jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to robić

31.08.09, 10:50
Tytuł wątku wzięłam z wywiadu z Wojciechem Widłakiem,
autorem "Pana Kuleczki". Część z Was na pewno zna WW smile

"W.W.: Tak samo się człowiek staje bajkopisarzem jak
malarzem, lekarzem... Należy po prostu robić to, co się lubi.
Myślę, że Pan Bóg w ten sposób daje poznać, co jest
czyimś powołaniem. To znaczy, że jeżeli lubię to, co robię,
to znaczy, że mam to robić. A ja lubię pisać, chociaż
niektórzy mówią, że tylko grafomani lubią pisać...

R.W.: To prawda.

W.W.: To ja uzupełnię może, bo tu od razu się burzy moje
ego... Ale wiesz, lubię pisać, nawet jeżeli to bywa bolesne."
http://www.qlturka.pl/czytelnia,literatura,bajkopisarz_w_kozim_rogu__wywiad_z_wojciechem_widlakiem,2163.html
I to się sprawdza w moim życiu smile Pan Bóg właśnie w taki sposób
dał mi poznać, co mam robić.
A na rekolekcjach tego lata spotkałam siostrę franciszkankę,
która bardzo chciała być rzeźbiarką. Zdała na studia, ale
w międzyczasie odkryła powołanie do zakonu. Pomyślała więc, że
musi teraz wszystko Panu Bogu oddać. Zrezygnowała ze studiów.
Poszła do klasztoru, a tam okazało się, że przełożona nakazała
jej skończyć studia plastyczne, że musiała wyrzeźbić rzeźbę dla
swojego zgromadzenia, że Pan Bóg chce ją całą smile
    • mama_kasia Re: jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to 31.08.09, 10:51
      www.qlturka.pl/czytelnia,literatura,bajkopisarz_w_kozim_rogu__wywiad_z_wojciechem_widlakiem,2163.html
      • maryanne22 Re: jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to 31.08.09, 11:15
        Nie powiem pocieszył mnie ten tekst. Bo ja od momentu powrotu do
        pracy zmagam się z wątpliwościami czy dobrze robie, bo w domu cztery
        córki i obowiązków sporo i czy to była rzeczywiście wola Boga. Ale
        ten wywiad chyba utwierdza mnie, że jednak tak. Lubie to co robię i
        pomijając aspekty finansowe (jakby nie patrzec ważne dla nas) to w
        jakiś sposób spełniam się w swojej pracy i wbrew pozorom stałam się
        chyba lepszą mamą dla moich córek. Poświęcam swojej rodzinie cały
        wolny czas i chyba jestem lepiej zorganizowana. Poprawił mi się
        humor. Nie ma cosmile
        • sylwia0405 Re: jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to 31.08.09, 14:29
          Mam podobne dylematy. Dzisiaj kończy mi się urlop wychowawczy. Mam
          troje dzieci i mnóstwo wątpliwości. Ale właśnie zniechęcenie i
          przygnębienie, jakie w domu mnie dopada również interpretuję jako
          znak, że coś trzeba zmienić. Plany są, owszem - ale czy to dobra
          decyzja nie wiem.............
    • mamalgosia Re: jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to 31.08.09, 14:43
      Ty wiesz, że jestem zagorzałą wielbicielką Pana Widłakasmile A może nie
      jego samego, bo go nie znam, ale tego co pisze (ale może jednak i
      jego samego, bo nie wierzę, by pisarz w swoich utworach nie
      zostawiał cząstki siebie).
      Trochę się zgodzę, a trochę nie. Bo rzeczy, które lubię są "albo
      niemoralne, albo głupie, albo się od nich tyje". Samo lubienie dla
      mnie nie może być kryterium.
      Ale może nim być spokój. Podejmuje się jakąś decyzję i nagle czuje
      sie, że jest ona dobra. Kończy się szarpanina, zastanawianie sie,
      dylematy. Wtedy wiem, że robię dobrze
      • mama_kasia Re: jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to 31.08.09, 15:00
        Wiem, że jesteś i wiem, że odczytasz TO między wierszami smile
        Bo to rzeczywiście chyba nie do końca o zwykłe lubienie"
        może chodzić. To chyba takie lubienie bardziej wink
        • verdana Re: jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to 31.08.09, 16:00
          A ja się zdecydowanie nie zgodze. Lubienie, nawet pasja życia -
          bardzo pieknie i bardzo przyjemnie. Moje ulubione powiedzenie "Jesli
          kochasz swoja pracę, nigdy w życiu nie będziesz musiał pracować".
          A jednak to nie wystarcza. Mozna być pasjonatem, cos robić
          doskonale - i mimo to nie oznacza to wcale, ze powinno się trwac w
          przekonaniu, ze w takim razie wszystko jest OK. Znam "dobroczynna
          pania", ktora z pasją pomagała wszystkim dookola , zapomniała tylko
          o swoim synu - i syn do dzis ma klopoty zdrowotne i psychiczne. Znam
          przypadki, gdy mąż realizował sie w czyms, byl w tym doskonaly -
          tylko cale utrzymanie rodziny spadało na żonę, bo za to co lubił
          jakos nieszczególnie płacono...
          Byloby pieknie, gdyby rzeczywiscie wolno bylo zawsze robić to co sie
          lubi i robi dobrze - ale mozna to robić tylko, jesli od naszego
          zycia nie zalezy los innych.
        • justyna.ada Re: jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to 31.08.09, 16:01
          A dla mnie nie jest jasne do końca wyrażenie "mam to robić". Czy
          chodzi o robienie w ogóle (zerojedynkowo) czy o to, że jeśli mam
          ulubione zajęcie, zdolności, talenty, wenę itd to ma to się stać
          moją główną pracą. Zmierzam oczywiście do własnych rozterek smile,
          między tym co faktycznie robię zawodowo, (i przecież to w dużym
          stopniu określa mój czas, zajęcia i jednak świadomość) a
          zdolnościami które mam, do całkiem czegoś innego, i nie żyję z tego,
          choćbym chciała.
          Więc ja nie wiem... smile
    • mama_kasia Re: jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to 31.08.09, 16:17
      Wiem, że można różnie odczytać te słowa z tytułu wątku, ale
      mi chodziło przede wszystkim o ciąg dalszy:
      > Myślę, że Pan Bóg w ten sposób daje poznać, co jest
      > czyimś powołaniem.

      Właśnie coś takiego mi się przydarzyło, dlatego w ogóle rozpoczęłam
      ten wątek. Bardzo proszę więc spojrzeć na całość smile
      I przede wszystkim na Boga, bo na Niego chciałam zwrócić uwagę smile
      • ruda_kasia Re: jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to 31.08.09, 17:06
        nie lubię mojej pracy... i widzę, jaki to powoduje zamęt w moim życiu.
      • okri2 Re: jeżeli lubię to, co robię, znaczy, że mam to 01.09.09, 23:10
        W życiu robiłam wiele rzeczy i było to coś w rodzaju "łapania wielu srok za
        ogon". To co stało się moim zawodem jedynie przeplatało się przez inne zajęcia,
        było pasją, ale nie jedyną.

        Dziś we wszystkim co robię widzę olbrzymie działanie Boga.
        Każde niepowodzenie było znakiem, że nie tędy droga. Chociaż bolało, chociaż
        straszenie przeżywałam porażki, to z dzisiejszej perspektywy wiem, że to miało
        sens, że "to nie było to". (jeden z przykładów: chciałam zawodowo grać w
        siatkówkę, tata sportowiec, ja już jako 16-latka grywałam w II lidze, a tu nagle
        wszedł przepis, że trzeba mieć min.170 cm. wzrostu - a ja mam marne 160cm.
        Zawodniczki podmieniano na wyższe i przyszła na mnie kolej sad Przepis ten już
        dawno zniesiono, dzisiaj znów grają niskie siatk., często w pozycji libero).
        Zmiana przepisów pomogła mi rozpocząć studia smile Nie musiałam mieć matury
        muzycznej, by dostać się na muzyczne studia. Cały czas czułam, jakby "Siła
        wyższa" kazała urzędnikom zmieniać te przepisy, tak by mnie zaprowadzić w
        miejsce, w którym dzisiaj jestem.

        Lubię to co robię, jestem szczęśliwa (choć często przerażona, ale to z powodu
        niskiej samooceny).

        Uważam, że Bóg ma wobec nas plany. Czasami lubimy to co robimy zawodowo, czasami
        nie lubimy zawodu i spełniamy się jako rodzice, małżonkowie. Dla każdego coś miłego.
        Ja widzę po sobie, że warto dążyć do szczęścia i spełnienia siebie. Baczniej niż
        kiedyś obserwuje swoje niepowodzenia i często odnajduję w tym znaki.
Pełna wersja