 08:47
                Powiem szczerze: jakoś mi zgrzyta w Twoich wypowiedziach to, że tak
                ważne jest dla Ciebie to, by Twoje dziecko również było zapraszane
                przez tamte osoby. To pewnie Ty masz rację, ale mi jakoś przykro,
                gdy tak koniecznie musi być coś za coś
              • mamalgosia Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 08:52
                jogo2 napisała:
                . Nie wiem skąd w Was tyle
                > pobłażania dla dzieci, które są po prostu źle wychowane.

                Ja też nie wiem. Nie wydaje mi sie bym była osobą pobłażliwą (choć
                być może chciałabym być)


                >
                > I tak, macie rację, nie znoszę źle wychowanych dzieci. Jędza ze
                mnie, prawda?
                Nie wiem, czy jędza, to nie moja sprawa. Natomiast chyba bałabym się
                zabrać moje dzieci na spotkanie z Tobą. Bo choć bardzo sie staram,
                nie są one "dobrze wychowane" niestety


                > A swoją drogą ogromnie się wam, oprócz artura i sion dziwię, życzę
                spotkania
                > osobiście takiego egzemplarza i bardziej kierowania się zdrowym
                rozsądkiem niż
                > egzaltowaną literaturą dla nastolatek, skądinąd bardzo przeze mnie
                lubianą.
                To już rozumiem, że do verdanysmile
                Choć przyznam, że i ja ze zdrowym rozsądkiem na bakier (nei wiem
                tylko na korzyść czego, bo egzaltowanej literatury dla nastolatek
                nie czytuję)

                Jogo, czy na Starszym Dziecku dostałaś równie nieużyteczne porady,
                jak u nas?
              • madziaq Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 10:09
                Wiesz co, aż bije z Ciebie niechęć do tego dziecka i całej jego rodziny. Ciekawa
                jestem, co to dla Ciebie znaczy źle wychowane dziecko. Czytając Twoje posty (nie
                tylko ten, wcześniejsze też) odnoszę wrażenie, że większość dzieci uznałabyś za
                źle wychowane, a prawdopodobnie sporą część dorosłych również.

                Jakkolwiek byś nie lubiła tej dziewczynki, to jedzenie przy gościach bez
                zaoferowania im również czegoś do zjedzenia (poza wyjątkowymi sytuacjami)
                również moim skromnym zdaniem nie jest przejawem dobrego wychowania i raczej
                powinnaś uczyć syna, że tak się nie robi, jeśli Ci zależy, żeby był dobrze
                wychowany.

                Kurczę, dzieckiem będąc, chodziłam w odwiedziny do różnych koleżanek, a one
                przychodziły do mnie, nasze mamy częstowały nas tym co akurat było w domu,
                często włącznie z obiadem czy kolacją. U jednej z koleżanek było sporo towarów
                wówczas deficytowych, więc zdarzało mi sie poprosić np. o kanapkę z Nutellą,
                którą uważałam za szczyt luksusu, czy o dokładkę czegoś, na co miałam ochotę.
                Coś mi się zdaje, że po odbyciu stanowczej rozmowy postanowiłabyś mnie nie
                częstować nawet suchym chlebem tongue_out

                Czy nie wydaje Ci się, że skoro znakomita większość wypowiadających się
                twierdzi, że przesadzasz w swoim potępieniu dla tej dziewczynki, to może coś w
                tym jest?
                • a_weasley Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 10:19
                  Madziaq napisała:

                  > źle wychowane, a prawdopodobnie sporą część dorosłych również.

                  A toż źle wychowani dorośli istnieją. Znałem kilku.
                  • madziaq Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 10:26
                    Ale oczywiście, że istnieją. Tylko każdy ma inną definicję "złego wychowania" i
                    np. dla nirektórych to że dzieci rozmawiają z dorosłymi przy stole jest
                    normalne, a dla innych to rażący objaw braku kindersztuby. Mam wrażenie, że
                    definicja złego wychowania według Jogo jest bardzo szeroka.

                    Nie zmienia to faktu, że istnieją zachowania obiektywnie świadczące o złym
                    wychowaniu, np dziecko bijące matkę i krzyczące na cały autobus "głupia jesteś!!!".
          • sion2 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 12:26
            Ale ja Verdano zaznaczylam ze moje rady dotycza sytuacji gdzie
            autorka bedzie wiedziala jaka sytuacje ma dziecko. Opisanej przez
            ciebie na pewno nie ma skoro w domu matka z 9-miesieczniakiem.

            NIestety dzieci manipuluja. Ucza sie tego od doroslych i wlasnie dla
            dobra samych dzieci jest sluszne nie poddawac sie temu.
        • mmk9 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 09:17
          sion2 napisała:


          >
          > O niewinne wymuszanie koncentrowania na sobie uwagi
          podejrzewalabym
          > 5-7-latka a nie 9-letnia pannicę
          >

          No wlasnie, ze to nie jest 9-letnia pannica. 9 miesięcy ma jej
          brat, ktoremu w domu zapewne przeszkadza spać. Przeszkadza też
          dziadkowi i matce. Biedny dzieciak.
          • nati1011 Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 09:55
            niewiemy czy przeszkadza - może po prostu lubi bawić sie z kolegą. A
            jej zachowanie - po prostu bezpośrednie - moze też wynikać z faktu,
            ze dotąd nie chodziła do obcych i zachowuje sie tam jak u siebie w
            domu.
            • atama Re: prośba o radę wychowawczą - długie 10.07.09, 10:02
              Coraz więcej się nad tym zastanawiam i nad tym dlaczego dziewczynka
              skłamała.

              nati1011 napisała:

              > jej zachowanie - po prostu bezpośrednie - moze też wynikać z
              faktu,
              > ze dotąd nie chodziła do obcych i zachowuje sie tam jak u siebie w
              > domu.

              Chyba jednak czuje się coraz mniej swobodnie, skoro kłamie, żeby
              dostać drugiego cukierka...
              Chyba jednak Twoje tłumaczenie Jogo jakoś do tego dziecka trafiło.
              Wie, że uważasz jej prośby o jedzenie, czy słodycze za niewłaściwe.

              Pytałaś ją dlaczego skłamała?
    • isma Dawno, dawno temu... 10.07.09, 10:20
      Poniewaz mam ospe i sie nudze wink)), a M. wlasnie pracowicie odrabia 21 slupkow
      z dodawaniem i 21 slupkow z odejmowaniem, to moge sobie Ojcow Kosciola spokojnie
      poczytac (literatura dla pensjonarek tez bedzie, jak dziecko zadanko skonczy).

      No i pisze sw. Bernard z Clairvaux do Baldwina, biskupa Noyon w roku Panskim 1150:

      "Do Baldwina, biskupa Noyon, cos lepszego, niz mu sie nalezy - od brata
      Bernarda, zwanego opatem z Clairvaux.

      Przysylam ci malego chlopca, ktory przynosi ten list, aby moc jesc twoj chleb.
      Dowiem sie, jak bardzo jestes skapy, po tym, jak go przyjmiesz. Nie lamentuj
      jednak i nie wylewaj lez, gdyz ma maly zoladek i zadowoli sie byle czym. Beda
      wdzieczny, jesli wroci madrzejszy, a nie grubszy. Ton tego listu bedzie musial
      zastapic moja pieczec, gdyz nie mozna go oddac, podobnie jak Twojego Gotfryda.
      Brat Bernard"

      Milego dnia wszystkim.
Pełna wersja