paragraf2222
04.09.06, 01:26
Poruszony lekturą ciekawej książki postanowiłem opisać „stosunki” panujące w
pewnej firmie dla facetów

.
Tekst ten w założeniu ma być przestrogą dla różnych firm dla…
Ale od początku…
Rzecz będzie o przywództwie.
Spodobał mi się pierwszy ważny cytat w tej książce:
„Armia baranów dowodzona przez lwa jest
bardziej niebezpieczna niż armia lwów dowodzona przez barana”
Napoleon Bonaparte
Jesteśmy typową firmą dla facetów. Jesteśmy natowską armią. Taką kompanią
braci (w żadnym wypadku sióstr - choć były takie eksperymenty) Z całą jej
kulturą, plusami i minusami (sorry: z atutami i rezerwami). Mamy trochę ponad
200 000 rekrutów choć mieliśmy mieć ponad 240 000 i dlatego powstał ten
tekst: w obawie o przyszłość naszej armii.
Powieść będzie powstawała w odcinkach. Jeśli oczywiście będą chętni by ją
przeczytać.
Zanim opowiemy sobie o ciekawych frontowych historiach przedstawimy strukturę
naszej armii.
Na samej górze jest marszałek – to znaczy powinien być choć tu mamy jeden z
nielicznych wyjątków: Panią Marszałkową. Marszałkowa nie wiadomo dlaczego
dowodzi naszą armią? Nie dosyć że baba, to jeszcze nie do końca zna się na
tym, na czym powinna. Nigdy wcześniej nie służyła w armii takiej jak nasza.
Co więcej frontowy znój, który jest chlebem powszednim nas wszystkich, pani
Marszałkowej jest zupełnie obcy. Jedyne doświadczenia, które mogą
predestynować Marszałkową do tak wyniosłej roli to służba w kantynie
wojskowej. Smażyła kiedyś jakieś rybki mrożone czy coś podobnego w jakiejś
garkuchni. Marszałkowa po swoich doświadczeniach w garkuchni stara się bardzo
wcielić w rolę mentora a czasami szeryfa. W obecnych czasach widać takie
referencje wystarczają by dowodzić armią. Naszą wspaniałą armią!!! Armią,
którą trawi choroba – ale o tym później.
Do historii przeszło stwierdzenie Marszałkowej, że żołd w naszej armii jest
stanowczo za wysoki i że koszty jakie mamy są mocno wyimaginowane.
Marszałkowa nie potrafi zrozumieć, że rekruci są najważniejsi w naszej armii
i podważa tę tezę na Kolegium Sztabu (czyli takim zebraniu generałów
dywizji). Marszałkowa dosyć często wygłasza równie ciekawe złote myśli.
Dalej pod Marszałkową (hihihi) jest Generał Armii. Generał Joint jest równie
ciekawą postacią co Marszałkowa. Miał być zbawieniem po wschodniej zawierusze
ale jak się szybko okazało Generał Joint ma jeden feler: nie potrafi
podejmować decyzji. Co na tym stanowisku jest lekkim utrudnieniem. Generał
nie ma również doświadczeń frontowych ale jako generał NATOwskiej armii może
się pochwalić wieloma manewrami. Poznawał zapach prochu przez … telefon

Poza tym generał Joint ma typowe cechy generała LWP (dla młodszych
czytelników – Ludowego Wojska Polskiego) – lubi tanie pochlebstwa. Nie znosi
sprzeciwu i każdy głos przeciw traktuje jak zamach stanu. Poza tym jest
mistrzem motywacji. Do perfekcji opanował trudną sztukę udzielania informacji
zwrotnej. Opier….. wszystkich równo. Głównie za swoje niepowodzenia.
Aby czuć się jeszcze lepszym generałem, Joint przyjmuje delegacje w swoim
biurze z lekkim opóźnieniem. Dwudniowym!!! Wynika to po części z feleru
jakim jest nieumiejętność podejmowania decyzji a drugiej strony z chęci
ingerowania w najmniejszy nawet projekt naszej armii.
Joint ceni również tradycje rodzinne ale tylko zaprzyjaźnionych rodzin.
Dlatego promuje na stanowiska generalskie żołnierzy z dobrych rodzin. Takich
już sprawdzonych w naszej armii. Oczywiście Joint brzydzi się nepotyzmem w
czystej postaci dlatego zakazał przyjmowania do armii rodzin naszych kaprali
i to kategorycznie. Bo co by nie mówić to kapral to nie generał.
Joint jako generał na tak wysokim stanowisku musi otaczać się ludźmi
zaufanymi. Takimi, którzy mówią mu miłe rzeczy i utwierdzają, że jest
najlepszym generałem na świecie. Zgodnie z wytycznymi z ksiązki napisanej
przez swojego mentora otacza się wiernymi i pozbawionymi talentu
poplecznikami.
O tym w kolejnych odcinkach.
Kolejnymi w strukturze naszej armii są generałowie broni. To ciekawe postaci.
Bronią głównie swojej pozycji w armii. Mamy ich dwóch. W tej chwili do ich
głównych i jakże ważnych zadań należy udawanie, że służą naszej armii i co
najważniejsze utwierdzanie Jointa w tym jakim wspaniałym jest dowódcą. Celuje
w tym przede wszystkim generał Falcon. Opanował tę czynność do perfekcji. W
końcu to już kolejny zwierzchnik któremu włazi do…. Mhmm, którego tak ceni.
Poprzednich też wysoce cenił… do chwili gdy nie pojawiał się następny. Wtedy
jechał równo po poprzednikach i nowy dowódca stawał się tym najlepszym i jego
słowa spijał z ust. O starych dowódcach wyrażał się już mniej chwalebnie. Nie
daj Boże by Joint został zdegradowany! Co też Falcon wtedy by o nim
opowiadał? Głównie to co nowy dowódca chciałby słyszeć.
Falcon ma jeszcze jedną ważną umiejętność – mądrze się wysławia. Do historii
przeszły zwroty, które krążą już jako dowcipy w smsach. Jak choćby ten, ze
Falcon zastosował pewną „metamorfę” lub ten, że Falcon lubi „drylować” w
towarzystwie. Ot taki swojak!. Wiarus.
Następny poziom to generałowie dywizji.
Tutaj mamy spory przekrój. Od nowych nieopierzonych jeszcze młodzików po
starą gwardię. Część pamięta czasy LWP gdy nikomu nie śniły się te natowskie
dyrdymały. Są też tacy jak jak Generał Camp, który podobno pamięta czasy
okupacji ale jest postępowym wojskowym i po wejściu naszej armii do NATO
zmienił nazwisko i pozbawił się tych słowiańskich naleciałości, z tymi
prostackimi „ę”, „ą” i innymi takimi. Część tych generałów ma za sobą polowe
doświadczenia, część jest mianowana z niższych stopni za zasługi. Część za
przynależność rodziną. Jak mawiał don Corleone: pamiętajcie o rodzinie. Tak
jak pisałem Joint ceni tę maksymę i ostatnio dwóch generałów jest właśnie w
taki sposób wybranych. Nie są to oczywiście członkowie rodziny Jointa ale
innych zasłużonych. I tak prawie rodzina Falcona to jedna z tych nominacji.
Druga nominacja jest jeszcze ciekawsza. Na stanowisko generała dywizji zastał
promowany kapral. Ale nie byle jaki kapral – to członek rodziny generała
Camp’a . A to już nie przelewki.
Nie wiem tylko jaki będzie finał tej nominacji bo historia zna już jednego
kaprala, który został wodzem. I nie skończyło się to dla świata dobrze!!!
Na tym poziomie po wejściu do NATO zastosowano pewien eksperyment.
Zatrudniono kobiety (ach te bzdurne wymogi Brukseli). Na szczęście ten
eksperyment mamy już za sobą. Baby w armii były nieposłuszne, mówiły co
myślały i nie chciały karnie wykonywać wszystkich tych jakże potrzebnych,
uświęconych tradycją (to co, że nie przynoszących wyników) naszych rytuałów.
Dwie zdegradowaliśmy i karnie usunęliśmy z armii, Dwie pozostałe zostały
asymilowane. Jedna już potrafi krzyknąć mocne słowa (na przykład: Ti ch…amie –
choć jeszcze cienkim głosem). Druga dostosowała się i nosi stroje w kolorze
naszych mundurów (różowym) i ma szansę zastąpić na stanowisku ministra
Sikorskiego bo potrafi jak rasowy polityk każdemu mówić to co ten chce
słyszeć.
Ważną część naszej armii stanowią kapitanowie. Mamy ich w naszej armii około
200. Tak duża część struktury wymaga osobnego rozdziału i jeśli drodzy
czytelnicy tego zapragną to taki rozdział zaprezentuję. Dzisiaj tylko krótko
powiem, że ostatnio dużo kapitanów poległo na polu chwały. Cześć ich
pamięci!!! Oczywiście naszą armię zasila ciągle nowa krew. Niestety pomimo
wielkich chęci brakuje im ekwipunku i dobrego wyszkolenia. I dlatego nie
osiągają celu jaki postawiła im armia. Nie rekrutują wystarczającej ilości
rekrutów.
Mają do dyspozycji całą rzeszę kaprali. Którzy też nie wyszkoleni miotają się
ze swoimi obowiązkami i bardzo często dezerterują. Niewdzięcznicy. Ostatnio
by kaprali zatr