- Nie pytasz, co u dzieci ?

19.07.09, 12:52
- A tak, tak... To co u dzieci ?

O ile dobrze pamiętam, w te słowa zaniepokoił się Inżynier, gdy jego żona
zadzwoniła z konferencji, prosząc o dostarczenie peruki ( z " Czterdziestolatka")
Czy rozstajecie się z dziećmi ? Na wakacje , część wakacji, w ciągu roku ?
Bardzo jesteście wtedy niespokojni ? Czy są telefony, listy ( czy ktoś jeszcze
pisze dziś papierowe listy ?), łzy ? Czy to łatwe czy normalne ?
I co Was zaskoczyło ?
W tym roku mój synek został na wsi kilka dni z babcią. Wysłałam mu kartkę z
ulubionymi pieskami, drogą tradycyjną. Pierwsze zaskoczenie - dwie kartki
wysłane z tego samego miejsca w to samo miejsce, doszły w różnym czasie (
rozrzut 3 dni)- ta do synka przyszła po ponad tygodniu. Drugie zaskoczenie -
kartka, napisana drukowanymi literami, dość lakoniczna w treści, okazała się
bardzo ważną niespodzianką i świadectwem miłości i przywiązania smile))
Ważniejszym niż telefon smile
    • samboraga Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 19.07.09, 15:37
      Dwa dni nie miałam obojga dzieci i jeszcze się nie stęskniłamwink)
      • mader1 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 19.07.09, 16:21
        rozumiem, że nie dzwonisz ? i nie pytasz, co u dzieci ? wink)))))
        • samboraga Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 19.07.09, 22:25
          > rozumiem, że nie dzwonisz ? i nie pytasz, co u dzieci ? wink)))))

          Nawet bym nie zdążyła wstawszy dzisiaj po...11.00... Pierwszy raz od nie wiem
          kiedywink)) A potem z górki, jak to niedzielawink śniadanie, msza, obiad i...trzeba
          jechać po dzieckowink))
          A Starszy owszem, tęskni. Tyle, że sam dzwoniwink) Więc codziennie mam relację co
          u dzieckawink
    • nati1011 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 19.07.09, 18:23
      córka to była od małego cyganka. Zostawała gdzie się dało i jak
      długo sie dało. Ona nie tęskniła wcale - nawet czasem nie chciała
      przez kilka dni do telefonu podejść.

      Młodemu rozstania przychodzą o wiele trudniej. Nawet jak idzie spać
      do babci 2 ulice dalej to zdarza sie, że o 22 trzeba po niego
      jechać.

      Jutro maluchy jadą z tatą na tydzień. Bo mama musi zostać w pracy sad

      Już tesknie. A mały dziś chodzi chory - mam nadzieję, zę to nie z
      tęsknoty wink
      • mader1 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 19.07.09, 19:15
        pewnie trochę z tęsknoty i przejęcia... co nie oznacza, że nie będzie się koniec
        końców dobrze bawił wink
        Tęsknota jest chyba jakoś związana z miłością, co ?
    • anik801 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 19.07.09, 20:34
      Nie lubię zostawiać córki.Raczej wszędzie ją zabieram.Tylko,gdy jadę
      na uczelnie to zostawiam ją(z jej tatą lub babcią).Oczywiście
      dzwonie i piszę sms-y z pytaniami czy wszystko ok?Moja córka jest
      bardzo samodzilna,łatwo nawiązuje znajomości i bardzo chętnie(od
      początku)chodzi do przedszkola.jednak muszę wiedzieć co robi jak
      mnie nie ma i czy wszystko jest w porządku?Najbardziej zaskoczyło
      mnie,gdy szwagierka zostawiła 1mies.dziecko ze mną i nawet nie
      zadzwoniła.Dziecko odebrała poźnym wieczorem i nawet nie pytała jak
      minął cały dzień.No ale w jej wykonaniu to normalka.Potrafi zostawić
      dziecko,bo gdzieś tam sobie jedzie(np.do koleżanki na piwo).Dla mnie
      to straszne!Tak małego dziecka nie zostawiałam nigdy i nie wyobrażam
      sobie znikać na całe dnie i noce!
      • mader1 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 19.07.09, 20:36
        a kiedy pierwszy raz zostawiłaś maleństwo i na jak długo ? Pamiętasz jeszcze, co
        wtedy czułaś ?
        • nati1011 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 19.07.09, 21:04
          pamietam pierwsze rozstanie - mała miała ... 2 tygodnie. A ja
          wróciłam na uczelnię. Tylko na kilka godzin, a na karmienie tata mi
          ją przywoził. Ten pierwszy raz została z babcią. Dziwnie się czułam.
          Po raz pierwszy bez niej - po tylu miesiącach smile

          Pierwszego rozstania z synkiem nie pamiętam. Może było to już
          normalne? A moze wtedy nie mogłam jeszcze mu wybaczyć, ze jest
          chłopcem wink
          • mader1 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 19.07.09, 22:23
            nie chciałaś po dziewczynce mieć chłopca ? ( nie miałam nigdy marzeń dotyczących
            płci, ale wiem, że dość powszechne są marzenia o posiadaniu , przepraszam, "parki")

            Kompletnie nie pamiętam tego pierwszego razu beze mnie. Na pewno nie był na
            długo. Myślę, że wcześnie zostawiłam maleństwo, żeby chociażby wyjść na trochę
            do sklepu. Przypominam sobie właśnie, ze to było jakieś wyjście do sklepu i mała
            chyba była z ze swoim tatą, bo kompletnie się nie martwiłam wink)))
            • anik801 co do parki 20.07.09, 09:13
              Nie wiem dlaczego ludzie "muszą" mieć tzw.parkę? Mam córkę i bardzo
              chcę mieć drugą.Wiem,że najważniejsze jest żeby dziecko było
              zdrowe,ale...Nigdy nie chciałam syna.Mam 2 siostry i brata.I bardzo
              się cieszę,że mam siostry!Jest super,gdy się spotykamy!Nie możemy
              się nagadać,mamy bardzo dobre kontakty.Z bratem raczej tylko "cześć"
              i wszystko.Lubię brata,ale to nie jest to samo co mieć
              siostrę.Dlatego chciałabym żeby moja córka miała siostrę(o którą
              zresztą prosi).Wiadmo,że jak będzie chłopiec to będzie i już.Zresztą
              dzewczynki mnie rozczulająwink
            • nati1011 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 10:07
              nie chciałam parki - chciałam 2 córkę. Ja z powodu braku
              doświadczenia z chłopcami, mąż bardziej praktycznie: bo jeden pokój,
              bo 2 dziewczynki bedą sie razem chować, no i starsza to prawdziwa
              córeczka tatusia - mój mąż dla odmiany zawsze chciał córkę i do dziś
              to powtarza - żeby rozpieszczać do bólu. smile I faktycznie córce
              wszystko uchodzi płazem, a dla syna jest już bardzo surowy.

              Byłam rozczarowana, ze jednak chłopiec. Ale szybko
              mu "wybaczyłam" smile Znów Góra wiedziała lepiej co dla nas dobre. I
              paradoksalnie z chłopcem lepiej się dogaduję niż z córką.
              • anik801 nati:) 20.07.09, 11:59
                Ja też nie mam doświadczenia z chłopcami(chociaż zajmowałam sie
                kilka razy).Co do starszych dzieci(tak od 3 lat)to z racji zawodu
                nie mam problemów żadnychwinkJa to mam chyba zakodowane genetycznie-u
                mnie w rodzinie nikt(oprócz mojej mamy)nie chciał i nie chce
                chłopcawinkMój tata rozpieszczał najmłodszą córę(chociaż najmłodszy
                ogólnie był syn).Mój dziadek uwielbia wnuczki i prawnuczki z wnukami
                raczej tak bardziej "ostro" się obchodzi.Nie będę się rozpisywała o
                skrajnych przypadkach w mojej rodzinie,bo te jak raz uważam za chore!
                Oczywiście mój mąż bardzo chce syna.Nie wiem dlaczego w mojej
                rodzinie(i ze strony taty i ze strony mamy)to dziewczynki były
                porządane i rozpiszczane.Chłopcy byli zawsze na drugim
                miejscu,czasem nawet bywało to przykre.Mój tata jako syn(miał 2
                siostry)też odczuł niechęć swoich rodziców.Akurat ja pewnych
                sytuacji sobie nie wyobrażam.Mogę coś tam sobie woleć,ale wiem że
                każde swoje dziecko(chłopca,dziewczynkę,zdrowe,chore)będę kochała
                nad życie!Mam ogromny instynkt macierzyński i dla dziecka jestem
                gotowa na wszystko.U mojego męża w rodzinie też była jdna taka
                dziwna sytuacja.Ciotak mając już córkę,gdy po drugim porodzie
                dowiedziała się,że to syn dostała szału!Ryczała i nie chciała wziąć
                dziecka na ręce!Natomiast dla córki była cudowną matką!Nadal(a
                dzieci jej są już dorosłe)córka jest wszystkim dla niej,a syn i jego
                rodzina jakimś dodatkiem.Moja przyjaciółka też ma taką mamę.Sporo
                jest takich kobiet i mężczyzn,którzy szaleją na punkcie dzieci o
                danej płci.
                • nati1011 Re: nati:) 20.07.09, 13:30
                  anik801 napisała:

                  U mojego męża w rodzinie też była jdna taka
                  > dziwna sytuacja.Ciotak mając już córkę,gdy po drugim porodzie
                  > dowiedziała się,że to syn dostała szału!Ryczała i nie chciała
                  wziąć
                  > dziecka na ręcE

                  Nie, no bez przesady, byłam trochę zawiedziona i wystraszona, ale
                  małego zawsze kochałam. Po prostu ta miłość rozkwitła troche
                  poźniej smile Tak po paru tygodniach. A te pierwsze tygodnie to też nie
                  było jakieś odrzucenie. Tylko niższy poziom uczucia niż sie
                  spodziewałam. smile
                  • anik801 Re: nati:) 20.07.09, 15:52
                    Pisząc "też była jedna taka"nie było to porównanie do Ciebiewink było
                    to porównanie do sytuacji u mnie w rodzinie.Mój wujek,który chciał
                    bardzo córkę został ojcem syna.Nie chciał już więcej dzieci,bo bał
                    się,że będzie drugi chłopak.Żona błagała go i zapewniała,że tym
                    razem będzie córka.Wydali kupę kasy-lekarz wyliczył im wszystko na
                    dziewczynkę.Urodził się syn.Wujek był wściekły na żonę i
                    dziecko.Przez wiele tygodni nawet nie chciał podejść do łóżeczka.Po
                    prostu takie reakcje są z jednej strony bardzo dziwne,z drugiej
                    jednak dość częste.Bedąc u mojej córki na chrzcinach głośno
                    wypowiadał zdania typu "jakie to szczęście mieć córkę", "jak to
                    fajnie,gdy rodzi się dziewczynka".Było to trochę niezręczne,bo
                    siedział obok mojej ciotki(siostry jego żony),która ma 4 synów
                    (próbowała z nadzieją na córkę).No i ta właśnie ciotka(matka 4 synow)
                    została kilka miesięcy temu babcią.Urodził się jej wnuk.Była tak
                    zła,że praktycznie nikt nawet nie wiedział,że dziecko już się
                    urodziło.Z nikim nie gadała,bo jej zdaniem nie ma się czym chwalić
                    skoro to wnuczek.Nawet widząc się z moją siostrą(której jest
                    chrzestną)niec nie powiedziała,nawet tego jak mały ma na
                    imię.Ogólnie w rodzinie wszyscy jej współczują,a ci co jej nie lubią
                    śmieją się,że tak jej się pechowo złożyło.Może dlatego,że tyle lat
                    zawsze widziałam negatywne reakcje na chłopców sama nie chcę go mieć.
                    • mader1 Re: nati:) 20.07.09, 18:58
                      a ja przyznam, że nie rozumiem tego czekania na konkretną płeć. We mnie było
                      zawsze oczekiwanie na niespodziankę.
                      • nati1011 Re: nati:) 20.07.09, 20:58
                        nie wiem czy to było oczekiwanie? Chyba najbardziej strach przed
                        chłopcem. Powodów było kilka - dawno pogrzebane, nie chce chyba
                        nawet wracać. Dziś cieszę sie synkiem - moze nawet faktycznie
                        bardziej niż córką. I to jest dla mnie parodoksem. Córki pragnęłam,
                        a ona wolała tatusia i to z nim od małego jest bardziej zwiazana, a
                        mnie momentami wręcz odrzucała. Syna sie obawiałam, a to z nim
                        znajduję wspólny jezyk, to on podziela moje zainteresowania i
                        zdoloności i jest bliższy mi mentalnie. Teraz byłoby mi obojętna
                        płec dziecka - a najlepiej mieszane bliźniaki wink)

        • anik801 czułam,że muszę ją przytulić! 20.07.09, 09:03
          Tak pamiętam!Moja mama wygoniła mnie i męża do kina.Zosia miała
          ponad miesiąc.Nie chciałam iść,ale mama się uparła,że powinniśmywink
          Na filmie siedziałam jak na szpilkachwinkW trakcie chciałam wyjść i
          dzwonić,ale jakoś dotrwałam do końca seansu.Do domu wracałam jak na
          skrzydłach.Chciałam tylko przytulić małą!
    • mama_kasia Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 19.07.09, 22:31
      > Czy rozstajecie się z dziećmi ?

      Z najstarszym smile Ale mam go pod kontrolą wink) I cieszę się, że
      w końcu zaczął nas opuszczać.
      Dziewczynki wybywają do babci na parę dni na drugi koniec miasta.
      Ale to wszystko jest w zasięgu ręki smile
      Wyjazdy ze szkoły - niepokoję się drogą, samym przejazdem. Potem
      już nie. ...Tęsknię, ale umiarkowanie wink
      • okri2 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 00:57
        A mnie czeka za tydzień wyjazd. Córcia - 15 miesięcy zostaje z Tatą. Zawsze
        zabieram ją ze sobą, ale tym razem wyjazd wyskoczył w ostatniej chwili i nie
        zdążyłam wyrobić paszportu.
        Trochę mam nerwy.. Niby zostaje z ukochanym tatusiem, ale... Córusia-Mamusi smile
    • mader1 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 18:57
      A czy przyszło Wam kiedyś do głowy, że z Waszymi dziećmi przesyłacie w jakieś
      inne miejsce, komu innemu innym trochę radości ? wink))
      Czy przekazanie dzieci traktujecie jedynie jak przekazanie w inne ręce
      obowiązków ? wink
      Mamy gości.Dziś rano zajrzałam do wybudzonego już ze snu pokoju... Nie
      wyobrażacie sobie, jakie ciepło mnie ogarnęło, gdy zobaczyłam cztery łebki i
      czujne, przyjazne oczyska wpatrzone się we mnie z oczekiwaniem. Każdy łebek inny
      wink)))
      • anik801 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 19:15
        Ja ogólnie nie lubię nikomu "podrzucać" dziecka.Raczej staram się
        tak organizować sobie życie,żeby nie robić kłopotu innym.W zamian
        oczekuję jednak tego samego.Pomagam innym,ale wtedy gdy jest to
        konieczne(naprawdę moja pomoc jest potrzebna).Nie zajmę się
        dzieckiem tylko dlatego,że ktoś 3 dzień z rzędu chce pokręcić
        dupskiem na parkiecie!Niekoniecznie moje dziecko musi być dla
        wszystkich radościąwinkOk-jest już duża i nie sprawia problemów,ale
        jednak nie każdy musi mieć ochotę na jej niańczenie(chociaż moja
        mama jak raz bardzo lubi z nią być).Naprawdę nie zostawiam dziecka
        od tak sobie.W tamtym roku byłam w szpitalu(3dni)była z moją
        mamą.Nie mogłam się doczekać kiedy wyjdę i ją przytulę.No i
        powiedziałam lekarzowi,że muszę już wyjść i koniecwinkTeż uwielbiam
        widok mojej śpiącej córy.Nad ranem zawsze przychodzi ze swojego
        pokoju do mojego łóżka.Uielbiam te nasze poranne buziaki.
        • mader1 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 19:23
          no właśnie... bo często myśli się o "podrzucaniu". Ale czasem goszczenie czyichś
          dzieci jest radością smile)))
          Spotkałam na swojej drodze takie dzieci, których goszczenie wiązało się
          oczywiście z wysiłkiem, ale było sporą radością wink)))
          • anik801 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 19:35
            Jeśli przyszłoby Ci nosić cały dzień rozwrzeszczane 15kg.to ja bym
            tego radością nie nazwaławink Oczywiście zdarzają się fajniutkie
            dzieciaczki.jednak jeśli ktoś chce by pilnować dziecko co któryś
            dzień(bo koleżanka,bo zabawa,bo zakupy)to ja nazywam
            to "podrzucaniem".Ten proceder ma miejsce w naszej bardzo bliskiej
            rodzinie.Np.teraz dzieciak siedział 2 dni z moją teściową,a dziś
            znowu siedzi,bo "młodzi"znów się bawią.Dzieciak jest ciężki,ryczący
            i chce być cały czas noszony.Po dniu z nim można "skonać"winkJednak
            rodzice najwyraźniej myślą,że dają innym bardzo dużo radości i
            dlatego tak go ciągle wtykająwinka tak serio-jutro jadę po córkę
            przyjaciółki.Zmarł jej tata(a dziadek małej)i nie chcą żeby brała
            udział w pogrzebie.Lubię pomagać i mogłabym siedzieć z tym dzieckiem
            nawet tydzień,gdy wymaga tego sytuacja.Jednak nie będę komuś
            ułatwiać życia,bo ktoś ma ochotę ciągle się bawić.I nie widzę w tym
            żadnej radościwink
            • mader1 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 20:11
              No tak, pisałaś już o tym. Zdarzają się rodzice, którzy nie chcą zajmować się
              swoimi dziećmi.
              Ale zakładając ten wątek miałam na myśli raczej nasze odczucia związane z
              wyjazdami naszych, bardzo przecież ukochanych dzieci wink)))) I nasze odczucia
              związane z wizytami przyjaciół czy kolegów naszych dzieci. Naszych kochanych
              siostrzenic, siostrzeńców, dzieci naszych przyjaciół wink))) przysyłanych i
              przyjmowanych nie jak niepotrzebny bagaż, który wszędzie przeszkadza. Ale jak gość.
              • anik801 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 20:28
                Właśnie GOŚĆ.A co masz na myśli pod tym słowem?Jeśli dziecko
                przebywało by raz kiedyś-mogłabym powiedzieć gość.A jesli jest dość
                często-czy to gość?Chyba taki nieproszonywinkA moje odczucia są takie-
                lubię gdy do mojej córki przychodzą dzieci.Bawią się,robię im
                obiad,podtykam słodkości.Natomiast nie pozwalam robić z siebie
                niańki.Jakoś nie potrafię myśleć w ten sposób co Ty.Nie potrafię
                cieszyć się jeśli 3 dzień z rzędu słucham wrzasków,mam
                poprzestawiane rzeczy itd.Lubię pracę z dziećmi(nawet bardzo)
                natomiast w domu trochę inaczej to widzę.Jeśli u Ciebie ciągle są
                czyjeś dzieci i Tobie sprawia to naprawdę radość o chyba Ci
                zazdroszczę!
                • mader1 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 22:04
                  z gośćmi jest różnie. Jedni są często, drudzy rzadko. Tak, bywa u mnie często
                  na przykład moja koleżanka i ciągle jest gościem. Proszonym. Taka relacja. Nie,
                  nie podobało by mi się, gdybym miała robić za kogoś w rodzaju mamy.
                  I nie wiem, co Ci napisać na to czy u mnie są ciągle czyjeś dzieci... Najpierw
                  pomyślałam sobie, że nie ciągle . Na przykład te, które mam teraz, to
                  przyjechały bez mamy pierwszy raz. Ich mama bardzo je kocha i powierza je komuś
                  wyjątkowo.Dla mnie i dla nich to cenny raz i mam nadzieję, ze nie ostatni.
                  Bardzo je lubię wink Natomiast, tak, wychodzi na to, że " ciągle są jakieś
                  dzieci", ale kompletnie nie wygląda to tak, jak u Ciebie.
                  Po prostu nikt ich mi nie podrzuca, nie pozbywa się.
      • nati1011 Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 20:51
        smile)

        Pięknie to napisałaś. Poczułam to ciepło smile
      • mama_kasia Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 20.07.09, 23:02
        > A czy przyszło Wam kiedyś do głowy, że z Waszymi dziećmi przesyłacie w jakieś
        > inne miejsce, komu innemu innym trochę radości ? wink))

        A całkiem niedawno smile)) Syn pojechał do babci malować łazienkę -
        z niepokojem, zainteresowaniem, błyskiem w oku. A mi zrobiło się
        ciepło, że się zgodził i wiem, że babci niesie radość.
    • atama Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 21.07.09, 07:32
      Wakacje, więc i u nas miły mały gość smile))) Wniósł do naszego życia
      trochę zmian, więcej mobilizacji, uśmiechów radosnych i trudnych
      zmagań.
      Przyjechał z bagażem pełnym nakazów, że ma być grzeczny, nie
      sprawiać kłopotu, myć zęby, nie mlaskać itp. Trochę to za duży
      ciężar na barki 7-latka, który teraz stara się i pręży ponad siły.
      Wieczorem włącza mu się tęsknota za rodzicami. Pochlipuje, aż w
      końcu wydusił, że nie chce być dla nas kłopotem...
      Jest taką radością, a myśli że sprawia jakiś kłopot.
      Dlatego sobie myślę, że moim dzieciom nie będę mówić na pożegnanie,
      że mają być u kogoś grzeczne. Niech będą jakie są!
      A są grzeczne wink)))
    • mamalgosia Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 21.07.09, 20:10
      Pytam, co u Dzieci. Nagminnie i natrętnie.
      Mamy ten pierwszy raz za sobą. Chłopcy byli po raz pierwszy bez
      rodziców - tydzień temu. Ale z babcią - z tą, która mieszka z nami,
      czyli zna ich bardzo dobrze i oni ją znają. Byli niedaleko (godzina
      jazdy), zostali zawiezieni i przywiezieni. Przeżyliśmysmile
      Miałam dużo prac zaplanowanych na ten czas (np malowanie) i parę
      przyjemności (np wypad w góry z Przyjaciółką), parę obowiązków
      (lekarze) - ani się obejrzałam jak minęło. Ale smsów wysyłałam
      miliony i na szczęscie otrzymywałam mmsy. Tak wiec ręka na pulsie
      była.
      Ja bardzo, bardzo tęsknię gdy tracę kochane Osoby z oczu. I bardzo
      się o Nie martwię. A wiem, ze tego będzie coraz więcej...

      Co do papierowej, naziemnej korespondencji, to żaden mail nie ma jej
      uroku.
      • szymama Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 23.07.09, 17:47
        Tesknie jak jakas glupia. Najchetniej dzwonilabym o 5 razy na dzien.
        Moj syn jest teraz u Babci w Polsce. Nie mam zadnej potrzeby
        kontrolowania go, nie pytam ile lodow wcial wciagu dnia, ile juz
        kasy stracil, czy byl grzeczny ( 7 latek). Chce go uslyszec,
        posluchac jego paplaniny, mam ogromna ochote przytulic go. Ale sie
        hamuje, mowie, ze kocham i tesknie, ale ciesze sie, ze ma wakacje i
        jest tam szczesliwy.
        I ciesze sie, ze wprowadza radosc w zycie mojej mamy, ktora jest juz
        sama. Ma swojego wnuka dla siebie przez miesiac i moze rozpieszczac
        go do bolu....
        • mamalgosia Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 23.07.09, 20:56
          o, ja sobie też właśnie to mówiłam: Im tam wesoło, mają opiekę, są
          zadowoleni. I na tym polega miłość smile
          Ale jak tę tęsknotę ukrócić?
          • szymama Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 23.07.09, 21:48
            > Ale jak tę tęsknotę ukrócić?


            Moim zdaniem nie da sie. Od momentu kiedy moje dzieci pojawily sie
            na swiecie sa w kazdej sekundzie w mojej glowie i sercu. Czasmi daja
            mi popalic tak, ze wyslalabym je na ksiezyc, ale zaczynam tesknic
            za moimi potworami kiedy tylko schodze na dol w drodze do pracy. Tak
            samo jak wiem, ze nigdy nie bede juz spala jak za czasow przed-
            dzieciowych. Zawsze buszi mnie ich postekiwanie w lozku,
            przewracanie sie na boki, czy, nie daj Boze jakies chocby poczatki
            choroby. To taki urok macierzynstwa. Mam tylko nadzieje, ze nie bede
            matka kwoka, ktora nie da swoim dzieciom spokojnie oddychac i zadsi
            ich swoja obecnoscia.
            • mamalgosia Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 24.07.09, 08:56
              szymama napisała:

              > > Ale jak tę tęsknotę ukrócić?
              >
              >
              > Moim zdaniem nie da sie.

              Tak właśnie czułamwink, ale liczyłam na jakieś pocieszenie typu: "z
              wiekiem minie".
              No, ale ja mam w ogóle problemy z tęsknotą wielkie, nie tylko
              odnośnie Dzieci, tak więc przypuszczam, że ten krzyż zostanie mi do
              grobowej deski
              • szymama Re: - Nie pytasz, co u dzieci ? 24.07.09, 19:12
                Tak właśnie czułamwink, ale liczyłam na jakieś pocieszenie typu: "z
                > wiekiem minie".


                Mamalgosiu, ja Cie w tej kwestii niestety nie pociesze. Kocham te
                moje baki jak wariatka(przepraszam) i tesknie za nimi jak tylko
                straca mi sie z oczu. Z tesknota mam tak jak Ty, dotyczy ona nie
                tylko moich Dzieciakow. Mam nadzieje, ze mi to nie minie wink
    • anik801 najbardziej boję się że... 24.07.09, 20:24
      Boję się,że ktoś kto ma się zająć moją córką nie dopilnuje jej.I nie
      chodzi o to,że zostawiam ją z ludźmi nieodpowiedzialnymi-tylko,że po
      prostu przez zwykła nieuwagę coś może się stać.Ciągle się słyszy,że
      dzieci zostawione pod opieką dziadków coś sobie zrobiły itd.Wiem,że
      ze mną też może jej się coś stać,ale jakoś jestem spokojniejsza gdy
      jes ze mną.Odkąd się urodziła ciągle się o nią boję.Nie jestem
      nadopiekuńcza-pozwalam jej na naprawdę dużo(a ona jest za
      odważna).Nie wiem może to moja naiwność,że jeśli coś stanie się przy
      mnie to lepiej zareaguje.Przykład-babcia pilnowała dziecka(moją
      chrześnicę)u nas w domu.Ja zajęta byłam swoimi sprawami i w zasadzie
      byłam raczej w innym pokoju.Po coś poszłam do stołowego i co widzę?
      Mała je bombki z choinki!A babcia była w tym czasie w kuchni(niby
      tylko 2 kroki dalej).Podniosłam alarm,a babcię sparaliżowało-nie
      była w stanie zrobić nic!Złapałam dziecko i nie wiem sama jak
      wyjęłam kawałki bombki tak,że nawet kropli krwi nie było!A babcia-
      potrafiła tylko się popłakać.To samo było,gdy moja córka wsadziła
      sobie orzeszek ziemny do nosa-tylko dzięki mojej natychmiastowej
      reakcji obyło się bez laryngologa(babcia nie potrafiła nawet podać
      mi pencety).
      • zuzasza Re: najbardziej boję się że... 24.07.09, 22:48
        Czytając Twoje wypowiedzi, zaczynam odkrywać moją mamę...bo ona chyba myśli tak
        jak Ty, tylko tego nie opowiada, a ja jej nie rozumiem. Kocha dzieci (swoje
        wnuki zwłaszcza) świetnie się nimi zajmuje i nie wiem czy w kryzysowej sytuacji
        nie zareagowałaby lepiej niż ja. Gdy idę do pracy i nie ma kto z nimi zostać -
        zgodzi się bez wahania i komentarzy. Gdy chcę iść do kina z mężem - baaaardzo
        niechętnie i z reguły z tekstem "to idźcie z dziećmi, przecież lubią". I dlatego
        na randce z mężem nie byłam od pół roku....
      • mamalgosia Re: najbardziej boję się że... 25.07.09, 09:56
        Ja też się boję bardziej o dzieci, gdy ich nie widzę. Ale chyba nie
        jest to lęk przed niekompetencją osób pilnujących ich. Boję sie
        wszystkiego i raczej w tym upatruję przyczyny
Inne wątki na temat:
Pełna wersja