Dodaj do ulubionych

a ja te czasy wspominam z lezka ....

24.01.10, 00:28
fajnie bylo ,chodzilam do ogolniaka ,mialam tysiace planow i
przyjemne zycie .Po paru latach na tej ziemi wiem ,ze tak naprawde
nie sa mi potrzebne te niezliczone rodzaje margaryny czy
jogurtow ,zeby byc szczesliwa .Co do wyboru wlasnego stylu zycia i
konsumpcji , nie potrzebuje reklam ,ktore leca w TV dluzej niz film
i wspaniale piora mozg i czyszcza kieszen . Bylam wolna od tego
rodzaju wyplywow i dyktowania mi jak mam zyc (patrzac na programy TV
nie da sie tego calkowicie uniknac chociaz sie staram ).Uzywalam
Perlonty 59 a teraz nie moge ,poniewaz buteleczka 5 ml kosztuje 32 €.
Mam ogromny sentyment do zycia w PRL .PRL dala mi dobre darmowe
wyksztalcenie ,dobra szkole zycia .Jestem tylko bogatsza w
doswiadczenia i przezycia .
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 24.01.10, 15:46
      iwa57 napisała:
      > Mam ogromny sentyment do życia w PRL.

      Do pochodów pierwszomajowych też? Do akademii na rewolucję październikową też?
      Do bzdurnych przyrzeczeń ["...nie zawieść pokładanych w nas nadziei - naszym
      największym Skarbem nasza Ojczyzna - Polska Ludowa!"].
    • kkokos Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 24.01.10, 20:08
      iwa57 napisała:

      > fajnie bylo ,chodzilam do ogolniaka ,mialam tysiace planow i
      > przyjemne zycie

      znam takich, co przeżyli powstanie i śmierć przyjaciół na rękach, a i tak
      wspominają ten czas jako najpiękniejszy w swoim życiu, bo mieli 25 lat.


      Co do wyboru wlasnego stylu zycia i
      > konsumpcji , nie potrzebuje reklam ,ktore leca w TV dluzej niz film
      > i wspaniale piora mozg i czyszcza kieszen . Bylam wolna od tego
      > rodzaju wyplywow i dyktowania mi jak mam zyc


      nieeee, jaaasne, NIKT ci nie mówił, jak żyć, w ogóle w szkole nie było o tym
      mowy, w DTV nie było o tym mowy, ZMP, ZSMP, TPPR obowiązkowy w szkołach,
      harcerstwo ze sprawnościami już w zuchach "znam kraje RWPG", ZSP, POP - oni
      wszyscy w ogóle nie mówili ci, jak żyć, wcale. na tych darmowych studiach
      składając przysięgę przy odbieraniu indeksu przysięgałaś pracować na rzecz
      socjalizmu - ale nikt ci nie mówił, jak żyć. rosyjski był obowiązkowy, a o
      niemiecki w szkołach na wschód od wisły trudno - ale nikt ci nie mówił, jak żyć.
      cenzura we wszystkich mediach - ale nikt ci nie mówił, jak żyć i co ci do
      szczęścia potrzebne.


      rozumiem i szanuję podejście "mam sentyment, bo to trzy czwarte mojego życia.
      mam sentyment, bo oprócz tego, że żywność była na kartki, to w tym czasie miałam
      naście lat, przeżywałam pierwszą miłość, pierwszy seks, potem wyszłam za mąż,
      urodziłam dzieci i w sumie byłam szczęśliwa, choć papieru toaletowego brakło".
      ja też miałam naście lat za komuny. ale podejście "było lepiej, bo nie atakowały
      mnie reklamy margaryny" napawa mnie OBRZYDZENIEM.


      • iwa57 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 24.01.10, 22:38
        a ja tam mam swoj poglad ,a ty sie mozesz obrzydzac .....ale moze lepiej tymi rozkraczonymi paniami z reklamy ,ktore liza palce zamoczone w jogurcie czy namietnie oblizuja lyzeczke .
        Patrze wstecz pozytywnie , z terazniejszosci korzystam i nie lykam wszystkiego co mi daja czy dawali bo ja zyje i zylam tak jak chce .
        Chodze i chodzilam swoimi drogami i nikt mi glowy nie urwal w tej "przekletej" PRL.

        Szanuje odmienne zdanie ,kazdy ma do niego prawo i nikt mnie nie przekona ,ze harcerstwo bylo gorsze od obecnych zorganizowanych grup przestepczysz ,kradziezy i rozboju .

        Jezeli to panstwo mnie wyksztalcilo to winna bylam mu lojalnosc wiec skladalo sie przysiege , teraz tez podpisuje sie umowy ze sponsorujacym --normalne prawda . Nikt nie bedzie lozyl w pusty i dziurawy garnek .

        Jezyk obojetnie jaki- wzbogaca intelekt , ja mowie po rosyjsku ,niemiecku i wlosku , coz trzeba wlozyc troche w swoje zycie a nie liczyc tylko na innych .

        Nie naleze do ludzi ,ktorzy gorzknieja ,patrza negatywnie na to co bylo i jest , pelni sa goryczy , krytyki i rozczarowan .Kazdy czas ma swoje plusy i minusy ,kazdy ustroj ma zle i dobre strony--tak bylo ,jest i bedzie i ja tego nie wymyslilam !

        pozdrawiam

          • iwa57 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 00:00
            nie no cos ty ,przeciez nikt nie musial .Zapisywali sie ci ,ktorzy mysleli ,ze beda mieli korzysci . Nastepnie to wlasnie ci najwiecej zdzierali gardla w Solidarnosci (mam takich wsrod znajomych i "podziwiam" ich proste ramiona pod natlokiem tylu plaszczy ).
            Ja bylam indywidualiska i jestem ,i nie dam sie skrecic zadnemu ustrojowi . Jak chcialam pilam herbate z musztardowki i jadlam groszek z puszki zmieszany z majonezem ,tez z musztardowki .

            Do zadnej partii nie nalezalam i nie naleze ,wierze w Boga ,zdrowy rozsadek i dobrych ludzi.
            pozdrawiam

              • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 01:10
                "nieeee, jaaasne, NIKT ci nie mówił, jak żyć, w ogóle w szkole nie
                było o tym mowy, w DTV nie było o tym mowy, ZMP, ZSMP, TPPR
                obowiązkowy w szkołach, harcerstwo ze sprawnościami już w
                zuchach "znam kraje RWPG", ZSP, POP - oni wszyscy w ogóle nie mówili
                ci, jak żyć, "

                Teraz jest o tyle lepiej, ze instrukcje o tym jak zyc ida
                bezposrednio z kurii biskupiej, rydzykowego radia, i
                podporzadkowanej KK pseudodemokratycznej telewizji publicznej.
                Mozna powiedziec, ze oglupianie narodu zostalo scentralizowane i
                naprawde dobrze zaplanowane.
                Naprawde jest sie z czego cieszyc!
                • iwa57 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 01:49
                  a czy teraz mowia nam jak zyc ? Wlasciwie nam juz nie musza ,ale czy ci mlodsi
                  to potrafia ?Czy sa jeszcze jakies Wartosci poza opieka spoleczna i podawaniem
                  bulek i owocow w szkole ? Nie mam nic przeciwko ludziom dotknietych
                  nieszczesciem czy dotknietych cholernym pechem ,ale przeciwko padalcom ,leniwcom
                  ,brudasom i nierobigom .Matkom ogladajacym caly dzien seriale i ojcom pijacym
                  piwko .

                  Jestem za zostawieniem kosciola w Kosciele i strasznie mnie razi robienie z
                  religii rzeczy zwyklej i powszedniej . Da sie tylko oglupic ta czesc narodu
                  ,ktora nie mysli ,ktora jest prymitywna .Ludzie myslacy nie dadza sie zwariowac
                  ,maja swoje cele i wlasne zdanie rowniez na temat obnoszenia Boga po wszystkich
                  katach i pchania sie znim do wszystkich mediow .

                  Wlasnie , niebardzo jest sie z czego cieszyc w obecnym ustroju i dobrze ,ze
                  urodzilam sie spedzilam mlodosc w ustroju gdzie na podworzu wiasialo pranie a
                  przy bramie stal rower i nikt tych rzeczy nie ukradl .
                  • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 09:31
                    Iwa57 napisała:

                    > strasznie mnie razi robienie z religii
                    > rzeczy zwyklej i powszedniej.

                    Sęk w tym, że w Polsce religia była i jest - bardzo mi przykro, że mi nie jest
                    przykro - rzeczą zwykłą i powszechną. I jednym z idiotyzmów poprzedniego etapu
                    było negowanie tego oczywistego faktu. To, że bohaterowie powieści dla młodzieży
                    omijali szerokim łukiem kościół, a dziecko wojskowego do Pierwszej Komunii szło
                    w drugim końcu kraju w wielkiej tajemnicy.

                    > Ludzie myslacy nie dadza sie zwariowac
                    > maja swoje cele i wlasne zdanie rowniez
                    > na temat obnoszenia Boga po wszystkich
                    > katach

                    Mają swoje. Niekoniecznie tożsame z twoim.

                    > urodzilam sie spedzilam mlodosc w ustroju
                    > gdzie na podworzu wiasialo pranie a przy
                    > bramie stal rower i nikt tych rzeczy nie ukradl.

                    Ani nie jest tak, że za komuny nie kradziono rowerów, ani nie jest tak, że w tej
                    chwili co zostawisz to znika. Zjawiska, o których piszesz, żywcem przypominają
                    mi krakowskie Podgórze (dzielnica nie uchodząca za dobrą), gdzie mieszka moja
                    teściowa - tak tam właśnie jest.
                    Zresztą we Warszawie też mi się zdarzyło zostawić kluczyki w drzwiach rocznego
                    espero. Nazajutrz ojca zaczepił na ulicy miejscowy sklepikarz: "proszę
                    powiedzieć synowi, że kluczyki są do odebrania w blaszaku".
                  • kkokos Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 21:49
                    > Wlasnie , niebardzo jest sie z czego cieszyc w obecnym ustroju i dobrze ,ze
                    > urodzilam sie spedzilam mlodosc w ustroju gdzie na podworzu wiasialo pranie a
                    > przy bramie stal rower i nikt tych rzeczy nie ukradl .


                    nieeee, wcale nie jesteś zgorzkniała i umiesz cieszyć się teraźniejszością.

                    masz klapki na oczach. idealizujesz czas swojej młodości, a zgorzknienie, od
                    którego się tak odżegnujesz, nie pozwala ci zauważyć niczego dobrego dookoła.
                    króciutką masz pamięć. irytuje cię kościół pchający się wszędzie i stający się
                    ideologią obowiązującą (mnie też), ale nikt cię do więzienia nie pakuje za
                    publiczne dawanie upustu tej irytacji. a za komuny za krytykowanie ideologii
                    obowiązującej szło się do więzienia. już zapomniałaś?

                    idziesz do kiosku i możesz sobie kupić "nie" lub "gościa niedzielnego". za
                    komuny wybór był trochę mniejszy, prawda? czy też już nie pamiętasz, bo przecież
                    tak pięknie było, że trudno pamiętać o tym, że w każdej gazecie było to samo?

                    czy ktoś ci każe słuchać rydzyka? oglądać publiczną tv? po polsku nadaje około
                    120 kanałów - skoro taka dumna jesteś z chodzenia własnymi drogami, to może z
                    nich skorzystasz?

                    na czyjeś przypomnienie pustych półek przezornie nie zareagowałaś, bo jednak
                    pamiętasz.

                    a stwierdzeniami, że za komuny nie było złodziei i młodocianej bandyterki, to
                    się lepiej nie kompromituj.
                    • iwa57 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 26.01.10, 00:48
                      co dla jednego dobre nie znaczy ,ze dla drugiego tez .Terazniejszoscia ciesze
                      sie ,ale nie ulegam zadnym modom .Te klapki na oczach raczej ty masz i
                      zachowujesz sie wlasnie jak czlowiek ,ktory narzuca innym swoja ideologie ,a
                      sama piszesz ze to niebezpieczne . Ja nigdy nie sluchalam rydzyka ,ale wiem , ze
                      sa tacy .
                      Te swoje drogi to poprostu nie myslenie tak jak zgraja i nie kupowanie np.
                      niebieskiej szafy bo taka jest modna --ja mam zolta . Pustych polek nie
                      zauwazylam bo w szopce hodowalo sie kury , swinki (2 szt.),a w ogrodzie rosly
                      warzywa i owoce .
                      Jak sama widzisz roznie odbiera sie tamte czasy bo i srodowiska w ktorych sie
                      wzrastalo byly rozne i tak jest z kazdym , dlatego tak wazna jest tolerancja i
                      zrozumienie dla innych ,ktorzy tez maja swoja historie.
                      Ja pisze o sobie i nie mam zamiaru w stosunku do ciebie byc agresywna czy
                      niegrzeczna ,twoje zycie bylo inne i nie trzeba mnie o tym przekonywac ,bo
                      dobrze wiem ze wiekszosci bylo cholernie ciezko .
                      To ty sie kompromitujesz porownujac krymynalnosc obecna z owczesna ,ta wtedy to
                      bylo male piwo -okradli pienice i poszli .Obecnie morduja za pare groszy .
                      • horpyna4 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 26.01.10, 09:02

                        Mylisz się. Patrzysz rzeczywiście przez pryzmat swoich doświadczeń,
                        a one były niewielkie.

                        Jakoś Ci umknęło, że obecnie nie ma cenzury, a wtedy była. Teraz
                        słyszysz i czytasz o każdym bandyckim napadzie, wtedy był na nie
                        zapis cenzury!

                        Zbyt dużo informacji o bandyckich napadach mogło "podważyć zaufanie
                        do partii i rządu", a obywatel przecież musiał czuć się szczęśliwie
                        i bezpiecznie w jedynie słusznym ustroju.

                        Dochodziło do takich idiotyzmów, że nie wolno było np. ostrzegać
                        mieszkańców jednego z dużych miast przed grasującym psycholem.
                        Dzwonił do drzwi mieszkań i walił w łeb siekierą tego, kto otwierał
                        drzwi.

                        Milicja w tym czasie oczywiście była bardzo zajęta, bo rozpędzała
                        jakieś "uniwersytety latające", czy inną "działalność
                        antysocjalistyczną".
                    • gku25 kkos 02.02.10, 13:47
                      Kurczę, tyle się mówi o tych pustych półkach, o wszechobecnym occie w sklepach a
                      ja... tego nie pamiętam. U mnie zawsze w domu były słodycze, mięso i cytryny. I
                      nie pamiętam żeby moja rodzina jakoś specjalnie stała w kolejkach za tymi
                      towarami, tym bardziej że dziadkowie wtedy pracowali.
                      • mallard Re: kkos 20.02.10, 23:56
                        gku25 napisała:

                        > U mnie zawsze w domu były słodycze, mięso i cytryny. I
                        > nie pamiętam żeby moja rodzina jakoś specjalnie stała w kolejkach
                        > za tymi towarami, tym bardziej że dziadkowie wtedy pracowali.

                        Możliwości są trzy:
                        Tandetna prowokacja
                        albo: Młoda i głupia byłaś
                        albo: Należeliście do tych "równiejszych", od sklepów "za żółtymi
                        firankami"
                • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 09:09
                  Iwa57 napisała:

                  > Zaparkujesz samochod pod sklepem
                  > i caly czas drzysz czy bedziesz
                  > miala czym wrocic do domu !

                  Naprawdę tak masz? Byłaś z tym u specjalisty? Bo wiesz, paranoja wcześnie
                  wykryta jest uleczalna...
                  Była epidemia kradzieży samochodów, ale minęła.
                  Za komuny zaś kradzieże samochodów zdarzały się może rzadziej niż 15 lat temu,
                  ale (w stosunku do liczby samochodów, rozumie się) częściej niż obecnie. A jak
                  ktoś miał ubezpieczenie, to dostawał odszkodowanie w wysokości ceny nominalnej
                  minus stopień zużycia... ale talonu już nie. Co w latach 80-tych znaczyło, że
                  ukradli Ci nówkę, a za odszkodowanie możesz sobie na giełdzie kupić wóz tej
                  samej marki mniej więcej sześcioletni.

                  Aczkolwiek, owszem, większość obywateli żyła wolna od tych trosk, bo ich na
                  samochód nie było stać i mogli się najwyżej martwić, czy autobus przyjedzie.
                  • horpyna4 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 09:32

                    Za głębokiej komuny samochodów prywatnych prawie nie było, jeżeli
                    porównać to z dniem dzisiejszym. Dziś na używany samochód stać
                    właściwie każdego, dawniej był on dla większości nieosiągalny.
                    A nowy można było kupić na talon lub za dolary...

                    A na autobus to można było sobie czekać nie wiadomo, jak długo.
                    Rozkładów jazdy na przystankach nie było, najwyżej godzina odjazdu
                    pierwszego i ostatniego. A jak można było liczyć na ten ostatni, to
                    wiem aż za dobrze. Spieszyło się kierowcom do domu.
                    • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 26.01.10, 10:33
                      horpyna4 napisała:

                      > Za głębokiej komuny samochodów prywatnych
                      > prawie nie było,

                      1955 - 40 tysięcy samochodów prywatnych (i tyleż państwowych)
                      1963 - 175 tysięcy (oraz ponad milion motocykli), czyli nieco mniej niż w tej
                      chwili jest oferowanych na Allegro
                      1970 - ok. miliona samochodów prywatnych (nasycenie porównywalne z brytyjskim z
                      1930)
                      2005 - 12.339.353 samochody osobowe ogółem
                  • iwa57 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 14:43
                    z twojego tekstu wynika ,ze specjalista juz mi nie potrzebny ,poniewaz sam/a
                    postawiles mi diagnoze --paranoja !Na takich pseudolekarzach mozna polegac .
                    Mam paranoje ,a ty brak tolerancji dla ludzi z innymi przezyciami i innym
                    zdaniem jak ty --to jest fakt.
                    Czy paranoje mozna wyleczyc to nie wiem ,wiedza tylko ci ktorzy ja juz zaleczyli .
                    Czy brak tolerancji tez jest uleczalny --nie wiem , ale zawsze warto szukac pomocy .

                    Czasami wystarczy wychylic nos znad brzegu wlasnego talerza ,zeby przestac
                    ignorowac innych , bo co czlowiek to historia ,tak mnie nauczono jeszcze w PRL .
        • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 09:23
          Iwa57 napisała:

          > Chodze i chodzilam swoimi drogami
          > i nikt mi glowy nie urwal w tej
          > "przekletej"

          Łaskawcy!

          > nikt mnie nie przekona ,ze
          > harcerstwo bylo gorsze od obecnych
          > zorganizowanych grup przestepczysz
          > kradziezy i rozboju.

          Albowiem jak wiadomo za komuny kradzieży i rozboju nie było.

          > Jezeli to panstwo mnie wyksztalcilo
          > to winna bylam mu lojalnosc
          <ciach>
          > zawiera się umowy ze sponsorującym

          Oj, wykształciło. Przeprało mózg tak, że skutki jeszcze dają się zauważyć.
          Za czyje pieniądze państwo Cię wykształciło? Za swoje? Skąd je niby wzięło?
          Państwo swoich pieniędzy nie ma. Te, które wydaje, bierze z kieszeni
          społeczeństwa. Lub drukuje, skutkiem czego to, co zapłaciło społeczeństwu, jest
          mniej warte.
          W przypadku państwa socjalistycznego, które jest właścicielem większości środków
          produkcji, jest jeszcze jedno źródło - działalność gospodarcza. Ludzie pracują,
          państwo im płaci, a wartość dodatkową rozdziela wedle woli. W szczególności
          płaci nauczycielom. A kto wypracował wartość dodatkową? Obywatele.
          W ostatecznym rozrachunku państwo wykształciło Cię za pieniądze Twoich rodziców.
          Operując Twoją logiką mógłby mi ktoś teraz powiedzieć, że HGW dopłaca mi do
          przejazdów tramwajem. Przecież nie sprzedaje w tym celu rodowych sreber, tylko
          dysponuje moimi podatkami.
          • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 10:17
            "Sęk w tym, że w Polsce religia była i jest - bardzo mi przykro, że
            mi nie jest przykro - rzeczą zwykłą i powszechną. I jednym z
            idiotyzmów poprzedniego etapu było negowanie tego oczywistego faktu.
            To, że bohaterowie powieści dla młodzieży omijali szerokim łukiem
            kościół, a dziecko wojskowego do Pierwszej Komunii szło w drugim
            końcu kraju w wielkiej tajemnicy."

            Nnaiwna nieetycznosc tej podwojnej moralnosci zawsze mnie
            rozbrajala. Smiac sie, plakac czy strzelic sobie w leb z rozpaczy
            nad glegoko zakorzeniona hipokryzja?
            Pod koniec lat 50 sypalam kwiatki na procesji, rodzice spiewali w
            koscielnym chorze, wszyscy chodzilismy na religie i do komunii i
            nikt nie umarl, nikogo nie wrzucili do lochu itp.
            Ale takze zadne z rodzicow nie zaparlo sie swego swiatopogladu i nie
            wstapilo do partii. Kariery wielkiej nie zrobili ale byli uczciwymi
            ludzmi.
            Jesli ktos jedna reka chcial glaskac partyjna dupe, a druga moczyc w
            swieconej wodzie, to niestety, w chwili gdy szukali na niego bata,
            znajdowali go!
            • dorrit Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 25.01.10, 14:59
              Ja także wspominam z nostalgią tamte czasy, bo przeżyłam wtedy
              szczęśliwe dzieciństwo i wczesną młodość. Natomiast absolutnie nie
              chciałabym przeżywać dorosłości w PRL! Bardzo, bardzo mi żal moich
              rodziców, którzy musieli w PRL przetrwać i przepracować i młodość i
              wiek dojrzały.
              • poplar31 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 26.01.10, 14:25
                Właśnie... dzieciństwo w PRL było urocze... ale dorosłą osobą w tych czasach nie
                chciałabym być. Dziecko za nic nie odpowiadało, nie musiało wystawać w kolejkach
                (choć ja jeszcze się na to załapałam), żebrać żeby przydział węgla dali...
                pamiętam jedną zimę, chodziłam wtedy do drugiej klasy... nie chcieli mojej mamie
                węgla sprzedać... chodziła codziennie przez całe miasto (był mróz i śnieżne
                zaspy), stawała w kolejce i odchodziła z kwitkiem... a my, dzieci, marzłyśmy w
                domu oczekując z nadzieją, że może tym razem węgiel jednak będzie. Potem zrobiło
                się fajnie, bo w naszym miasteczku w końcu pojawił się gaz ziemny, ojciec
                odkupił od znajomego piec gazowy i w domu zimą było ciepło jak w ulu, pod każdym
                oknem gorący kaloryfer i zero ograniczeń, bo gaz był tani jak barszcz. Ale
                pamiętam też jak dziadek z ojcem na zmianę chodzili w nocy rur gazowych
                pilnować, bo zanim je w ziemię wkopano miewały dziwną tendencję do odpełzania w
                nieznane... :-)
            • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 26.01.10, 10:11
              Marguyu napisała:

              >> dziecko wojskowego do Pierwszej Komunii
              >> szło w drugim końcu kraju w wielkiej tajemnicy."

              > nieetycznosc tej podwojnej moralnosci
              > zawsze mnie rozbrajala.

              Bo i warta tego. Co nie zmienia faktu, że był to fragment zjawiska, o którym
              wspomniałem - udawania, że Polska nie jest krajem ludzi religijnych. Trep
              udawał, że nie ma nic wspólnego z Kościołem, jego naczalstwo udawało, że w to
              wierzy.

              > Pod koniec lat 50 sypalam kwiatki na procesji,
              > rodzice spiewali w koscielnym chorze, wszyscy
              > chodzilismy na religie i do komunii i
              > nikt nie umarl, nikogo nie wrzucili
              > do lochu itp.

              Bo też nikt nie twierdzi, że za to zabijano i wrzucano do lochu. To tylko było w
              pewnych instytucjach niemile widziane.

              > Ale takze zadne z rodzicow nie zaparlo sie
              > swego swiatopogladu i nie wstapilo do partii.
              > Kariery wielkiej nie zrobili ale byli uczciwymi
              > ludzmi.

              O moim ojcu mogę powiedzieć to samo (mama przez większą część dorosłego życia
              była na rencie - korzystając z okazji przesyłam pozdrowienia dla tow. Stalina,
              który jej zafundował dzieciństwo na Uralu). Ale to właśnie było chore - że
              przynależność pomagała, a często bywała warunkiem objęcia takiego czy innego
              stanowiska.
              Oczywiście można nie widzieć w tym nic złego, ja jednak z tej możliwości nie
              korzystam.
    • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 26.01.10, 11:29
      I klasa LO.Pochód pierwszomajowy 1970. 1 V, i kilka ostatnich dni kwietnia w
      tamtym roku rano były jeszcze przymrozki, a i w południowym słońcu niewiele
      cieplej - a kazali nam wystąpić w białych koszulach. Wystąpiłem w białej koszuli
      - mając pod spodem dwa podkoszulki Taty, takie jeszcze starej daty, grube i z
      rękawami. I oczywiście od rana ścisły post - ani jeść, ani pić, no bo co zrobić
      w nagłej potrzebie, gdyby nadeszła...
      W klasach wyższych już na pochód nie chodziłem. Nie szedłem ze szkołą - bo
      "nazywało się", że jako harcerz idę ze swym hufcem; tak naprawdę hulaliśmy tego
      dnia zwykle gdzieś po Beskidzie Wyspowym albo Beskidzie Małym albo Beskidzie
      Makowskim (podobny "sposób na pochód" stosowała już Mama wraz ze swoimi
      przyjaciółkami w głębokich latach 50. - organizując 1 V wycieczkę pod szyldem
      PTTK, co jakoś tam "przechodziło").
      Ale nie odważyłbym się "pójść na ostre" i powiedzieć, co mam przeciwko pochodowi
      i przeciwko 1 Majowi takiemu, jakiego urządzała PRL - na to musiałbym być (poza
      wszystkim innym) bardzo dobry ze wszystkich absolutnie przedmiotów, no a nie
      byłem - matematyka, niestety...
      Niesmak pozostał do dziś.
      Od kl. II aż do matury miałem jako wychowawcę odstawionego na bok aparatczyka
      szczebla wojewódzkiego - wystarczyło człowieka zobaczyć, wystarczyło usłyszeć
      kilka zdań ("ja tutaj postawię wobec Ciebie ... sprawę na ostrzu noża"; "...jest
      chory - trzeba zabezpieczyć mu stały dopływ informacji!"; "w klasie nie ma
      atmosfery maturycznej!") aby wiedzieć, kto zacz...
      I nagle, po latach, uświadamiam sobie, że prawdopodobnie temu właśnie
      Człowiekowi zawdzięczam zdanie matury - że mnie przeciągnął, mimo, że (jak sam
      dobrze pamiętam) na ustnym z matematyki wyłożyłem się na łopatki...
      Jeszcze w I klasie robiliśmy czyn społeczny: koniec września, piękny słoneczny
      dzień - rozgarniamy żwir wapienny pod alejkę-"kółko" na Sikorniku, za Kopcem
      Kościuszki (i jeszcze za magazynami wojskowymi, dziś opuszczonymi i wystawionymi
      na sprzedaż przez AMW) - na "nasz" żwir wyleją asfalt, staną tam ławki, będzie
      piękna panorama kominów huty i elektrowni w Skawinie (a gdzieś tak przed
      kominami, nad samym brzegiem Wisły, gdy zwrócić głowę w prawo - Opactwo
      Tynieckie; a za kominami Pasmo Draboży, dalej Leskowiec, dalej już Pasmo Polic i
      Babia Góra - wtedy jeszcze na całym Sikorniku były pola uprawne, więc widok
      doskonały; dziś wkracza tam coraz śmielej las...). Na razie cieszymy się:
      przepadła matematyka, fizyka...
      Na rozgarnięty przez nas tłuczeń nikt nigdy nie wylał asfaltu. Pokryła go trawa.
      Ludzie wykładali się tam nie na ławkach, lecz na kocykach - i tak jest do
      dziś... Miejsce poznaję jedynie na pamięć. Nie wiem nawet, czy ktokolwiek z
      Koleżanek i Kolegów byłby w stanie je odnaleźć bez mojej pomocy.
      Ot, garść wspomnień z tamtych czasów - bez łez...
    • letalin Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 27.01.10, 16:52
      iwa57 napisała:

      > fajnie bylo ,chodzilam do ogolniaka ,mialam tysiace planow

      Ja też chodziłem do ogólniaka. Potem studiowałem. Wszystko było
      normalnie. Nie strzelali na ulicach, nie bombardowali miast.
      Kościoły budowali.
      Niektórzy się zastanawiają: Dlaczego Polacy własnymi rękami,
      przecież nikt ich nie zmuszał do tego, zniszczyli taki wspaniały
      kraj, z takim nowoczesnym i sprawiedliwym systemem społecznym i
      prężną gospodarką. Wszyscy pracowali, wszyscy byli ubezpieczeni,
      wszyscy mieli darmowe wykształcenie ( chociaż to, że można było się
      wykształcic dzięki Partii, bez własnej pracy to raczej się nieczęsto
      zdarzało...). Lepiej niż w USA.
      Komu to przeszkadzało?
      Gdyby nie te przewroty inspirowane przez wiadome ośrodki wrogich
      wywiadów, mielibyśmy drugą Koreę, albo Kubę. A tak co? Margaryna w
      różnych smakach i opakowaniach rzucająca nam się w oczy, obrzydliwe
      aluzje do obcego nam klasowo i historycznie seksu oralnego w
      telewizyjnych reklamach, gdzie rozkraczone baby liżą loda, albo
      niehigienicznie oblizują paluchy, i nieustanna indoktrynacja od
      małego dziecka do późnej starości, gdzie socjalistyczne ideały sa
      ośmieszane, a nieśmiertelni wodzowie Rewolucji porównywani do
      faszystowskich zbrodniarzy. Nic już nie jest jak kiedyś. Dawniej za
      takie gadanie to można było reakcjonistę przeczołgac i odpowiednio
      reedukowac, teraz nawet w telewizji te bzdury gadają.
      Ale Partia żyje i walczy i Prawda w końcu zatriumfuje, cieszy mnie
      iwa57, że są jeszcze tacy jak Ty. Czy "57" w Twoim nicku to lata
      żałoby po Generalissimusie Stalinie?
      • woman-in-love nie wiem, za czym ta łezka..... 27.01.10, 20:15
        ...ale się domyslam. na przykład "w te trudne dni" moja kolezanka córka ubeka
        szła do lekarza po....RECEPTĘ NA WATĘ (!) poniewaz na TAKĄ receptę wszystko było
        w aptece za darmo. I tak dalej... ona (średnia uczennica) mogła wyjechać za
        granicę aby uczyc sie języka, potem skończyła dziennikarstwo... co tam gadac -
        ma za czym łeskę wylewać...
        • gku25 Woman 02.02.10, 13:54
          No cóż, być może koleżanka była jednak zdolniejsza i nie pisała

          > ma za czym łeskę wylewać...

          A tak na marginesie to i dziś uczenie się dzieciaków za granicą nie jest czymś
          powszechnym.
      • iwa57 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 27.01.10, 22:47
        sa sprawy na ktore nawet ty nie masz wplywu ,a przy tym zachowujesz sie i piszesz jak prawdziwy komunista wpierajacy innym swoj swiatopoglad .To raczej ty masz cos ze Stalina ,a nie ja .Myslisz inaczej i masz inne przezycia ale nie masz prawa kopac w innych . Ja opisuje tylko moje odczucia , przezycia i wrazenia i nie atakuj mnie jak wsciekly pies i nie krytykuj za moj wlasny poglad .Ja ciebie ten temat nie interesuje to spadaj i sie nie mieszaj .Juz sie nie masz do czego przypieprzyc ,nawet moj nick cie wkurza ?

          • letalin Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 28.01.10, 11:06
            iwa57 napisała:

            .Ja ciebi
            > e ten temat nie interesuje to spadaj i sie nie mieszaj .Juz sie
            nie masz do cze
            > go przypieprzyc ,nawet moj nick cie wkurza ?

            Ja na prawdę Cię towarzyszko popieram! Jednak gdybyśmy w godzinie
            próby byli bardziej zdecydowani, gdyby tacy jak Ty nie byli
            oportunistami, ale stanęli w zwartym szeregu za zdrową częścią
            Partii, to żadna pełzająca kontrrewolucja nie miałaby szans
            powodzenia. Niestety kierownictwo Partii okazało się tak samo
            zdemoralizowane i niechętne bronic socjalizmu jak Ty. I zamiast
            wziąc za mordę to całe warcholstwo i odesłac na zawsze w niebyt,
            cackali się z zarazą. To teraz tylko płacz i zgrzytanie zębów, że
            nasze piękne budowy i plany zostały zniszczone , a wielki dorobek
            socjalizmu zaprzepaszczony. Jednak ruch rewolucyjny żyje i ciągle
            trzeba miec nadzieję, że przyjdzie dzień , gdzie klasa robotnicza
            zauważy nędzę w jakiej sie znajduje, pomimo wielu smaków margaryny,
            i zrzuci jarzmo wyzyskiwaczy i burżujów.
            A teraz wstańmy i razem zaśpiewajmy "Międzynarodówkę"!

            A tak całkiem poważnie: Ja też miałem pomimo wszystko piękne
            dzieciństwo i młodośc w PRL. Z naciskiem na POMIMO WSZYSTKO. Nie
            wiem jak by było w wolnym kraju, bez tego absurdu, którego cień
            możesz znależc w pierwszej części mojego postu. Na pewno nie byłoby
            gorzej.
            Masz prawo do swoich odczuc i dobrze, że je opisujesz. Jednak w
            chwili gdy stwierdzasz, że to PRL Ci coś dała ( wykształcenie,
            doświadczenia i szkołę życia) przeciwstawiając to obecnej sytuacji w
            Kraju, wprost dając do zrozumienia, że tamten system czynił Cię w
            jakiś sposób szczęśliwszą niż obecnie, wkraczasz na śliski grunt i
            wywołujesz we mnie oczywistą odrazę , którą muszę się z Tobą
            podzielic, mając nadzieję, że będzie to dla Ciebie doświadczenie
            korekcyjne.
            Co do powszechności wykształcenia w PRL, to weź sobie stary rocznik
            statystyczny i poszukaj jaki procent ludności posiadał wyższe
            wykształcenie? Jaka częśc młodzieży np. w latach 80-tych
            rozpoczynała studia wyższe? To będzie dla Ciebie dobre popatrzec na
            problem z perspektywy szerszej niż Twoja własna, zanim zaczniesz
            pisac ryzykowne pochwały minionych czasów.
            Mimo wszystko liczę na refleksję...
            • iwa57 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 28.01.10, 12:20
              chce grubo podkreslic ,ze ja bylam WOLNA i moi rodzice tez .Nikt nie siedzial , nikt nie dostal w morde ,nikt mnie do niczego nie przymuszal , nie udzielalam sie w czynach spolecznych, w pochodach , nie spiewalam Miedzynarodowki ,sluchalam plyt z rockem itp. Jaki sliski grunt ,co sie tak upolityczniasz ? W takim ustroju sie urodzilam ,zylam w nim i bylo mi dobrze .
              Wolnosc to wielki obowiazek i odpowiedzialnosc . Niestety niektorzy a wlasciwie wiekszosc nie potrafi z niej korzystac i wypada poza margines moralny .Wolnosc to nie to ,ze wszystko mozna -z wolnosci trzeba umiejetnie korzystac .
              Masz pojecie jak zyja ludzie na wsiach ? Siedza przy jednym piecyku i wkladaja do niego galezie ,a siodemka dzieci smaruje sobie chleb margaryna .Ksztalcic sie moga ci ,ktorzy maja pieniadze .Ja sama oplacalam studia mojego syna i gdyby nie moja pomoc stalby gdzies po rynna .
              Ty sluchaj ,ja wiem co pisze i korekcji nie bedzie ,przejedz sie tak po wsiach albo odwiedz getta ,ktore sie potworzyly w miastach i nie mow mi ,ze swiat nalezy do cwaniakow bo inni tez chca zyc i stoja z wyciagnieta reka pod realem .
              To nie sztuka zerwac stare tapety w mieszkaniu do osypujacej sie sciany ,trzeba nastepnie miec na tapate i gips ,a jak sie nie ma to sie zyje w tych starych tapetach .
              Moze ci sie w zyciu udalo i ciesz sie z tego ,mnie tez sie udalo bo pomagam moim ciotkom ,synowi czy obcym ludziom , ktorzy w chwili przewrotu zostali na lodzie .Prosty przyklad : moj wuj pracowal w odlewni i emalierni i stal przed renta .wiesz ile jej dostal po przeliczeniu --720zl ,a cale zycie tam pracowal , kolezanka -nauczycielka urodzona w 1948 roku ma renty 860 zl.
              Ty mi chcesz cos powiedziec o sliskich tematach ? Ja napisalam o paru ludziach ,a takich sa tysiace jak nie wiecej .To ze mi w zyciu jakotako wyszlo nieznaczy ,ze nie dostrzegam tych ,ktorzy maja zle albo bardzo zle , nie nadymam sie jak balon i nie udawadniam innym --jak to ja mam dobrze .Za to wiem jak ma dobrze moja stara mama ze swoja "wielka "renta --nie wystarcza jej na lekarstwa ,bo albo dach nad glowa albo lekarze i leki .Nikt nie troszczy sie o takich nawet jak sa mlodzi ,ale ciezko schorowani.
              Masz na celu wprowadzic prawo dzungli i rozpychanie sie lokciami ,bo teraz jest wolnosc . Stan z czlowiekiem ,ktory zostal pokrzywdzony przez los i mu to powiedz prosto w oczy --napewno ulyszysz cos milego !
              Mnostwo ludzi teskni do tego co bylo ,bo jeszcze z bieda ktos sie tam nimi zajal .
              • letalin Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 29.01.10, 14:45
                iwa57 napisała:

                > chce grubo podkreslic ,ze ja bylam WOLNA i moi rodzice tez

                To ja bardzo Ci zazdroszczę. Nie byłem wolny i moi rodzice nie byli.
                W pewnym sensie każdy miał wolnośc do wyboru, nie miał natomiast
                często wolności od cudzych wyborów, motywowanych ideologią, albo
                zwykłym widzimisię.

                iwa57 napisała:
                nie spiewalam Miedzynarodowki

                Może i nie, chociaż założę się , że po prostu nie pamiętasz, bo
                jeśli masz ponad 40 lat, to na pewno śpiewałaś. Swoją drogą całkiem
                dobra śpiewka przy sprzątaniu garażu...

                iwa57 napisała:
                Jaki sliski grunt ,co sie tak upolityczniasz ? W takim u
                > stroju sie urodzilam ,zylam w nim i bylo mi dobrze .

                No o to chodzi, że swoje jednostkowe doświadczenia na nieznanym
                bliżej gruncie, próbujesz generalizowac. OK było Ci fajnie i
                żałujesz, że się skończyło, bo teraz jak oceniasz jest gorzej.
                Pomijając proporcje, to twoja wypowiedź jest tak samo odległa od
                moich doświadczeń i jak sądzę sporej części świadomych ludzi w moim
                wieku, jak wspomnienia strażnika z Auschwitz na zjeździe tych co
                przeszli obóz jako więźniowie.

                iwa57 napisała:

                Ja sama oplacalam studia mojego syna i gdyby
                > nie moja pomoc stalby gdzies po rynna .

                Nie powinnaś tak sądzic. Matki oczywiście są pełne poświęceń, ale
                wielu młodych ludzi studiuje i jednocześnie zarabia na swoją naukę,
                gdy rodzice nie mogą lub nie chcą pomóc. Mam nadzieję, że nie
                wypominasz mu zbyt często ile dla niego zrobiłas i , że byłby nikim,
                gdyby nie Ty? Ja wierzą, że może nie tak szybko jak z Twoją pomocą,
                ale dałby radę ze studiami, chociaż pewnie wiekszym kosztem, np.
                wolnego czasu i paru wakacyjnych przyjemności.

                iwa57 napisała:
                > Ty sluchaj ,ja wiem co pisze i korekcji nie bedzie

                Twój wybór.Masz prawo wybrac źle...

                iwa57 napisała:
                ktorzy w chwili przewrotu zostali na lodz
                > ie .
                PRZEWROTU powiadasz, a oburzasz się jak piszę do Ciebie językiem
                propagandy PRL. Jedno słowo zdradza Twój stosunek do tamtego
                nieodżalowanego systemu , który roztrwonił pracę wszystkich tych co
                ten system budowali ( mniej okrutnie traktując stróżów i utrwalaczy
                władzy ludowej...). Te emerytury ludzi, które tak Cię oburzają
                wynikają z decyzji i polityki tamtych czasów za którymi tęsknisz.
                Więc masz dośc wyraźnie pokazany błąd w swoim myśleniu i szansę na
                skorygowanie. Wiem, że beton to beton, więc beznadziei na korekcję.


                iwa57 napisała:
                Stan z czlowiekiem ,ktory zostal pokrzywdzony przez los i mu to powi
                > edz prosto w oczy --napewno ulyszysz cos milego !
                > Mnostwo ludzi teskni do tego co bylo ,bo jeszcze z bieda ktos sie
                tam nimi zaja
                > l .
                Czyli tęsknią za czymś co ich do tej biedy doprowadziło. Nie los ich
                skrzywdził, to system, który Twoim zdaniem był lepszy od obecnego to
                spowodował. Nie fatum, ale Armia Radziecka nam go przyniosła, żeby
                już Ci wskazac dokładnie gdzie się to nieszczęście zaczęło.
    • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 27.01.10, 23:36
      Rok 1987. Wakacje w Karkonoszach. Wybrałem się z Kowar (gdzie była moja kwatera)
      na Śnieżkę.
      Jak doszedłem do granicy polsko-czechosłowackiej na Czarnej Kopie - pierwsza
      kontrola dokumentów; potem po drodze na szczyt Śnieżki jeszcze pięć dalszych;
      ostatnia już w zejściu (szlakiem w kierunku kościółka Wang - miejscowość
      nazywała się wówczas Bierutowice, nie wiem, czy tę nazwę zmieniono, czy też trwa
      nadal) - jak raz na wysokości "Strzechy Akademickiej".
      Za każdym razem najwięcej patrzyli na stempelek w rubryce "zatrudnienie" - na
      szczęście miałem...

      A na samej Śnieżce żywy łańcuch wopistów oddzielał ludzi, którzy wdrapali się na
      szczyt od strony polskiej, od tych, którzy weszli od strony czeskiej...
        • horpyna4 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 28.01.10, 07:50

          W zachodniej Polsce (chyba na tzw. Ziemiach Odzyskanych) Bierut miał
          się dobrze. Bywało, że w jakimś miasteczku główna ulica nosiła jego
          imię - bardzo się zdziwiłam widząc coś takiego za późnego Gierka w
          stanie niezmienionym. A potem zobaczyłam, że jest do powszechne na
          tamtych terenach.

          • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 28.01.10, 11:34
            horpyna4 napisała:

            > W zachodniej Polsce (chyba na tzw. Ziemiach
            > Odzyskanych) Bierut miał się dobrze.
            > Bywało, że w jakimś miasteczku główna ulica
            > nosiła jego imię - bardzo się zdziwiłam widząc
            > coś takiego za późnego Gierka w stanie
            > niezmienionym.

            W Warszawie duża ulica - prawda, że na nowym osiedlu - nosiła to imię do 1989
            czy 1990 roku. Przy czym otrzymała je właśnie za późnego Gierka, a może zgoła po
            roku 1982.
            • horpyna4 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 28.01.10, 12:54

              Ulica Bieruta w Warszawie została wybudowana i tak nazwana w II
              połowie lat 70.

              Przedtem był długi okres nieobecności Bieruta w Warszawie. Wywołanie
              jego ducha za późnego Gierka było dość szokujące.

              Ale w np. takim Krzyżu główna ulica prowadząca od dworca do centrum
              nazywała się tak cały czas.
                • horpyna4 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 30.01.10, 10:09

                  Żartujesz chyba? Jaki cały czas?

                  W drugiej połowie lat 60 i na początku 70 bywałam bardzo często w
                  najbliższej okolicy. I gdyby był taki napis na szyldzie, to
                  niewątpliwie bym zauważyła. Chyba, że na zewnątrz nie było, ale
                  został na pieczątkach - tego już nie wiem.

                  Generalnie rzecz biorąc, Bierut znikł z warszawskiej przestrzeni za
                  Gomułki, a wrócił za średniego Gierka.
                  • ewa9717 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 31.01.10, 01:14
                    horpyna4 napisała:

                    >
                    > Żartujesz chyba? Jaki cały czas?
                    >
                    > W drugiej połowie lat 60 i na początku 70 bywałam bardzo często w
                    > najbliższej okolicy. I gdyby był taki napis na szyldzie, to
                    > niewątpliwie bym zauważyła. Chyba, że na zewnątrz nie było, ale
                    > został na pieczątkach - tego już nie wiem.
                    >
                    > Generalnie rzecz biorąc, Bierut znikł z warszawskiej przestrzeni
                    za
                    > Gomułki, a wrócił za średniego Gierka.
                    Nie, nie żartuję, imię jak przylepione trwało do 1989 roku. Napisu
                    na froncie z Bierutem nie było, ale oficjalna nazwa szkoły trwała
                    spokojnie. Na pieczątkach, w indeksach i w ogóle.
                    • horpyna4 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 31.01.10, 10:01

                      Mnie chodziło właśnie o ten napis na froncie. A że pieczątek i druków
                      nie wymieniono, to normalka.

                      Po prostu w Warszawie za Gomułki Bierut jakby zszedł do podziemia.
                      Został reanimowany dopiero przez Gierka jako patron głównej ulicy
                      nowego osiedla Gocław.
    • apodemus Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 28.01.10, 08:17
      Takie "gorzkie żale" za minionymi czasami doskonale podsumowuje mój sąsiad: "za
      komuny było lepiej - wbiegałem bez zadyszki na czwarte piętro".
      Pamięć idealizuje przeszłość, byliśmy wtedy młodsi i to właśnie tego nam
      brakuje, jak już napisali to przedmówcy.
      • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 28.01.10, 11:29

        "Pamięć idealizuje przeszłość, byliśmy wtedy młodsi i to właśnie
        tego nam brakuje, jak już napisali to przedmówcy."

        Bardzo trafne spostrzezenie do ktorego pozwole sobie dorzucic
        jeszcze to, ze nie nalezy zapominac o tym, ze w tamtych czasach
        pewne zjawiska istnialy wszedzie, niezaleznie od ustroju.
        Zolnierze pilnowali granic, w szpitalach nie bylo skanerow, policja
        palowala demonstrantow, pewne technologie nie istnialy lub byly
        niedostepne dla zwyklego obywatela.
        Czytam zale na temat tego, ze pomarancze byly rarytasem. Przepytalam
        meza, ktory urodzil i wychowal sie w Lille. Co za pech! Nastepny z
        traumatyzmem, bo tam, na polnocy, cytrusy w zimie takze byly
        rarytasem. Nie lezaly tak jak dzis obok workow z kartoflami.
        To samo dotyczy wielu spraw zycia codziennego. Nie macmy mlodszym w
        glowie opowiadajac im bzdety. Starajmy sie byc obiektywni.

        Ktos tu opisuje traumatyczne doswiadczenia z pochodow
        pierwszomajowych w latach 70. Mogles, czlowiekue, nie isc. Nic by
        tobie nie zrobili. Za to nie wieszali. Nigdy nie szlam w pochodzie
        i przezylam zdrowiu i dobrym humorze do dzis.
        Zylam w okreslonym czasie i miejscu i tylko ode mnie zalezalo jaka
        postawe przyjme. Czy poloze uszy po sobie czy nie.
        • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 28.01.10, 11:42
          marguyu napisała:

          > pewne zjawiska istnialy wszedzie, niezaleznie
          > od ustroju. Zolnierze pilnowali granic,

          Spytaj swojego męża rodem z Lille, czy jego rodzice musieli się komuś tłumaczyć,
          dlaczego chcą, żeby im pan z bezpieczeństwa łaskawie wydał paszport na jeden
          wyjazd, a po co, a dokąd, czy po prostu trzymali paszport w biurku.
          Albo czy potrzebowaliby specjalnego zezwolenia, żeby wypłynąć jachtem poza
          francuskie wody terytorialne.
          I czy jak kupili samochód, to musieli iść do urzędu skarbowego wytłumaczyć się,
          skąd mieli pieniądze.
          A potem dopiero ewentualnie opowiadaj głodne kawałki o "niezależnym od ustroju".

          > policja palowala demonstrantow,

          Zdarzało się i zdarza. Co nie zmienia faktu, że tam demonstracje się
          rejestrowało, a u nas trzeba było mieć zezwolenie. O którym z góry było wiadomo,
          że się go nie dostanie, jeśli demonstracja jest niesłuszna.

          > pierwszomajowych w latach 70. Mogles,
          > czlowiekue, nie isc. Nic by tobie nie zrobili.
          > Za to nie wieszali.

          Między wieszaniem a nicniezrobieniem jest parę możliwości pośrednich.

          > Nigdy nie szlam w pochodzie
          > i przezylam zdrowiu i dobrym humorze do dzis.

          Więc się ciesz, że pracowałaś w miejscu, w którym nikt o to nikomu wstrętów nie
          czynił, i nie mów ludziom, których nie znasz, co mogli, a czego nie mogli.
          • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 28.01.10, 16:36
            a_weasley,
            jak zwykle dramatyzujesz i nadinterpretujesz. Ja o biskupie ty o
            dupie. Ja o pomaranczach i technologiach, ty o paszportach.
            Nie umiesz czytac ze zrozumieniem?
            Gdy bede pisala o paszportach to wtedy wyraz swoja opinie na ten
            temat. Teraz bylo o owocach cytrusowych i o tym, ze wielu z was do
            tego stopnia stara sie byc bardziej papieskimi niz sam papiez, ze
            zaczynacie opowiadac bzdury !!!

            Mi tez mowili w ogolniaku, ze matura nie jest konieczna jak sie
            komus nie podoba. Z uniwersytetu mnie wyrzucili, bo w
            przeciwienstwie do "meczennikow" w rodzaju Kaczynskich nie
            podpisalam lojalki. A na paszport czekalam 5 lat.
            Wybacz wiec, ze takie smetne pitolenie o krzywdach prawie doznanych
            smieszy mnie i zniesmacza.
            Dzis latwo narzekac na komune, wtedy trudniej bylo miec wlasne
            opinie i ponosic tego konsekwencje.
            • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 29.01.10, 17:20
              Marguyu napisała, bo nie umie wziąć odpowiedzialności za własne słowa:

              > Ja o pomaranczach i technologiach, ty
              > o paszportach.
              > Nie umiesz czytac ze zrozumieniem?
              > Gdy bede pisala o paszportach

              Właśnie umiem. Pisałaś, że "pewne zjawiska są niezależne od ustroju". Wymieniłaś
              między innymi pilnujących żołnierzy i pałującą policję, więc do tego się odniosłem.

              > Dzis latwo narzekac na komune,
              > wtedy trudniej bylo miec wlasne
              > opinie i ponosic tego konsekwencje.

              To się nazywa argumentum ad personam. Primo - nie wiesz, kto co wtedy myślał, co
              mówił i jaką cenę za to płacił. Secundo - cokolwiek myślał i mówił i co z tego
              wynikło wtedy, nie ma przez to ani mniej, ani więcej racji w tym, co mówi teraz.
        • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 28.01.10, 15:51
          marguyu napisała:
          > Ktos tu opisuje traumatyczne doswiadczenia z pochodow
          > pierwszomajowych w latach 70. Mogles, czlowieku, nie isc. Nic by
          > tobie nie zrobili. Za to nie wieszali.

          Słusznie. Nie wieszali.
          Ja tylko przez całe liceum słyszałem co i rusz, aż do samej matury:
          "Szkołę podstawową skończyłeś - no bo musiałeś skończyć. Ale skończyć liceum -
          wcale nie musisz...".
          Pamiętam, że już w klasie maturalnej, zaraz na początku września, kilkoro
          odeszło do innych szkół - zrobiono rodzicom "pranie mózgu", że tak będzie
          lepiej, że dla dobra swego dziecka powinni poprosić o jego przeniesienie, że w
          takim razie szkoła załatwi, że go przyjmą bez kłopotu gdzie indziej - a gdyby
          się upierał zostawać u nas, to nie będzie nawet dopuszczony do matury i nagle
          całe 4 lata na nic...
          • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 29.01.10, 00:55
            Dzięki takim naciskom na uczniów i ich rodziców, żeby poszukali szczęścia gdzie
            indziej, krakowski Nowodworek "podciągał" sobie w tamtych czasach statystykę:
            oto maturę zdaje z roku na rok 100% dopuszczonych,
            zaś 99% maturzystów dostaje się na wyższe uczelnie...
              • woman-in-love Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 29.01.10, 15:13
                Najlepiej było, jak profesorowie (z nomenklatury partyjnej, oczywiscie)
                ciaglenam kładli do glowy, jakie to szczęcie niebotyczne nas spotkalo, ze mozemy
                studiowac. A ja sobie w duchu myslałam:gdyby nie my, to kim wy bylibyscie? Nie
                zarobiliby,scie grosza nawet łopatą. Tu oczywiscie zastrzezenie: trafiali sie
                wspaniali, ofiarni pedagodzy, który niejako "konspiracyjnie" odchodzili od
                oficjalnych programów i dawali nam sporo użytecznej wiedzy, albo przynajmniej
                luzowali na egzaminach. Dzięki im za to, Przewaznie jednak twardoglowi koledzy
                wykrywali to (za pomoca wrednych donosicieli sposród studentów) i kończyło się.
                • horpyna4 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 29.01.10, 15:58

                  Trochę właśnie z tych powodów wybrałam ścisły kierunek studiów.
                  Tu nie było profesorów z nomenklatury (nie zrobi się Einsteina z
                  działacza partyjnego), więc wykładowcy pozwalali sobie na głoszenie
                  własnych opinii na tematy różne.

                  Pamiętam jednego, jak w marcu 1968 głośno bluzgał na ówczesny aparat.
                  Ale nic mu nie zrobiono (może na jakiś czas zawieszono), bo nie było
                  posłusznego na jego miejsce.

                  No i na tymże wydziale nie było żadnych nacisków na uczestnictwo w
                  pochodach pierwszomajowych. Na innych bywały, nawet w formie
                  zawoalowanych pogróżek.
                  I nie o to mi chodzi, że pracownicy tego wydziału mieli pochody
                  gdzieś. Tylko, że nie było żadnych nacisków pochodzących z KC, czy
                  KW.
                  Po prostu tam wiedziano już, że lepiej nie stwarzać sytuacji
                  drażliwych, jak jawne nieposłuszeństwo, do którego trzeba byłoby się
                  oficjalnie ustosunkować.
                • ewa9717 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 29.01.10, 18:25
                  woman-in-love napisała:

                  > Najlepiej było, jak profesorowie (z nomenklatury partyjnej,
                  oczywiscie)
                  > ciaglenam kładli do glowy, jakie to szczęcie niebotyczne nas
                  spotkalo, ze mozem
                  > y
                  > studiowac. A ja sobie w duchu myslałam:gdyby nie my, to kim wy
                  bylibyscie? Nie
                  > zarobiliby,scie grosza nawet łopatą. Tu oczywiscie zastrzezenie:
                  trafiali sie
                  > wspaniali, ofiarni pedagodzy, który niejako "konspiracyjnie"
                  odchodzili od
                  > oficjalnych programów i dawali nam sporo użytecznej wiedzy, albo
                  przynajmniej
                  > luzowali na egzaminach. Dzięki im za to, Przewaznie jednak
                  twardoglowi koledzy
                  > wykrywali to (za pomoca wrednych donosicieli sposród studentów) i
                  kończyło się.
                  Matko, za Stalina studiowałaś???????
                  >
                • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 30.01.10, 23:25
                  woman-in-love napisała:
                  > trafiali sie wspaniali, ofiarni pedagodzy, który niejako
                  > "konspiracyjnie" odchodzili od
                  > oficjalnych programów i dawali nam sporo użytecznej wiedzy...

                  Pamiętam z UJ (historia) prof. Władysława Serczyka (tego od dziejów Ukrainy - w tym Siczy Zaporoskiej):
                  wykładał nam "historię narodów ZSRR".
                  Od niego dowiedziałem się, że 23 lutego - Dzień Armii Czerwonej (obecnie: Dzień Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej) obchodzi się na pamiątkę - niczego!
                  Dnia 23 lutego 1918 nie było bowiem żadnej bitwy nad jeziorem Pejpus...

                  Akurat to mógł powiedzieć na wykładzie tylko on: był wystarczająco wysoko "umocowany" partyjnie.
                  (Inne sprostowania historii bliższej i dalszej - a było ich wiele - słyszałem już tylko w cztery oczy).
                  • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 31.01.10, 12:13
                    Luccio1 napisał:

                    > Od niego dowiedziałem się, że 23 lutego
                    > - Dzień Armii Czerwonej (obecnie: Dzień
                    > Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej)

                    W zasadzie tak, ale nie Dzień Armii Czerwonej, tylko Dzień Armii Radzieckiej i
                    Morskiej Floty Wojennej, i nie Dzień Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, tylko
                    Dzień Obrońców Ojczyzny.

                    > obchodzi się na pamiątkę - niczego!
                    > Dnia 23 lutego 1918 nie było bowiem żadnej
                    > bitwy nad jeziorem Pejpus...

                    Natomiast 23 lutego 1946 r. przemianowano Robotniczo-Chłopską Armię Czerwoną na
                    Armię Radziecką, pełna nazwa Siły Zbrojne Związku Radzieckiego.
              • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 29.01.10, 15:24
                No i doszliśmy do problemu ogólnego:
                idziesz ścieżką pewnej kariery zawodowej, którą sobie zaplanowałaś/eś - aż tu
                nagle spychają Cię z tej ścieżki na bok, albo stawiają przed Tobą szlaban
                zagradzający dalszy marsz naprzód...

                Z tego problemu ogólnego rodzi się problem szczegółowy: kiedy, jak, na ile jest
                w takiej sytuacji możliwy powrót na ścieżkę, względnie wyrąbanie sobie szlaku
                równoległego - i dokąd można dojść tym szlakiem równoległym.

                Zaś problemem całkiem szczegółowym, związanym już ściśle z naszym tematem, jest:
                w którym systemie taki powrót, względnie wyrąbanie sobie ścieżki równoległej,
                jest łatwiejsze?

                (Kiedy moja Mama podczas studiów zdecydowała twardo nie wstępować do ZMP -
                okazało się, że ścieżka uniwersyteckiej kariery naukowej, prowadząca prosto od
                asystenta do profesora, jest nie dla Niej...
                Pozostała ścieżka równoległa w bibliotece uniwersyteckiej, zakończona zdobyciem
                tytułu bibliotekarza dyplomowanego).
                • monikate Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 30.01.10, 15:25
                  Podobnie, jak założycielka wątku byłam i jestem indywidualistką. Chodziłam
                  swoimi drogami, nie byłam prześladowana przez władze. Nawet nie zdawałam sobie
                  dobrze sprawy, w jakim ustroju żyję :) Generalnie mi się podobało; gdyby tylko w
                  sklepach był taki wysyp ciuchów i kosmetyków, jak na Zachodzie, i gdyby można
                  było mieć paszport w domu, byłoby idealnie.
                  A tak serio: wszystko prawda... lecz w trakcie zmian i przemian systemowych
                  wylano w wielu dziedzinach dziecko z kąpielą.
                    • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 31.01.10, 23:14
                      Oryginal23 napisał:

                      > Co takiego niby wylano?

                      Wiejskie biblioteki i klubokawiarnie na przykład. Kiedyś było centralnie
                      postanowione, że mają być, to były, a jak były potrzebne na to pieniądze, to też
                      były. Teraz gmina sama dysponuje swoimi pieniędzmi i oszczędza na tym, co się
                      radnym wydaje mniej potrzebne.

                      Kiedyś wszystko było państwowe. Jeżeli potrzebne były wywrotki do wywiezienia
                      śniegu, a w przedsiębiorstwach budowlanych stały bezczynnie z powodu wstrzymania
                      prac budowlanych w związku z mrozem, to centrala polecała, żeby Zremb czy
                      Transbud oddelegował tyle a tyle wywrotek z kierowcami do wywozu śniegu. Dziś
                      miasto musiałoby właścicielowi danego Transbudu Sp.z o.o. zapłacić, a ono nie ma.
                      Wszystkie autobusy miejskie też były państwowe i jak nie wykorzystałem biletu w
                      Sanoku, tom mógł go wykorzystać we Warszawie. Miał nawet wydrukowane "Ważny w
                      całym kraju z wyjątkiem autobusów PKS".
                      • horpyna4 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 01.02.10, 10:11

                        Akurat te bilety na komunikację miejską były ważne w całym kraju
                        tylko przez kilka lat. I to raczej za późnej komuny, może za Gierka.
                        Na pewno nie wcześniej. Zresztą za bardzo wczesnej komuny nie było
                        kasowników, a bilety sprzedawali konduktorzy.

                        Najpierw ktoś doszedł do wniosku, że nie warto zawracać sobie głowy
                        ścisłym trzymaniem się określonego miasta, bo w ogólnym rozrachunku
                        i tak się to uśredni, jeżeli kilka osób skasuje bilet z jednego
                        miasta w drugim. Bo tak samo ktoś z tego drugiego skasuje w tym
                        pierwszym. Więc przestano drukować na biletach nazwy miast.

                        Ale życie zweryfikowało ten pogląd. Bo jednak bilety nie były
                        państwowe, tylko miejskie w tym sensie, że z ich sprzedaży miasto
                        miało dochód. No i sprawa się rypła: jedno z niedużych miast (nie
                        pamiętam już, które, ale chyba niedaleko Warszawy) nadrukowało i
                        sprzedawało tyle biletów, że w Warszawie zauważono znaczny spadek
                        sprzedaży własnych; powstały spore straty. Więc przy najbliższej
                        okazji wycofano się z tego pomysłu.
                        • ewa9717 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 01.02.10, 10:22
                          horpyna4 napisała: Zresztą za bardzo wczesnej komuny nie było
                          > kasowników, a bilety sprzedawali konduktorzy.
                          >
                          Tu akurat (bo życiowe daty na mur w pamięci) mogę dodać bardziej
                          szczegółowo:
                          w 1972 w Katowicach jeszcze bywali na niektórych liniach
                          konduktorzy, choć częściej już kasowniki; a 1974 we Wrocławiu na
                          pewno tylko kasowniki. Początkowo takie, które robiły wzorek z
                          dziurek, więc mieliśmy bilety na każdą okoliczność ;)
                          • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 01.02.10, 12:23
                            O ile mnie pamięć nie myli:
                            bilety, które kupowałem w Krakowie, były jeszcze w l. 1984-85 ważne w każdym
                            innym mieście - oprócz Warszawy!
                            Te kupowane w Krakowie miały nadruk: MGKiM (Ministerstwo Gospodarki Komunalnej i
                            Mieszkaniowej);
                            te kupowane w Warszawie: MZK Warszawa (i nie były ważne nigdzie poza Warszawą!).
                            • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 01.02.10, 12:45
                              Konduktorzy (częściej: konduktorki) dotrwali w Krakowie do r. 1971. Jeśli
                              tramwaj miał skład wielowagonowy - konduktor był w tym pierwszym. W autobusach
                              przetrwali najdłużej na liniach wykraczających poza granice miasta, gdzie
                              obowiązywała taryfa strefowa.
                              Pierwsze kasowniki, wprowadzane w l. 1966-67, były drukujące - przy czym był to
                              druk rzadkim tuszem, najczęściej fioletowym "do pieczątek" - odbijane cyfry to
                              były odciski czcionek na gumowych paskach; kombinację cyfr (pięciu albo sześciu)
                              zmieniano poprzez przesuwanie poszczególnych pasków na chybił-trafił; kanar
                              przed zaczęciem kontroli robił sobie odbitkę "wzorcową" z każdego kasownika - na
                              kartoniku.
                              Około r. 1970 pojawiły się kasowniki dziurkujące - i dotrwały poza koniec PRL,
                              od r. 1990 począwszy wymieniane sukcesywnie na elektroniczne z mini-drukarką.
                              • woman-in-love jeszcze co do łezki 01.02.10, 15:44
                                rzeczywiście w oku sie kręci na myśl o niezliczonych godzinach spędzonych w
                                kolejkach. Gdyby zliczyć te wszystkie godziny wszystkich kolejkowiczów - ileż
                                lat ludzkiego życia poszło w nicość???
                          • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 01.02.10, 17:07
                            Wyodrębnienie majątku komunalnego z masy majątku państwowego to dopiero lata 90.
                            Zresztą - restytucja mienia komunalnego dokonała się jedynie częściowo. Do dziś
                            nie restytuowano własności komunalnej w zakresie np. sieci elektrycznej czy
                            gazowej (zakłady wytwórcze przestały w tzw. "międzyczasie" po prostu istnieć w
                            tej postaci, w jakiej je przejęto po wojnie); do dziś straże pożarne zawodowe
                            znajdują się w hierarchii pionowej jako instytucje podległe MSWiA - mimo, że
                            przed wojną miasta takie jak Kraków, Lwów, Warszawa - miały własne zawodowe
                            straże pożarne (kwestia ta wróciła w Krakowie w dość humorystyczny sposób:
                            podczas poszukiwania, na podstawie jakiego to tytułu prawnego Państwowa Straż
                            Pożarna wytrębuje Hejnał miejski z wieży znajdującej się pod zarządem Miasta...).
    • gku25 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 02.02.10, 13:39
      Też wspominam pozytywnie te czasy, moja rodzina tak samo. I nie chodziliśmy w
      pochodach, jakoś nikt z mojej rodziny nie należał do partii, w szkole nie było
      nacisku na bycie harcerzem. Za to były półdarmowe kolonie, sanatoria dla
      podratowania zdrowia i ogólnodostępna służba zdrowia. W dodatku moi dziadkowie
      spokojnie wypracowali sobie emerytury, w tych czasach będzie ciężko coś takiego
      osiągnąć. Poza tym każdy system ma jakieś błędy, cóż zrobić?
      • a_weasley Nie ma czegoś takiego jak obiad za darmo 02.02.10, 14:48
        Są tylko obiady fundowane przez kogoś innego.
        Ewentualnie może wyjść na to, że państwo najpierw mi wyjmuje pieniądze z
        kieszeni, a potem coś mi funduje i każe się za to po rękach całować, którego to
        szwindlu niektórzy po dziś dzień nie przejrzeli.

        Gku25 napisała:

        > były półdarmowe kolonie,

        Jeśli rodzice mieli bogaty zakład pracy. A takie np. wojsko to za obóz harcerski
        czy kolonię płaciło całość.
        Ponieważ jednak nie ma czegoś takiego jak obiad za darmo, w zamian za to ludzie
        zarabiali mniej niż by im za tę samą pracę płaciło państwo mniej opiekuńcze. To
        się nazywa, że mniej przeznaczano na konsumpcję indywidualną, a więcej na zbiorową.
        W wersji hardcore, której Bogu dzięki nie zbudowano, wszystko miało być za
        darmo, przydzielane obywatelom pracującym również za darmo.

        > ogólnodostępna służba zdrowia.

        Tu muszę z żalem przyznać rację. W najczarniejszych snach nie przewidywałem za
        komuny, że będę wspominał sprawniejszą służbę zdrowia i mądrzejszą telewizję.
        • woman-in-love łezka 02.02.10, 16:47
          żylismy w systemie, który własciwie nie był systemem (to pojęcie jest pozytywne
          w moim rozumieniu) Bylismy pod okupacja, a zrozumieć to mozna tylko spoglądając
          na te czasy nieco "z lotu ptaka". Nie tylko przez pryzmat własnych
          opromienionych urokiem dzieciństwa wspomnień.
          • cromwell1 Re: łezka 02.02.10, 17:23
            jaka lezka
            nalegam na obejrzenie filmu machulskiego "ile wazy kon trojanski"
            czlowiekowi oczy sie otwieraja w jakim bagnie zyl chociaz to komedia
            calkowita izolacja
            brak komorek i internetu
            glupiemu sie wydaje ze to malo
            poczytajcie porady w kobiecych pismach z tego okresu
            normalnie zalamka
            o depilacji wlosow pod pachami mawet nie wspomne;)

            pzdr.
            • zas_ale_pyra Re: łezka 02.02.10, 17:32
              Przepraszam,
              a widziales komorki i internet w latach 70tych czy nawet 80tych np. w USA?
              Pierwsza SAMOCHODOWA komorke (wielkosci cegy) mialem w reku w USA ok. 1985-86.
              Internet? Nawet i w "innych" krajach w latach 70-80 byl w "powijakach".
              Prosze wiec nie zwalac na ustroj.
              • cromwell1 Re: łezka 02.02.10, 18:03
                polecam film
                to do niego pilem
                pozno mialem komorke
                nie pamietam roku wiec przelicze na kg
                moja nokia wazyla ok 2 kg
                o dziwo dzisiaj moge sie obejsc bez komorki

                blokade mediow w kraju przerwal dopiero internet
                to mialem na mysli
                chociaz i tak jest okrutnie cenzurowany
                zgodzisz sie ze mna?

                pzdr.
              • a_weasley Re: łezka 03.02.10, 09:54
                zas_ale_pyra napisał zupełnie bez związku z wypowiedziami przedmówców:

                > a widziales komorki i internet
                > w latach 70tych czy nawet 80tych
                > np. w USA?
                <ciach>
                > Prosze wiec nie zwalac na ustroj.

                Ale nikt tu nie zgłasza pretensji o brak internetu, tylko o to, że gdy w
                Kanadzie można było zadzwonić z automatu wiszącego na ścianie udostępnionej do
                zwiedzania kopalni, dwa kilometry pod ziemią, w Polsce na rozmowę z sąsiednim
                miastem czekało się godzinami, a na wsi być we wsi jeden telefon albo i to nie,
                w dodatku czynny 8-15, w soboty 8-13, w niedziele 9-11.
                Właśnie w latach 80-tych artykuł o telefonizacji w "Przeglądzie Technicznym"
                zaczynał się od scenki:
                "- Halo, Bell? Potrzebuję telefonu.
                - Spieszy się panu?
                - Jak cholera.
                - Proszę podać adres, za pół godziny przyjdzie monter.
                Monter przyszedł dopiero po 40 minutach, co dało obecnym asumpt do komentarzy,
                że firma Bell schodzi na psy, skoro na głupi telefon trzeba czekać trzy
                kwadranse..."
                Ja właśnie czekałem wtedy trzynaście lat, od czwartego roku życia. W Warszawie,
                blisko centrum (wedle dzisiejszej miary to w centrum w ogóle).
                • luccio1 Re: łezka 03.02.10, 10:40
                  Lata 80., Wiedeń:
                  Automat - jeszcze wrzutowy, na monety szylingowe (nie pamiętam, czy karty już
                  były - rok 1980) -
                  łączył poprzez numer kierunkowy z całym światem;
                  każdy automat, w budce czy gdzie indziej, miał swój indywidualny numer - można
                  było np. poprosić rozmówcę, aby oddzwonił...
                  • luccio1 Re: łezka 03.02.10, 13:53
                    Wtedy, w r. 1980, było w Wiedniu jeszcze jedno rozwiązanie:
                    mianowicie, można było mieć numer czyli przyłącze abonenckie tylko dla siebie -
                    wtedy miało się numer sześciocyfrowy - i droższy abonament (impulsy chyba też);
                    można też było mieć przyłącze do spółki z trzema innymi - co kosztowało taniej,
                    a numer był siedmiocyfrowy -
                    aparat na takim przyłączu miał przycisk: po podniesieniu słuchawki należało go
                    wcisnąć, i dopiero wskakiwał sygnał zgłoszenia centrali miejskiej (zwykle
                    wskakiwał natychmiast po wciśnięciu guzika - rzadko z niewielkim opóźnieniem -
                    gdy szło o szybkość i niezawodność połączenia, różnica była prawie żadna).
                    • cromwell1 Re: łezka 04.02.10, 18:37
                      wtedy w 1980 roku w wiedniu bylo jeszcze jedno rozwiazanie
                      kupowales zapalniczke piezoelektryczna podpinales kabelek
                      wkladales kabelek do otworu wrzutowego
                      i strzelales z zapalniczki wysokim napieciem gwalcac uklad elektroniczny
                      na wyswietlaczu pojawialo sie 99 szylingow
                      mogles rozmawaiac do woli z calym swiatem;)

                      pzdr.
                • poplar31 Re: łezka 03.02.10, 11:32
                  Faktycznie... z tymi telefonami to było głupio. U mnie w miasteczku mało kto
                  miał telefon. Chodziło się na pocztę, pani łączyła, a potem podsłuchiwała
                  rozmowę... i ploty szły po całej okolicy :-)
                  Potem chodziło się do sąsiadki, żeby zadzwonić. Jeszcze w drugiej połowie lat
                  90-tych latałam po znajomych... chociaż wtedy pojawiły się już automaty,
                  najpierw na żetony, potem na karty. Gniazdko telefoniczne założono w moim domu,
                  kiedy miałam 19 lat... rok później miałam w ręku pierwszą komórkę.
                  Myślę, że to było absurdalne... ciężko mi pojąć dlaczego tak było... czemu
                  tamten ustrój nie umiał sobie poradzić z telefonizacją kraju?
                  Co w tym było takiego trudnego?
                  • horpyna4 Re: łezka 03.02.10, 11:52

                    Oczywiście nie było to nic trudnego, poza tym telekomunikacja była i
                    jest bardzo dochodowym biznesem. Ale tamten ustrój nie uwzględniał
                    praw ekonomii, były one czymś drugorzędnym.

                    W tamtym ustroju było ważne zniewolenie i odmóżdżenie obywatela.
                    Obywatel miał obowiązek być wdzięczny Partii za każde dobro, które
                    go spotykało, więc te dobra były skąpo racjonowane.
                    Poza tym obywatel był szczęśliwy, jeżeli zdobył jakieś dobro
                    pożądane od dawna. Czy obecnie kupno papieru toaletowego wywołuje
                    poczucie szczęścia? Nie. A wtedy?
                    Jeżeli więc ktoś "dostał" telefon po dwudziestoletnim oczekiwaniu,
                    to był w stanie wręcz euforii... i o to właśnie chodziło.
                    • luccio1 Re: łezka 04.02.10, 02:38
                      W przypadku telefonów chodziło również o coś innego:
                      aby ludzie mieli utrudnione kontaktowanie się nawzajem, a przede wszystkim - aby
                      pod względem możliwości i szybkości kontaktów wzajemnych znajdowali się od
                      samego początku "do tyłu" względem władzy.
                  • a_weasley Wprowadzić ten ustrój na Saharze... 04.02.10, 09:36
                    ...to po roku piasku zabraknie (J. Pietrzak).

                    Poplar31 napisała:

                    > ciężko mi pojąć dlaczego tak było...
                    > czemu tamten ustrój nie umiał sobie
                    > poradzić z telefonizacją kraju?

                    A czemu państwo władające całą Ukrainą w tym ustroju musiało
                    importować zboże?
                    A czemu w rok czy dwa po wprowadzeniu tegoż ustroju w Wenezueli kraj
                    siedzący na ropie musiał wprowadzić racjonowanie energii?
                • letalin Re: łezka 03.02.10, 12:13
                  > Ja właśnie czekałem wtedy trzynaście lat, od czwartego roku życia.
                  W Warszawie,
                  > blisko centrum

                  Czekanie. Czekanie. Czekanie. Ilu nie doczekało? Telefony,
                  mieszkania, samochody, kolejki po lodówki i kawę. Podwójna
                  moralnośc, skutkująca jak widac dzisiaj podwójną pamięcią. "U nas
                  zawsze była szynka i czekolada, bo mama miała znajomą w sklepie!" ,
                  to jeden z zabawniejszych dowodów, że handel w PRL w ogóle istniał.
                  Bezwład, brak motywacji, działania pozorne zamiast celowych, ale
                  niezgodnych z linią i frontem.
                  Kto nie kradnie ten okrada swoją rodzinę, to przecież kolejny
                  absurd, opisujący tamte czasy i sposób w jaki należało funkcjonowac.
                  Kraj, który stał formalnie po stronie zwycięzców II Wojny Światowej,
                  a którego cywilizacja z każdym rokiem trwania PRL staczała się
                  niżej , czego sami jej mieszkańcy często nie zauważali , zajęci
                  codzinnymi drobiazgami i ogłupiani czasem skutecznie przez
                  propagandę.
                  • a_weasley Pasmo upokorzeń 04.02.10, 09:25
                    Letalin napisał:

                    > Czekanie. Czekanie. Czekanie.

                    "Bo może coś rzucą". Albo węszenie, kombinowanie. Może się uda
                    wystać, trafić, wyczaić, załatwić, zorganizować.
                    Przyszły mrozy, uznałem, że należy mieć prostownik. Poszedłem do
                    sklepu i kupiłem, jeszcze mogłem przebierać. Ćwierć wieku temu
                    musiałbym poczekać do lata, a wtedy jakbym poszedł na
                    festyn "Trybuny Ludu", to może by akurat RZUCILI, jak kiedyś bogacz
                    rzucał garść monet, żeby gawiedź się o nie biła.
                    Akumulator? Proszę bardzo, są na stacji benzynowej, jaki szanowny
                    pan sobie życzy? Czterdziestkę, sześćdziesiątkę, odwrotny?
                    A te boje, żeby nie wpuścić bez kolejki staruszki o kulach, bo kupi
                    kilo schabu i dla mnie zabraknie, to co, reakcyjna propaganda czy
                    potoczne doświadczenie większości Polaków?
                    Kto tego nie pamięta, ten albo nie dość, że należał do
                    uprzywilejowanych, to jeszcze nie widział, co się dzieje dookoła,
                    albo ma kompletną sklerozę, albo był wtedy małym dzieckiem (lub
                    zgoła na świecie go nie było) i niech się nie mądrzy, jak starsi
                    rozmawiają ;)
                    • horpyna4 Re: Pasmo upokorzeń 04.02.10, 10:14

                      Właśnie o to chodzi. I jak ktoś teraz narzeka, że na wszystko
                      potrzebne są duże pieniądze, to ja odpowiadam, że TYLKO pieniądze.

                      Nie trzeba układów, wdzięczenia się, podlizywania, czy dawania
                      łapówek, żeby "zdobyć" jakikolwiek towar.
                      • ewa9717 Re: Pasmo upokorzeń 04.02.10, 10:34
                        Tyle tylko, że tu żadne racjonalne argumenty nie zadziałają, bo jak
                        ktoś się uprze na wspomnienia z łezką, to widzi, że był młody (a to
                        se nie wrati) lub tzw. bezpieczeństwo socjalne, czli każdy miał
                        pracę, ba, robota jak głupia szukała chętnych ;)
                        • horpyna4 Re: Pasmo upokorzeń 04.02.10, 10:38

                          Miałam w pracy koleżankę, była moją rówieśnicą. Twierdziła zupełnie
                          poważnie, że "za komuny było lepiej, bo były darmowe wczasy i darmowe
                          skrobanki". No cóż, "lepiej" jest odczuciem subiektywnym...
                        • woman-in-love Re: Pasmo upokorzeń 04.02.10, 10:39
                          Pamiętam rozmową z Babcią (lata 70-te) Pytała mnie, czy za czymś tęsknię? Ona
                          pamiętała wspaniałe czasy, piękne mieszkanie, sukienki, wyjazdy na Wołyn "do
                          majątku", cudną młodzież, lekcję tańca, naukę na pensji dla panien. Pytała
                          mnie"wy tego nie znacie, czy za czyms tęsknice?"
                          Długo o tym myslałam, a potem doszłam do wniosku, że tęsknie za wolnością.
                          Rozumianą jako możliwość wyboru. Jaki mieliśmy wybór???? zapisać się do PZPR lub
                          nie. Reszta była prosta konsekwencją.
        • cromwell1 Re: Nie ma czegoś takiego jak obiad za darmo 02.02.10, 17:17
          zapomniales o funduszu socjalnym
          kazdemu pracownikowi sciagano skladke
          kase wrzucano do wspolnego gara
          i dzielono na wg potrzeb
          tzn dochodu na czlonka rodziny

          w przypadku ambitnych zakladow oblogowano pracownikow do "dobrowolnych"
          cegielek na rzecz budowy zakladowego osrodka
          po roku 90 osrodki sprzedano za bezcen osobom prywatnym tlumaczc zlodziestwo reforma

          pzdr.
      • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 04.02.10, 11:01
        letalin pisze:

        "Podwójna moralnośc, skutkująca jak widac dzisiaj podwójną pamięcią."

        Tu sie zgadzam. Owczesna "podwojna moralnosc" jest niczym w
        porownaniu z dziesiejsza "moralnoscia à la carte".
        Kiedys ludzie byli sobie bardziej zyczliwi, dzis... lepiej nie
        mowic, bo oczy wydrapia.

        Poczytajcie dzisiejsza prase a zemdli was od natloku bezmyslnosci,
        pazernosci, chamstwa i ilosci karierowiczow wykorzystujacych kazda
        sposobnosc.
        W czasach ustroju opierajacego sie na materializmie kazdy wiedzial
        co jest wart PZPR czyli, ze gowno wart. Ludzie chodzili na pochody
        bo musieli, stali w kolejkach, bo takze musieli i byli dla siebie
        milsi i pomocniejsi.
        Dzis, gdy z kazdej strony slychac o wartosciach chrzescijanskich i
        dziesieciu przykazaniach wiekszosc spoleczenstwa, wlacznie z ich
        glosicielami, ma je serdecznie gdzies.

        To dzis Polska jest krajem wiekszej hipokryzji i zaklamania niz w
        tamtych nielatwych czasach w ktorych ludzie dzielili sie odrobina
        tego co mieli.

        Ale jak ktos tu napisal wazne sa pieniadze, i tylko pieniadze:
        "Właśnie o to chodzi. I jak ktoś teraz narzeka, że na wszystko
        potrzebne są duże pieniądze, to ja odpowiadam, że TYLKO pieniądze."



        "Nie trzeba układów, wdzięczenia się, podlizywania, czy dawania
        łapówek, żeby "zdobyć" jakikolwiek towar."

        Moze do zdobycia towaru nie dzis ich juz nie potrzeba. Dzisiejsze
        uklady sa o tyle ohydniejsze o d niegdysiejszych, ze caly czas
        wycieraja swe parszywe geby Bogiem, Ojczyzna, prawem i
        sprawiedliwoscia.
        Smutna to farsa, a raczej tragenia.

        Wszyscy chetnie pluja na przeszlosc i nikt nie wyciaga z niej
        wnioskow, ze kiedys trzymali narod za pysk czerwoni, dzis zmienil
        sie tylko kolor. Jest czarny.
        • letalin Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 04.02.10, 13:14
          marguyu napisała:
          > Kiedys ludzie byli sobie bardziej zyczliwi, dzis... lepiej nie
          > mowic, bo oczy wydrapia.

          Nie odczuwam tego tak jak Ty, ale może daj jakiś przykład na tę
          życzliwośc bliźnich w czasach PRL.
          Jeden z przedpiśców wspomniał złośc i agresję w sklepach, gdy
          emerytka wykupiła ostatni kawałek schabu i kilka godzin stania w
          kolejce udało się zamienic na coś z kością...Widziałem wtedy
          przepychankę, torebki użyte jako broń, wyzwiska i szaleństwo w
          oczach. Nie spotykam tego typu sytuacji w codzinnym życiu od dawna.
          W kontaktach tzw. społecznych wydaje mi się wręcz, że np.
          usługodawcy znacznie się ugrzecznili.
          Układy prywatne mam w zasadzie niezmienne od lat i niezależne od
          ustroju.


          > Poczytajcie dzisiejsza prase a zemdli was od natloku bezmyslnosci,
          Czytam i widzę, że dziennikarze są lepsi lub gorsi. Czytałem prasę w
          tamtych latach i oczywiście było fajniej, nikt na nikogo nie
          naskakiwał, nie było afer, polszczyzna była może i lepsza, ale...czy
          tej bezmyślności w tamtejszej prasie było mniej?
          Kolejny przykład na : Kiedyś było lepiej! bez konkretów, oparty na
          emocjach.

          > To dzis Polska jest krajem wiekszej hipokryzji i zaklamania niz w
          > tamtych nielatwych czasach w ktorych ludzie dzielili sie odrobina
          > tego co mieli.

          Różnie z tym dzieleniem było. Przyjaciółka mojej matki zostawiła
          wędlinę u naszej sąsiadki, bo nas akurat nie było w domu. Sąsiadka
          wzięła swoją i naszą częśc... I nagle się nawróciła, gdy się
          okazało, że w kościele dzielą tzw. "zrzuty" z zagranicy. Odżywki dla
          dziecka, mleko w proszku itp.

          > W czasach ustroju opierajacego sie na materializmie kazdy wiedzial
          > co jest wart PZPR czyli, ze gowno wart.
          Tamten ustrój nie był oparty na żadnym materializmie. Żadna
          głębsza, spójna ideologia za tym nie stała. Ustrój był dokładnie
          tyle wart co piszesz, ale mimo to spotkałem wielu wierzących w
          słusznośc i nieodrawacalnośc polskiego sojuszu z CCCP na drodze do
          dogonienia i przegonienia i innych urojonych celów. Oczywiście też
          nie wierzę w szczerośc tej wiary...

          Dzisiejsze
          > uklady sa o tyle ohydniejsze o d niegdysiejszych, ze caly czas
          > wycieraja swe parszywe geby Bogiem, Ojczyzna, prawem i
          > sprawiedliwoscia.

          Jest jedna różnica. Masz wolnośc od tych układów. Nie masz przymusu
          uczestniczenia , masz wybór. I możesz swoje niezadowolenie wyrażac,
          a nawet przeciwstawiac się stwierdzonym nieprawidłowościom. Bez
          ryzyka, że Ty lub Twoja rodzina nagle stanie się "zagrożeniem dla
          zdrowej tkanki narodu", które trzeba będzie odrąbac.

          ze kiedys trzymali narod za pysk czerwoni, dzis zmienil
          > sie tylko kolor. Jest czarny.

          Histeryzujesz. Sytuację można by porównywac, gdyby wszystkie kanały
          telewizji i radia były pod kuratelą oo. Redemptorystów.
          Tak samo histeryzujesz jak ci co ciągle twierdzą, że czerwony pająk
          ciągle siedzi w swojej pajęczynie i trzyma wszystko pod swoją
          kontrolą...
          • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 04.02.10, 14:23
            letain,

            Jako przyklad niezyczliwosci podajesz chec zlinczowania babci za
            kilo schabu. Przynajmniej jest jakis powod, bo nam skopali auto z
            czystej zyczliwosci i tylko dlatego, ze bylo na francuskich znakach.

            "Histeryzujesz. Sytuację można by porównywac, gdyby wszystkie kanały
            > telewizji i radia były pod kuratelą oo. Redemptorystów."

            To nie ja histeryzuje tylko to wy przyzwyczailiscie sie do
            wszechobecnosci kleru w kazdej dziedzinie zycia. Nie wiem co jest
            gorsze: komunistyczny paternalizm czy watykanskie
            ubezwlasnowolnienie?
            Czy jest jakas domena zycia publicznego w ktora kosciol nie ingeruje?
            Biedne szkolnictwo zamiast kupowac komputery wyrzuca pieniadze na
            katechetow! Dlaczego we francuskich szkolach katolickich katecheze
            moga prowadzic wolontariusze a w Polsce nie? Dlaczego jest quasi
            obowiazkowa? Dlaczego cale spoleczenstwo musi utrzymywac wojskowych
            kapelanow? Rabinom, pastorom i imamom takze placa z budzetu panstwa?
            Bo jesli juz to wszystkim, bo w demokratycznym kraju wszyscy maja
            prawo do wlasnego wyznania.
            O ateistach az strach wspomniec, bo zaraz pojawi sie stos!

            Jesli odpiszesz, ze pisalam to kierowana osobista niechecia do
            kleru, to przyznam tobie racje. W peerelu nikogo moj swiatopoglad
            nie interesowal. Czasami partyjni probowali mnie zwerbowac, ale
            grzecznie odpowiadalam, ze "ani Bogu swieczki, ani diablowi ogarka
            nie postawie". Potem wyjechalam i spedzilam polowe zycia we Francji.
            To dopiero osiemnastomiesieczny pobyt w Polsce wzbudzil we mnie
            niechec do kleru. Moim zdaniem bardzo uzasadniona.
            • woman-in-love Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 04.02.10, 14:36
              Marguyu, uczulenie na kler jest zjawiskiem dość częstym, ale chodzenie do
              kościoła nie jest obowiązkowe, podobnie jak chodzenie na lekcje (nie rozumiem
              wyrażenia"quasi obowiązkowe")
              Zauważ, że to nie kler wpędził Polske w długi. Nie wiem, czy kiedykolwiek
              zdołamy je spłacić. A więc miłościwie panujący komuniści okradli naród na wiele
              pokolń naprzód. A ciekawe, dlaczego zachód tak ochoczo tych pozyczek udzielał,
              wiedząc, że Polska jest krajek niewypłacalnym, rządzonym przez namiestnika
              Moskiewskiego. Każdego innego kredytobiorcę banki prześwietlają bardzo wnikliwie.
            • a_weasley Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 04.02.10, 14:42
              Marguyu napisała:

              > letain,
              >
              > Jako przyklad niezyczliwosci podajesz chec zlinczowania babci za
              > kilo schabu. Przynajmniej jest jakis powod,

              No to Wam auto też skopali z konkretnego powodu:

              > dlatego, ze bylo na francuskich znakach.

              Taki sam dobry powód...

              > To nie ja histeryzuje tylko to wy przyzwyczailiscie
              > sie do wszechobecnosci kleru w kazdej dziedzinie zycia.

              Przyzwyczailiśmy się do wolności słowa, oznaczającej, że każdy ma
              prawo się wypowiadać i kler nie stanowi tu wyjątku.

              > Nie wiem co jest gorsze: komunistyczny paternalizm
              > czy watykanskie ubezwlasnowolnienie?

              Widocznie nie masz bladego pojęcia o życiu w demoludach.
              Różnica polega na tym, że u nas każdy może wydawać takie pismo, na
              jakie ma ochotę, a w PRL-u musiał mieć na to zgodę ludowej władzy i
              z reguły jej nie otrzymywał.

              > utrzymywac wojskowych kapelanow? Rabinom, pastorom
              > i imamom takze placa z budzetu panstwa?

              Znaczy, o współczesnej Polsce też wiesz niewiele. Oczywiście, że
              tak. Popom, bo tych nie wymieniłaś, również.
            • letalin Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 04.02.10, 17:05
              marguyu napisała:


              To nie ja histeryzuje tylko to wy przyzwyczailiscie sie do
              > wszechobecnosci kleru w kazdej dziedzinie zycia. Nie wiem co jest
              > gorsze: komunistyczny paternalizm czy watykanskie
              > ubezwlasnowolnienie?
              Tak, to pewnie kwestia przyzwyczajenia, ale i pewnych zmian w KK.
              Nie było Ciebie pewnie w Polsce na początku lat 90-tych, gdy
              przetoczyła się dyskusja na ten temat i były głosy, że jesteśmy na
              drodze do państwa wyznaniowego, że KK uzurpuje sobie rolę, która
              jest niedopuszczalna w nowoczesnej demokracji itp. Z czasem się
              okazało, że KK nie jest taki straszny jak by go chcieli widziec jego
              przeciwnicy. Ja wtedy przeszedłem okres gwałtownego sprzeciwu wobec
              kleru i jego jak z czasem zauważyłem urojonego złego wpływu na życie
              społeczne w Polsce.
              Dziś mieszkam w Szwecji i mam wrażenie, że brakuje tu właśnie kleru
              i jego pozytywnej roli na nastroje i egzystencjalne problemy
              społeczeństwa. Mam też wrażenie, że Polacy są trochę bogatsi
              wynosząc ze swojej kultury pewien bagaż idealistycznych przekonań,
              wierzeń i należą przez to bardziej do europejskiej kultury niż
              neopogańscy Szwedzi otaczani przez niepraktykujących muzułmanów...
              Wzbudziłem wśród młodych Szwedów rozbawienie, gdy zapytałem ich czy
              czytali Biblię, pośmiali się, ale jak im powiedziałem, że trudno
              zrozumiec historię Europy, jak i ich kraju bez tej lektury, to
              trochę się zadumali. Tak samo w Polsce, jeśli uważamy, że nasza
              kultura , historia, tożsamośc ma jakąś wartośc, to odrzucanie
              religii w całości jest formą autodestrukcji. Jesteśmy ludem Księgi i
              lepiej tego nie zamieniac na bycie ludem Korporacji.


              Religia jest w Polsce czynnikiem stabilizującym, spajającym w
              pewnien sposób ludzi z różnych pokoleń, różnych warstw społecznych.
              Cokolwiek złego widzisz w KK może byc prawdą, ale wzorem klasyków
              stwierdzę, że gdyby nie było religii, to należałoby ją jednak
              wymyślic.


            • letalin Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 04.02.10, 17:20
              marguyu napisała:

              > letain,
              >
              > Jako przyklad niezyczliwosci podajesz chec zlinczowania babci za
              > kilo schabu. Przynajmniej jest jakis powod, bo nam skopali auto z
              > czystej zyczliwosci i tylko dlatego, ze bylo na francuskich
              znakach.

              Masz tendencję do bardzo ograniczonego patrzenia na przyczynę
              zdarzeń. Skąd wiesz, że ten co kopał Twój samochód w ogóle spoglądał
              na rejestrację? To się zdarza, że pijana, naspidowana młodzież
              wraca z imprezy i popisuje się urywając lusterka, kopiąc w blachy i
              rysując je nożami.

              Mój kolega w latach 80-tych będąc pod wpływej alkoholu (nie wiem czy
              był już pełnoletni, w każdym razie w latach szkoły średniej)
              przebiegł nocą całą ulicę wzdłuż, nie dotykając chodnika, lecz
              skacząc po maskach i dachach samochodów. Raczej głupota niż
              bezinteresowna zawiśc. Nie wiem, czy stał tam jakiś samochód na
              obcych blachach.
              Mi też odłamano lusterko, wybito szybę, wycięto migacz itp...To nie
              jest wina systemu politycznego, raczej pospolitego braku szacunku do
              cudzej własności. Prędzej da się zwalic winę na komunę niż KK w tym
              przypadku:)
              • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 04.02.10, 23:27
                letain,
                wiesz, mieszkajac we Francji bardzo czesto sluzbowo jezdzilam do
                Polski. Prywatnie takze. Ale nie dostrzeglam tego co zobaczylam gdy
                w niej zamieszkalam na 18 miesiecy.

                Co do auta, to na moich oczach skopal je na parkinu sklepu Plus w
                Nowym Saczu czterdziestoparoletni mezczyzna bedacy w towarzystwie
                zony i dwojga dzieci. Zrobil to z komentarzem "pierdolone zabojady".
                Czyli ne bylo to za darmo, ani z zawisci, bo po skopaniu mojego
                Peugeocika wsiadl do Renault Espace.
                • letalin Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 05.02.10, 09:07
                  marguyu napisała:

                  > letain,
                  > wiesz, mieszkajac we Francji bardzo czesto sluzbowo jezdzilam do
                  > Polski. Prywatnie takze. Ale nie dostrzeglam tego co zobaczylam
                  gdy
                  > w niej zamieszkalam na 18 miesiecy.
                  >
                  > Co do auta, to na moich oczach skopal je na parkinu sklepu Plus w
                  > Nowym Saczu czterdziestoparoletni mezczyzna bedacy w towarzystwie
                  > zony i dwojga dzieci. Zrobil to z komentarzem "pierdolone
                  zabojady".
                  > Czyli ne bylo to za darmo, ani z zawisci, bo po skopaniu mojego
                  > Peugeocika wsiadl do Renault Espace.
                  >

                  To oczywiste, że im dłużej się w danym miejscu mieszka , tym więcej
                  się zauważa. Ja po prawie 5 latach w Śzwecji też widzę więcej i
                  dlatego coraz bardziej mi się to nasze "polskie piekiełko" podoba.

                  Co do samochodu i jego niszczyciela, to można spytac jaki widzisz
                  związek między zachowaniem tej osoby, która kopała w Twój samochód ,
                  a poziomem ogólnej życzliwości , który stwierdziłaś był wyższy w
                  czasach PRL. Ja takiego związku nie widzę. Widziałem kiedyś
                  człowieka kopiącego samochód na niemieckich blachach. Wyzywał
                  kierowcę i pasażerów od faszystów, zbrodniarzy i sprawiał wrażenie
                  niezrównoważonego psychicznie lub pijanego. To było w 1976-78 roku.
                  Jak byś to zinterpretowała w kontekscie tezy o większej życzliwości?
                  Od razu Ci pomogę stwierdzając, że uogólniając pojedyncze zdarzenie
                  popełnia się zwykle błąd. Może źle zaparkowałaś, blokując wyjazd i
                  tym wywołałaś złośc tego kierowcy renaulta?


                  • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 05.02.10, 10:07
                    Naprawde sadzisz, ze jestem na tyle ograniczona aby na podstawie
                    jednego wydarzenia ukuc cala teorie spiskowa? Troche za dlugo zyje
                    na tym swiecie na stosowanie tego rodzaju skrotow myslowych.


                    Zawsze parkuje tam gdzie trzeba i jak trzeba. Jesli nie ma miejsca
                    jade na sasiedni parking. Mam jeszcze na tyle sil i zdrowego
                    rozsadku na to zeby przejsc dodatkowe kilka metrow pieszo i nie
                    cierpie na syndrom posiadacza fury czyli "z drogi chamy, bo ja jade".
                    Wiesz, to juz nie o to chodzi, ze jestem taka porzadna, tylko o to,
                    ze gdy na parkingu ktos zahaczy moje dobrze zaparkowane auto, to
                    bedzie to jego wina a nie moja. Taki nawyk.

                    Ty patrzysz na Polske z perspektywy piecioletniej nieobecnosci, ja z
                    dwudziestopiecioletniej. Inna optyka.


                    • letalin Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 05.02.10, 12:40
                      marguyu napisała:
                      > Ty patrzysz na Polske z perspektywy piecioletniej nieobecnosci, ja
                      z
                      > dwudziestopiecioletniej. Inna optyka.

                      Nie czuję się nieobecny:) 25 lat temu wyjazd z Kraju to co innego
                      niż teraz. I to też jest fajne w nowych czasach, że bezstresowo
                      można pracowac w obcym kraju i nie łączy się to z jakąś poważną,
                      nieodwracalną decyzją życiową.
                      Doświadczenia emigrantów w lat 80-tych są na pewno inne.

                    • cromwell1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 05.02.10, 14:22
                      dokladnie
                      inna optyka
                      nikt jeszcze nie zarzucil ci watach palacych auta dla zabawy
                      nikt nie zwrocil uwagi na syf w paryzu
                      nikt nie zwrocil uwagi na ucieczke walezego z wawelu do paryza
                      na wawelu juz wtedy dzialala kanalizacja
                      efekty wyprozniania latwo poczuc zwiedzajac taki wersal
                      zaduch do dzisiaj niemozebny
                      uparlas sie
                      szanuje twoje zdanie
                      tylko dlaczego nie dzwonilas po policje?
                      z takimi matolkami poradza sobie w mig
                      jestem prawie pewien ze wymyslilas sobie historyjke
                      jezeli faktycznie tak bylo to ewenement na skale krajowa
                      i prosze nas tu nie porownywac

                      pzdr.
                      • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 05.02.10, 19:04
                        "jestem prawie pewien ze wymyslilas sobie historyjke"

                        Kazdy osadza innych wedlug siebie i bardzo chetnie doszukuje sie w
                        nich wlasnych wad i slabosci.

                        Argumenty w rodzaju palonych samochodow i Walezego sa z najnizszej
                        polki, ze nie powiem ze wyciagniete z intelektualnych polderow.
                        No coz, kazdy posluguje sie takimi argumentami na jakie go stac i
                        jakie mu sa bliskie. Ciebie interesuja wychodki, mnie literatura.
                        Kazdy wedlug swoich mozliwosci.
                        Przyjemnej lektury papieru toaletowego. ;)
                        • a_weasley Re: Marguyu 05.02.10, 20:11
                          Czy za komuny średni poziom chamstwa w Polsce był wyższy, czy teraz,
                          można dyskutować.
                          Natomiast co do tego, że bez ciebie średni poziom chamstwa na tym
                          forum był niższy niż jest z tobą, nie mam wątpliwości.
                        • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 05.02.10, 22:30
                          To, że w Polsce nikt nie pali samochodów masowo - to jest fakt, któremu nie da
                          się zaprzeczyć.
                          I nie ma wystąpień na tle ksenofobiczno-rasistowskim - mimo, że są cudzoziemcy,
                          także ci o innym kolorze skóry...
                          (a tak na marginesie: ciekaw jestem, czy wiesz, kiedy, jak i skąd wziął się w
                          polszczyźnie wyraz: Murzyn?).
                          • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 05.02.10, 23:35
                            Masz na mysli sredniowieczne psalterze w ktorych w ten sposob
                            przetlumaczono Aethiopsa? Polska wersja tlumaczenia mowi o
                            czarnolicych, co nie pozostaje w kompletnej zgodzie z Aethiopsem,
                            ktory w 'Habachat' pisal o ludziach o "spalonej twarzy".
                            Przypuszczalnie od niego pochodzi takze nazwa Etiopii, choc nie jest
                            to etymologicznie udokumentowane.
                            • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 06.02.10, 02:28
                              Nie tak. Żródłosłów słowa "Murzyn" nie ma nic do czynienia z żadnym "Etiopem";
                              ma do czynienia z nowogreckim "mauros/mavros" = czarny - w tym zwłaszcza człowiek o skórze czarnej jak węgiel.
                              Wyraz ten jest świadectwem kontaktu języka polskiego z żywym mówionym językiem greckim. Kontakt ten dokonywał się w schyłkowym średniowieczu we Lwowie, dokąd docierały karawany kupieckie (głównie kupców ormiańskich) z Konstantynopola/Stambułu - w takiej karawanie mógł się łatwo znaleźć człowiek o czarnej skórze, przywleczony uprzednio jako niewolnik do stolicy sułtanów.
                              Nie jest to jedyna pożyczka z żywej mówionej greki średniowiecznej. Inny przykład: "papoutzia" = buty - u nas znaczenie tego słowa zawężono do pantofli, a całość spolszczono z czasem na "kapcie".
                              Jeszcze inny: czasownik grecki "koimomein" = spać - spolszczony na "kimać" - znów z zawęzonym znaczeniem (spać czujnie, z jednym okiem otwartuym, jak zając pod miedzą - tak, aby móc poderwać się w każdej chwili, gdy sytuacja tego wymaga).
                              • marguyu Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 06.02.10, 15:23
                                Dziekuje za wyjasnienie. Niepotrzebnie sie fatygowales, bo te
                                informacje moglam sobie sama przeczytac w Wikipedii.
                                Sadzilam, ze interesuje ciebie rzeczywiste zrodlo pochodzenie tego
                                slowa, a nie pozniejsze interpretacje i uogolnienia.
                                W XIV wieku wlasnie w ten sposob przetlumaczono je z lacinskich
                                psalterzy na polski. Trudno spekulowac dzis o tym kogo mial na mysli
                                sredniowieczny tlumacz. Pewne jest, ze dla okreslenia czarnoskorego
                                czlowieka uzyl slowa Murzyn nigdy nie widzac go na oczy. Jedyne
                                informacje jakie byly mu dostepne znalazl u Aethiopsa.

                                Okreslenie Maurowie odnosi sie do ludnosc Polnocnej Afryki
                                zamieszukjacej obszar dzisiejszej Algerii, Maroka i Mauretanii.

                                POniewaz interesuje cie etymologia i lingwistyka polecam prace Émile
                                Benveniste, wybitnego lingwisty, ktory w swym 'Slowniku instytucji
                                indo-europejskich' wyjasnia wiele lingwistycznych i etymologicznych
                                watpliwosci. Problem w tym, ze slownik jest napisany w sposob raczej
                                nieprzystepny dla neofitow. No i nie wiem czy zostal przetlumaczony
                                na polski.
          • luccio1 Re: a ja te czasy wspominam z lezka .... 21.02.10, 00:43
            www.spiewakowie.pl/hist04d.htm
            Link do wspomnień człowieka, który jest prawie że gotów dziękować Stalinowi za
            ocalenie życia - bo Stalin wywiózł go z Wołynia na wschód jeszcze za pierwszej
            okupacji sowieckiej, a więc zanim Ukraińcy zaczęli mordować...

            Tak to wygląda, jakby system sam zaczął wyszukiwać, a potem formować oddanych
            sobie ludzi - sterując ich życiem tak, aby nie mieli powrotu do tego, co było
            dawniej. W krótkim poście trudno to przedstawić obszernie.
            (Dla pełnego obrazu historii Polski powinna powstać książka: "Kresowianie w
            służbie komuny". Ale nie wiem, czy ktokolwiek porwie się na ruszenie tego
            tematu. Mnie on przerasta).
        • klementynka.5 Re: ja też z łezką... 19.02.10, 21:57
          Oj z tej samej. To że mielismy pieniądze wynikało z ciężkiej pracy
          moich rodziców, a wtedy kto miał pieniądze miał wpływy. Niestety ale
          tak było.Bylam dzieckiem więc nie miałam poczucia wartości pieniądza
          i dla mnie to nie miało znaczenia. Miałam rodzinę z mamą i tatą
          Pisałam, ze wspominam ten czas jako beztroskiego dzieciństwa, bo to
          był krótki czas.Trwał niestety za krótko jak dla dziecka.Miałam 12
          lat gdy zmarł mój tata.
          • luccio1 Re: ja też z łezką... 19.02.10, 22:14
            Wybacz, ale wyraźnie uciekłaś przed odpowiedzią na zadane Ci pytanie.

            Moi Rodzice byli Oboje "ludźmi" pracy - tj. pracownikami najemnymi, w tym
            przypadku pracującymi umysłowo.
            Nie należeli do PZPR, ani do żadnego z tzw. "stronnictw sojuszniczych", ani też
            do niczego temu podobnego.
            Pieniędzy było w domu tyle, żeby w miarę żyć - bez jakichkolwiek większych
            inwestycji (za każdym razem można było zaspokoić tylko jedną potrzebę -
            pozostałe oczekiwały w kolejce, ustawione wg hierarchii ważności).
            Tato zmarł zaraz po tym, jak skończyłem 18 lat. Umarł z przepracowania - gdyby
            się mniej przejmował, być może żyłby dłużej; kto wie, może nawet jeszcze teraz?
            (miałby zaczęty 89 rok).
              • woman-in-love hipotetycznie... 20.02.10, 16:31
                załóżmy, ze urodziliśmy się w więzieniu. Była tam świetlica, spacery na świeżym
                powietrzu, były nienajgorsze strażniczki, które czasem pozawalały pobawić sie
                bronią i zabierały na obchód, ba - nawet pozwalały zaglądać przez judasza do
                innych cel. Mamę można było zobaczyć co niedziela... w sumie nawet fajna była
                zupa mleczna i śledż na obiad. czy i te czasy wspominalibyście z łezką???
                Gdybyście po latach dowiedzieli się o istnieniu łąk, lasów i morza, podwórek i
                zabawy w chowanego?
                • luccio1 Re: hipotetycznie... 20.02.10, 17:09
                  Reakcja zależy tutaj od indywidualnej konstrukcji psychicznej każdego
                  pojedynczego człowieka.
                  Jest zatem możliwe i do wyobrażenia także uznanie, że ten inny świat, o którym
                  nagle się dowiedziałem, to w istocie oszustwo, złuda...
                  że "tak naprawdę" nie ma innej rzeczywistości niż ta, którą znam dobrze - bo w
                  niej wzrosłem...
                  Podobny proces pamiętam doskonale z własnego doświadczenia:
                  najpierw okazja - wyjazd do Wiednia latem 1980, potem rok tamże spędzony, potem
                  powrót do Kraju latem 1981 - a potem zapada stan wojenny, i następne długie lata
                  tłumaczyłem sam sobie, że "tak naprawdę" to, że byłem za "żelazną kurtyną", się
                  nie zdarzyło, że to być może był ktoś inny, nie ja, że tak naprawdę nie ma
                  innego świata niż Kraków rzeczywistości PRL, a w tym wielkim świecie naprawdę
                  istnieje tylko mój maleńki światek zamknięty w kółku dom-UJ-(inne instytucje, z
                  których bibliotek i archiwów korzystałem)-kościół...
                  a w końcu tylko biurko z porozkładanymi notatkami do kolejnej pracy, którą
                  miałem "na warsztacie".
                  Przypomniałem też sobie, kiedyś tam (byłem chyba jeszcze w liceum) Tato rzucił
                  luźną uwagę: jak ktoś wraca z Zachodu, to potem dłuższy czas, czasem nawet idzie
                  to w lata, musi borykać się sam ze sobą, zanim się z powrotem pozbiera... (to
                  były lata głębokiej komuny - w sam raz "Polska rosła w siłę, a ludzie żyli
                  dostatniej...").
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka