twoj_aniol_stroz
12.08.09, 12:58
Tak mnie natchnął wątek o rachunku sumienia i przypomniała mi się
sytuacja ze szkoły mojej starszej córki. Kiedyś wieczorem przed snem
moja 10 letnia córka rozpłakała się po całym popołudniu wcześniej
skwaszonej miny. Długo musiałam ją pocieszać i namawiać, żeby
wreszcie powiedziała co jest przyczyną tych łez. No i w końcu się
zdecydowała, a mi włosy na głowie stanęły dęba. Otóż młody ksiądz,
który zastępował naszego chorego księdza Marka, wygłosił do dzieci
na lekcji zdanie: "kochane dzieci, Pan Bóg kocha was zawsze. Musicie
o tym pamiętać, że kocha On was dużo mocniej niż rodzice." - no i
dotąd było wszystko ok. Niestety ksiądz się nie zatrzymał tylko
uzupełnił swoją wypowiedź: "bo kochane dzieci, rodzice to kochają
was tylko wtedy jak macie dobre stopnie i się dobrze uczycie, a Pan
Bóg zawsze". No i moje dziecię z płaczem zapytało, czy to prawda, że
ją kocham, bo ma piątki, a jeśli dostanie czwórkę to już przestanę
ją kochać (!!!) Całe szczęście, że to powiedziała, więc mogłyśmy
porozmawiać, najpierw o maminej miłości, a potem o tym, że ten
ksiądz nie do końca miał rację, że nie zawsze jest tak, że ktoś
dorosły (ksiądz też) musi mieć rację.
A Wam zdarzyło się odkręcać jakieś nietrafione wypowiedzi
nauczycieli, czy księdza? Jak sobie radzicie w takich chwilach?