Dodaj do ulubionych

a ja z nabożnym tematem...

24.04.07, 18:07
...dawno nie widziałem jak ksiądz idzie z ostatnią posługą do chorego,
ściślej-do umierającego. Przed księdzem ministrant z dzwonkiem, ludzie na
ulicy padają na kolana - i to wszystko działo się za komuny, która walczyła z
Kościołem.
Tak jakoś, w ten wiosenny, pełen życia dzień naszła mnie ta myśl...
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: a ja z nabożnym tematem... 24.04.07, 18:37
      Widzisz, komuna walczyła z Kościołem, ale w przypadku umierających odpuszczano
      sobie i pozwalano na takie demonstracje. Umierający był i tak skreślany.
      To tak, jak w pewnym momencie zabroniono zakonnicom opieki nad chorymi i dziećmi
      za wyjątkiem bardzo silnie upośledzonych umysłowo. Uznano, że takim nie są w
      stanie zaszkodzić, bo "kościelna indoktrynacja" nie dotrze do ich umysłów.
      • aankaa Re: a ja z nabożnym tematem... 24.04.07, 18:55
        w takim razie ewenementem był szpital zakaźny w W-wie, gdzie odkąd sięgam
        pamięcią (mama tam pracowała całe życie) wśród pielęgniarek były zakonnice.
        Głównie na nocnych zmianach

        No, ale może ówcześni doszli do wniosku, że szansa na przeżycie siostrzyczek,
        wśród zakaźnych, jest niewielka ;)
      • brillen Re: a ja z nabożnym tematem... 24.04.07, 22:05
        horpyna4 napisała:

        > Widzisz, komuna walczyła z Kościołem, ale w przypadku umierających odpuszczano
        > sobie i pozwalano na takie demonstracje.....

        ale ja obecnie nie widuję "takich demonstracji" Czy ktoś obecnie, widział takie
        nabożne obrazy?
          • brillen Re: a ja z nabożnym tematem... 25.04.07, 08:13
            ...a też myślę, ze ksiądz jak trzeba do nieboraka iść z wiatykiem ,siada do
            wypasionej bryki i jedzie do nieboraka...tak tez przyszło mi teraz ta myśl...bo
            sam mam gnać, załatwiać sprawy i muszę najpierw wyciągnac z garażu auteczko
            swoje...hej!
          • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 27.04.08, 17:59
            aankaa napisała:

            > kiedyś ksiądz z wiatykiem spieszył do domu (nieobraka).
            > Teraz ludzie umierają w szpitalach - może dlatego ?

            Primo, i za komuny ludzie umierali głównie w szpitalach (w każdym razie w
            mieście), i teraz sporo osób umiera w domu (również w mieście).
            Secundo, najczęściej nie chodzi o wiatyk, tylko po prostu o komunię dla osób
            chorych czy bardzo starych, zazwyczaj w I piątek lub sobotę miesiąca, więc to,
            gdzie kto umiera, ma mniejsze znaczenie.
          • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 27.04.08, 17:57
            wrozka3 napisała:

            > Nie, bo klecha zazwyczaj życzy sobie, żeby podjechać po niego
            > bryką, nawet jak ten chory jest 100 m dalej.

            Nie wypowiadaj się o sprawach, o których nie masz pojęcia. Znajdź sobie jakieś
            forum dla tramwajowych antyklerykałów i tam sobie będziesz mogła wygadywać
            dowolne androny bez ryzyka wyjścia na idiotkę.
              • wrozka3 Re: a ja z nabożnym tematem... 28.04.08, 17:19
                woman-in-love napisała:

                > z całą pewnością w Wawie nie było żadnej szkoly Urszulanek i nie
                ma do tej pory
                > .
                > Jest Liceum Nazaretanek.

                To chyba akurat dokładnie wszystko jedno i tak teza o straszliwym
                gnębieniu katolickiego szkolnictwa nie daje sie obronić.
                • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 28.04.08, 18:04
                  wrozka3 napisała:

                  >> z całą pewnością w Wawie nie było żadnej szkoly
                  >> Urszulanek i nie ma do tej pory.
                  >> Jest Liceum Nazaretanek.

                  > To chyba akurat dokładnie wszystko jedno

                  Nie wszystko jedno, bo albo się wie, o czym się pisze, albo się nie wie.
                  • wrozka3 Re: a ja z nabożnym tematem... 29.04.08, 08:08
                    a_weasley napisał:

                    > wrozka3 napisała:
                    >
                    > >> z całą pewnością w Wawie nie było żadnej szkoly
                    > >> Urszulanek i nie ma do tej pory.
                    > >> Jest Liceum Nazaretanek.
                    >
                    > > To chyba akurat dokładnie wszystko jedno
                    >
                    > Nie wszystko jedno, bo albo się wie, o czym się pisze, albo się
                    nie wie.
                    >
                    Tezy to nie podważa, zakony mogły prowadzić w PRL działalność
                    edukacyjną.
            • wrozka3 Re: a ja z nabożnym tematem... 28.04.08, 17:17
              Uuu, powiało miłością bliźniego, taką typowo katolicko - moherową.
              Znam się, dziecino, na tym temacie, nie tylko z literatury, ale
              także z osobistych doświadczeń. I, w przeciwieństwie do Ciebie, nie
              obrażam adwersarzy.
            • wrozka3 Re: a ja z nabożnym tematem... 28.04.08, 17:38
              a_weasley napisał:

              > wrozka3 napisała:
              >
              > > Nie, bo klecha zazwyczaj życzy sobie, żeby podjechać po niego
              > > bryką, nawet jak ten chory jest 100 m dalej.
              >
              > Nie wypowiadaj się o sprawach, o których nie masz pojęcia. Znajdź
              sobie jakieś
              > forum dla tramwajowych antyklerykałów i tam sobie będziesz mogła
              wygadywać
              > dowolne androny bez ryzyka wyjścia na idiotkę.
              >
              Ciekawe, że moherowi katolicy nie umieją dyskutować. Jak tylko ktoś
              ma odmienne zdanie, zaraz go chcą wyrzucać, obojętnie, z forum
              internetowego czy z kraju. W Polsce ma być według nich tylko
              katolicko. No, ale fakt, na lekcjach religii dyskutować nie uczą i
              nie lubią jak się ma odmienne zdanie. Wiem, bo chodziłam.
        • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 27.04.08, 18:03
          brillen napisał:

          > ale ja obecnie nie widuję "takich demonstracji" Czy ktoś
          > obecnie, widział takie nabożne obrazy?

          Księży z charakterystyczną ozdobną torbą na szyi, owszem, widuję. Nie przesadnie
          często, ale jest mi ten widok znajomy (Warszawa, Kraków). Fakt, nie przypominam
          sobie pilota z dzwonkiem - może teraz po prostu trudniej o ministrantów?
          Samochodem to księdzu jest sens jechać na wsi, w mieście parafie są mało
          rozległe i więcej czasu by stracił na znalezienie miejsca do zaparkowania.
          • ewa9717 Re: a ja z nabożnym tematem... 27.04.08, 18:16
            W moim pipidówku gdzieś tak do końca lat siedemdziesiątych księdza z
            wiatykiem poprzedzał ministrant z dzwoneczkiem, ludzie przklękali na
            chodnikach, zegnając się, męzczyźni zdejmowali nakrycia głowy. Teraz
            tego już nie ma. Może jakie wytyczne kościelne się zmieniły?
            • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 27.04.08, 18:27
              ewa9717 napisała:

              > poprzedzał ministrant z dzwoneczkiem, ludzie przklękali
              > na chodnikach, zegnając się, męzczyźni zdejmowali
              > nakrycia głowy. Teraz tego już nie ma. Może jakie
              > wytyczne kościelne się zmieniły?

              Może... A może ludzie mniejszą wagę do tego przywiązują, bardziej się spieszą,
              mniej mają głowy do zauważenia tego, co się dzieje dookoła nich?
              Tego mi brakuje z czasów komuny - nie panował tak powszechnie nabyty zespół
              braku czasu.
          • czekolada72 Re: a ja z nabożnym tematem... 13.05.08, 12:34
            a_weasley napisał:

            > Samochodem to księdzu jest sens jechać na wsi, w mieście parafie
            są mało
            > rozległe i więcej czasu by stracił na znalezienie miejsca do
            zaparkowania.
            >
            Sens moze i jest, ale w praktyce to po wsi ksiadz gania na piechote,
            a w miescie - jezdzi autkiem, i dosyc czesto gdy do chorego lub
            umiertrajacego jest wzywany - zyczy sobie transport... nawet jezeli
            to 2 ulice dalej...
      • maary5 Re: a ja z nabożnym tematem... 25.04.07, 08:47
        horpyna napisała: To tak, jak w pewnym momencie zabroniono zakonnicom opieki
        nad chorymi i dziećm -przedszkole,do którego chodziłam,wspaniałe zresztą,było
        prowadzone przez s.Urszulanki a póżniej faktycznie zabrano im ten przywilej i
        opiekowały się tak jak piszesz,dziećmi ułomnymi.Robią to zreszta z wielkim
        powodzeniem do dnia dzisiejszego.
        • wrozka3 Re: a ja z nabożnym tematem... 26.04.08, 08:48
          Przecież w samej Warszawie za komuny były dwie zakonne szkoły, jedna
          chyba właśnie urszulanek, a druga, w Szymanowie, nie wiem czyja.
          Zresztą o tej drugiej oglądałam w telewizji ciekawy dokument, już w
          latach 90. Nie było to chwalenie szkoły.
          • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 27.04.08, 17:55
            wrozka3 napisała:

            > Przecież w samej Warszawie za komuny były dwie zakonne szkoły,
            > jedna chyba właśnie urszulanek, a druga, w Szymanowie,
            > nie wiem czyja.

            W ogóle wielu rzeczy nie wiesz (na przykład uważasz, że Szymanów jest w Warszawie).
            • wrozka3 Re: a ja z nabożnym tematem... 29.04.08, 08:06
              1. Nigdy nie uważałam, że wiem wszystko, to domena moherowych
              katolików, oni znają się najlepiej na każdym temacie. 2. Za to myślę
              i mam własne zdanie, czego moher znieść nie potrafi. 3. Widać, że
              nie masz argumentów, skoro się czepiasz drobazgów. Szymanów jest
              niedaleko Warszawy, byłam nawet w tej szkole i zwiedzałam ją. 4.
              Choć nie wiem wszystkiego, niewątpliwie wiem więcej niż Ty,
              zważywaszy mój stopień naukowy, poza tym umiem używać argumentów i
              nie obrażam interlokutorów, a Ty, jak widzę nie potrafisz inaczej. Z
              antyklerykalnym pozdrowieniem.
          • luccio1 Re: a ja z nabożnym tematem... 29.04.08, 12:51
            Liceum Niepokalanek w Szymanowie (bliżej Sochaczewa, niż Warszawy) dla dziewcząt
            oraz Liceum Pijarów w Krakowie dla chłopców miały za PRL opinię szkół-ostatnich
            desek ratunku. Tam przyjmowano takie i takich, których nie chciała żadna inna
            szkoła - w tym zwłaszcza młode pokolenie nomenklatury partyjnej, czyli PRL-owską
            "złotą młodzież".
            To z tego ostatniego powodu głównie w ogóle wspomniane szkoły istniały.
            • syswia To ja w sprawie szkol 03.05.08, 04:23
              Byla jeszcze jedna szkola - Nazaretanek przy Czerniakowskiej - do
              ktorej ja chodzilam. Szkola byla zalozona w 1919 roku, w czasie
              dwudziestolecia Siostry wybudowaly przy Czerniakowskiej potezny
              gmach, ktory miescil klasztor, kosciol, szkole i internat. Komuna
              tak Siostry umilowala, ze pol szkoly i czesc internatu odebrala i
              bezprawnie umiescila tam miedzy innymi przychodnie (chyba dla
              gruzlikow). Szkola zmuszona byla ograniczyc swoja dzialalnosc. Nie
              mowiac juz o tym, jak walczono ze placowka uniemozliwiajac jej
              absolwentkom studia w panstwowych uczelniach. Siostry odzyskaly
              swoja wlasnosc dopiero po upadku tejze szlachetnej komuny.
              www.nazaretanki.pl/szkola/index.php/content/view/45/91/
            • czekolada72 Re: a ja z nabożnym tematem... 13.05.08, 12:38
              luccio1 napisał:

              > Liceum Niepokalanek w Szymanowie (bliżej Sochaczewa, niż Warszawy)
              dla dziewczą
              > t
              > oraz Liceum Pijarów w Krakowie dla chłopców miały za PRL opinię
              szkół-ostatnich
              > desek ratunku. Tam przyjmowano takie i takich, których nie chciała
              żadna inna
              > szkoła - w tym zwłaszcza młode pokolenie nomenklatury partyjnej,
              czyli PRL-owsk
              > ą
              > "złotą młodzież".

              Dodać nalezy także krakowskie Prezentki dla dziewczyn!
    • babiana Re: a ja z nabożnym tematem... 25.04.07, 14:28
      Moj ojciec pozwolil rodzinie umierajacego zolnierza na sprowadzenie ksiedza do
      szpitala. Pozniej zostal z tego powodu wezwany na rozmowe do KWPZPR. Ponadto
      wzywany byl czesto do tej instytucji aby wyjasnil dlaczego nie zapisal sie
      jeszcze do partii.Wytrwal jakos i nigdy sie nie zapisal, ale musial zrobic
      doktorat aby nie zwolniono go z ordynatora. poniewaz niepartyjny nie mogl byc
      na tym stanowisku. Z doktoratem nie ruszali.
      • horpyna4 Re: a ja z nabożnym tematem... 25.04.07, 16:03
        Znałam też dyrektora szpitala, który zatrudnił zakonnice po cywilnemu. Były do
        niego pretensje, ale uparł się, że one nie myślą, tak jak pozostałe młode
        pielęgniarki, wyłącznie o wyjściu za mąż, a także nie chodzą na urlopy
        macierzyńskie i wychowawcze. O dziwo, argument trafił jakoś do sekretarza KW.
        Być może i dlatego, że one były w cywilu i nie kłuły w oczy obcymi ideologicznie
        habitami.
        • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 27.04.08, 18:13
          horpyna4 napisała:

          > zatrudnił zakonnice po cywilnemu. Były do
          > niego pretensje, ale uparł się,

          Uparł się też prof. Rzepecki, wybitny chirurg, kiedy chciano usunąć z jego
          kliniki zakonnice. Stwierdził, że on sobie pracy bez sióstr nie wyobraża i jak
          zostaną usunięte, to on odchodzi.
          No, ale to był lekarz takiej klasy, że mógł sobie na takie fumy pozwolić.
          Zapewne gdyby się znalazł jakiś dostatecznie nawiedzony aparatczyk, toby i to
          nie pomogło, ale Bogu dzięki się nie znalazł.
          • horpyna4 Re: a ja z nabożnym tematem... 27.04.08, 18:37
            Niekoniecznie. Lekarz, o którym pisałam, był też fantastycznym
            chirurgiem i partyjne kacyki ustawiały się do niego w kolejce. Też
            nieraz potrzebowali, żeby coś im "wyrżnąć", a z wdzięczności
            zdradzali mu różne sekrety z partyjnych narad na wysokim szczeblu.
            Nawiedzony aparatczyk przestaje być nawiedzony, jak go zmoże choroba
            i od lekarza zależy jego zdrowie, a nawet życie. Kto by się wtedy
            bawił w ideologię... zwłaszcza, że tak naprawdę ideologów było
            niewielu.
      • quba Re: a ja z nabożnym tematem... 22.06.14, 17:59
        babiana napisała: igdy sie nie zapisal, ale musial zrobic
        > doktorat aby nie zwolniono go z ordynatora. poniewaz niepartyjny nie mogl byc
        > na tym stanowisku. Z doktoratem nie ruszali.

        Dzisiaj raczej też MUSI mieć doktorat, aby być ordynatorem szpitala.
        Jakżeby inaczej było?
        Personel z doktoratami, a ordynator nie ma?
      • luccio1 Re: a ja z nabożnym tematem... 05.04.08, 22:11
        ampolion napisał:

        > Sakrament namaszczenia chorych nie jest sakramentem "umierających"!
        > Ani "ostatnim namaszczeniem".

        Święta Prawda!

        Namaszczenie Chorych stało się "Ostatnim Namaszczeniem" dzięki praktyce
        zwlekania z wezwaniem księdza do chorego do ostatniej chwili, tak, że nierzadko
        mógł już tylko warunkowo namaszczać nieprzytomnego albo zgoła udzielać
        warunkowego odpuszczenia grzechów świeżo zmarłemu.
        Praktyka ta z kolei miała źródło w przesądzie, dopatrującym się w księdzu
        przychodzącym z Panem Bogiem do chorego - zwiastuna rychłej śmierci.
        Przed tym przesądem i praktyką z niego płynącą ugięli się Ojcowie Soboru
        Trydenckiego, sankcjonując nazwę "Ostatnie Namaszczenie" z uzasadnieniem, że
        jest to "zazwyczaj ostatni Sakrament przyjmowany przez chrześcijanina".
        Do nazwy "Sakrament Chorych" wzgl. "Namaszczenie Chorych" powrócił Sobór
        Watykański II.
    • minerwamcg Re: a ja z nabożnym tematem... 26.04.07, 23:31
      Tam, gdzie mieszkałam od urodzenia (stary kawałek prawobrzeżnego Krakowa),
      jeszcze się to widuje, bo kościół bisko, a starych ludzi naokoło dość.
      Ministranta z dzwonkiem już nie ma - ksiądz chodzi sam, w stule i z tzw. bursą
      na piersi. Ludzie klękają na ulicy - jeżeli zdarzy się ktoś na tyle odważny,
      żeby dać przykład :)
      Kiedyś, była nas nieduża grupka dzieci, ksiądz mijając nas powiedział "chodźcie
      ze mną". Poszliśmy. To nie było namaszczenie chorego, tylko zwykła komunia w I
      piątek miesiąca - dla jakiejś babci, która nie wychodziła. Bardzo się ucieszyła
      z takiej "asysty" - i od tej pory czasem wpadaliśmy do niej, zrobić zakupy i
      pogadać. Tak że ksiądz odwalił kawałek dobrej roboty.
      • czekolada72 Re: a ja z nabożnym tematem... 27.02.08, 12:05
        minerwamcg napisała:

        > Tam, gdzie mieszkałam od urodzenia (stary kawałek prawobrzeżnego
        Krakowa),
        > jeszcze się to widuje, bo kościół bisko, a starych ludzi naokoło
        dość.
        > Ministranta z dzwonkiem już nie ma - ksiądz chodzi sam, w stule i
        z tzw. bursą
        > na piersi. Ludzie klękają na ulicy - jeżeli zdarzy się ktoś na
        tyle odważny,
        > żeby dać przykład :)

        Na lewobrzeznym tez tak bywa, znaczy ciagle w czasach wypasionych
        bryk kleru zadaza sie ksiądz chodzacy na piechote, takze "po
        kolendzie"

        Od dziecinstwa chodzilam na procesjach sypac kwiatki (ich zdobycie
        to bylo dopiero osiagniecie, bo po kilku dni ogrodek caly ogolocony,
        wiec pod koniec oszukiwało się zielonymi lśćmi lub nawet posiekana
        bibułką.

        Noi wiele przedszkol prowadzonych przez cale lata przez siostry
        zakonne (na Warszawskiej, Starowiślnej, na Woli)
      • uyu Re: a ja z nabożnym tematem... 30.04.07, 02:08
        Pamietam, ze dzwonily dzwony. Pamietam takze kondukty zalobne z ksiedzem i
        ciagnietym przez konie karawanem a za nimi dlugi orszak zalobnikow. Pamietam
        sypanie kwiatkow i procesje.
        I wszystko to w duzym uniwersyteckim miescie.
        Potem pamietam stan wojenny i lustracje. Lojalki.
        Dzis to samo. Znowu lustracje i lojalki.
        Niby system inny, niby demokracja a co narod za morde trzymaja tak jak
        trzymali. Tylko nazwa uzdy sie zmienila i dzis sie to nazywa 'polska
        demokracja'.
        • maglara Re: a ja z nabożnym tematem... 30.04.07, 12:11
          uyu napisała:

          > Pamietam, ze dzwonily dzwony. Pamietam takze kondukty zalobne z ksiedzem i
          > ciagnietym przez konie karawanem a za nimi dlugi orszak zalobnikow. Pamietam
          > sypanie kwiatkow i procesje.
          > I wszystko to w duzym uniwersyteckim miescie.
          > Potem pamietam stan wojenny i lustracje. Lojalki.
          > Dzis to samo. Znowu lustracje i lojalki.
          > Niby system inny, niby demokracja a co narod za morde trzymaja tak jak
          > trzymali. Tylko nazwa uzdy sie zmienila i dzis sie to nazywa 'polska
          > demokracja'.

          A ja w kwestii formalnej. Prosze o niemieszanie polityki dzisiejszej do
          wspomnien o herbacie z musztardowki za PRLu. Sa inne, bardziej odpowiednie do
          tego fora, dziekuje.
        • stemary Re: a ja z nabożnym tematem... 30.04.07, 13:56
          uyu napisała: . Pamietam
          > sypanie kwiatkow i procesje.-sama sypałam kwiatki zbierane i suszone przez
          S.Urszulanki,ubrana w regionalny strój,jak było goraco to w tym pasiaczku
          wełnianym sie mały człowiek pocił a pocił.A koszyczek zrobiony był z pudełka na
          buty,obszyty wstążka.Ale jaka to uciecha była.I jeszcze dziewczynki pokomunijne
          lilie nosiły,takie sztuczne (lilie nie dziewczynki),teraz juz tylko kwiatki sypią.
    • zwiatrem Re: a ja z nabożnym tematem... 02.05.07, 11:31
      mieszkam w dużym mieście, na naszym osiedlu chodzi ksiądz z ostatnią posługą ale
      chodzi sam, chodzi tez do obłożnie chorego pana z drugiego bloku z komunią i
      tez sam, nie ma ministranta i opadających ludzi na kolana, ale ksiądz idzie tam
      gdzie był proszony i bez żadnej sensacji- czyli tak chyba powinno być, skromnie
        • woman-in-love Re: a ja z nabożnym tematem... 04.04.08, 19:07
          a tak w ogóle to byliscie pobozni? U mnie Tata nie bardzo, a Mama co niedziela
          nic nie mówiąc maszerowała do kościoła. nasz entuzjazm religijny skonczył sie
          gdzieś tak na I Komunii,a potem długo długo nic. Aż do księdza Popiełuszki. Za
          mało się w ogole i nim mowi.
          • minerwamcg Re: a ja z nabożnym tematem... 11.07.14, 16:22
            Ja tak różnie, do 3 klasy jeszcze jak cie moge, potem bardzo średnio, a w 7 wybuchła oaza i dalej już poszło - przez 8 klasę i całe liceum miałam fantastycznego katechetę, który był też moderatorem oazy. Potem duszpasterstwo studenckie, wspólnota franciszkańska... i jakoś się tak moje życie duchowe telepie do dzisiaj :)
    • luccio1 Re: a ja z nabożnym tematem... 04.04.08, 19:36
      Przez całą komunę dzwoniły na Anioł Pański dwa kościoły krakowskie:
      Salezjanie na Dębnikach (kościół św. Stanisława Kostki),
      Misjonarze na Nowej Wsi czyli "na Miasteczku" [Akademickim] (kościół
      Najśw. Marii Panny z Lourdes).
      • wrozka3 Re: a ja z nabożnym tematem... 26.04.08, 08:58
        No, ja znałam takiego proboszcza, co za komuny wybudował kaplicę pod
        samą szkołą, a dzwonnicę postawił pod oknami domu stojącego na
        sąsiedniej posesji. Maleńkie dziecko tamtej rodziny budziło się z
        krzykiem na odgłos trzech dużych dzwonów. Wyobrażacie sobie, co ci
        ludzie mieli w niedziele? Prosili katabasa, żeby przestawił
        dzwonnicę (takie metalowe rusztowanie), bo miał gdzie, ale nie miał
        ochoty. W końcu podali sprawę do sądu i przegrał, musiał dzwony
        przestawić. To pewnie było to prześladowanie kościoła. Dziś by tak
        łatwo zwykłemu obywatelowi z czarnym nie poszło.
    • luccio1 Re: a ja z nabożnym tematem... 04.04.08, 23:37
      Przez całą komunę szła w niedzielę po św. Stanisławie procesja z Wawelu na
      Skałkę i z powrotem.
      Kolejni arcybiskupi musieli z roku na rok od nowa prosić o pozwolenie,
      pozwolenie zawsze przychodziło w ostatniej chwili - ale władza ani razu nie
      odważyła się powiedzieć: nie!
      (a powiedziała to np. w odniesieniu do procesji Bożego Ciała - za Gierka w l.
      1973-74 mogła tylko wyjść z katedry wawelskiej jednym wejściem, wejść drugim).
    • syswia Re: a ja z nabożnym tematem... 05.04.08, 05:02
      Tak, moja Babcia zmarla w styczniu. Z tego, co wiem od mojej mamy
      przyjela ten sakrament pare tygodni przed smiercia. I bylo to pod
      Warszawa. Calkiem mozliwe, ze przyszedl piechota, bo to jakis 20
      minutowy spacer.
    • luccio1 Re: a ja z nabożnym tematem... 06.04.08, 18:01
      W komunie trwały - siłą rozpędu - rozmaite zwyczaje należące do obrzeży liturgii.
      Np. u Dominikanów w Krakowie - jeszcze zanim powstało Duszpasterstwo Akademickie
      "Beczka" - braciszek obchodzący kościół z tacą podczas Mszy Świętej był
      poprzedzany przez kościelnego dźwigającego potężną lagę zwieńczoną wytłoczoną w
      srebrnej pozłacanej blasze postacią świętego Jacka w promienistej glorii. Tą
      lagą rytmicznie stukał w posadzkę, mniej więcej co 4-5 kroków - a wtedy luźno
      zawieszona postać Świętego wydawała odgłos - coś pośredniego między szumem a
      brzęczeniem...
      Z kolei u Bernardynów na Stradomiu przed bratem z tacą szedł drugi brat - z
      zapaloną świecą (osłaniając płomień dłonią - aby nikogo nie podpalić, gdy
      przeciskał się przez zwarty tłum).
      I w jednym, i w drugim przypadku był to sygnał: nadszedł czas, by sięgnąć do
      portmonetki...
    • luccio1 Re: a ja z nabożnym tematem... 22.04.08, 12:43
      I pamiętam, że w Bazylice Mariackiej u ks. Ferdynanda Machaya jeszcze w r.
      1962-63 śpiewało się "Przed tak wielkim Sakramentem..." ze starym tekstem:
      "Wiara będzie Suplementem
      co się zmysłom nie zdarzy..."
    • a_weasley "Przeżytki poprzedniego etapu" kwitły 27.04.08, 18:38
      brillen napisał:

      > i to wszystko działo się za komuny, która walczyła z
      > Kościołem.

      Komuna walkę z Kościołem realizowała tak jak wszystko inne, czyli byle jak. W
      tym przypadku - na szczęście. Rządziło wszechobecne "w zasadzie racja, ale,
      wicie rozumicie, to nie jest moment".
      Nie można było całkiem wykorzenić prywatnego handlu i usług, boby już całkiem
      nie było co kupić (problemy miałyby także instytucje państwowe), a poza tym komu
      by się chciało...
      Nie można było całkiem wyeliminować zakonnic, bo się pod wieloma względami
      sprawdzały nierównie lepiej od cywilnych pielęgniarek.
      Nie można było zbyt skrupulatnie pilnować, żeby wojskowi i milicjanci nie
      chrzcili dzieci i nie brali ślubu w kościele, boby było trudniej o kadry do tych
      instytucji (które w większości były, nie ukrywajmy tego, towarzysze),
      pochodzenia chłopskiego. Więc byle nie leźli na oczy, załatwili sprawę dwa
      powiaty dalej, już było dobrze.
      Nie można było wyrzucić nauczycielki, która oświadczyła, że w Wielkim Poście
      zabawy nie urządzi, bo jakoś się ludzie drzwiami i oknami do tego zawodu nie
      pchali (ta konkretna, o której myślę, to i tak była emerytka na pół etatu).
      I tak to sobie kwitło, Leninowi świeczkę i Panu Bogu ogarek, i tak trwało to
      obustronne rżnięcie głupa, i sekretarz z kamienną twarzą przyjmował oświadczenie
      profesora, że nie może przyjść na zebranie partyjne, bo idzie z żoną na nieszpory.
      Wuj mojej teściowej, pułkownik, przyjeżdżając do rodzinnego miasteczka szedł w
      mundurze do kościoła. Naczalstwo zażądało wyjaśnień. Wyjaśnienie: jego rodzice
      tego żądają.
      Dzieci były u I Komunii? Żona się uparła. Krucyfiks i kilka innych świątków w
      domu? On kolekcjonuje sztukę ludową...
      • wrozka3 Re: "Przeżytki poprzedniego etapu" kwitły 28.04.08, 17:34
        a_weasley napisał:

        > brillen napisał:
        >
        > > i to wszystko działo się za komuny, która walczyła z
        > > Kościołem.
        >
        > Komuna walkę z Kościołem realizowała tak jak wszystko inne, czyli
        byle jak. W
        > tym przypadku - na szczęście. Rządziło wszechobecne "w zasadzie
        racja, ale,
        > wicie rozumicie, to nie jest moment".
        > Nie można było całkiem wykorzenić prywatnego handlu i usług, boby
        już całkiem
        > nie było co kupić (problemy miałyby także instytucje państwowe), a
        poza tym kom
        > u
        > by się chciało...
        > Nie można było całkiem wyeliminować zakonnic, bo się pod wieloma
        względami
        > sprawdzały nierównie lepiej od cywilnych pielęgniarek.
        > Nie można było zbyt skrupulatnie pilnować, żeby wojskowi i
        milicjanci nie
        > chrzcili dzieci i nie brali ślubu w kościele, boby było trudniej o
        kadry do tyc
        > h
        > instytucji (które w większości były, nie ukrywajmy tego,
        towarzysze),
        > pochodzenia chłopskiego. Więc byle nie leźli na oczy, załatwili
        sprawę dwa
        > powiaty dalej, już było dobrze.
        > Nie można było wyrzucić nauczycielki, która oświadczyła, że w
        Wielkim Poście
        > zabawy nie urządzi, bo jakoś się ludzie drzwiami i oknami do tego
        zawodu nie
        > pchali (ta konkretna, o której myślę, to i tak była emerytka na
        pół etatu).
        > I tak to sobie kwitło, Leninowi świeczkę i Panu Bogu ogarek, i tak
        trwało to
        > obustronne rżnięcie głupa, i sekretarz z kamienną twarzą
        przyjmował oświadczeni
        > e
        > profesora, że nie może przyjść na zebranie partyjne, bo idzie z
        żoną na nieszpo
        > ry.
        > Wuj mojej teściowej, pułkownik, przyjeżdżając do rodzinnego
        miasteczka szedł w
        > mundurze do kościoła. Naczalstwo zażądało wyjaśnień. Wyjaśnienie:
        jego rodzice
        > tego żądają.
        > Dzieci były u I Komunii? Żona się uparła. Krucyfiks i kilka innych
        świątków w
        > domu? On kolekcjonuje sztukę ludową...
        >
        Czyli zwyczajnie bał się przyznać, że jest wierzący. Moi rodzice
        mówili o tym otwarcie, chodzili do kościoła i chrzcili nas jawnie, a
        nie po kryjomu, choć moja mama była radną i ławnikiem sądowym. Nie
        mówiąc już o tym, że żadne do PZPR nie należało. I nigdy nikt się
        ich o to nie czepiał. Po prostu komuna nie chciała zniszczyć
        kościoła. Poza tym, że płaciła księżom składki emerytalne, to
        jeszcze odbudowywała i restaurowała kościoły i zabytki sakralne. Ta
        męczeńska poza to wynik tzw. polityki historycznej władz po 1989 r.
        • a_weasley Re: "Przeżytki poprzedniego etapu" kwitły 28.04.08, 18:15
          wrozka3 napisała:

          > miłością bliźniego, taką typowo katolicko -

          Jestem ewangelikiem.

          > I, w przeciwieństwie do Ciebie, nie
          > obrażam adwersarzy.

          Ja nikogo nie obrażam. Nie napisałem, że jesteś głupia, tylko że piszesz bzdury.
          A napisałem to dlatego, że pisałaś i nadal piszesz bzdury, a na tym forum nie ma
          zwyczaju pisania bzdur. A jeśli już ktoś napisze, inni to prostują.

          > Czyli zwyczajnie bał się przyznać, że jest wierzący.
          > Moi rodzice mówili o tym otwarcie, chodzili do
          > kościoła i chrzcili nas jawnie, a nie po kryjomu,
          > choć moja mama była radną i ławnikiem sądowym.

          Co jest niesprzeczne z tym, co pisałem o wojskowych i milicjantach.

          > Po prostu komuna nie chciała zniszczyć kościoła.

          O ile kościołów nie niszczyła, o tyle z Kościołem wojowała. Departament IV po
          coś istniał.

          > Poza tym, że płaciła księżom składki emerytalne,

          No mówiłem, że piszesz bzdury? Mój stryj był księdzem katolickim (to znaczy jest
          nadal, ale emerytowanym), więc wiem.

          > Ta męczeńska poza to wynik tzw. polityki
          > historycznej władz po 1989 r.

          Mhm. Dekretu o obsadzaniu stanowisk kościelnych nie było, Prymas od 1952 do 1956
          roku był na wakacjach na Krymie, x. Niedzielak spadł z dywanu i skręcił kark, na
          Prymasowski Komitet Pomocy napadł spontanicznie aktyw robotniczy, a x.
          Popiełuszkę esbecy zabili w obronie własnej.
          Nie było instrukcji dla wychowawców na koloniach, żeby najatrakcyjniejsze
          zajęcia organizować w niedzielę, nie było zwalczania mszy polowych na obozach i
          polowania na Oazy, nie było podręczników z andronami na temat "mitu o Jezusie
          Chrystusie" ani ogłaszania materializmu dialektycznego "światopoglądem
          naukowym". Za to byli kapelani w więzieniach.
          I wtem się obudziłem...
          • wrozka3 Re: "Przeżytki poprzedniego etapu" kwitły 29.04.08, 08:17
            a_weasley napisał:

            > wrozka3 napisała:
            >
            > > miłością bliźniego, taką typowo katolicko -
            >
            > Jestem ewangelikiem.
            >
            > > I, w przeciwieństwie do Ciebie, nie
            > > obrażam adwersarzy.
            >
            > Ja nikogo nie obrażam. Nie napisałem, że jesteś głupia, tylko że
            piszesz bzdury
            > .
            > A napisałem to dlatego, że pisałaś i nadal piszesz bzdury, a na
            tym forum nie m
            > a
            > zwyczaju pisania bzdur. A jeśli już ktoś napisze, inni to prostują.
            >
            > > Czyli zwyczajnie bał się przyznać, że jest wierzący.
            > > Moi rodzice mówili o tym otwarcie, chodzili do
            > > kościoła i chrzcili nas jawnie, a nie po kryjomu,
            > > choć moja mama była radną i ławnikiem sądowym.
            >
            > Co jest niesprzeczne z tym, co pisałem o wojskowych i milicjantach.
            >
            > > Po prostu komuna nie chciała zniszczyć kościoła.
            >
            > O ile kościołów nie niszczyła, o tyle z Kościołem wojowała.
            Departament IV po
            > coś istniał.
            >
            > > Poza tym, że płaciła księżom składki emerytalne,
            >
            > No mówiłem, że piszesz bzdury? Mój stryj był księdzem katolickim
            (to znaczy jes
            > t
            > nadal, ale emerytowanym), więc wiem.
            >
            > > Ta męczeńska poza to wynik tzw. polityki
            > > historycznej władz po 1989 r.
            >
            > Mhm. Dekretu o obsadzaniu stanowisk kościelnych nie było, Prymas
            od 1952 do 195
            > 6
            > roku był na wakacjach na Krymie, x. Niedzielak spadł z dywanu i
            skręcił kark, n
            > a
            > Prymasowski Komitet Pomocy napadł spontanicznie aktyw robotniczy,
            a x.
            > Popiełuszkę esbecy zabili w obronie własnej.
            > Nie było instrukcji dla wychowawców na koloniach, żeby
            najatrakcyjniejsze
            > zajęcia organizować w niedzielę, nie było zwalczania mszy polowych
            na obozach i
            > polowania na Oazy, nie było podręczników z andronami na
            temat "mitu o Jezusie
            > Chrystusie" ani ogłaszania materializmu
            dialektycznego "światopoglądem
            > naukowym". Za to byli kapelani w więzieniach.
            > I wtem się obudziłem...
            > Pisałam o tym, co działo się PO Stalinie. Jeździłam regularnie na
            kolonie i obozy i byliśmy czwórkami prowadzani na msze w każdą
            niedzielę, a jak w pobliżu nie było kościoła, słuchaliśmy mszy przez
            radio. Może ja żyłam w innej Polsce? Księżowski fundusz emerytalny,
            z tego co czytałam, był częścią rekompensaty za znacjonalizowane
            dobra ziemskie. Poza tym,gdyby komuna naprawdę chciała kościół
            zniszczyć, zrobiłaby to co w ZSRR czy Czechosłowacji. Co do dekretu
            o obsadzaniu stanowisk, zawsze stałam na stanowisku, że władze
            państwowe powinny mieć na to wpływ, Napoleon zresztą też tak sądził.
            • a_weasley Re: "Przeżytki poprzedniego etapu" kwitły 29.04.08, 08:47
              wrozka3 napisała:

              > Pisałam o tym, co działo się PO Stalinie.

              Ja też. Z wyjątkiem Prymasa - cała reszta działa się PO roku 1956.

              > Jeździłam regularnie na kolonie i obozy i byliśmy
              > czwórkami prowadzani na msze w każdą niedzielę,
              > a jak w pobliżu nie było kościoła, słuchaliśmy mszy przez
              > radio. Może ja żyłam w innej Polsce?

              Nie. Po roku 1980, owszem, takie numery przechodziły (a jeśli słuchaliście mszy
              przez radio, nie mogło to być wcześniej). Też prowadziłem harcerzy czwórkami do
              kościoła i organizowałem msze polowe.

              > Księżowski fundusz emerytalny, z tego co czytałam, był
              > częścią rekompensaty za znacjonalizowane dobra ziemskie.

              Com napisał, napisałem.

              > Poza tym,gdyby komuna naprawdę chciała kościół zniszczyć,
              > zrobiłaby to co w ZSRR czy Czechosłowacji.

              Jakoż próbowała. Do 1956. Potem to już nie była walka na wyniszczenie, tylko
              takie dwa kroki naprzód, jeden w tył.

              > Co do dekretu o obsadzaniu stanowisk, zawsze stałam na
              > stanowisku, że władze państwowe powinny mieć na to wpływ,
              > Napoleon zresztą też tak sądził.

              A Komunistyczna Partia Chin realizuje to do tej pory.
                • wrozka3 Re: "Przeżytki poprzedniego etapu" kwitły 29.04.08, 12:05
                  Andronów to teraz w podręcznikach wypisuje się więcej niż za komuny.
                  I nie tylko w podręcznikach. Czasem poczytaj Fakty i Mity, tak bez
                  uprzedzeń. Może wtedy nieco zweryfikujesz poglądy o martyrologii
                  kościoła i jego funkcjonariuszy oraz o patriotyzmie tegoż. Nazywając
                  cudze poglądy andronami też obrażasz adwersarza. Z antyklerykalnym
                  pozdrowieniem.
                  • a_weasley Re: "Przeżytki poprzedniego etapu" kwitły 29.04.08, 13:19
                    wrozka3 napisała:

                    > Czasem poczytaj Fakty i Mity,

                    I wszystko jasne.

                    > Nazywając cudze poglądy andronami też obrażasz adwersarza.

                    Obrażałbym, gdybym nazywał andronami jego poglądy. Ja natomiast ĸomentowałem w
                    ten sposób stwierdzenia dotyczące faktów i wydarzeń, które albo są prawdziwe,
                    albo nie. Te drugie, jeśli są dostatecznie odległe od rzeczywistości, nazywam
                    bzdurami czy andronami z tego samego powodu, z którego łopatę nazywam łopatą.
          • luccio1 Re: "Przeżytki poprzedniego etapu" kwitły 02.05.08, 19:06
            a_weasley napisał:
            > Dekretu o obsadzaniu stanowisk kościelnych nie było, Prymas od 1952 > do 1956
            roku był na wakacjach na Krymie, x. Niedzielak spadł z
            > dywanu i skręcił kark, na Prymasowski Komitet Pomocy napadł
            > spontanicznie aktyw robotniczy, a x.Popiełuszkę esbecy zabili w
            > obronie własnej.
            > Nie było instrukcji dla wychowawców na koloniach, żeby
            > najatrakcyjniejsze zajęcia organizować w niedzielę, nie było
            > zwalczania mszy polowych na obozach i polowania na Oazy, nie było
            > podręczników z andronami na temat "mitu o Jezusie
            > Chrystusie" ani ogłaszania materializmu dialektycznego
            > "światopoglądem naukowym". Za to byli kapelani w więzieniach.

            Wszystko było.
            Oprócz tego i równolegle z tym wszystkim było także dążenie władzy
            komunistycznej do posłużenia się organizacją Kościoła i ludźmi na różnych
            miejscach tejże organizacji - dla własnych celów.
            Co najmniej dwukrotnie władza komunistyczna posłużyła się Prymasem Kardynałem
            Wyszyńskim: raz, kiedy w Wigilię 1956 r. mówił przez radio "głosujcie bez
            skreśleń", drugi raz, gdy puszczono jego kazanie z Jasnej Góry 26 sierpnia 1980,
            okrojone tak, że dla słuchającego brzmiało jak wezwanie "nie strajkujcie!"
            Gdyby w obu razach wstrzymał się od zabierania głosu, nic by się nie stało. Jest
            i trzecia rzecz, której mógł nie robić, do której mógł nie przykładać ręki - a
            która działa się poza widokiem publicznym: otóż działał u Jana XXIII i Pawła VI
            na rzecz cofnięcia uznania przedstawicielstwu dyplomatycznemu Rządu Londyńskiego
            - legalnego konstytucyjnego Rządu RP. Otworzył tym drogę do podjęcia kontaktów
            dyplomatycznych Watykan-Warszawa - a tym samym drogę dla skutecznego
            oddziaływania na Stolicę Apostolską przez Moskwę via Warszawa (hierarchowie
            przybywający z Polski byli wiarygodni; duchowni z innych "demoludów" - nie).
    • luccio1 Re: a ja z nabożnym tematem... 28.04.08, 17:51
      Komuna także w Polsce burzyła kościoły. W samej Warszawie. Na przykład kościół
      Panien Kanoniczek na Placu Teatralnym (stał po tej samej stronie, co ratusz
      czyli pałac Jabłonowskich - również zburzony i dopiero niedawno odbudowany).
      Przetrwał całą wojnę w stanie takim jak Wizytki i św. Anna, tj. wystarczyłby
      remont i ponowne poświęcenie...
      • ewa9717 Re: a ja z nabożnym tematem... 29.04.08, 14:36
        Na kolonie jeździłam od 1964 chyba roku, więc na pewno za komuny. I
        owszem przechodziły numery z kosciołem bardzo gładko, na kazdym
        turnusie bywałam na niedzielnej mszy, choć wcale nie miałam na to
        ochoty. Zawsze jednak w grupie znalazły się jakieś chętne, więc
        maszerowałysmy całą grupą. I nie mam sklerozy. Pamiętam to całkiem
        dobrze.
      • wrozka3 Re: a ja z nabożnym tematem... 29.04.08, 15:36
        Policz również te odbudowane z pietyzmem i utrzymywane za państwową
        kasę jako zabytki, użytkowane przez kler i wiernych. W takim stanie,
        w jakim była Warszawa czy Gdańsk po wojnie trudno o całkowite
        odtworzenie wyglądu miasta. Zabytki świeckie też nie wszystkie
        odbudowano. I dla jasności: nie twierdzę, że kościół katolicki był
        hołubiony, ale księża nie cierpieli bardziej niż reszta
        społeczeństwa. Szczególnie jeśli spojrzeć na sytuację religii w
        innych krajach bloku radzieckiego. Z moich doświadczeń wiem, że już
        wtedy byli księża bardzo bogaci, jeżdżący zachodnimi samochodami i
        zdzierający z wiernych krocie za każdą posługę religijną,
        szczególnie w latach 80. Natomiast lubili uchodzić za
        prześladowanych. Sama słyszałam na kazaniu pretensje księdza do
        socjalistycznej telewizji, że nadaje w niedzielę wieczorem film,
        podczas kiedy w kościele jest msza. Zresztą obecnie wszystkie te
        cierpienia, rzeczywiste i wyimaginowane kościelni urzędnicy sobie z
        nawiązką odbijają.
        • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 29.04.08, 17:03
          wrozka3 napisała:

          > Policz również te odbudowane z pietyzmem
          > i utrzymywane za państwową kasę jako zabytki,
          > użytkowane przez kler i wiernych.

          Za państwową, czyli za naszą. Nikt nikomu łaski nie robił.

          > Szczególnie jeśli spojrzeć na sytuację religii w
          > innych krajach bloku radzieckiego.

          A to z kolei nic przy sytuacji religii w krajach komunistycznych spoza bloku
          sowieckiego, np. Albania albo Kambodża.
          Zawsze można znaleźć takie porównanie, żeby mogło być gorzej, i powiedzieć:
          Żydzi cicho być, bo to, co was spotkało w 1968, to pikuś przy tym, co wam Niemcy
          robili za okupacji. Albo zauważyć, że wysiedlenia Polaków przez Niemców to
          doprawy dzieciństwo przy tym, co się w tym samym czasie działo na Wschodzie.

          Na resztę nie odpowiadam, bo dyskusja na temat faktów rzadko ma sens, a już na
          pewno nie z osobą, która powołuje się na "Fakty i Mity" jako na autorytet.
            • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 29.04.08, 17:25
              Jeśli chodzi o mnie, zdecydowanie popieram. Uważam, że wszystko, co można było
              powiedzieć, już powiedziano.
              Mam, rzecz jasna, na myśli tę odnogę, a nie samo zjawisko ministrantów, księży z
              komunią i w ogóle obecności Kościoła i księży w przestrzeni publicznej - ogólnie
              i w rozbiciu na poszczególne okresy (np. duchowni i obrzędy religijne w
              literaturze i filmie).
              • cromwell1 Re: a ja z nabożnym tematem... 03.05.08, 15:06
                nie powiedziano najwazniejszego
                kolezanka wrozka splyca temat
                zeby wypowiadac sie na temat roli kosciola trza znac troche literatury
                nie bede podawal lektur do przeczytania wrozce
                a sa znaczace
                to nie opowiesci
                cytuja donosy numery akt i pseudonimy donosicieli

                sa cale tomy dotyczace przesladowan ksiezy
                sa ksiazki o przesladowaniach biskupow
                tylko kto to czyta
                wszyscy polegaja na nieomylnosci mediow

                najlepszy przyklad sprzed 2 lat
                czytelnicy ekscytowali sie posadzeniem jednego z biskupow o wspolprace z sb

                kiedy sie wycofal i sprawa przycichla
                okazalo sie ze nie wspolpracowal
                ale media go skreslily

                rownolegle ruszyl wznowiony proces kolezanki niezabitowskiej
                znowu larum o niezawislosci sadow
                tymczasem rzeczona kolezanka miala w aktach odrecznie pisany raport
                o dzialaczach solidarnosci
                podpisany z imienia i nazwiska
                raport zawieral takie szczegoly
                jak adresy dzialaczy i numery rejestracyjne ich samochodow
                na pytanie sadu jaki sposobem raport dostal sie do akt sb
                pani niezabitowska stwierdzila ze to byl skrypt pomocny do wywiadu
                z dziennikarzem pewnej francuskiej gazety odebrany na lotnisku przez
                sluby bezpieczenstwa
                na pytanie po co francuskiej gazecie numery samochodow dzialaczy
                odpowiedziala ze jest perfekcjonistka

                i sad jej uwierzyl...

                pzdr.

                • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 05.05.08, 22:48
                  cromwell1 napisał:

                  > najlepszy przyklad sprzed 2 lat
                  > czytelnicy ekscytowali sie posadzeniem
                  > jednego z biskupow o wspolprace z sb

                  > kiedy sie wycofal i sprawa przycichla
                  > okazalo sie ze nie wspolpracowal

                  Przykro mi to mówić, ale coś się mojemu przedmówcy pozajączkowało. Nad czym
                  bardzo ubolewam, bo wolałbym, żeby nie było księży-konfidentów. Ale wiem, że
                  byli. Żeby ich było dwóch, to o tyle za dużo.
                  • cromwell1 Re: a ja z nabożnym tematem... 06.05.08, 17:14
                    nie pisalem ze nie bylo konfidentow
                    podalem tylko przykad subiektywnego podejscia do tematu mediow
                    zamiast klapac dziobem
                    warto zglebic wiadomosci
                    czytajac rzetelna literature oparta na faktach
                    chocby kilka prac ryszarda terleckiego

                    pzdr.
                    • a_weasley Re: a ja z nabożnym tematem... 06.05.08, 18:35
                      cromwell1 napisał:

                      > podalem tylko przykad subiektywnego podejscia
                      > do tematu mediow
                      > zamiast klapac dziobem
                      > warto zglebic wiadomosci

                      Powiedz to IPNowi, powiedz nuncjuszowi, powiedz papieżowi... Ja się z Tobą nie
                      będę kłócił.
                      • cromwell1 Re: a ja z nabożnym tematem... 06.05.08, 19:24
                        terlecki publikuje w oparciu o akta ip
                        podaje numery akt
                        pseudonimy konfidentow
                        cytuje donosy
                        podaje nazwiska ksiezy wspolpracujacych z sb
                        tak dla scislosci

                        warto porownac skale zjawiska

                        wydaje mi sie ze dostojnicy koscielni doskonale znaja sytuacje
                        nie trzeba ich informowac

                        na 30 seminarzystow konczy szkole 3-5
                        sa lata kiedy nie konczy zaden
                        powodem nie jest brak wiedzy
                        tylko widzimisie komisji dopuszczajacej do swiecen

                        skoro tak ochoczo wrzucasz kamyczki do mojego ogrodka
                        wrzuce i ja

                        jezelis troche kumaty z historii
                        znasz gwaltowne przemiany reformacji w kraju
                        powiedz
                        dlaczego tak wielu jest katolikow
                        co sie stalo z protestantami
                        luteranami

                        tylko nie sciemniaj z kontrreformacja

                        pzdr.
    • plater-2 Re: a ja z nabożnym tematem... 23.04.14, 17:38
      W czasach komuny w Warszawie działały dwie szkoły zakonne dla dziewcząt
      1. zmartwychwstanki na Żoliborzu
      2. nazaretanki na Czerniakowskiej

      Szymanów niepokalanek nie jest w Warszawie tylko w Szymanowie k/Sochaczewa.

      szymanow.edu.pl/szkola/
      Film, o którym mowa, nakręciła uczennica (Magdalena Piekorz) i przedstawiła swój punkt widzenia na szkołę, do której chodziła.

      www.filmweb.pl/film/Dziewczyny+z+Szymanowa-1997-120831
      magdalena.piekorz.eu/portfolio/dziewczyny-z-szymanowa/
      Niepokalanki w czasach PRL prowadziły jeszcze LO w Wałbrzychu i Technikum Gastronomiczne w Nowym Sączu.

      Polecam "Zakony pod presją bezpieki" J. Małecki WAM.
      • aga-kosa Re: a ja z nabożnym tematem... 25.04.14, 16:59
        Córka przyjaciół chodziła w latach osiemdziesiątych do Urszulanek we Wrocławiu. Bez problemów dostała się potem na UJ.
        Wnuk chodził już w tym stuleciu do gimnazjum Urszulanek w Poznaniu. Młodszy od września też tam pójdzie ze względu na wysoki poziom chemii i fizyki.
        Wiem, że w Pniewach jest technikum chyba gastronomiczne prowadzone od bardzo wielu lat przez siostry od Urszuli Ledóchowskiej.
        Jeśli każdy popatrzy w swojej okolicy to zauważy, że jest tych szkół sporo i mają opinię dobrze przekazujących wiedzę.
        W takich szkołach obowiązuje jednolite umundurowanie i nie słyszałam aby uczniowie popadali w kompleksy. :) aga
        • plater-2 Re: a ja z nabożnym tematem... 27.04.14, 10:55
          Kazda szkola ma swoj statut i regulamin, ktory nie jest utrzymywany w tajemnicy, zeby uczen mial wieksza niespodzianke.
          Przeciwnie - kandydat i rodzice z tymi dokumentami musza sie zapoznac i zaakceptowac wymagania szkoly.
          Nikt nikogo nie zmusza do zapisania sie do szkoly wyznaniowej. Zawsze mozna szkole opuscic, jak sie ktos rozczaruje, ze z duzy rygor, za duzo nauki itd.
      • luccio1 Re: a ja z nabożnym tematem... 08.05.14, 01:01
        "Biały Klasztor" Niepokalanek w Nowym Sączu był przed II wojną światową, i po niej - aż do roku 1947 - gimnazjum żeńskim dającym normalną maturę.
        Po r. 1947 Siostry mogły prowadzić już tylko Zasadniczą Szkołę Zawodową - gastronomiczną.
        • plater-2 Re: a ja z nabożnym tematem... 08.05.14, 08:24
          Przez kilka lat po wojnie prowadzily Gimnazjum i Liceum Humanistyczne, potem Gimnazjum Gospodarcze i Hotelarskie, potem Technikum Gastronomiczne, potem rzeczywiscie tylko Zasadnicza Szkolę Gastronomiczną. Od 1981 znow technikum .

          www.szkola.bialyklasztor.pl/content/tradycja
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka