po co nam te dzieci w kościele ?

06.08.09, 14:12
No chyba nie tylko po to, żeby nam nie przeszkadzały w modlitwie wink)))
Podzielmy się tym, jak nas ubogaca ich obecność. Ja lubię dzieci w kościele i
to nie tylko swoje. Wprowadzają do kościoła radość i spontaniczność. Uśmiech i
czasem przejmujące skupienie. Ich nieporadna, ale żarliwa modlitwa mnie
zawstydza.
Gotowość współpracy. A czasem myślę sobie, jak długą drogę już przeszłam...
ale... zapytuję siebie czy aby wystarczająco długą i w dobrym kierunku ?
Pamiętam jedną z dziecięcych mszy. Ksiądz zachował się nietypowo. Zwykle w
czasie kazania zaczynał dialog z najmłodszymi. tym razem podszedł do
dorosłych... Zapytał o coś ewidentnego z czytań dorosłego, a on ... nie
usłyszał. Potem drugiego, trzeciego. Z tym samym rezultatem. Wrócił do dzieci.
    • chrust5 Re: po co nam te dzieci w kościele ? 06.08.09, 14:36
      Nie wiem, jak to ujac... Mnie moje wlasne oczywiscie czesto
      przeszkadzaja, sa jednak jeszcze bardzo male... Ale tez zwracaja
      uwage na nietypowe aspekty: ostatnio, poza Msza zajrzalam z dziecmi
      do parafialnego kosciola. Ogladamy krzyz, Matke Boska itd, w koncu
      zapytali sie o droge krzyzowa, akurat o pierwsza stacje. Wiec
      tlumacze, ze Pan Jezus niesie ciezki krzyz, boli go, jest bardzo
      zmeczony, na co coreczka: 'On nie ma lozeczka'. Dopytuje sie, o co
      jej chodzi, a ona wyjasnia, ze Pan Jezus nie ma lozeczka, nie moze
      odpoczac, a na pewno chce! Oj, pewnie by chcial...
    • anik801 Re: po co nam te dzieci w kościele ? 06.08.09, 14:38
      Na pewno nie potrafię się tak skupić na modlitwie,gdy jest z nami
      córka.Ona ciągle o coś pyta,albo śpiewa przekręcając słowa(co mnie
      rożmiesza).Kiedyś(siedziałyśmy przy ołtarzu)powtarzała po
      księdzu.Teraz jest już starsza i wie jak się zachować.No,ale pytań
      ma zawsze masęwinkLubię,gdy chodzimy razem-jesteśmy rodziną i wspólna
      modlitwa zawsze umacnia.jednak czasem dzieci naprawdę przeszkadzają.
      Dlatego podoba mi się w miastach msza dla dzieci(trochę krótsza i
      ksiądz zwraca się do dzieci prostym językiem).Idąc na taką mszę
      wiemy,że tam będą dzieci i że jakaś złośliwa starsza pani nie będzie
      puszczała komentarzy na temat zachowywania się dzieci.
      • tolka11 Re: po co nam te dzieci w kościele ? 06.08.09, 15:36
        Po nic. Ani moje, ani cudze nie przychodzą tam dla mnie. Nigdy mi
        dzieci nie przeszkadzały. Smieją się, biegaja, skaczą, zaczepiają,
        coś tam wypiją. Niczego nie udają, po prostu są. Obojetnie czy mają
        rok, dwa czy 6 lat.
        I pewnie z racji tego, ze dzieci mają przychodzić do Niego, bo je
        zaprosił, tak stanowczo reaguję, gdy ksiądz przerywa mszę, aby
        wyprosic dziecko, które głosno o coś pyta lub komentuje.
        Ale ja mam trudna parafie i jak mawia proboszcz jestem trudnym
        członkiem parafiismile
    • tonika80 Re: po co nam te dzieci w kościele ? 06.08.09, 15:59
      Lubię patrzeć na dzieci w kościele. Jak przychodzą do Pana Boga z
      uśmiechniętą buźką, zaufaniem i wiarą - taką prawdziwą, bez
      teologicznego bagażu, bez wstydu, spontanicznie.
      Poza tym dzieci zadaja pytania, na które trzeba jakos odpowiedzieć.
      Najlepiej prosto , zwięźle i z sensem. To wymaga od dorosłego
      zastanowienia nad rzeczami nad którymi dawno przestał sie
      zastanawiać.
      Wnoszą do Kościoła uśmiech i powiew świeżości. I czasem szokują
      rodziców swoimi kontaktami z Panem Bogiem:
      Parę miesiecy temu moja (wtedy) półtoraroczna córeczka po
      przebudzeniu z popołudniowej drzemki zamiast od razu mnie zawołać ,
      żebym wyciągneła ja z łóżeczka - zaczęła coś po swojemu gadać.
      Kiedy weszłam do pokoju bardzo zdecydowanym ruchem pokazała mi drzwi
      i zrobiła papa.
      Ja: Helenko, mam wyjść?
      H: tak, mama papa.
      Ja: dlaczego mam wyjść?
      H (pokazując na obrazek z Matką Boską nad łóżeczkiem): Ja tatata
      Bambun!
      Ja (znając jej język): rozmawiasz z Panem Bogiem?
      H (ucieszona, że ja zrozumiałam): Tak!!! Ja tatata Bambun!!!
      Wyszłam a ona rozmawiała z Panem Bogiem jeszcze parę minut.
      • hanna26 Re: po co nam te dzieci w kościele ? 07.08.09, 00:59
        Mnie zawsze zastanawia i fascynuje gorąca wiara dzieci, że cokolwiek powiedzą Panu Bogu, zostaną wysłuchane.
        Ostatnio miałam taką śmieszną, ale i poruszającą nas wszystkich sytuację z najstarszą córką (6 lat). Miała krótkie załamanie. Gdy przypomniałam jej o wieczornej modlitwie, powiedziała mi:
        -To nie ma sensu. Tak prosiłam Pana Jezusa, żebyś zdała ten egzamin (na prawo jazdy - za pierwszym razem oblałam), a On w ogóle nie chciał mnie posłuchać. Na pewno nie lubi mnie słuchać.
        Wytłumaczyłam, że widocznie Pan Jezus doszedł do wniosku, że jeszcze zbyt mało umiem, że muszę jeszcze trochę pojeździć, bo mogłabym komuś zrobić krzywdę itd. Wysłuchała, wcale nie przekonana. Jednak następnego dnia (w niedzielę) bardzo długo klęczała w ławce po zakończeniu mszy świętej, coś tam pod nosem mamrotała, nawet zaczęła gestykulować. Aż średniaczka się znudziła i zaczęła ją pospieszać. Usłyszeliśmy odpowiedź naszej sześciolatki:
        - Nie popędzaj mnie! Załatwiam sprawę mamy!
        Kiedy wreszcie skończyła, zwróciła się do mnie z zadowoleniem:
        - No, załatwiłam. Pan Jezus powiedział, że teraz już zdasz.
        No i kurczę, co mam powiedzieć. Zdałam! To było ze dwa miesiące temu, a mąż do tej pory rechocze, że Gośka załatwiła mi to prawko na górze. smile
        • ula27121 Re: po co nam te dzieci w kościele ? 07.08.09, 07:33
          hanna26 napisała:

          > Mnie zawsze zastanawia i fascynuje gorąca wiara dzieci, że cokolwiek powiedzą P
          > anu Bogu, zostaną wysłuchane.

          Jak tak czytam o tych dzieciach, to się zastanawiam skąd taki bunt w moich ?
          Fakt, że ja też się buntowałam ale w słusznej sprawie ( rodzina bardzo
          ateistyczna w pewnym momencie)
        • mader1 Re: po co nam te dzieci w kościele ? 07.08.09, 10:17
          Tak, to prawda.
          PAmiętam, ze jeszcze kilka lat temu Najstarsza modląc się w bardzo wąznej dla
          siebie sprawie, na której zależało jej mocno, powiedziała mi " ja zrobiłam
          wszystko, co trzeba, poprosiłam o Pomoc. Jeżeli jest to dla mnie dobre, moje
          plany się powiodą" I z pokorom przyjęła, że nie powiodły się. A nie miała już
          kilku lat. To są niesłychane świadectwa - także i my je dajemy przecież- nagle
          widzisz, że zostajesz przez swoje dziecko umocniona smile
          Trzeba uwazać, by nie być takim dorosłym, co to modli się w kościele o deszcz,
          ale nie zabrał ze sobą parasola wink
    • isma Re: po co nam te dzieci w kościele ? 08.08.09, 12:25
      A to ja jakos… nie mam jakichs szczególnie glebokich prze-zyc i prze-myslen
      zwiazanych z dziecmi w kosciele. Dla mnie obecnosc dziecka – mojego dziecka,
      znaczy sie – w kosciele jest tak samo naturalna, jak to, ze zabieram to dziecko
      ze soba w rozne inne miejsca, ze daje mu jesc i ze klade je spac. Ale tez
      podobnie jak wszystkie te inne czynnosci maja wlasciwe sobie warunki (np. spi
      się zasadniczo w lozku, a nie na pawlaczu, je się lody, a nie papierek, w który
      sa opakowane…wink, tak i bytnosc w kosciele je ma.

      Przyznaje, nie jestem szczegolna amatorka zachwytow nad bezceremonialnymi
      popisami dzieci w kosciele. Bynajmniej zreszta nie dlatego, jakoby popisy te
      mialy mi przeszkadzac w skupieniu – zwazywszy, ze kiedys pracowalam (umyslem
      wink)) w pokoju redakcyjnym, w ktorym tlukly się jednoczesnie cztery maszyny do
      pisania, a najmniej dwoje dziennikarzy rozmawialo w tym samym czasie przez
      telefon, to malo co jest w stanie mnie wytracic z rownowagi… Mogę się pomodlic w
      pociagu, w kolejce do lekarza, to i w cyrku mogę wink)).

      Ale mysle sobie, ze jednak warto wykorzystac te obecnosc dziecka w kosciele po
      to, żeby pomagac mu rozumiec to, w czym uczestniczy. Nie poprzestawac na
      zachwycaniu się tym, co się wydarza (z nim w roli glownej, a takze z tym panem
      przebranym w firanki i zaslonki, ktory cos pichci na stole).

      My od dwoch lat staramy się być na Mszy sw. codziennie. W Krakowie czasem
      zostawiamy dziecko w domu, jesli ktoregos wieczoru nie ma szczegolnej ochoty nam
      towarzyszyc. Natomiast na wakacjach, glownie z braku mozliwosci dotarcia kazdego
      z nas na Msze sw. o innej godzinie, zabieramy ja zawsze ze soba. A poniewaz do
      kosciola bywa kawalek drogi (w ubieglym roku bite cztery kilometry) to to jest
      swietna okazja, zeby pogadac.
      Byl taki okres - mniej wiecej w okolicach jej piatych urodzin, ze byly to
      rozmowy zdumiewajace, wlasnie szczeroscia, zarliwoscia, ufnoscia. Byl to
      zreszta czas, kiedy M. marzyla o Komunii sw., wydawala sie byc autentycznie do
      niej gotowa, i niewiele brakowalo, a bylibysmy przedsiewzieli kroki, zeby sie to
      oczekiwanie moglo spelnic.
      Teraz te rozmowy sa bardziej erudycyjne (a rodzic pozbawiony zaplecza domowej
      biblioteki sie musi umyslowo gimnastykowac czasem mocno), ale tez je lubie wink)).
    • twoj_aniol_stroz Re: po co nam te dzieci w kościele ? 12.08.09, 10:26
      W sumie nie przypominają mi się takie historie gdy moje dzieciaki
      jakoś ubogacały moją wiarę, choć... kiedyś mój mąż miał skręconą
      nogę w kostce, już był to czas, że mógł chodzić, choć czasem
      faktycznie noga go trochę bolała i jakoś tak się złożyło, że
      musieliśmy spory kawałek iść na niedzielną Mszę Św. No i mój mąż
      zaczął mieć obiekcje w kwestii tej odległości, bo jednak ma nogę
      skręconą, bo przecież go pobolewa. A córka wtedy powiedziała: "Pan
      Jezus cierpiał, to i ty możesz trochę pocierpieć" Zatkało nas. A
      potem po powrocie z koscioła mój mąż powiedział, że w zasadzie to
      ona miała dużo racji, że nic mu się nie stało jak ta noga go tak
      troche pobolała.
      A w kwestii dzieci w kościele, to pamiętam taką naukę księdza
      podczas spowiedzi. Nigdy nie miałam jakiś specjalnych problemów z
      dziećmi i ich zachowaniem, jak równiez nie przeszkadzały mi inne
      dzieci. Spowiedź jednak jakoś tam dotyczyła bycia na Mszy z dziećmi
      i w pewnym momencie ksiądz powiedział: "ten brak możliwości
      skupienia na Mszy, ta ciągła uwaga skupiona na dzieciach, brak
      spokoju, ciszy jest twoją ofiarą dla Pana Jezusa. Oczywiście, że
      łatwiej byłoby ci móc modlić się w ciszy i skupieniu, ale myślę, że
      ten dyskomfort w czsie Mszy spowodowany koniecznością opieki nad
      małym dzieckiem jest twoją najlepszą modlitwą i Pan Jezus bardzo ją
      docenia" I tak od tamtego czasu inaczej rakuję fałszujących
      wiernych, jakieś "słowiczki" w czasie Mszy, dzieciaki jedzące i
      pijace, albo wrzeszczące na całe gardło.
Pełna wersja