Dodaj do ulubionych

Akcje prozdrowotne dla dzieci

12.04.11, 10:43
Czy byliście zmuszani do picia tranu ? Pamiętam, że w przdszkolu był to stały rytuał: dzieci ustawiały się w kolejkę i podchodziły do pani, która wlewała do pyszczków po łyżce tranu, a druga natychmiast podawała "na zagrychę" spory kęs kiszonej kapusty.... Co i tak nie zawsze zapobiegało natychmiastowemu odruchowi wymiotnemu :)
Poza tym mieliśmy w przedszkolu co kilka dni "solarium" czyli naświetlanie lampami kwarcowymi. Zakładano nam wtedy takie małe czarne okularki.
W podstawówce co roku była akcja "fluoryzacja", no i oczywiście - codzinnie serwowano mleko w małych szklanych butelkach z kapslem.
W szkole pilnowano też kalendarza szczepień i okresowego przeglądu uzębienia.
Obserwuj wątek
    • tymon99 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 12.04.11, 14:15
      w przedszkolu tranu nie dostawałem. ale w domu tak :-)
      łyżka tranu, zagryziona kawałkiem czarnego chleba "umoczonym" w soli, wydawała mi się raczej przyjemna w smaku. muszę kiedyś spróbować, jak smakuje pod dobrze zmrożone 50 :-)
          • lustroo Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 12.04.11, 19:00
            Gorące mleko z kożuchem brr, nalewane do własnego blaszanego kubka. Fluoryzacja i w podstawówce i w szkole średniej, nalewano jakiegoś płynu na szczoteczkę, też brr. Tran w domu jak mi raz mama dała, to z sukienki plama nie zeszła :)
        • pomarola Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 13.04.11, 09:29
          > Skąd te szklane buteleczki z kapslami, co to za szkoła była? Przy ambasadzie US
          > A? :-)

          Przecież dawniej mleko było tylko w takich butelkach. To serwowane w szkole różniło się tylko tym, że nie było w litrowych, ale w ćwierćlitrowych, takich w jakich w sklepie sprzedawano śmietanę czy kefir.
          Nie wiem skąd Ci ta ambasada przyszła do głowy....
          • jarkoni Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 13.04.11, 18:14
            pomarola napisała:

            > > Skąd te szklane buteleczki z kapslami, co to za szkoła była? Przy ambasad
            > zie US
            > > A? :-)
            >
            > Przecież dawniej mleko było tylko w takich butelkach. To serwowane w szkole róż
            > niło się tylko tym, że nie było w litrowych, ale w ćwierćlitrowych, takich w ja
            > kich w sklepie sprzedawano śmietanę czy kefir.
            > Nie wiem skąd Ci ta ambasada przyszła do głowy....

            Moja podstawówka była na przełomie lat 60 do połowy 70-tych.
            Mleko nalewano do kubków.
            Te buteleczki były wcześniej czy później?
            • ewa9717 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 13.04.11, 20:22
              Takie buteleczki, w których w całej Polsce sprzedawano śmietanę i kefir, pamieęam od kiedy sięgnę pamięcią, czyli od wczesnych lat sześćdziesiątych (śmietana, kefir chyba później się pojawił) aż do osiemdziesiątych.
            • horpyna4 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 13.04.11, 20:45
              Szklane butelki z kapslami były przynajmniej od lat 50. Najpierw z papierowym (właściwie z tekturki), potem aluminiowym. Równolegle sprzedawano mleko "luzem", czyli nalewane z wielkich baniek; było ono chyba tańsze. Chociaż buteleczki szklane były zwrotne.

              Mogła więc jedna szkoła kupować mleko w bańkach, a inna w tym samym czasie w butelkach.
              W bańkach chyba bardziej się opłacało, ale z butelkowanym nie było tyle zawracania głowy. Bańki były zresztą wielkie i cholernie ciężkie, a przed zwrotem trzeba było je umyć. Butelkę popłukiwał uczeń.
              • jarkoni Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 14.04.11, 17:57
                horpyna4 napisała:

                > Szklane butelki z kapslami były przynajmniej od lat 50. Najpierw z papierowym (
                > właściwie z tekturki), potem aluminiowym. Równolegle sprzedawano mleko "luzem",
                > czyli nalewane z wielkich baniek; było ono chyba tańsze. Chociaż buteleczki sz
                > klane były zwrotne.

                Ewa i Horpyna, chyba się nie rozumiemy..
                Doskonale pamiętam i śmietanę i kefiry w małych butelkach kapslowanych.
                Pamiętam też mleko nalewane chude za 2,70 ; mleko kapslowane chude(srebrny kapsel) za 2,90 ; oraz mleko kapslowane tłuste(złoty kapsel) za 4,10..
                Ale nijak nie mogę sobie przypomnieć kapslowanego MLEKA w buteleczkach a'la śmietana czy kefir.
                Stąd pytanie w jakich latach to było (i jeszcze trafiały takowe do szkół)..
                • default Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 15.04.11, 07:57
                  W mojej podstawówce też dawali mleko w takich butelkach - prawdopodobnie, jak pisze horpyna, mleko "0,25" było konfekcjonowane wyłącznie na potrzeby szkół czy stołówek, nie do sprzedaży w sklepie. Te buteleczki były przywożone w takich metalowych (drucianych) skrzynkach i całe te skrzynki w szkolnej kuchni wstawiano do zlewu z wrzątkiem, co by mleko się nieco ogrzało. Po wypiciu butelki oczywiście trzeba było odstawić do skrzynki z powrotem.
                  To było w 1971, może 72 roku. W Warszawie.
    • asdaa Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 13.04.11, 14:48
      tran dostawałam w domu z kawałkiem skórki chleba do zagryzienia, ale bardziej smakował mi bez niczego :)
      w szkole przez pewien czas było mleko. Podgrzewano/gotowano na węglowej płycie kuchennej skutkiem czego było przypalone, o kożuchach nie wspomnę rozlewane do wyszczerbionych glinianych (chyba) kubków bez ucha. Wszyscy uczniowie pili obowiązkowo więc najpierw długie stanie w kolejce. Ci, którzy dostali jako pierwsi mieli gorące, ostatni - zimne. Obie wersje były jednakowo ohydne :(.
      Innych akcji w moich szkołach nie było.
      • ewa9717 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 13.04.11, 15:16
        ~Jakoś mi się udało przeżyć bez tranu i innych akcji jedzeniowo-zdrowotnych. Ciepło wspominam tylko szczepionkę, chyba przeciw gruźlicy, była do wypicia, słodka i smaczna, szczególnie gdy się okazało, że nie będzie kłucia ;)
          • tamsin Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 14.04.11, 00:14
            przeciwko gruzlicy byla najpierw proba, a po zmierzeniu tej proby gdy i gdy nic sie nie zrobilo na ramieniu - szczepionka. Ja i moja kolezanka mialysmy szczescie wsrod klasy z 36 uczniow, ze dostalysmy szczepionke, w/g pani higienistki gdy miejsce po probie po tygodniu nie mialo nawet milimetra zaczerwienienia oznaczalo, ze jestesmy nieodporne na gruzlice. A ta klujaca szczepionka po ktorej robily sie bable, to byla czarna ospa.
            • luccio1 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 14.04.11, 04:45
              Próbę przed szczepieniem przeciwgruźliczym pamiętam - tyle że według mojej pamięci był to plaster naklejany na piersi - w sam raz na mostku.
              Z innych rzeczy przypominam sobie - raz, w IV klasie, dano nam nasypane do torebek papierowych pastylki fluorowe, z poleceniem połykania rano w domu przy śniadaniu.
              Poza tym pamiętam tylko okresowe przeglądy lekarskie i dentystyczne, robione nieregularnie.

              Tran - z kawałkiem chleba z solą na przegryzkę - dostawałem w domu.
            • horpyna4 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 14.04.11, 09:05
              Z gruźlicą to było tak:

              Najpierw próba z plasterkiem. W przypadku odczynu ujemnego - druga próba w przedramię, dość bolesna (chyba "śródskórnie"). Jeżeli druga próba również ujemna, to szczepienie w ramię.

              Samo szczepienie było bezbolesne. Ale potem miejsce to obrzydliwie i długo się paskudziło, inaczej niż po ospie. Ospa to był duży, nieregularny strup na wierzchu, a po gruźlicy paskudziło się głębiej, chociaż nie tak rozlegle. I też zostawały blizny, ale miniejsze od ziarna grochu.

              Po dwóch takich szczepieniach przeciw gruźlicy (do dziś mam blizny) miałam dość. Następnym razem drapałam miejsce próby na przedramieniu, żeby się zaczerwieniło i w ten sposób ominęło mnie trzecie paskudzenie się ramienia.

              A żeby było śmieszniej, w dzieciństwie stykałam się z osobą chorą na gruźlicę. Czyli odporność musiałam mieć, ale dla mojego organizmu te próby były za słabe i uznawał, że to lipa, a więc nie ma po co się bronić.
        • tamsin Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 14.04.11, 00:24
          nie znam smaku tranu, ani w przedszkolu ani w szkole to cudo nie wystepowalo, ale przypalone mleko w butelkach owszem. Juz tysiac razy wolalam ten codzienny ryz na mleku na sniadanie w przedszkolu, jakos nie czuc bylo przypalenizny ;-)
          • jarkoni Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 14.04.11, 18:01
            Powtórzę, bo wysoko się wkleiło:

            horpyna4 napisała:

            > Szklane butelki z kapslami były przynajmniej od lat 50. Najpierw z papierowym (
            > właściwie z tekturki), potem aluminiowym. Równolegle sprzedawano mleko "luzem",
            > czyli nalewane z wielkich baniek; było ono chyba tańsze. Chociaż buteleczki sz
            > klane były zwrotne.

            Ewa i Horpyna, chyba się nie rozumiemy..
            Doskonale pamiętam i śmietanę i kefiry w małych butelkach kapslowanych.
            Pamiętam też mleko nalewane chude za 2,70 ; mleko kapslowane chude(srebrny kapsel) za 2,90 ; oraz mleko kapslowane tłuste(złoty kapsel) za 4,10..
            Ale nijak nie mogę sobie przypomnieć kapslowanego MLEKA w buteleczkach a'la śmietana czy kefir.
            Stąd pytanie w jakich latach to było (i jeszcze trafiały takowe do szkół)..
                • kkokos Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 14.04.11, 21:52
                  jarkoni napisał:

                  > A ja dalej swoje: naprawdę było w szkołach mleko w kapslowanych buteleczkach ja
                  > k śmietana/kefir? Gdzie i kiedy?
                  > Dla mnie to niepojęte, dlatego tak wnikam..

                  naprawdę. w połowie lat 70., w warszawie.

                  ale lepiej nie wnikaj:

                  buteleczki ćwierćlitrowe (a może trzydziestki? tego nie pamiętam) zamknięte kapslem przyjeżdżały do szkoły w kratownicach, a koło sali gimnastycznej był zamontowany specjalny podgrzewacz, do którego te kratownice wstawiano, żeby mleko było cieple. w praktyce oczywiście było ciepławe - osiągało ten najobrzydliwszy stopień letniości, dzięki której mdłe z definicji mleko stawało się mdlące do sześcianu. w dodatku buteleczki były obrzydliwie brudne, oblepione czasem jakimś zielonym glutem. więc wszyscy starali się od tego mleka wykręcić, co oczywiście było tępione.

                  a potem zmieniłam podstawówkę na taką dwie ulice dalej. i tutaj na dużej przerwie "ciocia" z kuchni wystawiała w stołówce dwa wiadra z mlekiem - ciepłym (nie letnim) i zimnym - i nalewała chochla w kubek takie, jakie chciałeś. mleko pili więc prawie wszyscy :)
              • horpyna4 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 14.04.11, 19:46
                Jeżeli chodzi o mleko, śmietanę, czy kefiry kapslowane w butelkach różnej pojemności, to bywało różnie w zależności od regionu. Na przykład śmietana była w jednym mieście wojewódzkim sprzedawana tylko w ćwierćlitrówkach, a w innym również w półlitrówkach. Tak samo mleko - jedni mogli się zetknąć tylko z butelkami litrowymi, a w innej części kraju bywało również w półlitrowych.

                Dlatego nie każdy z nas pamięta to samo.

                A jeżeli szkoła miała jeszcze w pobliżu zaprzyjaźnioną mleczarnię, to mogła zamawiać mleko i w ćwierćlitrówkach. W czasach średniego Gomułki można było przecież załatwić wszystko, jeżeli miało się jakieś powiązania rodzinne. Mówiło się nawet, że Polska na szwagrach stoi...
            • tamsin Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 14.04.11, 21:26
              mleko podwane w malych butelkach od smietany nie bylo dostarczane do szkoly w tych butelkach, przynajmniej nie we Wroclawiu. Przywozono je w duzych blaszanch pojemnikach, ladowalo ono w garnku do odpowiedzniego przypalenia, a potem bylo wlewane przez pania Stasie za pomoca blaszanaj chochli do malych butelek ustawionych w skrzynce.
      • aqua48 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 30.04.11, 21:06
        My mieliśmy akcję "mleko" na dużej przerwie w szkole przez rok, dla chętnych było kakao, mleko podgrzewały matki na ochotnika, nie panie ze stołówki szkolnej, dlatego nie było przypalone. Korzystałam z kubka ciepłego kakao z przyjemnością. Nie wiem czy akcję zarzucono dlatego że było za mało chętnych (na całą dużą tysiąclatkę było nas chyba kilkanaście osób), czy dlatego, że matki podgrzewające się wykruszyły, czy z innych powodów jak np. wymyślenie następnej akcji.
        Z mniej przyjemnych akcji pamiętam "sprawdzanie czystości" na lekcji przez higienistkę szkolną, co polegało na zaglądaniu do uszu i sprawdzaniu włosów. Było to upokarzające.
        • tymon99 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 01.05.11, 00:44
          aqua48 napisała:

          > "sprawdzanie czystości" na lekcji przez higienistkę szkolną
          > [..]
          > Było to upokarzające.

          nie tylko upokarzające, ale i nieskuteczne. poziom zawszenia uczniów po zniesieniu tej praktyki jakoś nie wzrósł dramatycznie (choć i nie zmalał).
            • derena33 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 03.05.11, 15:10
              W mojej szkole podstawowej tez bylo mleko w kubkach ( ja nie pilam bo zawsze mialo kozuch, a ja mialam na ten widok odruch wymiotny) bylo fluorkowanie zebow, nosilismy woreczki czystosci, a higienistka sprawdzala glowy i czystosc szyi, moze to i bylo ponizajace, ale duzo dzieci mialo wszy, brudne glowy i szyje. Nie, nie bylo to zaraz po wojnie:) ale w koncowce lat 60tych (moja wczesna podstawowka) w duzym miescie. Poza tym w szkole byla dentystka, ktora robila nam przeglad zebow i leczyla, mielismy tez robione bilanse zdrowotne i okresowe szczepienia.
              W liceum tylko akcja mleczna ciagle byla kontynuowana, mleko bylo dobrowolne, ale kolejki sie po nie ustawialy na dlugiej przerwie, w kolejce kwitlo zycie towarzyskie, zawsze mozna bylo zawrzec tez znajomosc z upatrzona osoby plci przeciwnej z innej klasy.
              Oprocz tego byl tez gabinet lekarski w ktorym byla zawsze higienistka, a chyba co jakis czas bywala lekarka.
              • tamsin Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 03.05.11, 15:33
                te sprawdzanie i komentowanie na caly glos jakie to brudne szyje ktos mial bylo niezmiernie ponizajace dla dzieci, ktore zazwyczaj pochodzily z tzw. marginesu spolecznego i rodzice o nich nie dbali i nie chodzi tylko o szyje ale czy w ogole pojawiali sie w szkole. Pamietam chlopca ktory przestal chodzic do podstawowki a widzialam go szwendajacego sie po okolicach, potem chyba trafil do szkoly poprawczej. Byc moze taki komentarz jaki on brudny chodzil przyczynil sie do tego ze przestal przychodzic do szkoly.
                Rowniez te szkolne dentystki i ich "leczenie" to wielka pomylka a nie akcja zdrowotna.
                • aqua48 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 04.05.11, 09:51
                  Mnie akurat szkolna dentystka z liceum (była tylko technikiem dentystycznym, nie lekarzem) poniszczyła zęby, baliśmy się do niej chodzić, bo była po prostu fatalnym fachowcem. Uszczerbioną bezsensownie przez nią jedynkę ( w ramach akcji: co by Ci tu jeszcze zrobić, dziecko) dopiero niedawno udało się zakleić tak, że ubytku nie widać i maleńkie wypełnienie się trzyma, przez wiele lat inni dentyści rozkładali bezradnie ręce, albo plomba wylatywała po trzech dniach.
                • derena33 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 04.05.11, 14:45
                  tymon99 napisał:

                  > derena33 napisała:
                  >
                  > > duzo dzieci mialo wszy
                  >
                  > dość dokładnie tyle samo, co teraz. nie, to nie jest żart.

                  No ale co to ma do rzeczy? Uwazam ze i dzisiaj nie zaszkodziloby sprawdzic glowy dzieciom, moze rodzice by sie zawstydzili i zadbali troche bardziej?

                  >
                  • horpyna4 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 04.05.11, 14:54
                    Ale dzisiaj nie wolno bez zgody rodziców, bo to obraża godność dzieci, ble, ble ble...

                    Podobno w niektórych szkołach udało się rodzicom wytłumaczyć i popodpisywali zgodę. Bo w świetle obowiązującego dziś prawa inaczej się nie da.
                          • horpyna4 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 05.05.11, 08:26
                            Było o tym w prasie; nie pamiętam dokładnie, w czym i kiedy. Był też niedawno jakiś reportaż w TV.

                            Poza tym wszawica nie utrzymuje się na stałym poziomie. Na początku PRL była dość powszechna, potem została nieco opanowana, co przytępiło czujność. I tak co jakiś czas pojawiało się więcej przypadków, w aptekach wzrastała sprzedaż odpowiednich preparatów, potem sytuacja nieco się normalizowała aż do następnego razu. Wiem to, bo różni znajomi mają dzieci w różnym wieku i przez długie lata zawsze gdzieś się pętało dziecko chodzące do szkoły. Tyle, że nie jestem w stanie odpowiedzieć, w których latach następował wzrost, bo nie interesowało mnie to specjalnie i nie zapamiętywałam.
                    • derena33 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 05.05.11, 11:38
                      Nie wiesz co sie robi z wszami? Kupuje sie specjalny szampon i specjalny grzebien. Przprowadza sie tez akcje odwszawiania w domu, pierze sie i prasuje koldry, poduszki, reczniki.
                      A potem na biezaco dba sie o higiene w domu oraz regularnie sie myje dzieciom wlosy i skore,po kapieli sie oglada ja dokladnie, pilnuje sie dzieciaki by nie lazily z byle kim, byle gdzie cale dnie. Uczy sie dzieci tez podstaw higieny tj, ze nie nalezy czesac sie jednym grzebieniem po wuefie, nie nalezy jesc wspolnie sniadania z kolegami, nalezy myc rece przed posilkiem i po skorzystaniu z toalety, ja wiem ze w internecie same idealy siedza, co nie maja z tym klopotu ale w realu roznie bywa z tymi podstawowymi zasadami higieny.
                      • horpyna4 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 05.05.11, 11:50
                        Problem jest w tym, że w szkole jedne łapią od drugich i nie bardzo da się nad tym zapanować. Wystarczy jeden "rozsadnik" na klasę i klops. Przestrzeganie zasad higieny zmniejsza stopień rozprzestrzeniania się wszawicy, ale nie eliminuje całkowicie. Wszy potrafią chodzić, a dzieciaki podczas lekcji siedzą dość długo na swoich miejscach. I dość blisko siebie nawzajem.

                        A specjalny, gęsty grzebień - dobra rzecz.
                      • tymon99 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 05.05.11, 12:18
                        wiem, co się robi z wszami. ale wiem też, że nie ma sposobu, by się niezawodnie przed nimi uchronić. i to nie jest wina rodziców, gdy ich dziecko złapie w szkole wszy, więc nie ma powodu, by ich szkoła miała z tego powodu zawstydzać.

                        ps. o co chodzi z tym niejedzeniem śniadania z kolegami jako podstawową zasadą higieny??
                          • derena33 Re: Akcje prozdrowotne dla dzieci 06.05.11, 12:22
                            No ma wspolne, bo jak przywiozlam wszy z kolonii to moja mama pierwsze co zrobila to sprawdzila mi glowe i wdrozyla program czystosciowo-usuwajacy wszy i gnidy, oraz przeprowadzila w domu akcje dezynfekcji, dzieki temu wszy nie zlapala moja mala siostra i nikt inny w rodzinie, a takze wracajac do szkoly po wakacjach nie roznosilam tych wszy dalej.
                            Nie rozumiem skad w tobie taka zlosliwa dociekliwosc, czyzbys tez zlapal kiedys wszy, i zostales zawstydzony przez higienistke? Bo moja higienistka nie miala szans u mnie wszy stwierdzic.

                            Posiadanie wszy nie jest bezobjawowe, swedzi glowa i czlowiek sie drapie, uwazny rodzic latwo to zauwazy, zauwazy tez sprawdzajac czy dziecko ma czyste wlosy i czy sie umylo jak nalezy.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka