Dodaj do ulubionych

było - i nie ma...

21.05.08, 14:24
tak się zadumałam dzisiaj jadąc autobusem przez Warszawę. Ile miejsc,
budynków, ogródków - było - znikło. Na przykład - Supersam, a ostatnio pawilon
Chemii, który bardzo lubiłam. Kawiarnia Szwajcarska, świadek moich pierwszych
nieśmiałych spotkań z chłopakiem. Nawet kawy wtedy jeszcze nie piłam, tylko
sok pomarańczowy za 7 zł ("zdzierstwo")
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: było - i nie ma... 21.05.08, 20:16
      Dworzec Południowy, z którego jeździło się wąskotorówką do Lasu
      Kabackiego (również do Grójca, Jasieńca i Nowego Miasta nad Pilicą);
      budynek tego dworca stał jeszcze długie lata, był w nim sklep z
      artykułami hydraulicznymi.
      Dworce PKS, które zlikwidowano po wybudowaniu Dworca Zachodniego PKS.
      Kto jeszcze pamięta ten "najgłówniejszy" przy Żytniej? Jakieś 40 lat
      temu jechałam z niego do Nowego Sącza bardzo nowoczesnym, jak na owe
      czasy, autobusem Fiat.
      A te dla autobusów podmiejskich PKS? Mokotów, Ochota, Marymont... a,
      jeszcze Wola, blisko tego dalekobieżnego przy Żytniej.
      Kina - nie tylko nieodżałowana Moskwa, na miejscu której powstał
      jakiś technorzyg, ale te małe: Przodownik, Oka, Sputnik, Czajka...
      • a_weasley Re: było - i nie ma... 26.05.08, 11:54
        horpyna4 napisała:

        > PKS? Mokotów, Ochota, Marymont...

        Marymont skasowali całkiem niedawno. Znaczy nie funkcjonował jako dworzec od lat
        (choć jeszcze rok temu przystanek MZK nazywał się "PKS Marymont"), ale budynek
        stał, pralnia tam była czy coś. Rozebrali przy okazji budowy stacji metra
        "Słodowiec".

        > Przodownik, Oka, Sputnik, Czajka...

        Oka była, OIP, w siedzibie TPPR (chodziłem tuż obok do liceum, nazywaliśmy ten
        obiekt "Dom Miłości"). Za niepodległości było tam normalne kino, nazywało się
        "Capitol".
        • horpyna4 Re: było - i nie ma... 26.05.08, 12:30
          To nie ta Oka. Ta dawniejsza, siermiężna, była przy Nowowiejskiej, w
          budynku wojskowym (stąd taka nazwa "na bazie i po linii"). Na zachód
          od al. Niepodległości, w stronę Sądu Wojskowego. Ta Oka, o której
          piszesz, to dużo późniejsze czasy.
          A budynek PKS to nie tylko na Marymoncie się ostał przez wiele lat.
          W budynku PKS Mokotów zrobiono chyba jakiś sklep ze sprzętem do
          nurkowania.
          • a_weasley Re: było - i nie ma... 26.05.08, 18:27
            horpyna4 napisała:

            > To nie ta Oka. Ta dawniejsza, siermiężna, była
            > przy Nowowiejskiej, w budynku wojskowym
            > (stąd taka nazwa "na bazie i po linii").

            W Al. Niepodległości też było kino w wojskowym budynku, "Grunwald" się nazywało.

            > W budynku PKS Mokotów zrobiono chyba jakiś sklep
            > ze sprzętem do nurkowania.

            I jeszcze parę innych, w jednym z nich kupowałem w zeszłym roku uszczelki drzwi
            do warszawy.
            • horpyna4 Re: było - i nie ma... 26.05.08, 21:47
              Przedtem ten budynek nazywał się "Klub Oficerski". Kino Grunwald
              było w nim nie od samego początku. Najbliższym kinem była Stolica.
              Bywało jeszcze niedaleko kino "pod chmurką", na początku istnienia
              osiedla WSM Mokotów. Między Łowicką i Wołoską, po północnej stronie
              Dąbrowskiego na ścianie szczytowej jednego z budynków mieszkalnych
              został namalowany ekran. Projektor ustawiano w oknie piętrowej,
              drewnianej świetlicy obok boiska i stojący tłumek oglądał sobie film.
              Boiska i świetlicy dawno nie ma, na miejscu boiska jest nowy budynek
              mieszkalny. Ale będąc jakieś 2 - 3 lata temu w tamtych okolicach
              zobaczyłam wyraźne pozostałości ekranu na ścianie prawie
              sześćdziesięcioletniego domu...
    • luccio1 Re: było - i nie ma... 21.05.08, 20:40
      W Krakowie:

      chałupy drewniane farbkowane na niebiesko - na Ludwinowie naprzeciw Skałki, przy
      nie istniejącej ulicy Księdza Marka (kiedyś, jeszcze przed I wojną światową,
      nazywając na nowo ulice w "gminach przyłączonych", umieszczono całą Konfederację
      Barską na Dębnikach i Ludwinowie właśnie; do dziś jest tam Barska, Konfederacka,
      Pułaskiego...);

      dworzec autobusowy zaraz za mostem Dębnickim, w sam raz naprzeciw Wawelu
      (odchodziły stamtąd autobusy - nie PKS, lecz Spółdzielni Pracy
      Komunikacyjno-Warsztatowej, która w latach 50.-60. obsługiwała kierunek
      Dębniki-Mateczny-Borek Fałęcki-Skotniki-Sidzina-Skawina)...
      • foxie777 Re: było - i nie ma... 22.05.08, 04:45
        Warszawa bardzo sie zmienia, jak i pewnie inne miasta,ale
        szlag mnie trafia, ze nie moge zjesc jak jestem w Stolicy
        dobrego deseru.Co sie z tym dzieje?. Nawet u Bliklego , ze juz
        nie wspomne o Horteksie, czy innych cukierniach.
        Nie wiem jak dla Was, ale ja jestem niepocieszona, ze nie
        moge zjesc prawdziwej rurki z bita smietana.

        pozdr
      • horpyna4 Re: było - i nie ma... 22.05.08, 10:11
        He, he... widać, że pochodzimy z różnych epok.
        Dla mnie warszawskie trolejbusy, to linie 51 - 56 z czasów wczesnego
        i średniego peerelu, a nie piaseczyńska efemeryda (chociaż tymi też
        sporo jeździłam).
        Trolejbusy były likwidowane stopniowo, zastępowano je (w przybliżeniu
        zresztą) liniami autobusowymi. Najdłużej trzymała się linia 52,
        ostatniego dnia (był to rok chyba 1971) jeździło się nią darmo (były
        zdemontowane kasowniki), a kierowcy dostawali kwiaty. Pamiętam też,
        że ostatni trolejbus prowadziła kobieta.
        A tramwaje na Sadybę i do Wilanowa... były, owszem i skręcały z
        Gagarina w Czerniakowską. Z Puławskiej zjeżdżały przez Goworka. I
        była na Puławskiej obok tego zjazdu zajezdnia tramwajowa, tam, gdzie
        teraz stoją domy z lat 60-tych między przedwojennymi kamienicami.
        • syswia Re: było - i nie ma... 23.05.08, 04:09
          :)))) hehe he no w 71 to mnie jeszcze w planach nie bylo
          well... bylam tzw dziecieciem z zaskoczenia, ale w 71 to nawet moi
          rodzice sie nie znali :)
          mieszkalam przy Gagarina, a o tramwajach wiem od sasiada, ktory byl
          tramwajarzem na tej linii
          na Mokotow sprowadzilismy sie latem 1983 roku

