Dodaj do ulubionych

Wypadki/pożary w PRL-u!

14.05.13, 13:58
Może temat cokolwiek smutny,a nawet makabryczny,ale co tam,to tez życie...
Naszło mnie na wspomnienie po wczorajszej wizycie na cmentarzu i odwiedzeniu grobów różnych koleżanek z dzieciństwa....
Otóż mam wrażenie( może się mylę),że w latach 70-tych czy 80-tych jakoś łatwiej przechodzono do porządku dziennego nad ofiarami wypadków czy pożarów..
Pamiętam np. pogrzeb mojej koleżanki-Agnieszki w 1979 roku,miała ona 9 lat i została potrącona przez samochód także aż jej mózg wywaliło na zewnątrz (przepraszam za opis).Otóż wcale nie zakrywano trumny z jej zwłokami i kiedy odwiedziłam ją po raz ostatni,wyraźnie widziałam jej rany,rozbitą głowę( wyglądało to,jakby ktoś jej szara plastelinę na głowę przylepił)...Może to dla niektórych drastyczne,ale ja miałam wtedy 9 lat,widziałam ją, głaskałam po ręce i...do głowy mi nie przyszło bać się czy mieć jakieś traumy itp.
Wiem też ,że często,gdy np. wojskowy czy nie daj Boże milicjant zabił po pijaku kogoś ,to wcale nie szedł siedzieć do więzienia,był ew.przenoszony do innego miasta...
Z innej beczki-na wsi pod Morągiem( mogły to być lata 60-te,bo przed moim urodzeniem) żona mojego wuja polazła na ploty,zostawiając w domu troje małych dzieci i ...zapalony piecyk.Wybuchł wtedy pożar i jedno z jej dzieci zginęło spalone żywcem.Wiem,że nigdy za to nie poniosła żadnej kary( ew.od wuja mogła oberwać)-w więzieniu nie siedziała na pewno!
Mam pytanie do tych bardziej ....dojrzałych ode mnie?
Czy naprawdę za komuny nie cackano się tak z dziećmi i ludzkim życiem,czy to są tylko moje poglądy...Czy mogło to być pokłosie komunizmu i wpływów niedawnej wojny-od moich narodzin to zaledwie 25 lat wstecz...
Jak myślicie?-Iza
Obserwuj wątek
    • ewa9717 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 14.05.13, 15:26
      Jestem kilkanaście lat od ciebie starsza. Za czasów mojego dzieciństwa śmierć nie była takim straszakiem jak teraz. Zwłoki zmarłych wystawiano w trumnach w domu, coś ze trzy dni rodzina i znajomi modlili się przy otwartej trumnie (wokół stawiano kwiaty, paliły się gromnice), a ulubioną zabawą dzieciaków z okolicy były odwiedziny w takim domu załoby - udawaliśmy, ze też sie modlimy, a chodziło o zaglądanie do trumny. Pamiętam też, ze na hasło: "Pogrzeb idzie" (a był to czas, kiedy kondukt szedł od kościoła przez cały pipidówek aż na odległy cmentarz, przerywaliśmy zabawę i lecieliśmy oglądać. Śmierć była czymś wpisanym w zycie.
      Nie wiem, czy dawniej jakoś łatwiej przechodzono do porządku dziennego nad ofiarami wypadków. To jednak były inne czasy, inne prawa - zazwyczaj pracowali oboje rodzice, nikogo nie dziwiły całkiem nieduze dzieci zostające same w domu, dzieci z kluczami na szyi.
      • izabella1991 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 14.05.13, 15:54
        No właśnie-ja sama byłam takim dzieciakiem z kluczem na szyi.Wcale tego miło nie wspominam,no ale to już inna historia...
        Wiem,że za komuny było bardzo dużo Domów Dziecka.O ile rozumiem,że sieroty wojenne były nimi tuż po wojnie,czy też 10-15 lat po niej,to skąd tyle dzieciaków niechcianych i oddawanych do PDD. Jakim to trzeba było być bydlakiem,żeby aż dzieciaki w domu Dziecka poniewierały się?
        Wytłumaczcie Mi to ,proszę...bo skoro mojej ciotce po spaleniu się jej dziecka nikt dzieci nie odebrał( a miała ich jeszcze pięcioro),to za co za komuny dzieciaki odbierano?
        Za alkoholizm rodziców??? To rozumiem-ale za co jeszcze?
        Acha,przypomniało mi się ,ze w drugiej klasie Podstawówki jedna za naszych koleżanek i jej brata pożegnaliśmy,bo ...rodzice ich się rozwiedli i umyślili sobie,że skoro ani jedno ani drugie dzieci nie chce mieć przy sobie,to idą one do domu dziecka. Serio-tak było!
        Tak myślę sobie,że to jednak potworne było.Nie czasy były potworne,tylko ludzie....
        • matylda1001 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 14.05.13, 17:53
          Ja też nosiłam klucz na szyi, tylko, że to był klucz od szafy. Takiego prawdziwego na szczęście nie musiałam nosić, bo mieszkała z nami babcia, która zawsze była w domu, ale też chciałam mieć bo mi się to wydawało takie fajne. To noszenie klucza było bardzo powszechne i czasami naprawde źle się kończyło. Mojej koleżance zaciął się zamek i drzwi pomógł jej otworzyć sąsiad - pedofil. Wspomniałam o tym w którymś wątku. Potem, jak ja już byłam starsza zdarzyła się w mojej okolicy tragedia. Złodzieje poszli za 8-letnim chłopczykiem z kluczem. Weszli za nim do mieszkania, i żeby nie krzyczał, zakleili mu buzię plastrem. Dziecko zmarło, udusiło się. Teraz rodzice siedzieliby w jednym więzieniu z mordercami, za brak opieki. Wtedy tylko wszyscy im współczuli.
          Jeżeli było kilkoro dzieci w rodzinie, to najstarsze opiekowało się młodszym rodzeństwem, i te maluchy naprawdę były posłuszne. Starszy brat, czy siostra zabronili czegoś, i tak musiało być. Inna sprawa, że ta opieka to była taka bardziej dla uspokojenia sumienia rodziców, bo jaką opiekę mogło zapewnić rodzeństwu dziecko, które samo jeszcze opieki potrzebowało? a zdarzało się, że dziesięciolatek pilnował na podwórku dwoje albo i więcej przedszkolaków.
          Na początku lat osiemdziesiątych moja koleżanka miała praktyki studenckie w Domu Dziecka. Pamiętam jak zszokowana opowiadała, że na 94 dzieci mieszkających w tym domu, tylko dwoje to sieroty naturalne (rodzice zmarli). Reszta to były sieroty społeczne, najczęściej dzieci pozabierane z pijackich melin, czasami rodzice siedzieli w więzieniu. W każdym razie jeśli już w tamtych czasach odbierali komuś dzieci, to musiało się zdarzyć naprawdę coś wyjątkowo drastycznego.
          Obok grobu moich dziadków jest taka mała rabatka. Napis znam na pamięć: "Rysio Skolimowski, żył lat 6. zg. śm. trag. 7 czerwca 1962r." Dalej napis głosi, że BÓG TAK CHCIAŁ. Łatwo winę zgonić na Boga... Moja mama opowiadała mi o tym wypadku, bo był głośny. Chłopiec bawił się na ulicy z innymi dziećmi. Obok była budowa, i z tej budowy wyjechała wywrotka pełna gruzu. Małemu Rysiowi zabrakło szczęścia...
          • a_weasley Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 14.05.13, 18:50
            Matylda1001 napisała:

            > Złodzieje poszli za 8-letnim chłopczykiem z kluczem. Weszli za
            > nim do mieszkania, i żeby nie krzyczał, zakleili mu buzię plastrem. Dziecko zm
            > arło, udusiło się. Teraz rodzice siedzieliby w jednym więzieniu z mordercami, z
            > a brak opieki.

            Nie przesadzajmy, tu nie Kanada, ośmiolatek to już ma prawo sam po ulicy chodzić, co dopiero być w domu.

            > Jeżeli było kilkoro dzieci w rodzinie, to najstarsze opiekowało się młodszym ro
            > dzeństwem, i te maluchy naprawdę były posłuszne. Starszy brat, czy siostra zabr
            > onili czegoś, i tak musiało być. Inna sprawa, że ta opieka to była taka bardzie
            > j dla uspokojenia sumienia rodziców, bo jaką opiekę mogło zapewnić rodzeństwu d
            > ziecko, które samo jeszcze opieki potrzebowało? a zdarzało się, że dziesięciola
            > tek pilnował na podwórku dwoje albo i więcej przedszkolaków.

            Dziesięciolatek najstarszy z licznego rodzeństwa prawdopodobnie jest na tyle ogarnięty, że skuteczniej zatroszczy się o bezpieczeństwo tych szczawi niż niejeden och ach dorosły gimnazjalista o własne.
            Nawiasem mówiąc 10 lat to jest najniższy wiek, w którym obecnie polskie prawo przewiduje opiekowanie się kimś: otóż zgodnie z prawem o ruchu drogowym osoba, która nie ukończyła lat 7, może korzystać z drogi publicznej tylko pod opieką osoby, która ukończyła lat 10.
            • matylda1001 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 15.05.13, 11:55
              a_weasley napisał:

              > Nie przesadzajmy, tu nie Kanada, ośmiolatek to już ma prawo sam po ulicy chodzić, co dopiero być w domu.<

              Może z tym więzieniem to rzeczywiście przesadziłam, ale na pewno odpowiadaliby za brak opieki. Prawo do chodzenia po ulicy bez dozoru, a zapewnienie dziecku bezpieczeństwa to dwie różne sprawy. Nie wiem, czy teraz jakis ośmiolatek nosi klucz od mieszkania i wraca po szkole do pustego domu.

              >Dziesięciolatek najstarszy z licznego rodzeństwa prawdopodobnie jest na tyle ogarnięty, że skuteczniej zatroszczy się o bezpieczeństwo tych szczawi niż niejeden och ach dorosły gimnazjalista o własne.<

              Być może zdarzy się gdzieś dziesięciolatek o wyjątkowych zdolnościach pedagogicznych. Cuda podobno też sie zdarzają. Tylko, że taki dziesięciolatek sam jest dzieckiem i nie powinno sie go obarczać odpowiedzialnościa za kilkoro młodszych dzieci. Dziesięciolatek nie może wchodzić w role rodziców. Jemu też się nalezy dzieciństwo.
              • a_weasley Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 15.05.13, 23:17
                Matylda1001 napisała:

                > na pewno odpowiadaliby za brak opieki.

                Masz jakieś konkretne informacje czy tak Ci się intuicyjnie wydaje? Pytanie nie jest retoryczne ani złośliwe.

                > Być może zdarzy się gdzieś dziesięciolatek o wyjątkowych zdolnościach pedagogic
                > znych. Cuda podobno też sie zdarzają.

                Ależ to, o czym piszę, to nie jest żaden cud, tylko zwykła dola najstarszego z licznego rodzeństwa. Zwłaszcza na wsi.

                > Tylko, że taki dziesięciolatek sam jest dzieckiem
                <ciach>
                > Jemu też się nalezy dzieciństwo.

                To jest zupełnie inna historia. Na razie mówiliśmy o bezpieczeństwie.
      • loczek62 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 16.05.13, 00:05
        ewa9717 napisała:

        > Jestem kilkanaście lat od ciebie starsza. Za czasów mojego dzieciństwa śmierć n
        > ie była takim straszakiem jak teraz. Zwłoki zmarłych wystawiano w trumnach w do
        > mu, coś ze trzy dni rodzina i znajomi modlili się przy otwartej trumnie (wokół
        > stawiano kwiaty, paliły się gromnice)

        Ten obyczaj powraca. Tylko już nie w domach , a w pogrzebowych zakładach są sale gdzie rodzina może się pożegnać ze zmarłym. Trumna jest otwarta.
    • a_weasley Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 14.05.13, 18:41
      Izabella1991 napisała:

      > ja miałam wtedy 9 lat,widziałam ją, głaskałam po ręce i...do głowy m
      > i nie przyszło bać się czy mieć jakieś traumy itp.

      Prawdopodobnie dlatego, że Twoi rodzice i inni dorośli dookoła nie robili ze śmierci takiego tabu jak to jest obecnie w modzie.

      > Wiem też ,że często,gdy np. wojskowy czy nie daj Boże milicjant zabił po pijak
      > u kogoś ,to wcale nie szedł siedzieć do więzienia,był ew.przenoszony do innego
      > miasta...

      Jeśli rzecz dotyczy wypadków drogowych, to zwracam uwagę, że w powszechnym odbiorze w wypadku z pieszym to kierowca zabija pieszego, a nigdy pieszy włazi pod koła.

      > Z innej beczki-na wsi pod Morągiem( mogły to być lata 60-te,bo przed moim urod
      > zeniem) żona mojego wuja polazła na ploty,zostawiając w domu troje małych dziec
      > i i ...zapalony piecyk.Wybuchł wtedy pożar i jedno z jej dzieci zginęło spalone
      > żywcem.Wiem,że nigdy za to nie poniosła żadnej kary( ew.od wuja mogła oberwać)
      > -w więzieniu nie siedziała na pewno!

      Dla niepatologicznej matki śmierć dziecka sama w sobie jest karą, a pozostale przy życiu dzieci co winne?
      Zasadniczo wtedy za nieumyślne spowodowanie śmierci (nie tylko na drodze) łatwiej było pójść siedzieć niż obecnie. W ogóle prawo było surowsze.

      > Czy mogło to być pokłosie komunizmu i wpływów niedawnej
      > wojny-od moich narodzin to zaledwie 25 lat wstecz...

      Przed wojną życie ludzkie też było tańsze niż obecnie.
    • tamsin Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 15.05.13, 02:17
      tak, pamietam te opieke starszego brata, cud ze my przezylismy te dziecinstwo. Dla rodzicow najwazniejsze to zeby dziecko glodne po podworku nie biegalo, a ze samopasem to inna sprawa. Nasze zabawy nie ograniczaly sie jedynie do biegania po dachach domow, piwnicach, i rozwalonych bunkrach. W zimie kto sie przejmowal, ze szlismy sie slizgac na lodzie, ktory dopiero co zamarl, wiekszosci sie udawalo, kilkoro sie przemoczylo i paru sie utopilo.
    • tymon99 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 15.05.13, 18:27
      wypadki i pożary często bywały przedmiotem zapisów cenzorskich. ergo o tym, że np. na defiladzie czołg wpadł w poślizg i zmasakrował w tłumie kilkadziesiąt osób, nie mieliśmy sposobu się dowiedzieć.
      oczywiście, ponieważ takiego zdarzenia oficjalnie nie było, poszkodowani nie mogli dochodzić odszkodowania.
      ogólnie, prl życie pojedynczego obywatela ceniła niezbyt wysoko. wypadki śmiertelne w górnictwie, zatłuczenie na komisariacie czy śmierć od sopli spadających z dachu zimą nie były uważane za wystarczającą przyczynę, by prokuratora wyciągać z łóżka.
      • horpyna4 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 15.05.13, 20:22
        Ale niektóre "wyciszane" wypadki bywały jednak opisane w bardzo niskonakładowych broszurach typu behapowskiego. Czasem wpadło mi coś takiego w rękę z racji jakiegoś szkolenia i byłam zdziwiona, jak szczegółowo opisane jest zdarzenie i analizowane jego możliwe przyczyny.
            • izabella1991 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 16.05.13, 12:38
              A kto z Was pamięta wybuch gazu w okolicach Rotundy w Warszawie?? ...
              Ja pamiętam,ale bardzo słabo...
              Co do wyciszania niektórych wypadków,to jedne były wyciszane,a inne nie.Kumpel z pracy mojej mamy w wieku zastrzelił się z pistoletu we własnych mieszkaniu( zrobił to celowo,a pozwolenie na broń miał) i nikt tego nie wyciszał-całe MO i dwie jednostki wojskowe o tym długo jeszcze plotkowały.Podobnie,jak wypadek,że pijany kierowca wojskowego łazika wgniótł w drzewo troje dzieci-umarły niestety....i z tego,co mi wiadomo,siedzieć nie poszedł...a jak to możliwe,dalibóg nie wiem.
              Wiem,ze dużo było wypadków utonięć czy gwałtów-to potworne,ale nikt nas-dzieciaków nie ostrzegał przed zwyrodnialcami-jedynie na katechezie siostra zakonna miała odwagę poruszyć ten temat...
                • izabella1991 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 16.05.13, 13:14
                  A to przepraszam bardzo-fakt,wtedy to Rotunda wyleciała w powietrze,a razem z nią ludzie...
                  Podobno zaniżona była liczba ofiar...jeden z Warszawiaków opowiadał mi,że zginęli też przypadkowi ludzie,gdzieś obok w kawiarni szyby przecięły ludzi prawie na pół,ale ile w tym prawdy,nie wiem.....
                  • horpyna4 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 16.05.13, 17:16
                    Jedna baba ode mnie z pracy akurat wyszła wtedy coś kupić i właśnie dotarła w okolice Rotundy, jak to się stało. Wróciła w stanie absolutnej histerii, bo widziała rannych ładowanych do karetek; podobno z karetek lała się krew.

                    A szyb to tam poszło mnóstwo, zwłaszcza z wysokiego biurowca stojącego tuż za Rotundą. Widziałam to po południu, bo tamtędy wracałam do domu, a że jeszcze metra nie było, to jechałam tramwajem.

                    Jakaś koleżanka mojej siostry była wtedy w Rotundzie (chyba tam pracowała) i przeżyła wybuch. I był to już drugi wybuch gazu, jaki przeżyła - poprzedni był na osiedlu Wrzeciono, mało kto o nim pamięta. Ten na Wrzecionie wziął się stąd, że jakieś cwaniaczki ukradły rtęć z reduktorów i gaz dochodził do mieszkań pod bardzo dużym ciśnieniem. Instalacje się wtedy odszczelniły i wystarczyło, że ktoś zapalił światło, bo wyłączniki zwykle iskrzyły.
                    • aqua48 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 16.05.13, 18:22
                      Wydaje mi się, że za PRL-u nie szanowano tak życia, jak teraz. Zwłaszcza dziecięcego. Być może duży wpływ miała wojna i slaby rozwój medycyny. Moim dziadkom i pradziadkom dzieci marły jak muchy. Na rozmaite dziecięce choroby jak odra, które teraz często dzieci przechodzą niezauważalnie, z powodów powikłań po tych chorobach i epidemii grasujących wśród niedożywionych maluchów, którym nie dawano witamin, odżywek itp. - najczęściej na zapalenie opon mózgowych. O wypadkach było głośno, ale traktowano je ze zgrozą i jednocześnie pewnym dystansem, jako nieuchronność życia. Pamiętam słynne historie o wypijaniu przez dzieci żrących płynów, topieniu się w gnojówkach, kanałach, gliniankach. Dzieci miały więcej wolności, ale też były bardziej narażone na rozmaite zagrożenia, dzisiaj nie do pomyślenia. Przeżywał sprytniejszy i mający więcej szczęścia, mniej rozgarnięty lub słabszy często nie dawał sobie rady...
                    • matylda1001 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 17.05.13, 11:28
                      Mój cioteczny brat pracował wtedy w "Universalu" - wieżowcu stojącym za rotundą. Opowiadał o panice, jaka nastapiła w tym budynku po tym, jak ludzie przez okna zobaczyli co sie stało. Wszyscy byli przekonani, że wieżowiec zaraz runie, zaczęli uciekać na oślep schodami, bo nikt nie odważył się wejść do windy. Było kilku rannych, stratowanych na schodach.
                      • matylda1001 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 17.05.13, 11:59
                        Pamiętacie pożar w szpitalu psychiatrycznym w miejscowości Górna Grupa koło Świecia? To było w 1980r. Sporo o tym mowili w TV. Zginęło wtedy 55 osób a kilkadziesiąt doznało rozległych oparzeń. Ofiar bylo tak dużo, ponieważ większość pacjentów została uwięziona w salach, gdzie w oknach były kraty, a drzwi otwierały się tylko od strony korytarza. W czasie oględzin po pożarze okazało się, że wiele zwłok leżało w spalonych łóżkach, pacjenci byli poprzypinani do nich pasami. Podobno ogień tlił się w przewodach kominowych od kilku dni, sciany przy tych przewodach były gorące. Personel o tym wiedział i nikt nie próbował sprawdzić dlaczego. Pożar wybuchł nagle i miał przebieg tak gwałtowny, że wszyscy spalili się żywcem. Było bardzo mało dymu, ktory w tym wypadku mógłby sie okazać zbawienny, bo jeśli ci ludzie już musieli zginąć, to zaczadzeni, nie cierpieliby tak bardzo. Po tym wypadku nikt nie poniósł odpowiedzialności. Może dlatego, że pacjenci to byli ludzie bardzo chorzy, którzy od lat przebywali w szpitalu i rodziny dawno o nich zapomniały. Nie miał kto domagać się sprawiedliwości. Ofiary zostały pochowane w zbiorowej mogile.
                        • sandra1301 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 28.07.13, 21:56
                          Pożar w Górnej Grupie był inspiracją do jednej z piosenek Jacka Kaczmarskiego. Rekonstrukcja pożaru była również tematem jednego z odcinków Czarnego Serialu TVP. czarny serial zresztą opowiadał o największych wypadkach/pożarach w PRLu, w tym pożar w rafinerii, katastrofę kolejową pod Otłoczynem, wybuch w Rotundzie i inne
                          www.filmpolski.pl/fp/index.php/4212126
                          Na Youtubie lub Chomiku są poszczególne odcinki
                • g0p0s Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 17.05.13, 14:23
                  Ja edukowałem się z synem jednej z pracownic, która zginęła. Oczywiście, że to mocno przeżył, ale potem wrócił do równowagi i był takim samym kumplem jak wcześniej. Nie było widać różnicy. A niedawno z okazji rocznicy w jakiejś prasie był z nim wywiad. Wynika z niego jednoznacznie, że wypadek całkowicie odmienił jego życie i do dziś nie może się pozbierać. Czytam i nie rozumiem. Może po latach i innych doświadczeniach takie przeżycie wraca i jest przeinaczone? Bo w kamuflaż nie wierzę, nie w takim wieku.
    • izabelski Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 16.05.13, 22:23
      jedno bylo to, ze z racji szacunku dla rodzin, ktore sie znalo chodzilo sie na pogrzeby, mysle ze nadal w malych spolecznosciach to ma miejsce

      gdy zmaral moja babcia, 7 lat temu to poprosilam, zeby trumna z jej zwlokami byla w domu dziadkow w ktorym nocowalam przed pogrzebem, latwiej mi bylo sie pozegnac z nia, bo moglam przyzwyczaic sie do tej mysli, ze odeszla

      uwazam,ze ten zwyczaj jest czescia zaloby w naszyej, polskiej kulturze i powinien byc kultywowany
      • izabella1991 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 17.05.13, 15:03
        uwazam,ze ten zwyczaj jest czescia zaloby w naszyej, polskiej kulturze i powini
        > en byc kultywowany
        Bardzo słusznie-jestem tego samego zdania!
        To jest bardzo piękny,starodawny zwyczaj,pogrzeb taki jest inny,uroczysty,taki jakiś ...godny po prostu.Nie mówię tu o trzymaniu zwłok ,,w zaawansowanym stadium" :-((( ale zwyczaj jest szlachetny i do tej pory na wielu wsiach tak jest...
        • aqua48 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 17.05.13, 17:38
          izabella1991 napisała:

          > jakiś ...godny po prostu, ale zwyczaj jest szlachetny i do tej pory na wielu wsiach tak jest..

          Na wsi to być może nadal nic niezwykłego, natomiast w mieście w ogóle sobie nie wyobrażam takiej możliwości. W dwupokojowym mieszkaniu? Gdzie niby ta trumna miałaby stać żeby nie zawadzać ?
          I nie, ja nie uważam aby oglądanie zmarłego po śmierci, wystawianie zwłok w odkrytej trumnie, czy przetrzymywanie ich w domu do pogrzebu, było szlachetne, ani godne. Chłodnia jest godniejsza. Zwłaszcza, że pogrzeb w miastach jest organizowany wtedy kiedy jest możliwość - czyli niekiedy nawet do tygodnia po zgonie.
          • balamuk Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 17.05.13, 18:36
            aqua48 napisała:

            > Na wsi to być może nadal nic niezwykłego, natomiast w mieście w ogóle sobie nie
            > wyobrażam takiej możliwości. W dwupokojowym mieszkaniu? Gdzie niby ta trumna
            > miałaby stać żeby nie zawadzać ?
            Otóż na stole (ewentualnie na dwóch zestawionych stołach) w dużym pokoju. Nie w Polsce, ale widywałam coś takiego i uważam to za barbarzyństwo.
            • matylda1001 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 17.05.13, 20:06
              balamuk napisała:

              >Otóż na stole (ewentualnie na dwóch zestawionych stołach) w dużym pokoju. Nie w
              Polsce, ale widywałam coś takiego i uważam to za barbarzyństwo. <

              Wspomniałaś o stole i mi stanęło przed oczami :)
              Dawno temu, bo ponad 30 lat minęło (do liceum jeszcze chodziłam), poprosiła mnie sąsiadka żebym pojechała z nią i jej 10-letnim synem na pogrzeb byłej teściowej. Chciała tam być, bo teściową i całą tamtą rodzinę zawsze darzyła szacunkiem (i wzajemnie) ale nie chciała być sama z dzieckiem, bo miała tam być również nowa żona byłego z nowymi dziećmi. Twierdziła, że sama czułaby się głupio, więc poprosiła mnie o towarzyszenie. Teściowa mieszkała na wsi, z rodziną córki. Zwłoki leżały w trumnie ustawionej na stole w dużym pokoju! Leżała od śmierci do pogrzebu (chyba ze trzy doby). Leżała tak w pełnej symbiozie z żywymi, bo oni wraz z dziećmi przez caly czas mieszkali w tym domu. Pomodliłyśmy sie przy zwłokach. Potem było wyprowadzenie, msza w kościele i pogrzeb. Po wyjściu z cmentarza chciałyśmy od razu wracać do domu, ale zaproszono nas na poczęstunek. Nie wypadało odmówić. Okazało się, że bardzo wystawna konsolacja na jakies 30-40 osób odbywa się w domu żałobnym, w tym samym pokoju, w którym jeszcze kilka godzin wcześniej leżały zwłoki. Stołów było kilka, zestawionych, a ja przez cały czas myślałam tylko o tym, czy ten, przy którym siedze, to nie ten właśnie, na którym wcześniej stała trumna. Na stole same smakołyki, takie, jakich jako mieszczuch w kryzysowych czasach, dawno nie widziałam. Wszystko świeżutkie i pachnące, a ja bym nie była w stanie przełknąć ani kęsa bo przez cały czas czułam zapach tych gromnic i kadzideł, które tu dopiero co były. Innym to nie przeszkadzało, wciągali w siebie wszystko po kolei, aż im się uszy trzęsły. Jeszcze teraz, jak o tym piszę, to mam odruch wymiotny i zastanawiam sie, jak tak można. Istne barbarzyństwo!
          • matylda1001 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 17.05.13, 19:15
            Masz rację, Aquo. Też uważam, że trzymanie zwłok w domu nie ma nic wspólnego z żałobą. Wystawianie zwłok w otwartej trumnie to w/g mnie pogwałcenie prawa zmarłego do prywatności. Niby nieboszczykowi jest wszystko jedno, ale kto z nas życzyłby sobie, żeby mu do trumny zaglądano i liczono plamy opadowe na nosie? Kilka razy zdarzyło mi się być na uroczystości pożegnalnej w Domu Pogrzebowym. Najczęściej zmarły leżał w otwartej trumnie. Ludzie podchodzili, dotykali zwłoki, niektórzy całowali. Widziałam, jak pewien tatuś podniósł swoją kilkuletnią córkę, żeby mogła pocałować leżącą w trumnie babcię. Rozumiem, że bliscy kierują się emocjami, ale często posuwają się za daleko. Dzieci w ogóle nie powinny uczestniczyć w takich ceremoniach, bo im bliższa dziecku jest zmarła osoba, tym wiekszy slad takie wydarzenie pozostawi w jego psychice. Cóż, skoro niektórzy uważają, że co dziecka nie zabije, to go wzmocni. Ja w każdym razie zawsze wolę zapamietać osobę tak, jak ją znałam za życia.
            • tamsin Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 17.05.13, 23:30
              u mojej babci bylo pelno zdjec z pochowka zaraz przy grobie chyba otwierli ostatni raz trumne I takie grupowe zdjecie wokol nieboszczyka. Czesto to byly niemowlaki urbane jak do chrztu, byla jedna ciotka co zmarla tuz przed swoim slubem I miala na sobie swoja sukienke do slubu, jej narzeczony stal zara za jej glowa a reszta rodziny w/g stopnia pokrewienstwa blizej nog.. Nieboszczyk w trumnie na stole tez normalka I ten zwyczaj na pewno nie byl tylko z PRLu bo nie sadze zeby przed wojna bylo inaczej, tylko za PRLu fotografa moze latwiej bylo znalezc nawet w malej miescinie, no i moze na cmentarz taksowka sie pofatygowal.
            • izabelski Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 18.05.13, 01:28
              >> Dzieci w ogóle nie powinny uczestniczyć w takich ceremoniach, bo im bliższa dziecku jest zmarła osoba, tym wiekszy slad takie wydarzenie pozostawi w jego psychice.<<

              jako dziecko bralam udzial w wielu pogrzebach i nie uwazam, ze zegnanie sie ze zmarlym bylo wielka trauma dla mnie
              raczej czescia zycia i bycia w spolecznosci i rodzinie

              >>uważam, że trzymanie zwłok w domu nie ma nic wspólnego z żałobą.
              kto z nas życzyłby sobie, żeby mu do trumny zaglądano i liczono plamy opadowe na nosie?<<
              jesli nie zyczysz sobie dla siebie takiego pochowku - to wspomniej o tym najblizszym

              natomiast pozwol reczcie nas, ktorzy sa do tego przyzwyczajeni, zebyw ten sposob zegnali sie ze swoimi najblizszymi
              • horpyna4 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 18.05.13, 07:47
                Skoro już jesteśmy przy tematyce trumiennej w PRL, to warto przypomnieć pewien fakt. Otóż wiele ciasnych mieszkań w nowym budownictwie miało takie rozmiary, że nie można było normalnie wynieść nieboszczyka w trumnie. Jeżeli drzwi wejściowe były na dłuższej ścianie wąskiego przedpokoju, to nijak nie dawało się wykręcić trumny w poziomie. W takich przypadkach wkładano zwłoki do trumny poza mieszkaniem, na klatce schodowej, co dostarczało mocnych wrażeń przechodzącym lokatorom, czy ich gościom. Trumnę stawiano przeważnie wtedy na dwóch taboretach, nie rozumiem więc, dlaczego w mieszkaniach trzymana była na stole. No, chyba że w domu nie było taboretów.

                Najgorzej było w wieżowcach. Słyszałam o przypadku zwożenia nieboszczyka windą na parter na stojąco, trzymanego pod pachy przez dwóch panów.
                • izabella1991 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 18.05.13, 11:11
                  Ale słuchaj Horpyno-jakieś 15 lat temu w ten sposób chowany był mój wuj-nie,w windzie go nie wożono( było to na wsi) ale wyniesiono go na kocu ,a do trumny włożono już na podwórku. Pamiętam,ze w ostatniej chwili ktoś włożył mu czapkę do trumny( za życia zawsze ją nosił)..
                  U dalekiej kuzynki zmarło jej 4-letnie dziecko i wiem,że jakieś zabaweczki typu ulubiony samochodzik też mu do trumny ktoś wtrynił...można i tak...
                  Teraz już w miastach nie ma raczej tradycji trzymania zwłok w mieszkaniu,na wsiach jeszcze tak,chociaż.....jedna z moich wiekowych cioć mieszkająca w przedwojennej kamienicy w Pieniężnie zażyczyła sobie,aby zwłoki jej syna,a potem i męża były w domu.Była trumna w domu dni dwa,a ja nawet w pokoju obok nocowałam,przy zwłokach paliła się lampka i spałam niejako naprzeciw tych zwłok-drzwi nie było,były po prostu wyjęte z futryny...
                  No ale ja miałam ok.15-16 lat i wcale nie bałam się wychodząc z założenia,że skoro za życia nic mi złego nie zrobił,to czemu miałby po śmierci-no ale ja odporna jestem.
                  • horpyna4 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 18.05.13, 13:06
                    Z tą windą to było tak. Jakaś pani wracała do domu, stanęła przed windami (było ich dwie) i wcisnęła guzik. Zjechała jedna winda, pani chce wsiadać, a w windzie stoi pionowo trumna. Pani (starsza zresztą) zachwiała się nieco, zbladła i złapała za serce (chore) i podeszła do drugiej windy... i tą drugą zjechali właśnie dwaj panowie trzymający pod pachy nieboszczyka w eleganckim garniturze. Pani nie zeszła z wrażenia, chociaż nieco ten incydent odchorowała.

              • neostrada73 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 18.05.13, 19:07
                Jestem przeciwny pkazywania dzieciom zmarłych.Lepiej pamiętać bliskiego tak,jak przed śmiercią i tak go zapamiętać.Tematy wywołane na forum maja jakiś niwiadomy cel i sens,a raczej go nie mają,bo okazuje się,że nawet pożary były winą ówczesnej władzy.Młodzi ludzie po 40-ce nie znaja choćby z historii tamtych czasów,a powinni.Nie było tak tragicznie,jak się dzisiaj pisze i mówi.Bo żyliśmy i pracowaliśmy dla takiej Polski,jaka była wtedy możliwa ze względów politycznych,choć nie zawsze było dobrze,a szczególnie w latach zaraz powojennych.Wspominam to z żalem i tęsknotą za tamtym trudnym,ale dzieciństwem i młodością.
                • a_weasley Kraj lat dziecinnych. I co z tego? 20.05.13, 15:06
                  Neostrada73 napisał:

                  > Jestem przeciwny pkazywania dzieciom zmarłych.Lepiej pamiętać bliskiego tak,jak
                  > przed śmiercią i tak go zapamiętać.

                  W tej kwestii każdy ma swój układ priorytetów, przy czym skłonność do robienia ze śmierci tabu jest odwrotnie proporcjonalna do wiary w życie pozagrobowe.
                  Moja półtoraroczna wówczas córka widziała swoją babcię leżącą w trumnie cały dzień i czekającą, aż mój ojciec wróci wreszcie ze wsi i się z Mamą pożegna. Dopiero potem trumnę zamknięto i odwieziono do zakładu pogrzebowego.
                  Co do prywatności, to proponuję liczyć się ze zdaniem zmarłego. Akurat moi rodzice bardzo sobie cenili stare zwyczaje, gdzie trumna stała w domu cały dzień, sąsiedzi przychodzili się pomodlić itp.
                  Na pogrzebie córka nie była. Bratankowie (5 i 3 lata) owszem. Chyba coś ogarniali, skoro trzyletnia bratanica powiedziała swojemu ojcu: "O, to jak pójdziesz do nieba, to spotkasz Babcię!".

                  > Tematy wywołane na forum maja jakiś niwiadomy cel i sens,

                  Rozmawiamy o tym, jak drzewiej bywało, bo nam się tak podoba (a kto tych czasów nie pamięta, może wzbogacić wiedzę). A jeśli się komuś nie podoba, to tu bywać nie musi.

                  > okazuje się,że nawet pożary były winą ówczesnej władzy.

                  Akurat o żadnym pożarze zawinionym przez komunę tu nie było. Wspomniano natomiast o pożarze, którego skutki spotęgowało postępowanie ówczesnych władz (w tym przypadku lokalnych).

                  > Nie było tak tragicznie,jak się dzisiaj pisze i mówi.

                  Ani tak cudownie, jak głoszą ci, którzy chcą stawiać pomniki Gierkowi.

                  > Bo żyliśmy

                  A mogli pozabijać...

                  > i pracowaliśmy dla takiej Polski,jaka była wtedy możliwa ze względów politycznych,
                  > choć nie zawsze było dobrze,a szczególnie w latach zaraz powojennych.

                  Spuśćcie, towarzyszu, z tonu, bo za stylem z przemówień Jaruzela nikt tu chyba nie tęskni.

                  > Wspominam to z żalem i tęsknotą za tamtym trudnym,ale dzieciństwem i młodością.

                  Ucząc córkę jeździć na rowerze w parku, z podobnymi uczuciami wspominałem, jak w tym samym parku ojciec uczył tej sztuki mnie. Ale to nie jest tęsknota za państwem, tylko za światem, w którym ja byłem mały, moi rodzice w pełni sił, a babcie żyły.
                  Tymczasem syna mojego ojca chrzestnego wywalili z WAT, bo ojciec był w AK, ludzie tacy jak Mama (i wszyscy jej krewni) wiedzieli, że nie należy mówić za głośno, jakie to "losy wojenne rzuciły ich w głąb Związku Radzieckiego", a do mojego stryja milicjanci jeździli kilkadziesiąt km od rodzinnych stron, żeby ochrzcić dzieci. Tylko ja to wiem teraz. Wtedy mi było dobrze i ciepło i tak te czasy pamiętam.
                  Prawdopodobnie 80-letni Niemcy podobnie wspominają III Rzeszę. Wcale nie muszą być nazistami. Po prostu oni tęsknią nie za Hitlerem i Holocaustem, tylko za krajem lat dziecinnych, który legł (dosłownie) w gruzach, gdy mieli 12 lat.
                  Nieodróżnianie jednego od drugiego może być powodem wielu głupich nieporozumień.
                  • matylda1001 Re: Kraj lat dziecinnych. I co z tego? 20.05.13, 17:11
                    a_weasley napisał:

                    >W tej kwestii każdy ma swój układ priorytetów, przy czym skłonność do robienia ze śmierci tabu jest odwrotnie proporcjonalna do wiary w życie pozagrobowe.<

                    Moim skromnym zdaniem jest to przede wszystkim kwestia wrażliwości i z tabu nie ma nic wspólnego. Między rozmową o śmierci a podtykaniem dziecku widoku zmarłej osoby jest różnica. Zaryzykuję porównanie (może niezbyt stosowne), że ta różnica jest taka, jak między uświadamianiem seksualnym a puszczeniem pornosa na DVD.

                    > Moja półtoraroczna wówczas córka widziała swoją babcię leżącą w trumnie cały dzień i czekającą, aż mój ojciec wróci wreszcie ze wsi i się z Mamą pożegna<

                    No i sądzisz, że ona coś z tego rozumiała?

                    > Chyba coś ogarniali, skoro trzyletnia bratanica powiedziała swojemu ojcu: "O, to jak pójdziesz do nieba, to spotkasz Babcię!".<

                    Nic nie ogarniała, a przynajmniej nie w takim sensie, jaki chcieliście widzieć. Takie historyjki łapią za serce i chętnie sa powtarzane w rodzinach, na dowód, jakim to ta Kasia/Basia/Jacuś/Krzyś był/a inteligentnym i bystrym dzieckiem. Tymczasem dla niej to niebo było tak samo abstrakcyjnym miejscem, jak np. filharmonia, a spotkanie mogła pojąć tylko w ziemskim wymiarze, bo metafizyka dziecku w tym wieku jest obca. Wystarczyło, że ktoś przy niej westchnął sobie, że babcia jest już w niebie, do którego kiedyś wszyscy pójdziemy.

                    > Rozmawiamy o tym, jak drzewiej bywało, bo nam się tak podoba (a kto tych czasów nie pamięta, może wzbogacić wiedzę). A jeśli się komuś nie podoba, to tu bywać nie musi.<

                    Pełna zgoda z mojej strony :)

                    >> > i pracowaliśmy dla takiej Polski,jaka była wtedy możliwa ze względów poli
                    > tycznych,
                    > > choć nie zawsze było dobrze,a szczególnie w latach zaraz powojennych.
                    >
                    > Spuśćcie, towarzyszu, z tonu, bo za stylem z przemówień Jaruzela nikt tu chyba
                    > nie tęskni.

                    Neostrada napisał prawdę, w pewnym sensie. Polska była taka, jak ówczesne warunki polityczne pozwalały. To, że ludziska pracowali dla Polski zabrzmiało górnolotnie, ale cóż, jest przecież dziecięciem tamtych czasów i pamięta, jak to bywało na akademiach ku czci. To było raczej tak, że ludzie starali się znaleźć dla siebie jakieś miejsce, stworzyć namiastkę normalnego życia w takiej Polsce, w jakiej musieli żyć. Takie zachowanie to nie konformizm ale zdrowy objaw.

                    >a do mojego stryja milicjanci jeździli kilkadziesiąt km od rodzinnych stron, żeby ochrzcić
                    dzieci<

                    Mój kolega był już po szkole oficerskiej, pracował w Pałacu Mostowskich, bardzo zdolny "kryminalista ";) kiedy brał ślub kościelny w Kościele Świętej Anny na Krakowskim Przedmieściu. Jawnie, a może nawet wręcz ostentacyjnie. Wśród gości było wielu jego kolegów z pracy.
                    • a_weasley Re: Kraj lat dziecinnych. I co z tego? 20.05.13, 23:08
                      Matylda1001 napisała:

                      >> Chyba coś ogarniali, skoro trzyletnia bratanica powiedziała swojemu ojcu:
                      >> "O, to jak pójdziesz do nieba, to spotkasz Babcię!".<

                      > Nic nie ogarniała, a przynajmniej nie w takim sensie, jaki chcieliście widzieć.

                      Podziwiam. Wiesz, co ogarniała moja bratanica, wiesz, w jakim sensie my (kogokolwiek poza mną masz na myśli) chcieliśmy widzieć, wiesz, źe

                      > dla niej to niebo było tak samo abstrakcyjnym miejscem, jak np. filharmonia,

                      Szacun wielki, doprawdy.

                      > spotkanie mogła pojąć tylko w ziemskim wymiarze, bo metafizyka dziecku
                      > w tym wieku jest obca. Wystarczyło, że ktoś przy niej westchnął sobie, że babc
                      > ia jest już w niebie, do którego kiedyś wszyscy pójdziemy.

                      O, i o tym, że o niebie usłyszała dopiero po śmierci Mamy, też wiesz, ciekawe skąd, bo akurat między wiadomością o śmierci a tekstem o spotkaniu nic takiego nie było...
                      Oczywiście, że nie do końca rozumiała istotę rzeczy. Ale niczego jej nie trzeba po kawałku tłumaczyć, odkręcać...

                      > Takie zachowanie to nie konformizm ale zdrowy objaw.

                      Którego wszakże nikt tu nie odrzuca. Co nie zmienia faktu, że kraj był jaki był, władza była jaka była.

                      > Mój kolega był już po szkole oficerskiej, pracował w Pałacu Mostowskich, bardzo
                      > zdolny "kryminalista ";) kiedy brał ślub kościelny w Kościele Świętej Anny na
                      > Krakowskim Przedmieściu. Jawnie, a może nawet wręcz ostentacyjnie. Wśród gości
                      > było wielu jego kolegów z pracy.

                      Różne wiatry w różnych miejscach i czasach różnie wiały.
                      Jak mojego ojca kolega krótko po Październiku namawiał do PZPR, usłyszał:
                      - Nie ma o czym mówić. Mój brat jest księdzem.
                      - To teraz nie przeszkadza.
                      - Teraz nie przeszkadza. A skąd wiesz, kiedy znowu zacznie?
                      • matylda1001 Re: Kraj lat dziecinnych. I co z tego? 22.05.13, 16:30
                        a_weasley napisał:

                        > Podziwiam. Wiesz, co ogarniała moja bratanica, wiesz, w jakim sensie my (kogokolwiek poza mną masz na myśli) chcieliśmy widzieć, wiesz, źe dla niej to niebo było tak samo abstrakcyjnym miejscem, jak np. filharmonia,
                        Szacun wielki, doprawdy.<

                        :) Nie skacz mi tu do oczu, bo ja Ciebie wcale nie atakuję. Na mysli miałam Ciebie i Twoich bliskich czyli najbliższe otoczenie dziewczynki - rodzinę. Zaryzykuję przypuszczenie, że ta poważna jak na trzylatkę uwaga zrobiła na Was wrażenie. Na mnie też by zrobiła, ale jestem przekonana, że uwaga padła przypadkiem. Dlaczego? to proste - dziecko w tym wieku nie jest w stanie tego rozumieć w sensie religijnym. Tak, jak nie jest w stanie przeskoczyć przez wysoki płot.

                        >O, i o tym, że o niebie usłyszała dopiero po śmierci Mamy, też wiesz, ciekawe skąd, bo akurat między wiadomością o śmierci a tekstem o spotkaniu nic takiego nie było...
                        Oczywiście, że nie do końca rozumiała istotę rzeczy. Ale niczego jej nie trzeba
                        po kawałku tłumaczyć, odkręcać...<

                        Wcale nie twierdzę, że o niebie usłyszała dopiero po śmieci Mamy bo w rodzinach religijnych mowi się dziecku o takich rzeczach od początku. Chodzi mi o to, co właśnie napisałeś - że nie do końca rozumiała istotę rzeczy. Otóż dziecko w tym wieku WCALE nie rozumie istoty tej rzeczy. Mało tego, istoty rzeczy nie rozumieją dzieci dużo starsze. Dlatego nawet przeniesiono I Komunie Świętą do trzeciej klasy, żeby dać dzieciom szansę na przyjęcie jej wtedy, gdy COKOLWIEK zaczną rozumieć.
    • neostrada73 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 18.05.13, 18:57
      Z trumnami i pogrzebami było to tak;zależało od rodziny,nie od władz czy trumna ma być zakryta ,czy nie.Moi rodzice umarli w tamtych latach i jak pamiętam mama była odkryta,bo tak zarządził ojciec,apo jego śmierci była zakryta,bo ja tak zarządziłem.Był rok 1984 kiedy umarł ojciec,mama 20 lat wcześniej.Co do karalności milicjantow;to zależało od władz,ale też byli karani.Znałem takich,którzy za łapówki wylecieli z MO i poszli siedzieć.Nie było pobłażania.Może nie wszędzie,ale nie byli głaskani.
      • izabella1991 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 20.05.13, 09:42
        Tak -owszem-Tu ma pan Rację!
        Ja z kolei też jestem przeciwniczką zabierania malutkich dzieci na pogrzeby,bo po co....? Chodzi mi o takie naprawdę malutkie-niemowlaczki,dzieciaki w w wieku przedszkolnym-one po prostu marudzą,płaczą,jęczą,czyli przeszkadzają w godnym pochówku.
        Pamiętam bardzo mądrą decyzję ś.p. pana Jarosława Kukulskiego,który w wywiadach wielokrotnie wspominał,że Natalii na pogrzeb mamy-Any Jantar nie wziął....i moim zdaniem bardzo mądrze postąpił! Już nie mówiąc o tym,że były tam tysiące ludzi,ścisk,tłok....
        Co do ,,wylotu " z MO za …łapówki-mogło tak być-czemu nie...
        • matylda1001 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 20.05.13, 11:52
          izabella1991 napisała:

          > Pamiętam bardzo mądrą decyzję ś.p. pana Jarosława Kukulskiego,który w wywiadach wielokrotnie wspominał,że Natalii na pogrzeb mamy-Any Jantar nie wziął....i moim zdaniem bardzo mądrze postąpił! Już nie mówiąc o tym,że były tam tysiące ludzi,ścisk,tłok<

          Jarosław Kukulski poszedł dużo dalej w ochronie córki przed traumatycznymi przeżyciami. Według mojego odczucia znacznie za daleko. Czym innym jest nie wziąć dziecka na pogrzeb, a czymś innym zataić przed dzieckiem fakt, że matka nie żyje.
          Gdy zmarła Anna Jantar, Natalia miała 4 lata. O tym, że jej mama nie żyje, dowiedziała się dopiero wtedy, gdy zaczęła chodzić do szkoły. Wobec tego, że w każdej chwili mogła dowiedzieć się od obcych, ojciec i babcia byli zmuszeni powiedzieć sami. Pamiętam wywiad z Natalią sprzed kilku lat. Nie powiedziała tego wprost, ale tak, między wierszami, można było wyczytać, że jednak jakiś żal do bliskich o to zatajenie prawdy ma. Powiedzieli jej, że mama wyjechała, ona czekała, aż doszła do wniosku, że mama ją zwyczajnie opuściła. Czuła do niej żal za to, że nie wraca.

          >Ja z kolei też jestem przeciwniczką zabierania malutkich dzieci na pogrzeby,bo po co....? Chodzi mi o takie naprawdę malutkie-niemowlaczki,dzieciaki w w wieku przedszkolnym-one po prostu marudzą,płaczą,jęczą,czyli przeszkadzają w godnym pochówku<

          Takich naprawdę malutkich nie należy zabierać ze względów organizacyjnych, to prawda. Starsze, powiedzmy od szóstego roku życia już bardziej, ale w żadnym razie nie należy im pokazywać zawartości trumny. Ty widziałaś poranione zwłoki swojej koleżanki, a nie powinnas wtedy tego widzieć. Do dziś pamiętasz wszystko z detalami,, naprawdę myślisz, że nie zrobiło to na Tobie wrażenia?
          • izabella1991 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 20.05.13, 12:17
            Cześć Matyldo! Witam Pięknie!
            Masz racje co do Kukulskiej-tu już jej tata za daleko poszedł.Po to,że jej na pogrzeb nie wziął-rozumiem,miała wtedy 4 lata -za malutka wg.mnie,żeby ją na pogrzeby ciągnąć-nawet własnej mamy!Ale już to,że dziecko było oszukiwane-to już niepięknie P.Kukulski postąpił...Fakt,że mogła czuć się wtedy oszukana,bo jednak takie małe dziecko już jest w stanie tęsknić,płakać,czuć się oszukaną-to już była podłość!
            Co do tego,czy zwłoki mojej poranionej koleżanki jakoś na mnie wpłynęły?Pewnie tak,skoro czasami mam ten obraz przed oczyma,jakby to tydzień temu było....
            Ale fakt,że od tamtego czasu w ogóle zwłok nie boję się-a wcześniej bałam się bardzo...
            • matylda1001 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 20.05.13, 18:24
              Kukulski pewnie źle nie chciał, a może okazal się za słaby i nie miał odwagi rozmawiać z córką. W każdym razie TAKICH sekretów przed dzieckiem mieć nie wolno.

              > Co do tego,czy zwłoki mojej poranionej koleżanki jakoś na mnie wpłynęły?Pewnie tak,skoro czasami mam ten obraz przed oczyma,jakby to tydzień temu było....<

              Tak właśnie myślałam. Twoja psychika w tamtym okresie była zbyt wrażliwa na takie wstrząsy. Dlatego dzieciom nie pokazuje się horrorów i chroni przed oglądaniem okrucieństw.
              Ja też mam taką jedna traumę z dzieciństwa, z którą nie mogę się uporać do dziś, i pewnie pozostanie we mnie na zawsze. Podobno miałam wtedy 5 lat. Pojechaliśmy z rodzicami na spacer za miasto. Tam był taki wysoki nasyp kolejowy, po którym szedł jakiś facet. Nadjechał pociąg i tego człowieka uderzył. Widziałam moment uderzenia i jak stacza się z nasypu. Tam było więcej ludzi, krzyczeli i biegli w kierunku rannego. Pobiegł też mój tata, a mama ze mną poszła w drugą stronę. Ktoś wezwał karetkę, widziałam jak przyjechała. Podobno facet przeżył, przynajmniej tak mi zawsze później rodzice mówili, ale długo po tym budziłam się w nocy z płaczem. W końcu został mi uraz do pociągów. Objawia się tym, że za żadne skarby świata nie przejdę przed lokomotywą stojącego pociągu, nawet wtedy, gdy widzę, że nie ma maszynisty. Wiele razy starałam się to zrobić. Specjalnie, żeby "wziąć diabła za rogi" czyli pokonać to, co we mnie siedzi. Nie dałam rady i chyba nigdy nie dam.
              • izabella1991 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 21.05.13, 15:56
                Witam Matyldo!
                Doskonale rozumiem Twoja traumę-ja tak mam....z pilką do gry w siatkę,nogę,cokolwiek.Po prostu parę raazy na WF-ie oberwałam piłką z clej siły w twarz-i koniec,pozamiatane.
                Nijaki diabeł nie zmusi mnie do zagrania w pilkę-nawet plażową.
                  • izabella1991 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 22.05.13, 12:19
                    Nie,oczywiście,że nie!
                    Chodzi tu o pewną wrażliwość i trochę wyobraźni.Ja w związku z widokiem pokancerowanych zwłok traumy nie mam,ale ktoś inny...jest inny po prostu.Mojej bratowej żadna ludzka siła nie zmusi do wejścia do domu przed-pogrzebowego (tak go fajnie nazywam),bo dziewczyna zwłok boi się panicznie.Inna sprawa,że nikt jej nie nakłania!
                    Dziwię się nauczycielom,że w ogóle pozwalali( a nawet zmuszali wręcz) żebym grała w siatkówkę-w dodatku nosiłam wtedy okulary...Ale to nie na temat...
                    Chodzi o to,że by niepotrzebnie nie ciągać dzieci po pogrzebach,bo dzieciarnia tam potrzebna jak sanki w maju!
                  • matylda1001 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 22.05.13, 15:49
                    izabelski napisała:

                    > no ale gdybysmy pociagneli ta sama logike to uwazalabys, ze nie nalezy nikomu grac w pilke bo bedzie trauma do konca zycia?<

                    Ależ to zupełnie nie o to chodzi. Izabella ma uraz na tle piłki nie dlatego, że w nią grała, ale dlatego, że ta gra kojarzy jej się z czymś bardzo nieprzyjemnym, bo kilka razy została nią boleśnie uderzona. Gdyby nie to, spokojnie grałaby dalej. Podobnie dziecko nie dozna żadnego urazu z powodu samego uczestnictwa w pogrzebie, ale dopiero wtedy, gdy zobaczy zawartość trumny. Małe dziecko (przyjmijmy umowną granicę) do 6 lat wie, że uczestniczy w pogrzebie np. dziadka, ale nie bardzo potrafi sobie skojarzyć tego dziadka z trumną. Trauma (szok) może się zrodzić dopiero wtedy, gdy zobaczy dziadka leżącego w trumnie, poważnego jak nigdy, i potem zamykanego w grobowcu albo przysypywanego ziemią. Czyli nie chodzi o sam fakt uczestniczenia w pogrzebie, ale o okoliczności towarzyszące, a tych da się uniknąć. Dzieci nieco starsze mają jeszcze gorzej, bo ich wyobraźnia sięga dalej a zdolność do zrozumienia tego, co widzą, za wyobraźnią nie nadąża. Gdyby Izabella uczestniczyła TYLKO w pogrzebie koleżanki, to teraz, po tylu latach nawet nie pamiętałaby jej twarzy za życia. Niestety, nieodpowiedzialni dorośli, pozwolili jej zobaczyć zmarłą koleżankę i do dziś ten widok ma wyraźnie przed oczami. Gdyby Izabella porozmawiała ze swoimi koleżankami/kolegami, którzy wtedy razem z nią brali udział w tym pożegnaniu, to na bank mieliby takie same odczucia jak Ona.

                    Izabello, to, co Tobie wtedy nierozważnie zafundowano to właśnie była trauma (ja wole określenie - szok). To ona nie daje Ci zapomnieć. Nie boisz się zwłok, podobnie jak nie boisz się piłki leżącej na sklepowej półce, a ja nie boję się pociągu stojącego na stacji, ani patrząc z boku, ani z tyłu, nawet mogę nim jeździć.
                    • izabella1991 Re: Wypadki/pożary w PRL-u! 23.05.13, 14:40
                      Wiesz co,myślę,że ....masz rację-Matyldo!
                      A Izabelski to jak baba na targu,powiedzą,jedno,on/ona pomyśli drugie ,a powie o trzecim..
                      Przeczytałam teraz mini-artykuł o Annie Jantar na wp jest-no i tak się składa,że katastrofa była w marcu,a ja w czerwcu tego samego roku jechałam na kolonie.Byliśmy wiezieni przez Warszawę wielkim autobusem( było nas naprawdę dużo) i co zrobił kierowca....?
                      Otóż specjalnie nadłożył drogi na Fort Okęcie,aby dzieciarni pokazać miejsce,w którym Anna Jantar zginęła.Nikt go o to nie prosił,A JUŻ NAPEWNO NIKT Z DZIECIARNI.
                      Oczywiście,poza wielka dziurą w ziemi nic już nie zobaczyliśmy,ale mam ten widok przed oczyma do dzisiaj.
                      Nie wiem,czy dzisiaj mamuśki takiego kierowcy nie zlinczowałyby,ale wtedy...nikt się tym nie przejmował!
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka