blue_bear
15.10.09, 10:39
Uderzę w troche inny ton, ale wydaje mi się że moge.
Nie mam problemów z kobietami, nawiązuje znajomości, bywam w
związkach... sperma nie uciska mi na mózg i potrafie się normalnie
wysławiać, co niezmienia faktu że jako facet jestem samotny...ja nie
wiem, albo ze mną jest coś nie tak albo nie mogę być z żadną kobietą
dłużej niż 3-4 miesiące... na początku wszystko jest pięknie, jak
chyba w kazdej bliższej relacji damsko - męskiej. Kwiatki, wianuszki
i hulaj dusza, koleżanki,kolegów, otoczenie chętnie poznajemy...a
potem, potem nagle Ona (ło trochę tych Onych...więc jak mówie,może
się myle ale nie trafiłem na inne) chce zabrać mnie do rodziców,
przedstawić babci, ok...rozumiem że taka jest kolej rzeczy, ale
chyba 3 miesięce znajomości to troche za wcześnie. w stanie
pernamętnego zakochania można zrobić wielkie błędy. Chyba na
początek należałoby się poznać??? Wsiąkać w czyjąś rodzine a po pół
roku stwierdzić że to nie to??? chyba trochę nie tendy droga. Tempo
jest mega ważne, nic na siłe i powoli, czy samotne kobiety w
przedziale 25-30 bo z takimi się spotykam, mają zakodowane że trzeba
się żenić, pokazać mamusi i rodzinie, czy tylko ja mam takiego
pecha? Do tego dochodzą tematu natury zyciowej...czy się dogadamy we
wspólnym życiu, mieszkaniu, zainteresowaniach, czy za pare miesięcy
nie wpadniemy w rutyne i czy będziemy mieli o czym ze sobą rozmawiać
po tym jak przejdzie nam pierwsza fascynacja...?? Na to trzeba
czasu...a wam drogie panie nagle zaczyna go brakować.
Proszę żeńska części forum, wyprowadzcie mnie z błędu. Ja naprawde
bardzo chcę być czyimś Misiem na dobre i na złe, można mnie
udomowić, nawet powiem jak...Tylko nic na siłe...
pozdrawiam i przepraszam jeśli komuś się wyda że temat jest ni z
gruchy ni z pietruchy.