mamalgosia
23.08.09, 20:02
Za płotem otaczającym nasz dom jest działka (duuuuża), której
właścicielem jest miasto. Działka była podzielona i w tych kawałkach
dzierżawiona. Ludzie sobie sadzili drzewka, kwiaty, odpoczywali w
niedzielnym słońcu i było pięknie.
Minionej zimy były tam prowadzone straszne roboty kanalizacyjne - w
każdym razie działka przestała służyć jako teren rekreacyjny. Teraz
już nie jest ogrodzona i pod nasz płot podbiegają dzieci z
pobliskiego osiedla. I np bawią się w chowanego. Lubię wrzask
dzieci, więc myślałam, że nie będzie to nam sprawiało problemu.
Ale te dzieci strasznie klną

Dosłownie w jednym zdaniu trzy
przekleństwa i to bardzo soczyste.
To nie jest jeszcze młodzież, to DZIECI. Dwoje z nich przystępowało
w tym roku z moim Starszym do I Komunii, jednego widuję w kościele
(jest ministrantem), jedną dziewczynkę znam, bo mieszka na naszej
ulicy (od września będzie uczennicą II klasy). Reszty nie znam, jest
ich około 20.
Powiedzcie mi, jak reagować?
Wrzeszczeć zza płotu nie będę, bo to żałosne i do niczego nie
zaprowadzi. Co proponujecie?
Z bandą rozmawiać też nie ma sensu - może pojedynczo gdy przy okazji
spotkam?
A jeśli wiem, która pani jest mamą jednego z tych chłopców - czy
powinnam coś powiedzieć? A jeśli powinnam - to co? (nic nie wiem o
tej matce, tylko wiem która to).
Na razie rozmawiam z moimi Synkami o tym. Ale uszy mi więdną i
ciężko mi to wytrzymać

To nie jest tak, że któryś zaklnie, bo sie
np mocno uderzy, oni klną NIEPRZERWANIE i bardzo głośno