mamalgosia
18.08.09, 12:47
<Niedziela z tatą, niedziela z mamą, to najweselszy w tygodniu
dzień. Bo od "dzień dobry" aż po "dobraaaaanoc cała rodzina razem
jest...>
Kiedy rodzina wyjeżdża na wakacje, to są to najweselsze w roku
dni/tygodnie.

Bycząc się na plaży poczyniłam pewne obserwacje (a wiem, że Pawlinka
ma cenne obserwacje dla odmiany z deptaka - proszę Ją o wypowiedź
jak już wróci!)
I moja obserwacja jest taka, że brak cierpliwości - to to, co
cechuje większość rodzin. Jeśli jest to rodzina z dorosłymi dziećmi,
to króluje naburmuszenie i próby dogodzenia latorośli. To wszystko
jeszcze przede mną i nie skupiałam na tym swoich obserwacji.
Rodziny z małymi, niemówiącymi jeszcze dziećmi - tutaj jeszcze z tą
cierpliwością było nienajgorzej. To dla odmiany już za mną i na tym
też się nie skupiałam.
Natomiast rodziny z dziećmi kilkuletnimi - o, to było to!
A)
cierpliwość do dzieci:
No ileż razy można powtarzać!
Jak ci się nie podoba to się pakuj i wracaj.
Następnym razem zostajesz w domu
Nie przyjechałam tu po to, żeby się z tobą cały czas użerać.
Nie będzie lodów.
Nie, nie kupię ci!
Najpierw obiad
A wczoraj co było?
Uważaj! (to jest fenomen. Mama stoi na brzegu, dzieci chcą iść do
wody, mama więc się zgadza, lecz lękliwie mówi: "ale uważajcie!".
Zastanawia mnie celowość tego powiedzenia - żeby się samemu
uspokoić? No bo czy dzieci są w stanie uważać? Lub - czy będa
uważały bardziej gdy się im to powie? Albo mniej gdy się nie powie?
To trochę jak to, gdy dziecko chce iść po wysokim, wąskim
krawężniku, a ja mu pozwalam, "tylko nie spadnij" - tak jakby
dziecko miało zamiar spaść, ale nasze słowa je od tego pomysłu
odwiodą. A więc podajemy lody ze słowami "tylko się nie pobrudź",
napój "tylko się nie udław", pozwalamy wejść na drabinki - "tylko
nie skręć nogi"...)
B) cierpliwość do współmałżonka/partnera
Mówiłem, żeby mu nie kupować tych lodów, patrz jaki jest teraz
upier...
kobieta (z jedną dziewczynką pod pachą, a drugą uczepioną u ręki do
dumnego mężczyzny): ciągle jeszcze masz na nas nerwy? Acha, ciągle
masz
może ty byś się wreszcie nimi zajął/zajęła?
No ale o co ci chodzi?
Mówiłam/łem, że tak będzie
Nie mogę robić wszystkiego
Nie rozumiem, o co masz do mnie pretensje
I myśmy byli jedną z tych rodzin wypoczywających

Bez przekleństw
co prawda, ale cierpliwości brakowało niejednokrotnie. Bardziej niż
niejednokrotnie

A przecież jest nam razem dobrze!
I jeszcze obserwacja już z mojego miasta. Byliśmy w czoraj w centrum
handlowym. Na jednym z pięter stała kobieta, Francuzka, obie ręce
miała zajęte dziećmi. Oprócz tego jeden chłopiec biegał po
trawelatorze, a drugi biegał tak po prostu (kręcąc się w kółko).
Nie znam francuskiego, ale wykrzyczała ona bardzo głośno jakieś "Ę
fę żynyrydy purkła merde", co kompletnie nie poruszyło dzieci.
Wykrzyczała parę rzeczy głośniej, kręcącego się palnęła w ucho i
poszli dalej. Myślę sobie, jak to rodzinne spędzanie czasu jest
podobne w wielu krajach... Mój Syn pyta:
- A te dzieci zrozumiały, co ona do nich krzyczała?
na co mu odpowiedziałam pytaniem:
- A wy rozumiecie co ja do was krzyczę?
Poproszę o Wasze wakacyjne (lub niewakacyjne) obserwacje.
Pozdrawiam już z miejsca stałego zameldowania

P.S. Dziś mój Młodszy chciał koniecznie wspiąć sie na fontannę i
pomoczyć w niej rączki. Pozwoliłam... "tylko nie wpadnij do
wody!"

))