          a w ktorym dokladnie miejscu byla ta zajezdnia? przy Rakowieckiej?
          • horpyna4 Re: było - i nie ma... 23.05.08, 12:40
            Z tego, co pamiętam, to tak między Goworka, a Skolimowską.
            To pewnie nie wiesz, że dawniej tramwaje jeździły też Rakowiecką, od
            Puławskiej do pętli przy SGGW. Połączenie tej pętli ze Służewcem
            przez Wołoską nastąpiło dopiero w drugiej połowie lat 60-tych.
            A ostatni tramwajowy zabytek, który bardzo niedawno zniknął, to
            pętla Wierzbno na Puławskiej przy Woronicza. Były tam piękne,
            zabytkowe słupy. Szkoda, tym bardziej, że nieraz była to pętla
            awaryjna.
            Żeby jeszcze bardziej przybliżyć Ci tramwaje z dawniejszych czasów,
            to dodam, że zarówno pl. Unii, jak i pl. Zbawiciela, tramwaje
            objeżdżały w kółko. Nie było przejazdu przez środek, były tam tylko
            ronda. Co zresztą dawało również możliwość zawracania tramwaju w
            razie jakiejś awarii na dalszym odcinku trasy.
            • woman-in-love Re: było - i nie ma... 23.05.08, 14:49
              w "Nie lubię poniedziałku" jest scena, jak (Kobiela?) idzie torem tramwajowym
              prowadząc po szynach tzw. "wajchą" do zmieniania zwrotnic. Wyobrażacie sobie???
              Motorniczy wysiada i specjalną żelazną zakrzywioną lagą przestawia zwrotnice.
                • horpyna4 Re: było - i nie ma... 23.05.08, 21:27
                  W Warszawie wajchy były w użyciu dość długo, bo jak już nawet
                  zrobiono elektryczne zwrotnice, to czasem potrafiły nie zadziałałać.
                  Zresztą uruchomienie takiej zwrotnicy wymagało odpowiedniego
                  najechania na nią - zwalniając lub przyspieszając w odpowiednio
                  wcześniejszym miejscu. Jakoś nikt nie pomyślał wtedy o zrobieniu
                  zwrotnic uruchamianych pilotem.
                  Pani motornicza (bo za późnego peerelu w tej branży przeważały
                  kobiety) z ciężkim westchnieniem otwierała przednie drzwi,
                  wysiadała, wyciągała podwieszoną z przodu tramwaju wajchę i robiła z
                  niej użytek.
                  • a_weasley Re: było - i nie ma... 24.05.08, 19:03
                    horpyna4 napisała:

                    > W Warszawie wajchy były w użyciu dość długo,

                    Wajchy są w użyciu do dzisiaj. W nielicznych miejscach, tak jak były w bardzo
                    nielicznych w latach 80-tych (np. Pl. Zbawiciela, Pl. Bankowy). Nie tyle
                    dlatego, że

                    > bo jak już nawet zrobiono elektryczne zwrotnice,
                    > to czasem potrafiły nie zadziałałać.

                    tylko dlatego, że taka zwrotnica działa zależnie od włączenia lub wyłączenia
                    silnika i tam, gdzie tramwaj wjeżdża na zwrotnicę natychmiast po ruszeniu, to
                    się nie sprawdza.
                    Do dziś niewprawny motorniczy może spowodować przerzucenie zwrotnicy pod
                    tramwajem, było parę takich wypadków. Dlatego jest zakaz mijania się tramwajów
                    na zwrotnicach.
                    • horpyna4 Re: było - i nie ma... 24.05.08, 21:09
                      Chyba ręczne wajchy używane są też przy skrętach "awaryjnych", to
                      znaczy takich wykorzystywanych okazjonalnie. Przynajmniej kiedyś nie
                      robiono na takich automatyki, żeby nie było przypadkowych przełączeń.
                      Nie wiem, jak jest teraz, bo ostatnio mało jeżdżę tramwajami.
                      Aha, coś mi świta, że w dawniejszych czsach na ważniejszych
                      skrzyżowaniach rezydowali "wajchowi". Tak za wczesnego peerelu.
                      Chyba mieli takie maleńkie budki.
                      Potem na najbardziej ruchliwych skrzyżowaniach (np. przy Dw.
                      Centralnym i Al. Jerozolimskie - Marszałkowska) wyprostowano linie,
                      całkowicie likwidując możliwość skręcania.
                      • a_weasley Re: było - i nie ma... 25.05.08, 12:01
                        horpyna4 napisała:

                        > Aha, coś mi świta, że w dawniejszych czsach na ważniejszych
                        > skrzyżowaniach rezydowali "wajchowi". Tak za wczesnego peerelu.
                        > Chyba mieli takie maleńkie budki.

                        To owszem, z tym że ja już wajchowych znam tylko z opowiadań.

                        > Potem na najbardziej ruchliwych skrzyżowaniach (np. przy Dw.
                        > Centralnym i Al. Jerozolimskie - Marszałkowska) wyprostowano linie,
                        > całkowicie likwidując możliwość skręcania.

                        Było. Przy Marszałkowskiej jak zrobili rondo, przy Centralu jak zbudowali nowy
                        (1975).
                        • horpyna4 Re: było - i nie ma... 25.05.08, 12:42
                          Mnie jakoś tak świta w pamięci budka z wajchowym przy Rondzie
                          Waszyngtona (?). Byli to na ogół starzy dziadkowie, zwykle
                          inwalidzi.
                          A pewnie niektórzy mieli mniej lat, niż ja teraz...
                            • horpyna4 Re: było - i nie ma... 25.05.08, 21:42
                              Tak właśnie działają te automatyczne zwrotnice: na przy zwalnianiu
                              przerzuca w jedną stronę, a przy przyspieszaniu w drugą. Jeżeli na
                              skrzyżowaniu jest rozjazd w obie strony (np. w Warszawie na
                              skrzyżowaniu al. Niepodległości z Nowowiejską), to są dwa miejsca
                              przed takim skrzyżowaniem, które trzeba dokładnie przejechać w taki,
                              a nie inny sposób. No i często kończy się to użyciem ręcznej wajchy.
              • a_weasley Re: było - i nie ma... 27.05.08, 21:44
                woman-in-love napisała:

                > w "Nie lubię poniedziałku" jest scena, jak (Kobiela?)

                Łazuka. Co zresztą jest wyraźnie napisane na plakacie, na którym się podpisuje.

                > idzie torem tramwajowym prowadząc po szynach
                > tzw. "wajchą" do zmieniania zwrotnic.

                Nie żadną wajchę, tylko korbę rozruchową od samochodu.
          • horpyna4 Re: było - i nie ma... 24.05.08, 20:49
            Masz rację, ja zresztą rzadko z tej linii korzystałam. "Moje" linie,
            czyli mokotowskie, to 55 i 56. Linię 55 zlikwidowano wcześniej, bo
            na skręcie z Niepodległości w Koszykową często spadały pałąki. Albo
            dlatego, że była kiepsko wykorzystywana, bo trolejbusy 55 jeździły
            rzadko i ludzie chcący jechać z Mokotowa na Legię, czy Torwar, woleli
            przesiadać się z 56 w 52, a nie sterczeć na przystanku nie wiadomo,
            jak długo.
            • trajlajlaj Re: było - i nie ma... 24.05.08, 21:10
              Moje linie to też 55 i 56.Jeżdziłam 1 przystanek do podstawówki na
              Wiktorską.Potem moją linią w liceum było 23 i 10 która skręcała przy
              Rakowieckiej z Al.Niepodległości.Wysiadałam na Goworka a potem na Klonową.Po
              szkole obowiązkowo były lody w tzw."Zielonej budce".
              • horpyna4 Re: było - i nie ma... 24.05.08, 21:33
                Piszesz o Zielonej Budce na Puławskiej blisko Pl. Unii? Bo za mojego
                dzieciństwa to tam była zajezdnia tramwajowa, a Zielona Budka stała
                bodajże przy Dworkowej, tam, gdzie teraz jest ten wysoki dom. Na lewo
                od niej był parterowy pawilon handlowy, a poniżej niego bazar. Aha,
                budka była naprawdę zielona, taki drewniany kiosk.
                  • syswia Re: było - i nie ma... 26.05.08, 16:24
                    O raju, ja mieszkalam przy Gagarina przez tyle lat. Chodzilam do
                    liceum przy Czerniakowskiej, na studia miedzy innymi na SGH,
                    pracowalam tez na Torwarze - te rejony to moje rejony. Nie mieszkam
                    w Warszawei od niby nie tak wielu lat, ale musialabym z mapa sledzic
                    Wasze watki. Np taka Skolimowska - nazwa mi oczywiscie duzo mowi,
                    ale juz nie pamietam dokladnie, ktora to.

                    Ze zniknietych rzeczy w Warszawie - autobusy ekspresowe literowane -
                    przez Warszawe jezdzilo np B - zjezdzalo Goworka i skrecalo w
                    Belwederska. Bylu tez autobusy bis - np 180 bis, zamienione pozniej
                    w 131.
                      • horpyna4 Re: było - i nie ma... 26.05.08, 21:55
                        Pierwszymi liniami pospiesznymi były A, C i D. Linia B powstała nieco
                        później.
                        Początkowo bilety w tych autobusach miały zróżnicowane ceny, w
                        zależności od długości przejazdu. Zresztą bilety te były sprzedawane
                        przez konduktorów.
                        Najwięcej najeździłam się również pospiesznym D.
                        • woman-in-love Re: było - i nie ma... 26.05.08, 22:15
                          Raz pewien facet zaskarzył MZK 0 3 zł i wygrał - pospieszny autobus linni A nie
                          przyjechał i pan musiał wziąć taksówkę. 3 złote zwrócono. Czytałam o tym w
                          "Życiu Warszawy". Pamięta ktoś ten epizod?
                          • horpyna4 Re: było - i nie ma... 27.05.08, 10:50
                            Ja to pamiętam nieco inaczej - chyba, że dotyczyło innego podobnego
                            wydarzenia.
                            Facet nie mógł się doczekać na autobus (chyba 117). Miał bilet
                            miesięczny, który w tamtych czasach uprawniał wyłącznie do przejazdów
                            liniami zwykłymi, a nie "luksusowymi", droższymi pospiesznymi.
                            Wsiadł więc w autobus A i potem procesował się z komunikacją miejską
                            o zwrot 3 zł wydanych na bilet w autobusie pospiesznym. Sprawa była
                            o tyle trudna, że za peerelu nie rozpieszczano pasażerów wywieszaniem
                            rozkładów na przystankach. Ale gość udowodnił, że w jego przypadku
                            przerwa w kursowaniu przekraczała wszelkie granice przyzwoitości.
                            Sąd zgodził się i zasądził zwrot kosztów biletu pospiesznego.
                              • horpyna4 Re: było - i nie ma... 28.05.08, 09:27
                                Można powiedzieć, że facet walczył z komuną. Bo udowadniał, że
                                obywatel jest podmiotem, a nie przedmiotem.
                                A teraz sobie uświadomiłam, że to rzeczywiście musi być ta właśnie
                                historia. Po pierwsze - chyba jedyna taka była opisywana przez
                                stołeczną prasę. A po drugie - w taksówce samo tzw. "złamanie
                                licznika" kosztowało więcej, niż 3 zł. A tyle właśnie kosztował
                                bilet pospieszny już po zryczałtowaniu, a i wcześniej mógł tyle
                                kosztować.
                                • a_weasley Re: było - i nie ma... 28.05.08, 10:38
                                  horpyna4 napisała:

                                  > - w taksówce samo tzw. "złamanie licznika"
                                  > kosztowało więcej, niż 3 zł.

                                  U Wiecha w 1958 roku Maniuś Kitajec wspomina o 3 zł/km, z tym że nie jest jasne,
                                  czy to I czy II taryfa.
                                  Ze środkowego Gierka majaczy mi się 4 zł za km w I taryfie i 6 w II, ale nie
                                  jestem pewien.

                                  > A tyle właśnie kosztował bilet pospieszny już
                                  > po zryczałtowaniu, a i wcześniej mógł tyle
                                  > kosztować.

                                  Za Gierka tyle kosztował w każdym razie.
                                  • woman-in-love Re: było - i nie ma... 28.05.08, 18:38
                                    a z Powisla - to jeszcze Most Syreny - był - i nie ma. A także mój
                                    ukochany neon - słonik, reklamujący chyba jakąs loterię. Słonik był
                                    różowy, świecił wieczorami na jednym z budynków na Tamce, w pobliżu
                                    szemranej kafejki "Syrenka". teraz odwracam wzrok, aby nie patrzeć
                                    na coraz fatalniejsze wytwory reklamiarzy. Fuj.
    • trajlajlaj Re: było - i nie ma... 24.05.08, 21:38
      Ja pamiętam budki z piwem.W Warszawie na Mokotowie była budka na rogu
      Al.Niepodległości i Dąbrowskiego. Również była budka na Narbutta róg
      Asfaltowej.Pamiętam jak w podstawówce nauczycielka grzmiała:niektórzy z was mają
      maniery panów z pod budki z piwem.
      • horpyna4 Re: było - i nie ma... 25.05.08, 11:38
        "...chono mała za budkie, skrziżujem oddechi..."
        A poza budkami, które dla kilkuletnich smarkaczy stanowiły jedynie
        element dekoracyjny, a nie użytkowy, znikły maleńkie sklepiki i
        kioski, gdzie sprzedawano róźne paskudztwa, m.in. wspomniane już na
        tym forum "ciepłe lody", banany cukrowe itp. Były pod patronatem
        spółdzielni inwalidzkiej, mówiło się więc, że się idzie "do inwalidy"
        po jakiś tam przysmak.
        Pamiętasz może taki sklepik przy J. Dąbrowskiego 71? Ostanimi laty
        było tam żarcie dla psów i kotów. Taka mała kanciapa.
      • a_weasley Re: było - i nie ma... 25.05.08, 12:05
        trajlajlaj napisała:

        > Ja pamiętam budki z piwem.

        I komu to przeszkadzało, no komu?

        > Pamiętam jak w podstawówce nauczycielka grzmiała:niektórzy
        > z was mają maniery panów z pod budki z piwem.

        Wobec czego budki zlikwidowano. Maniery się, o dziwo, nie poprawiły, za to wraz
        z budkami znikło piwo. Dopiero za niepodległości się poprawiło. Budek niestety
        niet, są co prawda ogródki, ale tam jest dwa razy drożej.
        Ojciec wspomina, że na początku lat 60tych bywały budki z piwem wręcz na terenie
        fabryki.
    • a_weasley ZPC Syrena 26.05.08, 11:58
      Fabryka cukierków, Topiel róg Drewnianej, na Drewnianą do przedszkola tamtędy
      chadzałem, pachniało melasą i pulpą owocową.
      Przestała istnieć chyba trzy lata temu dosłownie na moich oczach, niedaleko
      stamtąd zakładali mi radio. Jak zaczynali, budynek stał, a jak skończyli, była
      już tylko kupa gruzów. Taki wielki dźwig ze specjalną końcówką rozwalał ściany
      po kawałku, jakby smok łbem walił. Chyba go to męczyło, bo co jakiś czas robił
      sobie parominutową przerwę.
    • luccio1 Re: było - i nie ma... 07.06.08, 20:56
      Kina krakowskie:

      "Wanda" (św. Gertrudy/Waryńskiego): budynek jest, została nawet nazwa - tyle że
      pod nazwą kryje się market spożywczy;

      "Uciecha" (Starowiślna/Bohaterów Stalingradu) - jeszcze przed r. 2000 weszli tam
      jacyś inni użytkownicy, chyba nawet sali nie ma;

      "Warszawa" (przed wojną: "Atlantic" - Stradomska 15, w podwórku, przechodziło
      się przez długą, sklepioną bramę) - teraz sklep meblowy (?);

      "Młoda Gwardia" (przed wojną: "Corso" - Lubicz zaraz za Dworcem Głównym, na
      terenie browaru, już nie działającego) - teraz pijalnia piwa Heineken;

      "Wolność" (Plac Inwalidów/Wolności, róg Pomorskiej) - nie wiem, co tam jest
      teraz - wejście znacznie zwężone;

      "Związkowiec" (Grzegórzecka - w Domu Kultury Zakładów
      Zieleniewskiego/Szadkowskiego) - teraz nie ma nic;

      "Mikro" (początek Juliusza Lea/Dzierżyńskiego, tuż przy Parku Krakowskim i
      narożniku Szymanowskiego) - nie wiem; bywam tam, śladu nie widzę...

      I tak dalej, i tak dalej...
      Dla niektórych obiektów pozostał tylko Nowacki: "Architektura krakowskich
      teatrów"...
        • luccio1 Re: było - i nie ma... 08.06.08, 10:45
          I rzecz już poza moją pamięcią:

          kino "Uciecha":
          do początku lat 60. sala zachowała "młodopolski" wystrój wg projektu Henryka
          Uziembły - wykonany w r. 1912, gdy urządzano samo kino, przerabiając część
          parteru istniejącej już kamienicy; do mniej więcej 1961-62 r. przetrwało też
          pierwotne oświetlenie widowni: przewody, oprawki na żarówki, osłony żarówek...
          (wejścia do holu kasowego i poczekalni znajdowały się po lewej stronie sieni
          przejazdowej na podwórko - na miejscu, gdzie kiedyś, dawno temu, były trzy
          sklepy...).
          • woman-in-love mleko butelkowe 12.06.08, 14:41
            pamiętacie cowieczorny obowiązek wystawienia butelki na mleko? Butelki te były
            bardzo wygodne do podlewania kwiatów. czasami ginęły. A gdy zapomniało sie
            wystawić, to mleczarze różnie postępowali. Niektórzy nie zostawiali
            (opłaconego!) mleka. Albo tylko 1 butelkę, zamiast dwóch. No i ten nieśmiertelny
            aluminiowy garnek na mleko ( z gwizdkiem) który trzeba było myć bez przerwy.
            • hajota Re: mleko butelkowe 12.06.08, 16:55
              A jakże, pamiętam. Oraz mleko ze srebrnym i złotym kapslem.
              W tym kontekście dowcip mi się przypomniał:
              Roznosiciel mleka pisze z wojska list do matki. "Jest mi tu jak w raju. Wysypiam
              się do szóstej rano".
              • luccio1 Re: mleko butelkowe 12.06.08, 19:52
                Pamiętam czasy, gdy butelki z mlekiem nie miały jeszcze kapsli ze "sreberka" -
                lecz tylko krążki z natłuszczonego kartonu.
                Krążek taki łatwo można było wyjąć - i wrzucić komuś do mleka, co się tylko
                chciało...
                • horpyna4 Re: mleko butelkowe 13.06.08, 10:18
                  A w zimie często mleko bywało częściowo zamarznięte. Po prostu
                  butelki stały w pojemnikach po kilka godzin na silnym mrozie, zanim
                  dostarczono je pod drzwi.
                  Za czasów "krążkowych" butelki miały trochę inny kształt, niż te
                  kapslowane. Wewnątrz szyjki był "schodek", na którym opierał się
                  ten kartonowy krążek (on chyba był nasączony jakąś stearyną, czy
                  parafiną). Z zewnątrz też nieco się różniły.
                  Zresztą "naświecowany" karton, nieco cieńszy, służył w tamtych
                  czasach do wyrobu różnych opakowań. Chyba miód sztuczny sprzedawano
                  w kubkach z takiego papieru, oraz inne produkty pakowane dziś do
                  kubków plastikowych.
                  • woman-in-love Re: mleko butelkowe 13.06.08, 11:27
                    kiedyś nalano do butelek za duzo wody. Pamiętam, stał pod sklepem
                    transport melalowych koszy (ten charakterystyczny poranny odgłos
                    rozwożonego mleka!) i nie sprzedawano , bo, jak głosiła nichlujnie
                    nagryzmolona kartka: sprzedaż wstrzymana z powodu reklamacji, a nie -
                    z powodu zbyt dużej ilości "rozcieńczalnika"!
                    • horpyna4 Re: mleko butelkowe 13.06.08, 20:07
                      Jak rozcieńczono kranówą, to było mocno czuć chlorem i sprawa się
                      rypła.
                      Mleko butelkowe było pasteryzowane (oznacza to podgrzanie do 80, czy
                      85 stopni), a więc niewyjałowione z części bakterii. Przez to ładnie
                      się zsiadało, ale w cieplejsze dni zsiadało się już w butelkach.
                      Mleczarnie ratowały się, dosypując sody, a nawet proszku MIRAX (był
                      to chyba najtańszy proszek do prania, a może nawet "do zamaczania
                      bielizny"). No i się wydało, pamięta ktoś?
    • cromwell1 Re: było - i nie ma... 12.06.08, 19:04
      brakuje mi kina letniego
      fajnie ogladalo sie filmy w letnie wieczory
      czasem burza przerywala film
      z zapartym tchem przezywalem przygody winetou
      i prekursorki emencypacji angeliki wsrod ...
      faraon przebil wszystko
      operator tak pomieszal tasmy ze postacie nagle ozywaly;)

      pzdr.
      • ewa9717 Kino na dworcu we Wrocławiu 30.11.08, 10:24
        Chyba już nie działa, a nawet jeśli, to spsiało jak cały dworzec.
        Ileż wspomnień! Działało 24 na dobę, można było tam dogonić film,
        którego nie zdążyło się obejrzeć w innych kinach, a ileż razy
        poczciwą nocną zerówką zjeżdżaliśmy tam na przykład o drugiej w nocy
        w ramach relaksu podczas nocnego kucia w czasie sesji!
    • ampolion Re: było - i nie ma... 30.11.08, 16:33
      Oczywiscie latarnie gazowe. Pamiętam te w
      Al.3 Maja bo tam "pod mostem" mieszkałem. Chodził latarnik o zmierzchu z takim
      wysięgnikiem i nim pociągał za drut do zaplanika.
      A ulice brukowane kostką czy też nawet kocimi łbami? Młodsi pewnie nawet nie
      wiedzą o czym mowa...
      Moja babcia wspominała o ulicach brukowanych drewnianą kostką by stłumić łomot
      wozowych kół. Podczas niedawniej wizyty w Warszawie widziałem to w jednej z bram
      w Sródmiesciu. Zrobiłem zdjęcie.
      A może warto by było robić fotografie takich odkryć dla potomnosci?...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka