Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;)

12.08.09, 12:58
Tak mnie natchnął wątek o rachunku sumienia i przypomniała mi się
sytuacja ze szkoły mojej starszej córki. Kiedyś wieczorem przed snem
moja 10 letnia córka rozpłakała się po całym popołudniu wcześniej
skwaszonej miny. Długo musiałam ją pocieszać i namawiać, żeby
wreszcie powiedziała co jest przyczyną tych łez. No i w końcu się
zdecydowała, a mi włosy na głowie stanęły dęba. Otóż młody ksiądz,
który zastępował naszego chorego księdza Marka, wygłosił do dzieci
na lekcji zdanie: "kochane dzieci, Pan Bóg kocha was zawsze. Musicie
o tym pamiętać, że kocha On was dużo mocniej niż rodzice." - no i
dotąd było wszystko ok. Niestety ksiądz się nie zatrzymał tylko
uzupełnił swoją wypowiedź: "bo kochane dzieci, rodzice to kochają
was tylko wtedy jak macie dobre stopnie i się dobrze uczycie, a Pan
Bóg zawsze". No i moje dziecię z płaczem zapytało, czy to prawda, że
ją kocham, bo ma piątki, a jeśli dostanie czwórkę to już przestanę
ją kochać (!!!) Całe szczęście, że to powiedziała, więc mogłyśmy
porozmawiać, najpierw o maminej miłości, a potem o tym, że ten
ksiądz nie do końca miał rację, że nie zawsze jest tak, że ktoś
dorosły (ksiądz też) musi mieć rację.
A Wam zdarzyło się odkręcać jakieś nietrafione wypowiedzi
nauczycieli, czy księdza? Jak sobie radzicie w takich chwilach?
    • mader1 Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 12.08.09, 19:40
      nooo... zdarzyło się, owszem. Może mniej mi się narazili duchowni... Ale jedna z
      bardzo wierzących, wspólnotowych pań ze szkoły mojej córy, zobaczyła, jak ta
      wyjmuje z torby kamerton
      alfaton.pl/images/kamertony.jpg
      i uznała to za jakiś symbol satanistyczny , więc postanowiła z dzieckiem o tym
      pogadać i je uświadomić wink))) Ponieważ jest bardzo dobra, bardzo pobożna i
      nieomylna, nie chciała uwierzyć, ze to prosty kamerton, który na chórze bywa
      potrzebny, tylko uważała, że córka kłamie " ja nawet Ciebie rozumiem, pewnie
      przestraszyłaś się"
      Pani od muzyki była rozjemcą.
      • nati1011 Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 12.08.09, 20:40
        no to pani zrobiła z siebie balona. Nie ma to jak być przekonanym o
        własnej nieomylności smile
        • mader1 Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 12.08.09, 20:59
          nooo... w sprawach symboli wiary każdy jest specjalistą wink i marzy o zawróceniu
          ze złej drogi małej duszyczki, zwłaszcza, jak ta duszyczka dość grzeczna i nie
          ryzykuje się wiele a i napracować się nie trzeba wink)) Dobrze, że pani od muzyki
          zainterweniowała, bo okazałoby się, że i ja jestem w zmowie wink
          • okri2 Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 12.08.09, 22:45
            ojej, to dobrze, że taka pani nie zajrzała do torby mojego dziadka-organisty.
            Mógłby stracić pracę z powodu kamertonu sad
            • verdana Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 13.08.09, 09:08
              Moj najstarszy chodził jako przedszkolak jeszcze na religie przy
              parafii. I tam prowadzaca z pięciolatkami zajecia zakonnica
              powiedziala dzieciom, ze wieczorem powinny sie gorliwie modlic, bo
              nigdy nie wiadomo, czy rano się czlowiek obudzi, czy umrze w czasie
              snu.
              Peoblem z dzieckiem mialam potem całe lata.
              • nati1011 Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 13.08.09, 11:50
                z obecnego punktu widzenia to oczywista przesada, ale przecież
                jeszcze kilkadziesiąt lat temu śmierć kilkulatków nie była niczym
                nadzwyczajnym. Jak podają statystyki jeszcze na początku XX wieku
                wczesnego dzieciństwa nie przeżywało nawet 1/3 dzieci. Dopiero
                kilkanaście - kilkadziesiat lat po wojnie udało się znacząco
                zmniejszyć umieralność wśród małych dzieci. Trzeba troche czasu, by
                wyplenić z obiegu rzeczy utrwalone przez wieki.
                • verdana Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 13.08.09, 12:37
                  Tak, ale nawet wtedy nie tłumaczylo się pięciolatkom, ze moga umrzeć
                  w kazdej chwili, w czasie snu, bedac całkowicie zdrowe. Owszem,
                  dzieci mialy czytanki dotyczace smierci, ale zawsze wtedy mowiono o
                  chorobie, starosci - natomiast nie straszono dzieci wizja śmierci,
                  ktora może ich dopaść w każdej chwili. Nie tlumaczono tez dzieciom,
                  że zdrowi rodzice, ktorzy kladą sie spać, moga rano lezeć w łóżkach
                  martwi - bo przecież taka smierć dotyczy nie tylko dzieci.
                  Wczesnego dzieciństwa az do XIX wieku nie przezywalo 4/5 dzieci. Z
                  tym, ze dotyczylo to raczej dzieci ponizej 5 lat.
              • twoj_aniol_stroz Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 13.08.09, 15:52
                A swoją drogą to ciekawe czy dzieci takie coś pamiętają, czy
                pozostaje to tylko w pamięci rodziców.
                Tak sobie rozmyslam, czy coś takiego pamiętam z własnego dzieciństwa
                i sobie nie przypominam. No i teraz mam zagwozdkę czy nie pamiętam,
                bo moim nauczycielom, zakonnicom i księżom udało się nie wpaść na
                taką rafę, czy tez dlatego, że moja pamięć wyrzuciła takie zdarzenie
                do kosza.
                • izazdo Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 17.09.09, 11:13
                  > A swoją drogą to ciekawe czy dzieci takie coś pamiętają, czy
                  > pozostaje to tylko w pamięci rodziców.


                  Ja pamietam z podstawowki nieco nadgorliwa siostre katechetke, ktora sugerowala,
                  ze jak Pan Bog kogoś kocha bardziej, to go powoluje do zakonu albo seminarium
                  indifferent Ja sobie zakonu nie wyobrazalam, od zawsze chcialam miec meza i dzieci, wiec
                  myslalam, ze Pan Bog kocha mnie mniej niż siostre zakonna. Ale i sama nie
                  chcialam być "za bardzo" kochana przez Pana Boga, bałam się tej miłosci, nie
                  przyjmowalam jej, balam sie powierzyc Bogu zycie bezwarunkowo, bo balam sie, ze
                  zmusi mnie (!) do pojscia do zakonu. Doszlo do tego, ze jak na mszy byla
                  modlitwa o nowe powolania kaplanskie i zakonne, to nie odpowiadalam "wysluchaj
                  nas, Panie", zeby Pan Bog nie pomyslal, ze ja jestem pierwsza chętnasmile Gdzieś
                  do końca ogólniaka miałam poczucie winy wobec Boga, ze kocham go nie na tyle
                  mocno, zeby isc do zakonu, i bycia katolikiem gorszej kategorii, bo chcę mieć
                  męża i dzieci. I jeszcze to okropne słowo "czystość" na określenie
                  wstrzemięźliwosci seksualne, tak jakby seks był nieczysty. I uzywanie slowa
                  powolanie jako rownoznaczne z powolaniem do stanu duchownego, jakby nie istnialy
                  inne rodzaje powolań.

                  Smieszne to, straszne i smutne zarazem.
              • kwirynia Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 14.08.09, 10:17
                Ze "śmiercią" też miałam problem z moją 6 latką (wtedy), ale nie
                związane z księdzem, czy inną osobą.
                Poszliśmy do kina na film Franklin i skarb jeziora.
                Jest tam motyw chorej umierającej babci.
                Wieczorem dziecko nie może zasnąć i popłakuje. Okazało się, że boi
                się, że ja mogę umrzeć....
                Na koleżanka powiedziała mi, że jej dzieci też miały taki okres.
                Szybko na szczęście przeszło.
                K.
      • twoj_aniol_stroz Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 13.08.09, 15:53
        No cóż, kamerton zdecydowanie rogi ma, więc podpada wink
    • reszka2 qui-pro-quo z bpem Dziwiszem 13.08.09, 16:18
      Dziecko mojej sąsiadki miało przyjemność spotkania z bpem Dziwiszem. Dzieci
      pięknie recytowały paciorki, potem purpurat zadawał pytania spontaniczne. No i
      pyta" A kto jest waszym pasterzem, dzieciątka?" No to dzieciątka odpowiedziały
      chórkiem, że Pan Bóg. No pięknie, ucieszył się arcybiskup, a tu, na ziemi - kto
      jest waszym pasterzem? dzieci zgodnie odrzekły, że rodzice. To oczywiste chyba.
      Podobno ksiądz biskup musiał się niemało nagimnastykować, żeby wydębić od dzieci
      odpowiedź, że pasterzem dzieci na ziemi jest... on, biskup!
      Córka sąsiadki za Chiny nie mogła tego zrozumieć...
      • twoj_aniol_stroz Re: qui-pro-quo z bpem Dziwiszem 13.08.09, 18:21
        A to mi z kolei przypomniało jak kiedyś na Mszy w przedszkolu ksiądz
        miał koncepcję dotarcia do odpowiedzi, że to co jest dla człowieka
        najlepszym pokarmem to chleb - no i oczywiscie stąd dalszy już ciąg
        jest oczywisty, że Chleb to Ciało Jezusa Chrystusa. Taka, z grubsza
        miała być strategia dialogu z dziećmi w ramach kazania. No i kasiądz
        niefortunnie rozpoczął od pytania: "kochane dzieci, co najbardziej
        lubicie jeść?" Oczywiście pięćdziesiąt parę dzieci koniecznie
        chciało opowiedzieć o swoich upodobaniach kulinarnych, potem
        oczywiście padło pytanie zadane przez któreś z dzieci, że niech
        teraz siostry zakonne i panie przedszkolanki powiedzą co lubia
        jeść smile Tyle, że ksiądz miał nie lada problem jak od lodów
        waniliowych, czipsów, frytek i ptasiego mleczka dotrzeć do chleba smile
        • sion2 z mojego dziecinstwa 13.08.09, 19:06
          Byly dwie gafy: 1. że siostra na religii powiedziala ze uwielbiac
          mozna tylko Boga i nie powinno sie mowic np. uwielbiam kotlety i w
          zwiazku z tym unikalam tego okreslena dluuugi czas smile
          2. ta sama siostra przed I Komunia tlumaczyla nam ze najwazniejszy
          jest Pan Jezus a nie prezenty i tak dobrze to zrobila ze jak
          przyszli goscie i przyniesli jakas zabawke wypalilam na caly dom "o
          nie, takich prezentow to ja dzis nie przyjmuje" a mama pokryla sie
          czerwienia...
          3. no i moje glosne spiewy zamiast "Tys Krolem wszego swiata, a jam
          jest m,arny pył" to "... marnmy TYP" big_grin na caly kosciół...
      • isma Re: qui-pro-quo z bpem Dziwiszem 13.08.09, 20:38
        Dobre, dobre wink)).
        • nowako-wa Re: qui-pro-quo z bpem Dziwiszem 13.08.09, 20:58
          Kiedy Jan Paweł II jako kardynał jeszcze przybył na uroczystości do Zakopanego , na jego cześć śpiewał mały chłopiec w przebraniu góralskim, a że cicho śpiewał to J.P poprosił go aby głośniej śpiewał , bo nic nie słyszy, na to mu chłopiec odparł:
          "JAK NIE SŁYSYS TO SIE SCHYL..."
          Więc Ojciec Św wykorzystał tą prostą odpowiedż w kazaniu...może my też powinniśmy się trochę schylić...bo z głową w chmurach słyszymy co piąte
          pokora, oj pokora...
          • kwirynia Re: qui-pro-quo z bpem Dziwiszem 14.08.09, 10:11
            A mnie się przypomniało jak mój znajomy ksiądz opowiadał jak to na
            wykładach z homiletyki pastoralnej (bodajże tak to się nazywa -
            homilie z dziećmi) ich wykładowca opowiadał takie anegdotki:
            1. do parafii przyjechał biskup i miał homilię dla dzieci: zadał
            pytanie: Z czego składa się człowiek? Ponieważ niekt dobrze nie
            odpowiedział to dał podpowiedź: Człowiek składa się z ciała i du....
            No i dzieci dokończyły, ale niekoniecznie tak jak chciał biskup.

            2. Podobna sytuacja - biskup rozmawia z dziećmi: Zobaczcie dzieci co
            ja mam: taką dużą laskę, taką dużą czapkę. Kim ja jestem? (odpowiedź
            prawidłowa: biskupem) A jedno dziecko odpowiedziało: Chwalipiętą.

            Pozdrawiam
            K.
            • izazdo z cyklu: przyjeżdza biskup do parafii... 17.09.09, 11:20
              PRzyjechal do naszej parafii biskup i zgodnie ze zwyczajem dzieci podeszly do
              mikrofonu, aby go powitac. Zwykle (podobnie jak na wszelakiego rodzaju
              podziekowaniach czy zyczeniach) rozbiły to wierszykiem. I slysze:

              "Kochany księże biskupie!
              Dzis dzieci naszej parafii chca ci powiedziec,
              ze maja Cię w...

              <zamarłam>

              ...swoich sercach!"

              Po raz pierwszy od niepamietnych czasow powitanie nie bylo rymowane. Ciekawe,
              czy ksiadz biskup również zamarł smile
              • 11.jula Re: z cyklu: przyjeżdza biskup do parafii... 17.09.09, 11:28
                oj dawno sie tak nie uśmiałam, dzięki smile smile smile
    • dominikjandomin Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 18.08.09, 12:19
      Dziecko do mamy:
      - Mamo, czy Ty już nie wierzysz w Boga?
      Mama po chwili krańcowego zdumienia:
      - Co siostra mówiła na religii?
      - Że jeśli rodzice się rozwodzą, to już nie są wierzący...
      (koleżankę porzucił mąż dla młodszej).

      Siostra na religii:
      - Dzieci, jak się modlicie wieczorem?
      R: - No, my z mamą czytamy Pismo św.
      I tu się zaczęło głośne i mało kulturalne wykazywanie, ze ciężko grzeszy, bo nie
      wolno samemu czytać Pisma św. Kolega mocno to przeżył. A ja do dziś się
      zastanawiam, czy to nie m. in. dzięki temu porzucił Kościół katolicki i jest
      pastorem...

      Ksiądz biskup (na kazaniu dla bierzmowanych) jechał mocno
      polityczno-historycznie. Generalnie mało kto co z tego pamięta, poza pewnym
      zdaniem:
      - I nosili CZERWONE komunistyczne łachy!
      A przez cały kościół przeszedł głos:
      - A on w jakim kolorze nosi?

      Tenże sam bp, podczas tego samego bierzmowania, na zakończenie, rozpływał się
      nad wyborem imienia przez jednego chłopca, który wziął sobie Jordan "jak święty
      apostoł Pomorza"... Śmiech w męskich ławkach... biskup zapomniał o idolu
      młodych, koszykarzu Michaelu Jordanie...
      • arwena_11 Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 18.09.09, 10:56
        Na ślubie mojej siostry, ksiądz wygłosił kazanie o cudzołożnicy.
        Mówiąc szczerze wszyscy byli w szoku, bo ton i sam tekst był raczej
        nieodpowiedni do uroczystości.

        Ze śmiesznych rzeczy, to mama mi opowiadała jak zakonnica pytała
        dzieci na religii, kto to jest ( pokazywała obrazek ), dzieci
        wymieniały św. Antoni, Św. Piotr itd, a moja siostra na cały głos
        PIERUN. Do tej pory nie mamy pojęcia dlaczego tak jej sie skojarzyła
        postać z obrazka.

        I z dzieciństwa mojej mamy. Ksiądz na mszy pyta dzieci:
        Czyi rodzice piją ( pewnie w domysle alkohol ),
        Na mszy cisza, nikt nie podnosi ręki poza koleżanką mojej mamy.
        Ksiądz się zatroskany pochylił nad dzieckiem i zapytał się:
        - A co drogie dziecko piją Twoi rodzice?
        Na to dziewczynka odpowiedziała rezolutnie - No Wodę, herbatę piją.

        Cały Kościół się śmiał.
        • atama Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 18.09.09, 12:20
          > Ze śmiesznych rzeczy, to mama mi opowiadała jak zakonnica pytała
          > dzieci na religii, kto to jest ( pokazywała obrazek ), dzieci
          > wymieniały św. Antoni, Św. Piotr itd, a moja siostra na cały głos
          > PIERUN. Do tej pory nie mamy pojęcia dlaczego tak jej sie
          skojarzyła
          > postać z obrazka.

          smile)))
          A bo to pewnie "pierun wie, kto na tym obrazku"! Skrót myślowy
          zastosowała smile)))
          Ale się uśmiałam smile)
          • arwena_11 Re: Mamusiu, a ksiądz powiedział, że... ;) 18.09.09, 13:06
            Dopytałam sie mamy o to jak się zakończyła sprawa. Mama po religii
            została wezwana "na dywanik",dlatego, że dziecko używa
            takich "wyrazów" w Kościele. Do tej pory nie może mama dojść
            dlaczego zakonnicy nie spodobało sie słowo PIERUN. Czy ono jakoś
            strasznie brzydkie?smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja