jogo2
09.07.09, 11:44
Witam,
Temat ten poruszałam też na "Starszym dziecku", ale dostałam mnóstwo
niemądrych rad i wolę Was zapytać o zdanie. Pod nami mieszka dziewczynka w
wieku mojego syna. Byłam zaskoczona, jak namolnie potrafi się dopominać o
poczęstunek takie dziecko. O konkretne rzeczy, bo generalnie i tak częstuję
dzieci. Przy czym ona bywa u nas, a syn na dole nie, bo dziewczynka ma 9
miesięcznego brata. Ponieważ takiego zachowania nie znoszę i nie pozwolę sobie
wchodzić na głowę, więc kilka razy byłam wobec niej dosyć stanowcza i miałam
poczucie, że jej nie lubię. Ponieważ jednak z drugiej strony mam to poczucie,
że to gość i dziecko, więc bardzo ciężko i źle się potem czułam. Teraz są
wakacje, dziewczynka chyba się nudzi, też zadziwia mnie to, że jej mama nie
zapisała na jakieś lato w mieście albo coś podobnego, bo życie podwórkowe w
zasadzie nie istnieje. Ona przychodzi codziennie i pyta się, czy może się
pobawić z Arturem. Nie wiem przy tym na ile jest to w granicy normy, ale także
niespecjalnie się przejmuje zakazami swojej mamy (np. ugryzł ją u nas chomik i
jej mama powiedziała, że ma nie brać więcej chomika do ręki- oczywiście nie
posłuchała). Powód dla którego proszę Was o radę jest taki. Mimo, że
przeprowadzałam z nią naprawdę nieprzyjemne rozmowy na temat napraszania się o
jedzenie, skutek był żaden. Wczoraj mi mówi, że my mamy takie dobre cukierki i
że ona by chciała. Najpierw nic nie powiedziałam, a potem zrobiło mi się
przykro i ją poczęstowałam. Po jakiejś chwili, kiedy mój syn już dawno tego
cukierka zjadł, dziewczynka trzymając pusty papierek mówi, o gdzieś mi upadł
mój cukierek. Od początku miałam wrażenie, że nie mówi prawdy i postanowiłam
jej uwagę zignorować. Dziewczynka dalej: no tak to ja nie spróbowałam
cukierka, więc jej dałąm drugiego, ale postanowiłam po jej wyjściu przeszukać
dokładnie cały pokój. No i cukierka nie ma i jestem przekonana, że mnie okłamała.
Nie wiem jak postąpić, w kontekście jej niewychowania pod innymi względami,
jestem przekonana, że kłamała, z drugiej strony należałoby z nią tak
porozmawiać, żeby się przyznała. Waham się pomiędzy tym, że już nigdy więcej
jej niczym nie poczęstuję (co zresztą mnie też wkurzyło, jak ona raz poszła do
domu na chwilę z synem, to ona zjadła, bo była głodna, synowi nikt nic nie
zaproponował - a kiedy są u nas, nie dość, że i tak dzieciaki częstuję, to
jeszcze najchętniej by na obiedzie została), a tym, żeby w ogóle zakazać jej
bawić się z synem - minus tego rozwiązania jest taki, że syn też się czasem
nudzi i uważam, że powinien mieć kontakt z dziećmi. Zastanawiam się, czy dalej
załatwiać tę sprawę na płaszczyźnie rozmowy z tą dziewczynką (która mi na
ponownie zwróconą uwagę, że nie powinna się dopraszać odpowiada: No wiem,
wiem) czy od razu pójść i porozmawiać z jej mamą, co nie należy do moich
ulubionych rozrywek.
Jakie jest Wasze zdanie, bo że coś muszę zrobić to na pewno, bo mnie po prostu
krew zalała, jak się dziś przekonałam, że na pewno mnie okłamała. A sprawa
jest delikatna, bo sąsiadce też to co o tym myślę muszę jakoś dyplomatycznie
przekazać.