Dodaj do ulubionych

przedmioty o których nikt nie zapomni!

13.02.04, 11:48
Relaxy pralki typu Frania to przecież tylko nieliczne relikty prlu jak ktoś
sobie coś przypomnicie to piszcie( Pałac Kultury też może być)
--
BELFEGOREK
Herbata z musztardówki
przeżycia z PRL-u

PRZYSTANEK WOODSTOCK
Obserwuj wątek
    • michalina04 Saturator uliczny 13.02.04, 13:17
      Oczywiscie saturator z wodą-gruźliczanką. Ile razy byłam spragniona, a mama nie
      pozwoliła mi się jej napić! Jakże zazdrościłam pijącym ją mężczyznom w sile
      wieku. Łyk gruźliczanki to moje niespełnione marzenie :)

      Z branży napojowiej jeszcze barwiona chemicznie woda w torebkach foliowych, ze
      słomką.

      --
      Nasza odpowiedz spekulantom to terminowa dostawa ziemniaków.
      • maja2005 Re: Saturator uliczny 14.04.05, 00:59
        Jeszcze była cytrynówka. Straszliwie żółta oranżada. Na etykiecie miała plaster
        cytryny.
        Tego smaku nie mogę zapomnieć do dzisiaj, byłam w stanie wypić każdą jej ilość.
        Dzisiaj nikt tego nie produkuje.
      • maja2005 Re: ciuchy 14.04.05, 01:11
        W latach siedemdziesiatych pojawiły się podkoszulki tzw gazety. Mój syn
        niedawno jeszcze w niej chodził, bo babcia z lamusa ją wykopała.
        A w latach osiemdziesiątych pamiętam bum na torby typu jamnik. Miał cztery
        kieszenie i mozna go było złożyć w małą saszetkę. Były też spinki do włosów
        koraliki (takie maleństwa), spinki automatyczne i rogale. Pamiętam adidasy na
        koturnach z wysokim obcasem, szale robione z farbowanych bandazy, opaski do
        włosów z materiału i kolorowe getry z pomponami robione na drutach.
        • cereusfoto Re: ciuchy 15.04.05, 10:56
          Jeeeejjjj! Aleś mi przypomniała te gazetki - sama miałam taką z długim rękawem.
          A torby, to bardziej pamiętam takie w formie ogromnego płóciennego buta na
          zamek. To był szał. Strasznie zazdrościłam siostrze, że taką miała - ja byłam
          młodsza ( wciąż jestem ), więc mi się nie należało. Czasem udawało mi się ją
          jednak przekupić.
          --
          gazeta.pl > forum prywatne - zwierzęta > ornitologia

          autorska galeria fotografii :
          www.cereusfoto.republika.pl
      • skandal6 Re: Saturator uliczny 21.08.05, 00:27
        te prywatne wozki z gruzliczanka lub wata cukrowa na patyku byly pomyslem
        partii na zatrudnienie slabo radzacych sobie z jez.polskim braci komunistow -
        greckich uchodzcow. prawda ze ladny gest?
        • sherman-doberman Re: Saturator uliczny 13.10.06, 21:21
          Sorry, że się wtrącam, ale wata cukrowa na patyka jest rozkoszą dzieci
          w wielu krajach. Osobiście żarłam ją w Kaliforni i do dziś zdarza mi się kupować we Francji, choć kolory
          ma zajebiste.Ot, wspomnienie ze szczęśliwego dzieciństwa, tylko że o białą trudno.
      • negevmc Saturator hazardzista 17.10.05, 20:20
        michalina04 napisała:

        > Oczywiscie saturator z wodą-gruźliczanką.

        Na placu PKWN we Wrocławiu stał swojego czasu saturator prowadzony przez gościa
        z żyłką do hazardu. Proponował on dożywotio gruźlicznkę za darmo jeśli wypije
        się .. i tu dokłdnie nie pamiętam więc powiedzmy, że 10 szklanek w ciągu minuty.
        Za te wypite jeśli się nie udało trzeba było oczywiście zapłacić.
      • michalina04 ołówki kopiowe 28.02.04, 17:28
        Racja, ołówki kopiowe! Zawsze marzyłam o tym, żeby mieć taki ołówek :)
        A z innej beczki jeszcze guma do żucia z historyjkami o Kaczorze Donaldzie.
        Była pyszna :)


        --
        Jeleński umiał bronić się przed dominacją, ale de Roux był nazbyt uczuciowy,
        więc bezradny.
        --Helena Zaworska--
        • zzdorka guma donalda 28.02.04, 17:39
          Faktycznie. Zbieralam te historyjki a pozniej wymienialam sie z kolezankami z
          podworka. Ale tez deficytowe byly. W Pewexie sie kupowalo.
          --
          Fajne forum: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16256
          • michalina04 Re: guma donalda 28.02.04, 17:51
            zzdorka napisała:

            > podworka. Ale tez deficytowe byly. W Pewexie sie kupowalo.

            Nie, niekoniecznie. Pamiętam, że kupowałam je w kiosku Ruchu, krynicy dóbr
            wszelakich. A historyjki zbierali chyba wszyscy...

            --
            Jeleński umiał bronić się przed dominacją, ale de Roux był nazbyt uczuciowy,
            więc bezradny.
            --Helena Zaworska--
            • bojka2 Re: guma donalda 19.06.04, 01:57
              taa, a pamiętacie taką scenę, chyba w labiryncie (pierwszej polskiej
              telenoweli) jak siostra przaekupiła brata właśnie gumami donalda? to był mimo
              wszystko rarytas:)
          • l_nino Re: guma donalda 28.02.04, 19:13
            Apropos Pewexów - pamiętacie resoraki? Mercedesy i inne z otwieranymi drzwiami, no i te resory - musiały dobrze sprężynować. Kiedyś jeden cinkciarz zgubił 20 $ a my z kumplem je znaleźliśmy. To był szok. Nakupiliśmy resoraków i donaldów za całą kasę.
            • l_nino Re: ołówki kopiowe 01.03.04, 22:02
              Prawdopodobnie chodzi o ołówek, który po naślinieniu wchodził w reakcję chemiczną ze śliną i zaczynał pisać. Możecie to zobaczyć na starych polskich filmach jak bohater chcąc coś napisać bierze najpierw ołówek do ust a potem pisze.
              • yanga Re: ołówki kopiowe 21.12.07, 18:39
                No i potocznie mówiło się na taki ołówek "chemiczny". Kiedyś - chyba
                w V klasie pomalowałam sobie nim paznokcie na jakiejś nudnej lekcji -
                bo były także w kolorze czerwonym (takim jak oranżada). Moje
                koleżanki tak się zgorszyły, że natychmiast mnie powlokły do księdza
                na skargę (czyli musiało to być jeszcze przed wycofaniem religii ze
                szkół). A ksiądz z całym spokojem: "Na drugi raz wyszoruję ci
                szczotką ryżową!"
                --
                "Nigdzie niewypowiedziane wprost, płyną przecież podskórnym nurtem,
                od początku do końca utworu, nieodwołalne słowa: kici kici..."
            • michalina04 Re: ołówki kopiowe 01.03.04, 22:10
              Trzeba trochę pogooglać, a nie pytać :)

              Proszę bardzo. Wklejam: "Ołówek kopiowy - ołówek do ślinienia. Namoczony śliną
              pięknie się rozmazywał i zostawiał na języku fajowskie plamki. Odbiór przesyłki
              pocztowej czy inny ważny dokument, można było podpisywać wyłącznie ołówkiem
              kopiowym." Dodam, że po poślinieniu ołówek kopiowy pisał na fioletowo i nie
              dawało się go zetrzeć gumką do ścierania, dlatego można nim było podpisywać
              dokumenty na równi z długopisem czy piórem. Był bardzo fajny :)
              Ta odpowiedź pochodzi z podstrony serwisu o komunistycznej Warszawie, do
              którego linka niedawno wklejałam
              (www.republika.pl/printo/warszawa/leksykon_zabawki.htm).

              Dla miłośników ścisłych objaśnień znalazłam taką stronę:
              zso.slomniki.ids.pl/wynalazki/wyn/olowek.html
              Ołówek kopiowy można, jak się okazuje, kupić i dziś: tinylink.com/?
              3j1hi5bJCX

              pozdrówka :)
              M.


              --
              Jeleński umiał bronić się przed dominacją, ale de Roux był nazbyt uczuciowy,
              więc bezradny.
              --Helena Zaworska--
              • pieczarek Re: ołówki kopiowe 02.02.06, 18:43
                Ołówki kopiowe, jak sama nazwa wskazuje, służyły do kopiowania, czyli pisania
                przez kalkę. Wieczne pióro do takich celów się nie nadaje, długopisy pojawiły
                się w Polsce w powszechnym użyciu dopiero na początku lat siedemdziesiątych.
                Pozostawały więc ołówki kopiowe posiadające bardzo twarde grafity. Biuralista
                brał kilka stron papieru, kalkę ołówkową, ołówek kopiowy i sprządzał dokument
                (np. listę płac) w kilku egzemplarzach. I akurat Ci ludzie nigdy nie maczali
                grafitu w ślinie, bo nie takie było przeznaczenie tego ustrojstwa. Farbowanie
                języków, to była wówczas zabawa dzieci. Teraz te dzieci jako dorośli siedzą
                przed komputerami i wklepują swoje wspomnienia. Faktyczni użytkownicy ołówków
                kopiowych powymierali i autorytetami stają się właśnie ówczesne dzieciaki.
                Piotr
                • horpyna4 Re: ołówki kopiowe 02.02.06, 19:40
                  Były do kopiowania takie specjalne zeszyty. Nazywało się toto "kopiał ołówkowy"
                  i miało kartki w linię na przemian z gładkimi. No i dziurki ułatwiające
                  wydzieranie. Aha, tych w linię wypadało po dwie na każdą gładką, żeby kopie były
                  po jej obu stronach, taka oszczędność lasów.
                • minerwamcg Re: ołówki kopiowe 19.10.06, 09:10
                  Biuralista
                  > brał kilka stron papieru, kalkę ołówkową, ołówek kopiowy i sprządzał dokument
                  > (np. listę płac) w kilku egzemplarzach. I akurat Ci ludzie nigdy nie maczali
                  > grafitu w ślinie, bo nie takie było przeznaczenie tego ustrojstwa. Farbowanie
                  > języków, to była wówczas zabawa dzieci. Teraz te dzieci jako dorośli siedzą
                  > przed komputerami i wklepują swoje wspomnienia. Faktyczni użytkownicy ołówków
                  > kopiowych powymierali i autorytetami stają się właśnie ówczesne dzieciaki.
                  > Piotr

                  Nie bądź taki mądry. Moja ciotka, naczelniczka poczty, miała do końca życia
                  fioletowe przebarwienie na języku - właśnie od długoletniego ślinienia
                  kopiowego ołówka. Panów magazymierów plujących na ołówek, żeby podpisać
                  fakturę, to jeszcze ja sama widziałam.
                  --
                  Osoby mrowie a mrowie
            • bojka2 Re: ołówki kopiowe 19.06.04, 02:02
              zzdorka napisał:

              > Przylaczam sie do pytania.

              ja czytałam grzesiuka to wiem:)
              taki ołówek - kalka, a grzesiuk opisuje jak w obozach używali go do oznaczenia
              chleba. jeśli ktoś ukradł chleb z wiórkami z takiego ołówka, łatwo było poznać
              po fioletowych śladach na twarzy że zjadł kradziony chleb. ale to makabryczny i
              straszny przykład.
                  • pati.zop78 Re: kredki 03.08.05, 01:20
                    a jeszcze byly takie kredki wielokolorowe tzn mialy kilka elementow z kolorowymi
                    rysikami. zeby dostac sie do wybranego koloru trzeba bylo te elementy z poczatku
                    przelozyc na koniec. ktos wie o co mi chodzi?
                    --
                    pozdrawiamy
                    Patrycja i Rizvan
                    (22/09/2004)
                    Rizvani w parku
          • marek_1964 Re: ołówki kopiowe 29.07.05, 02:59
            To taki pisak na ślinę lub wodę działający, który udaje water-proof i light-
            resistant. Teoretycznie zapis takim ołówkiem był trwały i niewywabialny... a
            jednak. Więcej wody, trochę słońca znowu wody i z zapisek ( szczególnie w
            Książce Życzeń i Zażaleń ) ślad nie pozostawał. Kolor - fioletowy, identyczny z
            tzw. fioletem lekarskim - skrzyżowanie jodyny z tuszem fioletowym ( bywała
            odmiana zielona ) - to też warte jest wspomnień.
            • mikronezja Ołówek kopiowy 01.08.05, 01:32
              Wynaleziony w 1857 roku przez K. Puschera, rdzeń był wytwarzany z glinki i
              barwnika rozpuszczalnego w wodzie (fiolet metylenowy). W przeciwieństwie do
              zwykłego ołówka rdzenia nie wypala się.
    • zzdorka Praca mgr 19.02.04, 20:41
      A czy widzieliscie jak wygladaly prace mgr pisane w czasach PRL? Ja widzialam
      kilka. Prace pisane przez kalke na maszynie, wykresy robione recznie i wklejane
      do pracy, rozlozenie teksu na stronie prawie nie posiadajacej prawego
      marginesu. No po prostu piekne. Nasze obecne prace wygladaja jak dziela sztuki.
      --
      Fajne forum: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16256
      • edeka5 Re: Praca mgr 19.02.04, 23:02
        A ile osób przy tym zarobiło! Przepisanie zlecało się pani maszynistce,
        wykresy - kreślarce, a oprawienie - introligatorowi.
        A teraz dumnie stoi na półce i kurzy się.
          • biljana Re: Praca mgr 16.06.07, 18:14
            sherman-doberman napisała:

            > Ale za to była napisana samodzielnie a nie ściągnięta i internetu. Wtedy
            > trzeba było jeszcze myśleć!!

            a niekoniecznie:) w prlu dzialała instytucja tzw. murzyna, u ktorego mozna bylo
            sobie taka pracę zamowic. Znam osobę, ktora sie parała tym wlasnie szlachetnym
            zajęciem:)))
            --
            Gucio i Maja

            Forum Kabaty-Moczydło
    • teschiner Relax 05.03.04, 14:31
      oj Relaxy, relaxy,
      chodzi ci o buty czy o "zeszyt komiksowy"?
      bo akurat te komiksy - no miodzio po prostu!
      pozdr
      T.

      --
      Odmówic wypicia piwa, to grzech równie wielki jak wyrzucanie chleba.
      copyright: Albrecht1
      zapraszam wszystkie slonie i zyrafy do powaznych i mniej powaznych dyskusji.
      • kkeicam Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 18.04.04, 21:42
        bumbecki napisała:
        > był jeszcze taki napój "Złota Rosa" pychota :)))
        > 1/2 bumbeckiu Agnieszka
        Zlota Rosa rulezzz - ale przy Polo Cockcie wysiada jednak. POciagajac dalej za
        watek ;-) oranzada w proszku i hit wszystkich plaz: cytroneta w torebkach
        foliowych. Ciepla i okropna, ale wszystkie dzieci chcialy ;-)

        --
        Kabaret Potem
    • asia.sthm Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 20.03.04, 23:44
      Lody Bambino
      Batoniki pt. Dolores
      Szkolne worki na kapcie albo pepegi, jedyna dostepna bron w szkole.
      Szkolne fartuszki przypominajace te kuchenne tylko na front,z
      gustowna,plisowana falbanka.
      Dokrecane do butow lyzwy.
      Cukier,maka itp kupowane na wage.
      Smietana tez na wage do sloika,z ktorego wylizywalo sie jezykiem po drodze do
      domu i czasem mama kazala isc jeszcze raz.
    • vinja Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 26.03.04, 01:27
      a pamięta ktoś "batony krymskie" duże przepyszne ,przypominające trochę w smaku
      michałki , z kawałkami wafli w środku , w polewie czekoladowej , mniam...

      a oranżadę w proszku lizało się po wysypaniu na dłoń

      albo czerwone lizaki -kogutki na patyku
        • minerwamcg Czekolada Dolores! 19.10.06, 09:17
          Batoników czekoladowych z laleczką na opakowaniu było więcej, nie tylko
          Dolores. To była cała seria, i udało mi się kiedyś zebrać wszystkie: Consuela,
          Manuela, Dolores, Angelika i Marietta. łomatkomoja, co za imiona...
          --
          Osoby mrowie a mrowie
    • murza.chatus Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 27.03.04, 17:49
      Syfony z wodą sodową. Takie butelki z czymś w rodzaju kranika, z którego po
      naciśnięciu leciała (albo i nie) woda sodowa. Sprzedawane w warzywniakach
      głównie, na wymianę - tzn. trzeba było oddać pusty syfon żeby kupić pełny. Nie
      mieliśmy syfonów w domu i bardzo zazdrościłem kolegom którzy mieli takie cudo.

      A potem - już za Gierka - pojawiły się syfony z wymiennymi nabojami - samemu
      się w nich robiło sodówkę. Te naboje często nie działały - albo miały za grubą
      zatuczkę i szpikulec w syfonie nie mógł jej przebić, albo były puste. Na
      tepuste był sposób - w niektórych sklepach były specjalne wagi, na które się
      kładło każdy nabój aby sprawdzić czy jest pełny czy pusty. Oczywiście, żeby
      kupić nowe naboje trzeba było oddać stare, zużyte.
      • murza.chatus Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 27.03.04, 20:56
        Przed chwilą widziałem w TV2 fragment z "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz"
        Barei - ten gdzie robotnik opowiada na dworcu koledze o swojej codziennej
        drodze do pracy. I tam jeden z nich pije wodę sodową z automatu ze sklanki
        przymocowanej na łańcuchu.
        No i tego akurat Bareja wymyślać nie musiał - były (przynajmniej w Warszawie)
        takie automaty, chyba produkcji ZSRR, gdzie szklanka z grubego szkła
        (musztardówka?) była przymcowana do maszyny grubym, metalowym łańcuchem.
        A przy okazji: już nie w PRL, tylko w ZSRR, konkretnie w Kijowie, widziałem
        automat sprzedający piwo. W polsce chyba takich nie było - przynajmniej nie
        syszałem.
      • babunowa rocznik 1982 26.07.05, 00:27
        tak więc pamiętam już czasy bardzo późne,ale jakże kolorowe;>>>
        moje widzenie epoki prl może być nieco spaczone przez pewexowe i zagraniczne
        zdobycze rodzinne,ale na rodzimym podwórku też było kolorowo.Z racji wieku,nazw
        nie pamiętam,ale moim hitem,był kit-ryż preparowany połączony z czekoladoczymś i
        uformowany w pyszny batonik:) plus picie z woreczka,gumy donald i
        historyjki,zapach pewexu,termosy na lody i zdaje się też obiady(taki z
        3mniejszych garnuszków),vibovit stosowany jako oranżada,buty ortopedyczne w
        przedszkolu(wszyscy je nosili),gumka z wizerunkiem myszki miki i dwiema
        końcówkami-do długopisu i do ołówka(na rozpoczęcie szkoły),fartuszki,a w
        przedszkolu picie jakiegoś okropieństwa po Czarnobylu.
        Ponadto znacznie lepiej mi wtedy smakowały wszystkie snickersy,marsy i soki
        pomarańczowe;>>> ciekawe dlaczego ;)) ?(retoryczne);)
      • pompompom Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 12.10.06, 19:33
        U mnie w domu byl taki na wymiane a potem taki na naboje. A u znajomych byl
        taki co robil bita smietane. Moze ktos pamieta,, czy to ten sam co do wody
        tylko inne naboje, czy tez zupelnie inny?
        Dawno temu przy zmianie umeblowania w kuchni rodziców wyciagnelam dziwne
        szklane ustrojstwo przypominajace naczynia z laboratorium szalonego naukowca.
        Po konsultacji z rodzinka okazalo sie, ze to byl ekspres do kawy, ktory
        stawialo sie na gazie. Duze to bylo, wlasnie ze szkla i skladalo sie z dwoch
        czesci. Dokladnie nie pamietam , ale robilo wrazenie.
        - A piorniki metalowe chinskie z zestawem do geometrii, pamietacie?
        - enerdowskie gumy do zucia, takie jak dzisiaj drazetki tylko bardziej plaskie
        i mniejsze w kolorach czerwonym pomaranczowym zoltym pakowane w celofan po 6
        sztuk (po 2 w kazdym kolorze)
        naklejki na zeszyty do wpisywania nazwiska i przedmiotu bialo bure z takim
        dziwenym czarnym szlaczkiem. Lezaly w papiernikach czesto przy kasie.
        A okladki na zeszyty i ksiazki brzydkie, grube w ciemnej zieleni, brazie, szare
        czarne i chyba czerwone i granatowe, z okienkiem.
        Kredki swiecowe
        klej (guma arabska) i biurowy w tubce
        gumka myszka
        tornistry do szkoly z okropnego skaju, ciezkie, niepojemne.
        • sherman-doberman Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 13.10.06, 21:42
          A jakż0e, kredki świecowe, świetny wynalazek, choń chyba nie polski, bo widywałam też na Zachodzie,
          choć nie pamiętam gdzie i kiedy. ASle były uniwersalne. Kiedyś zepsuł nam się odkurzacz,
          pierwszy model do kupienia w Polsce, rocznik 1959, pewnie ściągnięty z Elektroluca. I mój ojciec,
          analfabeta techniczny, rozkręcił to miejsce gdzie się włączało, stwierdził , że jakąś sprężynkę diabli
          wzięli i włożył w to miejsce kawałek kredki świecowej z mojego biurka.
          Ten odkurzacz pracował na tym kawałku Kredki do końca lat 80tych, kiedy rodzice zmienili mieszkanie
          i przy okazji również odkurzacz.
    • very_famous Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 31.03.04, 20:14
      Juniorki, obrzydliwe szkolne fartuszki, wyroby czekoladopodobne i
      polskie "dżinsy". A ktoś może pamięta takie specyficzne "szorty" na lekcje W-
      Fu? Bez tego nie można było wejść na salę.
      --
      Tak długo szukać i tak dziwnie nagle znaleźć się
      Choć tak co wiosnę jest, to jednak cud [KULT]
      • moniczka212 Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 12.08.05, 22:27
        pamietam te szorty, mogly byc tylko granataowe (czasem czarne), a ja tak bardzo
        chcialam miec..... czerwone
        pamietam tez "nasze" jeansy, "Odry" albo "justy", a ja marzylam o sponiach
        (chyba nazywaly sie) "Montana"
        pamietacie jeszce to powiedzenie:"poznac barana po spodniach Montana"
    • very_famous Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 31.03.04, 20:16
      Aha i jeszcze sobie przypomniałam - może to nie przedmiot - ale pamiętam jak
      jeździł u mnie 3-wagonowy tramwaj. SSUUPPEERR.
      A w nim latem "seksowny" pan w koszulce z siatki, brrrrr.
      --
      Tak długo szukać i tak dziwnie nagle znaleźć się
      Choć tak co wiosnę jest, to jednak cud [KULT]
    • murza.chatus Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 03.04.04, 19:58
      A teraz o przedmiocie, który w pewnym okresie PRL-u zaniknął. Chodzi o maszyny
      które w sklepach kroiły na plasterki wędliny. Zniknęły - o ile pamiętam - po
      wprowadzeniu kartek na mięso i wędliny.
      A gdy w lecie 1989 roku Rakowski zlikwidował kartki na mięso, stopniowo - w
      ciągu kilku miesięcy - znów pojawiały sie w sklepach. A my, kupujacy, powoli
      uczyliśmy sie kupować inaczej, niż dotąd. Nie było to łatwe, o nie.
      A propos nie było łatwe. W latach kartkowych wyjechałem - po raz pierwszy w
      życiu - na zachód Europy, do pracy. Pierwszego dnia wieczorem poszedłem do
      sklepu kupić coś do jedzenia. Chleb, masło, ser kupiłem. A wędliny... był
      ogromny wybór (jk dzisiaj u nas), sprzedawczyni kroiła kupującym szynkę w
      plasterki, a ja nie mogłem się przełamać żeby cos kupić. Niby wiedziałem, że
      nikt nie zażąda ode mnie kartek, ale... I nie kupiłem. Taka psychiczna blokada.
      Na szczęście na drugi dzień mi przeszło.
    • mkatarynka Re: blok czekoladowy... 01.06.04, 14:47
      ...to było coś z burej masy za nic w świecie nie przypominającej czekolady a w
      środku zatopione były pokruszone wafle. Czegoś tak ohydnego chyba nigdy więcej
      w ustach nie miałam. Natomiast wyrób czekoladopodobny pt. Pani Twardowska był
      nawet "zjadliwy"

      Telewizory kolorowe Rubin - podobno coponiektóre wybuchały :)

      Gramofon (u nas w domu nazywany adapterem ;))) monofoniczny - "mister hit".
      Ojciec katował nas piątą symfonią Bethowena przy użyciu tego urządzenia
      puszczając ją na cały regulator. Wyobraźcie sobie jak to charczało!!! Sąsiedzi
      mieli ciężkie życie :))).
      A na gramofonie "bambino" lub "bambi" słuchaliśmy w przedszkolu bajek Muzy -
      kto słuchał wie, że są to nagrania nie do podrobienia - w tej chwili wznawia
      się je na płytach CD i kasetach magnetofonowych bo już nikt nie potrafi zrobić
      podobnych :)))

      Nie miałam niestety nigdy magnetofonu szpulowego...


      --
      MKat.
      Patryk i Urszulka
      "macochy";)
      • zochazocha magnetofon i odkurzacz 03.06.04, 09:39
        Magnetofon szpulowy mialam. Nawet kilka. Przegrywalismy na nich piosenki
        Kaczmarskiego dla mas (znaczy sie moi rodzice, bo ja wtedy ksiezniczki
        rysowalam). Ale to byla jakosc.

        Odkurzacz? Faktycznie!! Mialam takie cudo w domu. Machalo sie takim kijem z
        dwoma rolkami, ktore zbieraly cos. I faktycznie, nazywalo sie to Kasia.
        • sherman-doberman Re: magnetofon i odkurzacz 13.10.06, 21:50
          Magnetofon szpulowy marki Grundig na licencji , dwuścieżkowy, pierwszy model sprzedawany w PRL
          mam do dziś.
          I działa!!!
          Kupiłam go vchyba w 2 lub 3 klasie ogólniaka za pieniądze oszczędzon chyłkiem ze szkolnych
          obiadów. potem pjawiły się 4ścieżkowe, ale funta kłaków niewarte.
          Przedtem, gdzieś w latach 60tych bywały magnetofony szpulowe TESLA, czeskie, widywałam takie, ale
          nigdy nie miałam.
          Nagrywało się Listę przebojów na trzecim programie.
          I była radiostacja harcerska z zachodnimi przebojami, chyba w programie 1 po południu, a moi koledzy
          w podstawówóce słuchali
          radia Luxemburg.
      • aga305 Re: wyrób czekoladopodobny MUSZELKA 02.08.05, 10:17
        pamiętacie Muszelkę, to było coś co miało zastapic czekoladę chyba z orzechami,
        ale ochyda, a jeszcze blok czekoladopodobny Bambo i pamietam na kartki byl
        takie groszki w czekoladzie (chyba nawet prawdziwej) o smaku miętowym nazywały
        się chyba Pingwinki.

        Aga/73
      • pati.zop78 Re: blok czekoladowy... 03.08.05, 01:38
        my w przedszkolu sluchalismy Natali Kukulskiej.

        a jeszcze pamietacie cos co bylo podrobka czekolady? chyba fachowo nazywalo sie
        wyrob czekoladopodobny.

        jeszcze mi sie przypomnialy sloneczka, ktore nosilo sie na pochodach
        pierwszomajowych. wczesniej robilo sie je na ZPT-ach.
        i na pochodzie wszyscy musieli byc w tych paskudnych mundurkach. nawet przy
        30-stopniowym upale. raz chyba tylko padal snieg na 1go maja.
        --
        pozdrawiamy
        Patrycja i Rizvan
        (22/09/2004)
        Rizvani w parku
      • luccio1 Re: blok czekoladowy... 18.08.05, 21:06
        mkatarynka napisała:
        > Gramofon (u nas w domu nazywany adapterem ;))) monofoniczny - "mister hit".
        Pamiętam model starszy: gramofon walizkowy WG 56, z wkładką adapterową UK 8 z
        dwiema igłami szafirowymi: wciśnięcie na głowicy ramienia przycisku czerwonego
        ustawiało igłę przeznaczoną do odtwarzania płyt "długogrających"; przycisku
        zielonego - drugą, dla płyt na prędkość 78 obr./min.
        Rolę wzmacniacza pełnił aparat radiowy. Przewód łączący z radiem miał jedną
        żyłę normalną, miedzianą w izolacji z tworzywa - druga żyła, tzw. ekran, była
        oplotem na tej pierwszej, z zewnątrz niczym nie izolowanym. Obie zakończone
        wtyczkami bananowymi.
        Jeśli po podniesieniu ramienia z radia, nastawionego na "gramofon", rozlegało
        się głośne buczenie, znaczyło to, że trzeba zamienić kolejność wetknięcia
        wtyczek.
      • slepokaz Re: blok czekoladowy... 13.10.06, 20:06
        ile dziecko miałeś lat 5? to pewnie nic ci nie smakowało! żyłem za granicą
        kilka lat, to co jadłem tam w niczym nie przypomina wyrobów tej samej firmy w
        naszym kraju. Czekolada firmy m... smakuje jak wyrób czeko...podobny u nas, zaś
        na zachodzie lepiej, dlatego że płaciłem 3 franki szwajcarskie za tabliczkę.
        Nasze POLSKIE wyroby są cenione wśród konsumentów zachodnich, były i będą. TY
        PEWNIE o tym się nie dowiesz od koleżanek albo ;) kolegów.
    • orsini Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 07.09.04, 12:09
      Polskie jeansy - nazywaly sie JUST, ich promocja poprzedzona byla reklamami
      telewizyjnymi,
      Guma do zucia - aby zmienic kolor wkladalo sie gryfel z kredki np czerwony i
      rozgryzalo w gumie, i guma byla koloru czerwonego.
      Coca Cola w delikatesach cena 5zl, oranzada 2,4, smak coli nie z tej ziemi.
      • vinja Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 29.09.04, 22:49
        pani_ewa napisała:

        > A pamiętacie trójkolorowe szybki nakładane na ekran czarno-białego telewizora.
        > Pani Dziedzic ręce miała zielone, tors i twarz były żółtawe a czubek głowy
        > niebieścił się.

        hahaha- pamiętam tę "kolorową" telewizję i "pilota" do telewizora - kabel przyczepiony z jednej strony do telewizora , a z drugiej do pudełka z dwiema nakrętkami ( regulator głośności ! )


        --
        Tylko w samotności człowiek tak naprawdę jest sobą...
        • pati.zop78 Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 03.08.05, 01:42
          vinja napisała:

          > hahaha- pamiętam tę "kolorową" telewizję i "pilota" do telewizora - kabel przyc
          > zepiony z jednej strony do telewizora , a z drugiej do pudełka z dwiema nakrętk
          > ami ( regulator głośności ! )
          >

          przycisku do zmiany kanalow nikt nia zamontowal, bo nie mialo to wiekszego sensu
          przy 1 w porywach do 2 kanalow :)
          --
          pozdrawiamy
          Patrycja i Rizvan
          (22/09/2004)
          Rizvani w parku
          • jacklosi Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 08.08.05, 14:41
            Nie jest to do końca prawda. Przycisku nie było, ale za to było pokrętło na 12
            kanałów. A miało to sens, bo w Warszawie odbierało się telewizję na kanale 2.,
            a w np. Białymstoku na zupełnie innym, więc mozna sobie było przewieźć
            telewizor z Warszawy do Krakowa i on tam też działał. No chyba że nie wytrzymał
            podróży samochodem dostawczym marki Nysa.
            --
            JK
          • cereusfoto Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 28.02.05, 13:58
            A w Krakowie jeszcze taka budka po lodach Bambino stoi - a jakże i ma napis
            BAMBINO !!!!( tylko zakryty inną reklamą ).
            Mnóstwo rzeczy ciśnie mi się na myśl; tarcza "wzorowy uczeń" marzenie każdego
            lizusa szkolnego, szklana ryba ozdoba na telewizorze w moim domu ( szkoda, że
            jej nie mam - pewnie byłaby sporo warta ), gumki chińskie do mazania ( pysznie
            pachnące, aż chciało się je zjeść ), zeszyty 16 kartkowe z tabliczką mnożenia
            na odwrocie ( do dzisja nie znam jej na pamięć ! ), pomarańczowy ser "żółty" z
            bloku na kilogramy, okropne kubańskie pomarańcza ze skórą grubą na 2 cm, po
            ściągnięciu której niewiele było do jedzenia,pióra redis ( stalówki ), pióra z
            pompką na atrament, cukierki misie z gumy ( marzenie każdego - dostępne na
            zachodzie lub w Pewexie ) - gdy już się takiego misia dorwało - nie było mowy o
            jego zjedzeniu - ja pamiętam, że bardzo długo mieszkał u mnie w piórniku (
            podobnie jak Plastuś z książki ), Quick Cola ( brrrr napój może w 1 %
            przypominający Colę ), juniorki ( okropne buciory , które musiałam w pierwszej
            i drugiej klasie podstawówki nosić - rzekomo zdrowotne - akurat ! można było
            się raczej wykończyć nerwowo i spalić ze wstydu - po prostu obciach ! ). A co
            do gruźliczanki - to piłam a jakże i to nie raz najlepsza była ze sokiem
            pychotka ( nikt wówczas nie myślał o higienie w ten sposób )........... z braku
            czasu nie wymienię innych przedmiotów - może innym razem.
            --
            autorska galeria fotografii :
            www.cereusfoto.republika.pl
            • pieczarek Re: przedmioty o których nikt nie zapomni! 02.02.06, 19:12
              Oprócz lusterek, które miały na odwrocie Ginę Lolobrigidę czy inną Polę Raksę
              (znaczy się Marusię, czasami z Jankiem) można było kupić zakładki do książek.
              Zrobione ze zwykłej kliszy małoobrazkowej. W środek były wsunięte czarno białe
              zdjątka z kilkoma scenami z filmu (najczęsciej z czterech pancernych).

              Glubulki ZET - jakoby zapobiegające niechcianej ciąży. Pytałem rodziców co to
              takiego, ale spanikowali i nic konkretnego nie powiedzieli.

              SUCHARY - kosztowały złotówkę. Pszenne, twarde, z kminkiem, pakowane po 4 czy 5
              sztuk. Pogryzłbym sobie teraz.

              Mydło do golenia - takie szarawe, jakby pocięte kije od szczotek. Miał je każdy
              fryzjer i wielu panów w domach.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka