strider23
02.10.09, 21:57
Witam wszystkich...jeśli ktoś śledzi forum to może wie że to mój
drugi temat...nie jestem może zbyt aktywny ale zaręczam ze sporo się
tu naczytałem i nawet sporo ciekawych rzeczy się tu dowiedziałem

Ale wracając do sedna:
Od dawna kocham sie w jednej dziewczynie...od dawna to znaczy do 5
lat ( mniej więcej , na początku było jak w typowej bajce ...
spotkaliśmy się zakochaliśmy i było rewelacyjnie ... trwało to
jakies 2 lata...potem się zchrzaniło ( nie będę określać kogo wina
bo jak zwykle leży równo po obu stranach... moze po mojej większa
czesć )...nie widzieliśmy się 1,5 roku... potem znajomość odżyła ...
i moja miłość też ... dla precyzji ... Tylko moja
No i tu jest pies pogrzebany...trwa to dość długo i zacząłem się
zastanawiać czy aby nie jest totoksyczne uczucie. Ona mnie nie
chce...jesteśmy przyjaciółmi ale nic pozatym...Ona wie jak sprawa
wygląda. Wiem, wiem beznadziejny i żałosny jestem
A tak na marginasie:Nikomu nie życzę aby osoba którą kochacie nad
życie mówiła: "znajdź sobie kogoś","co myślisz o Panie XY..lubię go
i myśle ze cos z tego mozę być" - nikt nie powienien czegoś takiego
przeżywać