Nie mam problemów z kobietami...

15.10.09, 10:39
Uderzę w troche inny ton, ale wydaje mi się że moge.
Nie mam problemów z kobietami, nawiązuje znajomości, bywam w
związkach... sperma nie uciska mi na mózg i potrafie się normalnie
wysławiać, co niezmienia faktu że jako facet jestem samotny...ja nie
wiem, albo ze mną jest coś nie tak albo nie mogę być z żadną kobietą
dłużej niż 3-4 miesiące... na początku wszystko jest pięknie, jak
chyba w kazdej bliższej relacji damsko - męskiej. Kwiatki, wianuszki
i hulaj dusza, koleżanki,kolegów, otoczenie chętnie poznajemy...a
potem, potem nagle Ona (ło trochę tych Onych...więc jak mówie,może
się myle ale nie trafiłem na inne) chce zabrać mnie do rodziców,
przedstawić babci, ok...rozumiem że taka jest kolej rzeczy, ale
chyba 3 miesięce znajomości to troche za wcześnie. w stanie
pernamętnego zakochania można zrobić wielkie błędy. Chyba na
początek należałoby się poznać??? Wsiąkać w czyjąś rodzine a po pół
roku stwierdzić że to nie to??? chyba trochę nie tendy droga. Tempo
jest mega ważne, nic na siłe i powoli, czy samotne kobiety w
przedziale 25-30 bo z takimi się spotykam, mają zakodowane że trzeba
się żenić, pokazać mamusi i rodzinie, czy tylko ja mam takiego
pecha? Do tego dochodzą tematu natury zyciowej...czy się dogadamy we
wspólnym życiu, mieszkaniu, zainteresowaniach, czy za pare miesięcy
nie wpadniemy w rutyne i czy będziemy mieli o czym ze sobą rozmawiać
po tym jak przejdzie nam pierwsza fascynacja...?? Na to trzeba
czasu...a wam drogie panie nagle zaczyna go brakować.


Proszę żeńska części forum, wyprowadzcie mnie z błędu. Ja naprawde
bardzo chcę być czyimś Misiem na dobre i na złe, można mnie
udomowić, nawet powiem jak...Tylko nic na siłe...

pozdrawiam i przepraszam jeśli komuś się wyda że temat jest ni z
gruchy ni z pietruchy.
    • samotniczka30 Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 11:09
      Tchórz! Boi się cudzych babciów...wink
      A co ci szkodzi poznać tę rodzinę? Przecież to nie znaczy, że od razu macie być
      parą na całe życie! A byłoby to miłe. Poza tym sam byś się czegoś więcej o
      kobiecie dowiedział poznając jej rodzinę. Kompletnie nie pojmuję w czym problem.
      Jedyny wniosek jaki mi się tu nasuwa, to taki, że ty za chińskiego boga
      zaangażować się nie chcesz! Ja bym nie chciała mieć do czynienia z facetem,
      który nie chce znać moich najbliższych! I to jest oczywiste, że kobieta jak
      kogoś poznaje, to raczej marzy jej się, że to będzie trwalszy związek niż
      paromiesięczne bzykanko! Bo i po co w ogóle cokolwiek zaczynać, jak kandydat od
      razu daje do zrozumienia, że jego tylko szybki romansik interesuje... dla mnie
      byłbyś skreślony natychmiastowo, nawet nie czekałabym tych trzech m-cy...
      • blue_bear Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 11:32
        widze że nie uściśliłem...
        odwiedzałem te babcie, mamy, rodziny, objechałem kilka wesel i tym
        podobnych spędów. tylko że jak nic z tego nie wynikło to potem
        rodziły się pytania... a że zazwyczaj rodzinki mnie lubią (tylko
        jedna babcia był oporna na moje wdzięki chłopca jej wnusi wink )
        to potem przy nagłym rozpadzie (uwazam że po trzech miesiącach nie
        wie się o sobie nic albo jeszcze mniej, to czas motylków w brzuchu
        itp. dopiero po takim czasie przychodzi pierwsze otrzeźwienie. )
        pojawiają sie pytania pod tytułem "dlaczego? byliście taką udana
        parą" (aż się ciśnie na usta że widocznie nie...skoro nie jesteśmy
        razem... ) wiem po sobie że jak wpuszczam dziewczyne do własnego
        domu i poznaje My Loving Mother to po zakończeniu jest milion
        niewygodnych pytań. Bo zazwyczaj Moja Kochana Mamusia widzi mnie już
        na ślubnym kobiercu,a do dziołchy mwi Synowo,a te panny rosną w
        oczach.
        tylko po co potem te rozczarowania, robienie szumu...
        ja naprawde chciałbym miec choc minimum pewności związek rokuje na
        przyszłość, wtedy jestem wstanie dać się obwieźć po całej polsce i
        przedstawić wszelkim babciom, ciociom, wujka...

        a kiedy my się dobrze nie znamy, to dlaczego nagle mieszać w to
        rodzine...??????
        • blue_bear Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 11:35
          wróć pamięcią wstecz, co wiedziałaś po tych 12 tygodniach o swoim
          facecie...? i na ile było to prawdziwe, a na ile weryfikowało to
          życie?
          • samotniczka30 Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 11:38
            blue_bear napisał:

            > wróć pamięcią wstecz, co wiedziałaś po tych 12 tygodniach o swoim
            > facecie...? i na ile było to prawdziwe, a na ile weryfikowało to
            > życie?
            Mój facet to był wyjątkowy przypadek...
            • blue_bear Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 11:46
              każdy tak mówi...
              • li_sa_li Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 12:13
                Pogadaj ze swoim amorem by na siłownie poszedł i jak nastepnym
                razem zechce Ciebie walnąc niech zrobi to porzadnie hehehwink

                ...a tak powaznie, to nie tylko kobiety sa tak walnietesmile

                Przyjdzie kryska na matyskawink)))
                • blue_bear Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 12:21
                  wanięte???
                  nie, poprotu niecierpliwe...
                • tetika Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 12:29
                  Dlaczego dziewczyny nie sznujecie zdania faceta. Wydaje mi sie ze rozsadnie mowi, nie od razu sie lata po rodzinie.
                  Wydaje mi sie wartosciowa osobowoscia i ciekawym czlowiekiem.
                  A kobiety wobec malejacej liczby facetow wogole a sensownych facetow w szczegolnosci jak dopadna to jak harpie juz by uziemialy.
                  Musisz sie wykazac niesamowitym taktem i wyczuciem sytuacji zeby nie wkurzyc kobiet na ktorej ci zalezy i zrobic swoje tak zeby myslala ze to jej pomysl smile
                  Zycze powodzenia i fajnej babki.
                  • blue_bear Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 12:57
                    Szlag mnie trafia jasny, jak mnie chca za uszy ciągnąć po rodzinie,
                    przedstawianie się i wkupywanie mamusi, tatusiowi mam opanowane do
                    perfekcji, no i wiadomo jest się poddawanym ciągłej ocenie...

                    jestem w stanie określic czego oczekuje, ale nie jestem w stanie
                    obiecać że tak będzie... po pierwsze nie jestem wróżką, nie widze
                    przyszłości...

                    po drugie - czy naprawde po 2-3 miesiącach jestescie w stanie
                    powiedzieć moje drogie panie że to będzie wasz mąż, kochanek i
                    ojciec waszych dzieci?
                    po tym całym szale i zaćmieniu miłosnym? kiedy zaczynacie łapać
                    pierwsze oddechy realności? kiedy zaczynają być pierwsze zgrzyty i
                    tarcia? czy wiecie już wtedy że będziecie umieli razem wypracować
                    kompromis?
                    czy wszystko na HURRRRRAAA a może się uda?
                    • gyubal_wahazar Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 13:56
                      Masz absolutną rację. Też to przerabiałem. Zazwyczaj leci to z
                      grubsza tak. Najpierw człowiek się naszarpie żeby poderwać jakieś
                      miłe stworzenie. W końcu się udaje, jest jak w raju i myśli, że tak
                      już pozostanie, bo w miarę normalnemu facetowi, więcej do szczęscia
                      w związku nie potrzeba.

                      Potem powoli, tydzień po tygodniu sam nie zauważa, jak rozstaje się
                      ze swoimi drobnymi codziennymi przyjemnościami na rzecz
                      pielęgnowania znajomości. Ale OK - myśli - pewnie tak musi być,
                      takie życie, ale z czasem wszystko sie poukłada i wróci do normy.

                      Ale nieeee, to dopiero początek. Po chwili trzeba poznać wszystkie
                      jej koleżanki. I wysłuchiwać przy każdym spotkaniu o wszystkich tych
                      zgniłych żółciach, beżach, brązach i zieleniach, szyfonach,
                      żorżetach, plisach i falbanach. O tym, że ten to już z tą nie, bo
                      tamta temu wywinęła to a ten jej tamto.

                      Daje się to jakoś wytrzymać, ale w końcu kończą się czipsy i
                      orzeszki. Dobra, czymże w końcu jest tych parę zmarnowanych
                      wieczorów, jeśli zaraz wyjdziemy na prostą.

                      Ale gdzie tam, wszystko jeszcze przed nami. Z wolna zaczyna się
                      przewijać motyw Mamy. Z pozoru niewinnie, że Mama się cieszy, że
                      jesteśmy razem (no i fajnie, ja też się cieszę, że Mama się cieszy).
                      Nie mija parę dni, kiedy pada sakramentalne : 'Mama pyta kiedy
                      wpadniemy na obiad'. 'Jak zgłodniejemy' - rozpaczliwa próba
                      odsunięcia widma obiadków u Mamy pomaga tylko na trochę.

                      No i ok, słyszałem o tzw życiu rodzinnym, problemem jest tylko
                      tempo. Dziewczyny utyskują zwykle, że faceci narzucają zazwyczaj
                      straszne tempo rozwoju znajomości (relacje z 1-szej randki itd).

                      Może i fakt, ale tylko na początku. Po chwili, kiedy wszystko co
                      najważniejsze działa jak powinno, odpuszczają, licząc na spokój i
                      stabilizację. Ale wtedy dziewczynom zaczyna brakować wrażeń i
                      kombinują jak z dobrze rokującej znajomości w miesiąc-dwa
                      zmajstrować podstawową komórkę społeczną.





                      Masz absolutną rację. Też to przerabiałem. Zazwyczaj leci to z
                      grubsza tak. Najpierw człowiek się naszarpie żeby poderwać jakieś
                      miłe

                      stworzenie. W końcu się udaje, jest jak w raju i myśli, że tak już
                      pozostanie, bo w miarę normalnemu facetowi, więcej do szczęscia w

                      związku nie potrzeba.

                      Potem powoli, tydzień po tygodniu sam nie zauważa, jak rozstaje się
                      ze swoimi drobnymi codziennymi przyjemnościami na rzecz

                      pielęgnowania znajomości. Ale OK - myśli - pewnie tak musi być,
                      takie życie, ale z czasem wszystko sie poukłada i wróci do normy.
                      Ale

                      nieeee, to dopiero początek.

                      Po chwili trzeba poznać wszystkie jej koleżanki. I wysłuchiwać przy
                      każdym spotkaniu o wszystkich tych zgniłych żółciach, beżach,

                      brązach i zieleniach, szyfonach, żorżetach, plisach i falbanach. O
                      tym, że ten to już z tą nie, bo tamta temu wywinęła to a ten jej
                      tamto.

                      Daje się to jakoś wytrzymać, ale w końcu kończą się czipsy i
                      orzeszki. Dobra, czymże w końcu jest tych parę zmarnowanych

                      wieczorów, jeśli zaraz wyjdziemy na prostą.

                      Ale gdzie tam, wszystko jeszcze przed nami. Z wolna zaczyna się
                      przewijać motyw Mamy. Z pozoru niewinnie, że Mama się cieszy, że

                      jesteśmy razem (no i fajnie, ja też się cieszę, że Mama się cieszy).
                      Nie mija parę dni, kiedy pada sakramentalne : 'Mama pyta kiedy

                      wpadniemy na obiad'. 'Jak zgłodniejemy' - rozpaczliwa próba
                      odsunięcia widma obiadków u Mamy pomaga tylko na trochę.

                      No i ok, słyszałem o tzw życiu rodzinnym, problemem jest tylko
                      tempo. Dziewczyny utyskują zwykle, że faceci narzucają zazwyczaj

                      straszne tempo rozwoju znajomości (relacje z 1-szej randki itd).
                      Może i fakt, ale tylko na początku. Po chwili, kiedy wszystko co

                      najważniejsze działa jak powinno, odpuszczają, licząc na spokój i
                      stabilizację. Ale wtedy dziewczynom zaczyna brakować wrażeń i

                      kombinują jak z dobrze rokującej znajomości w miesiąc-dwa
                      zmajstrować podstawową komórkę społeczną.




                      Masz absolutną rację. Też to przerabiałem. Zazwyczaj leci to z
                      grubsza tak. Najpierw człowiek się naszarpie żeby poderwać jakieś
                      miłe

                      stworzenie. W końcu się udaje, jest jak w raju i myśli, że tak już
                      pozostanie, bo w miarę normalnemu facetowi, więcej do szczęscia w

                      związku nie potrzeba.

                      Potem powoli, tydzień po tygodniu sam nie zauważa, jak rozstaje się
                      ze swoimi drobnymi codziennymi przyjemnościami na rzecz

                      pielęgnowania znajomości. Ale OK - myśli - pewnie tak musi być,
                      takie życie, ale z czasem wszystko sie poukłada i wróci do normy.
                      Ale

                      nieeee, to dopiero początek.

                      Po chwili trzeba poznać wszystkie jej koleżanki. I wysłuchiwać przy
                      każdym spotkaniu o wszystkich tych zgniłych żółciach, beżach,

                      brązach i zieleniach, szyfonach, żorżetach, plisach i falbanach. O
                      tym, że ten to już z tą nie, bo tamta temu wywinęła to a ten jej
                      tamto.

                      Daje się to jakoś wytrzymać, ale w końcu kończą się czipsy i
                      orzeszki. Dobra, czymże w końcu jest tych parę zmarnowanych

                      wieczorów, jeśli zaraz wyjdziemy na prostą.

                      Ale gdzie tam, wszystko jeszcze przed nami. Z wolna zaczyna się
                      przewijać motyw Mamy. Z pozoru niewinnie, że Mama się cieszy, że

                      jesteśmy razem (no i fajnie, ja też się cieszę, że Mama się cieszy).
                      Nie mija parę dni, kiedy pada sakramentalne : 'Mama pyta kiedy

                      wpadniemy na obiad'. 'Jak zgłodniejemy' - rozpaczliwa próba
                      odsunięcia widma obiadków u Mamy pomaga tylko na trochę.

                      No i ok, słyszałem o tzw życiu rodzinnym, problemem jest tylko
                      tempo. Dziewczyny utyskują zwykle, że faceci narzucają zazwyczaj

                      straszne tempo rozwoju znajomości (relacje z 1-szej randki itd).
                      Może i fakt, ale tylko na początku. Po chwili, kiedy wszystko co

                      najważniejsze działa jak powinno, odpuszczają, licząc na spokój i
                      stabilizację. Ale wtedy dziewczynom zaczyna brakować wrażeń i

                      kombinują jak z dobrze rokującej znajomości w miesiąc-dwa
                      zmajstrować podstawową komórkę społeczną.












                      • gyubal_wahazar Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 13:57
                        Oooops, sorry. Coś się skopiowało kilka razy za dużo
                        • li_sa_li Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 15:30
                          Gyabalu, oj jakis Ty biedny.Zapewne sypiac z kobietą, tak.Obiadek ,
                          zakupy , posprzatania, popranie ...nawet zamieszkanie z ową paną
                          tak ,ale juz byc odpowiedzialnym za dwoje to juz nie -co?
                          Kiedys sie takiego delikwenta pytano, kiedy z owej kobiety uczuni
                          porzadną.
                          Jesli nie stac Cie na to nie zawracaj kobiecie "gitary"...nawet
                          polowac sie nie chce , co?winkA no tak , mogłbys z polowanka wrócic
                          bez zwierzyny.Sa kobiety które lubiią byc upolowane na jeden raz ,
                          takie niczego wiecej nie chcą ...wez sie moze za takie?Jeden z
                          drugim , bo gówniarstwo przemawia przez was obu!
                          • gyubal_wahazar Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 18:04
                            >bo gówniarstwo przemawia przez was obu!

                            Li, argumentum ad personam - przegrałaś smile

                            A co do meritum, stawiam tylko tezę, że facetowi do szczęścia wystarczy kobieta.
                            Sama w sobie. Kobieta zaś do faceta potrzebuje całą furę przystawek i rytuałów.

                            Albo inaczej. Instrukcja obsługi zwykłego faceta zmieści się na serwetce, ale
                            nawet dość prostolinijnej Pani - będzie objętości książki telefonicznej.

                            > Sa kobiety które lubiią byc upolowane na jeden raz ,
                            > takie niczego wiecej nie chcą ...wez sie moze za takie?

                            Sam nie wiem .................................(masz jakiś namiar ? wink

                            • li_sa_li Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 12:02
                              gyubal .......napisał:
                              >Li, argumentum ad personam - przegrałaś smile

                              Wiemwink...Ty natomiast przekrałes kilka postów wczesniej.
                      • samotniczka30 Re:Jeszcze coś... 15.10.09, 15:00
                        napisałam jakie jest moje zdanie... ale sama w życiu bym facetowi nie
                        zaproponowała poznawania mojej rodzinki, to musiałoby wyjść od niego, jakieś
                        przyzwolenie, zaciekawienie tym jacy są moi bliscy.
                        Ja nachalna nie jestem. Tyle, że jakby po paru miesiącach znajomości facet nie
                        miał właściwych intencji, to bym go po prostu zostawiła... wredna jestem i
                        tyle...smile
                      • rzeka.chaosu Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 21:52
                        Kurcze kurcze cziken. Nie wiem na jakie kobiety wy polujecie. Ja nie
                        przedstawiłabym faceta rodzinie zanim bym go dobrze nie poznała. Ba. nie
                        związałabym się z facetem zanim bym go lepiej nie poznała. Szybkie akcje są dla
                        desperatów. Mniejsza szansa na rozczarowanie.
                        Druga sprawa: związek polega na wyrzeczeniach. Bez tego się nie da.
                        Wyrzeczeniach z obydwu stron.

                        Skoro nudzą cię rozmowy o "falbankach" to po co się zadajesz z kobietami które
                        chrzanią o "falbankach"? Poszukaj jakieś, która ma ciekawsze zainteresowania. To
                        czy kobieta bezie chrzaniła o "falbankach" widać od razu.

                        Rozumiem, że nie chcecie poznawać rodzin osób, które sami ledwo znacie (bo nawet
                        100 spotkań nie czyni bliższej znajomości). Mnie takie coś też odstrasza. Czyli
                        to nie tylko męski problem.

                        A teraz postawcie się w roli kobiet z którymi się spotykacie. na początku bardzo
                        się mną interesował. Teraz już mniej. Czyli może jest coś nie tak. Czyli muszę
                        bardziej się starać, zbliżyć do niego. I tu zaczynają się upierdliwe i
                        desperackie zachowania łącznie z ciąganiem na wesela, obiady, sejmiki rodzinne.

                        Poważnie - nie każda dziewczyna jest po kursie psychologii. Nie każda odczytuje
                        poprawnie wasze zachowania. Czasem warto pogadać zawczasu.
                  • samotniczka30 Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 14:50
                    tetika napisała:

                    > Dlaczego dziewczyny nie sznujecie zdania faceta. Wydaje mi sie ze rozsadnie
                    mowi, nie od razu sie lata po rodzinie.
                    Czyli ja to staroświecka jestem... bo gdyby mój facet ukrywał się przed moją
                    rodziną i nie chciał pokazać swojej, to byłby skreślony... to dla mnie znaczy
                    tyle, że nie jestem dosyć ważna dla niego... i że powinnam przyjąć do
                    wiadomości, że jestem tylko chwilową zabawką, trzymaną gdzieś w ukryciu i na
                    boku... a może zresztą dlatego, że on już oficjalną narzeczoną ma? A może się
                    mnie wstydzi? Dla mnie takie uniki to wyraz lekceważenia! To nie jest istotne,
                    że rodzinka coś tam sobie od razu wyobraża. Pogadają i przestaną. Jak się chce
                    dać sobie nawzajem szansę to takie pokazanie się w rodzinie jest wyrazem
                    szacunku i tego, że bierze się pod uwagę stały związek w przyszłości. W ogóle ja
                    nie potrafię sobie tego wyobrazić... byłoby mi strasznie głupio gdybym się z
                    kimś spotykała, rodzina mnie pytała kto to jest, chciała go poznać... a która
                    rodzinka o to nie pyta? Np. matka chce wiedzieć z kim się jej córka zadaje...
                    choćby to nawet dotyczyło takiej starej krowy jak ja. Nie rozumiem w ogóle po co
                    tracić czas dla kogoś, kto nie myśli serio? To już lepiej być samemu... w ogóle
                    nie warto marnować czasu na takie krótkie związki, po co? Psuć sobie nerwy,
                    poświęcać komuś czas, tylko po to żeby po paru tygodniach czy miesiącach
                    usłyszeć "żegnam". Ja w ogóle w tym współczesnym podejściu do związków nie mogę
                    się połapać! Dla mnie to czysta abstrakcja!
              • samotniczka30 Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 14:38
                blue_bear napisał:

                > każdy tak mówi...
                >
                >
                Może i tak... tyle że mało kto miał do czynienia z kimś takim... mój były swojej
                rodzinie przedstawił mnie po dwóch tygodniach znajomości. Po dwóch miesiącach
                chciał się żenić... a jego rodzinie wiedziałam niewiele, bo to straszni oszuści!
                W moich oczach wyglądali na normalną miłą rodzinkę... dopiero potem wyszło na
                jaw, że to patologia, alkoholicy, kłamcy...
                • blue_bear Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 14:59
                  samotmniczko...czy |Ty czytasz ze zrozumieniem co ja pisze?
                  nie bronie się przed rodzina potencjalnej dziewczyny, uważam tylko
                  że na wszystko jest pora i miejsce.. napewno nie, jak ludzie są w
                  sobie zakochani i świata poza soba niewidza, ciężki syndrom
                  zakochania nie jest dobry na snucie planów...
                  plany snuje się jak już człowiek wie że to nie były tylko chwilowe
                  trele!

                  ps. współczuje, rzeczywiście miałas mega niefart...
                  • samotniczka30 Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 15:01
                    blue_bear napisał:

                    > samotmniczko...czy |Ty czytasz ze zrozumieniem co ja pisze?
                    > nie bronie się przed rodzina potencjalnej dziewczyny, uważam tylko
                    > że na wszystko jest pora i miejsce.. napewno nie, jak ludzie są w
                    > sobie zakochani i świata poza soba niewidza, ciężki syndrom
                    > zakochania nie jest dobry na snucie planów...
                    > plany snuje się jak już człowiek wie że to nie były tylko chwilowe
                    > trele!
                    >
                    > ps. współczuje, rzeczywiście miałas mega niefart...
                    A ja mam wrażenie, że ty wszystkie swoje dziewczyny z góry przeznaczasz na
                    odstrzał po okresie próbnym smile
                    • li_sa_li Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 15:24
                      > A ja mam wrażenie, że ty wszystkie swoje dziewczyny z góry
                      przeznaczasz na
                      > odstrzał po okresie próbnym smile


                      Dokładnie, odbieram to tak samo.W przeciwnym razie nie nam a
                      wybrance serca by wszystko wytłumaczył,a nie szukał kolejnej która
                      byc moze nie bedzie miała "parcia" To mało dojrzał postawa jak dla
                      mnie.Poza tym nie liczy sie kompletnie z tym ze na ta dziewczyne tez
                      naciska rodzina.Gdyby mu zalezało, dałby jej wsparcie i zrozumienia
                      i oboje umieliby sie z daną sytuacją dogadac.
                      • samotniczka30 Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 15:30
                        li_sa_li napisała:
                        Gdyby mu zalezało, dałby jej wsparcie i zrozumienia
                        > i oboje umieliby sie z daną sytuacją dogadac.

                        Tak Liska - właśnie o to mi chodziło. Facet nie ma ochoty się angażować, ale
                        również nie chce być sam - bo seks na ulicy za darmo nie leży - jedna znajomość,
                        druga, trzecia, czy dziesiąta... wszystko jedno. Taki to pewnie chętnie
                        związałby się z mężatką - bo jak już ma męża, to rodzinie go przedstawiać nie
                        zechce... smile
                      • li_sa_li Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 15:32
                        dogadac.= zmierzyc!
                • tata.kasi Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 15:01
                  Jak to oszuści? Jak ich poznałaś, to udawali? Pochowali flaszki pod
                  stół? Jaka patologia? A w ogóle, to co złego w poznawaniu rodziców?
                  Czy rodzice mają takie oczekiwania, że ich dziecko przyprowadza do
                  domu TYLKO kogoś z kim spędzi życie? Ja będę miał do tego luźny
                  stosunek, niech córka sobie przyprowadza kogo chce, ja mogę przy
                  stole z każdym usiąść, z bliskim (aktualnie) kolega, czy ukochanym
                  też! A jak się to wszystko rozwodni i rozmyje, to przecież nie będę
                  szarpał sobie włosów z głowy! Wy macie stresa przed rozmawianiem z
                  rodzicami kogoś, kto sie wam podoba, bo wam sie wydaje, ze jakieś
                  wielkie oczekiwania sa wobec was big_grin.
                  Ale przyznaję, ze niektórzy rodzice robią w majtki z wrażenia, ze
                  ich dziecko z kimś sie prowadza pod rączkę. I co z tego? Taki lajf smile
                  Przejaw zdrowia i normalnego zachowania.
                  • blue_bear Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 15:12
                    tata.kasi napisał:

                    > Jak to oszuści? Jak ich poznałaś, to udawali? Pochowali flaszki
                    pod
                    > stół? Jaka patologia? A w ogóle, to co złego w poznawaniu rodziców?
                    > Czy rodzice mają takie oczekiwania, że ich dziecko przyprowadza do
                    > domu TYLKO kogoś z kim spędzi życie? Ja będę miał do tego luźny
                    > stosunek, niech córka sobie przyprowadza kogo chce, ja mogę przy
                    > stole z każdym usiąść, z bliskim (aktualnie) kolega, czy ukochanym
                    > też! A jak się to wszystko rozwodni i rozmyje, to przecież nie
                    będę
                    > szarpał sobie włosów z głowy! Wy macie stresa przed rozmawianiem z
                    > rodzicami kogoś, kto sie wam podoba, bo wam sie wydaje, ze jakieś
                    > wielkie oczekiwania sa wobec was big_grin.
                    > Ale przyznaję, ze niektórzy rodzice robią w majtki z wrażenia, ze
                    > ich dziecko z kimś sie prowadza pod rączkę. I co z tego? Taki
                    lajf smile
                    > Przejaw zdrowia i normalnego zachowania.




                    Do rodziców z takim podejściem to moge chodzić codziennie. Ale
                    zazwyczaj jest tak, że zalega niezręczna cisza, mamusia wierci się
                    na krześle, tatuś wybranki taksuje kazdy mój ruch, oczęta mamusi
                    rozanielone, jakbom conajmniej wyskoczył z śpierścionkiem
                    zaręczynowym i oświadczę się na tle świeżo odnowionej wypucowanej
                    meblościanki...
                  • samotniczka30 Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 15:13
                    I wreszcie ktoś mądrze napisał... przecież to, że przyprowadzę faceta do
                    rodziców i zjemy razem obiad to nie oznacza, że to były już formalne zaręczyny!
                    A co do moich oszustów - to tak! U nich żadne flaszki w domu nie stoją, nic nie
                    widać. Teść pije zwykle poza domem, teściowa go kryje, kłamie na jego temat,
                    nawet jak oberwie od niego to nie przyzna się nigdy, zawsze go broni. Ich syn
                    odziedziczył po ojcu nałóg - kocha alkohol. Drugi synek zresztą też. Chcieli
                    obaj robić ze swoimi żonami to samo, co tatuś z mamusią - czyli prać po pyskach
                    i potem udawać, że to nie ich sprawka. Taki wzorzec mieli w domu.
                    Tego się w ogóle nie da tutaj wyrazić. Trzeba ich zobaczyć, posłuchać... np.
                    mówię do byłej teściowej - a T. to dziś po mieście chodził taki zalany, że ścian
                    się trzymał, a ona na to: to nie on, niemożliwe... do byłego mówię: byś się
                    trochę ogarnął, wstyd dziecku robisz, a on udaje, że nie wie o czym mowa...
                    kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa... jak dziadziuś się na urodzinach wnuczki nie
                    pojawił, to ona go tłumaczy, że chory leży... poza tym trzeba uważać bo cała
                    rodzinka lepkie rączki ma!
                    tata.kasi napisał:

                    > Jak to oszuści? Jak ich poznałaś, to udawali? Pochowali flaszki pod
    • sebtrom Re: Nie mam problemów z kobietami... 15.10.09, 15:07
      problem jest spory...z kobietami jest ponoć jak z kompami jak już kupisz to
      widzisz mnóstwo szybszych, ładniejszych, nowszych itp...smile
      Problem lezy w decyzji, osobiscie zawsze mnie dobijała świadomosć ze wg naszego
      otoczenia taka decyzja jest jedyna, niezłomna itp.
      Na sczescie (czy na nieszczeście) czasy się nam zmieniają i osobiscie bardzo
      miła jest myśl ze teraz już cię nie ukamienują jeżeli okażes się ze to porażka.
      Nie rozumiem ludzi nienawidzących sie i żyjacych razem dla dobra dzieci,
      otoczenia itp.
      Więc czasem ta myśl pomaga, co nie zmienia faktu ze decyzje trzeba p[odjać,
      dobrą czy złą ale decyzję.
      Trzeba na to trochę czasu, z drugiej strony jesteś z kimś i czujesz jak jest,
      osobiscie popieram zamieszkanie razem na jakiś czas
      Ale na konkretny czas a nie na lata smile - bo to też pułapka.
      TRudno wybrać ale Twoja decyzja i Twoje życie - wiec sprawa prosta...
      A odwlekanie w nieskończonosć też nic nie zmieni bo zawsze będą nowsze modele.
      Powodzenia
    • yuka4 Dźwiedziu :) 15.10.09, 16:38
      a ja opowiem Ci w skrócie moją historię smile
      W dość nietypowych okolicznościach poznałam fajnego faceta, widziałam go 5 razy
      w okresie 2 tygodni ,po tych pięciu spotkaniach poprosił mnie o rękę ......... a
      ja się zgodziłam .
      Rozsądni ludzie nazwaliby to szaleństwem ....mineło już sporo lat a my wciąż
      razem i w sobie w dalszym ciągu zakochani smile
      • claire.ampres Re: Dźwiedziu :) 15.10.09, 16:52
        yuka4, ja myślę, że Twój przypadek to wyjątek potwierdzający regułę smile

        pytanie do obu panów niechętnych by poznawać rodziny i otoczenie swoich
        partnerek: wy naprawdę sądzicie, że można poznać kobietę / mężczyznę w
        kontekście związku z wyłączeniem tego, co w dużej mierze stanowi o ich osobie?
        rodzina i przyjaciele to coś, co jest integralną częścią nas. jak więc chcecie
        poznać człowieka odzierajac go z tego? przecież wasze wspólne życie nie będzie z
        dala od nich wszystkich, nie będziecie odizolowani od tego otoczenia, więc chyba
        lepiej zobaczyć, jak to może kiedyś ewentualnie wyglądać niż potem, np. po
        ślubie za ileś lat dziwić się, że np. dziewczyna bez mamusi nie potrafi podjąć
        żadnej decyzji a chłopak nienawidzi ojca i ma w dupie rodzinne wartości.
        spotkanie z rodzicami czy przyjaciółkami nie musi oznaczać "już się stary nie
        wywiniesz, szykuj weselicho". ludzie, bez napinki...
        • blue_bear Re: Dźwiedziu :) 15.10.09, 17:22

          yuka, to oznacza że trafiłaś tego jednego na miliard. gratulować smile
          clarie, otoczenie, jak najbardziej, koleżanki, koledzy też, nie
          widze problemu, ale dlaczego dla kobiet takim problemem jest
          poczekanie tych kilku miesięcy za nim przedstawią chłopa rodzinie...
          czy naprawde robi to różnice czy zobaczą chłopa po 2-3 tyg czy po 5-
          6 miesiącach. Mieszanie w to rodziny na samym początku znajomości
          moim zdaniem jest ryzykowne...

          a co w sytuacji kiedy świeżo poznany chłopak nie spodoba się
          rodzicom??? Ona go jeszcze dobrze nie zdąrzy poznać a rodzice są na
          NIE. I robi się kwas, bo za każdym razem są naciski...wciskanie
          szpileczki, niby nie boli, mamusia zażartuje, tatuś się zaśmieje ale
          ślad zostaje. I choć wiesz o swoim chłopcu mało albo jeszcze mniej,
          wiedziona uczuciem chętnie byś z Nim był, ale stoisz w rozkroku
          przed niezadowoleniem rodziców.
          • claire.ampres Re: Dźwiedziu :) 15.10.09, 17:34
            a to już mówisz o uzależnionych od oceny rodziców panienkach, a to już inna sprawa.
            no i dlaczego to wszystko nazywasz "przedstawianiem chłopa rodzinie"? to z góry
            zakłada wspomniane weselicho. ja mówię o poznawaniu. poznać koleżanki, poznać
            mamę, poznać oboje rodziców. poznać, pogadać przy herbacie, zamienić parę zdań.
            i nie po 2-3 tygodniach, bo wcześniej coś pisałeś o 3-4 miesiącach. takie rzeczy
            naturalnie powinny przychodzić. i bez napinania się, bo "musisz zrobić wrażenie
            na przyszłych teściach".
            • blue_bear Re: Dźwiedziu :) 15.10.09, 17:44
              clarie, nie znam dziewczyny która by się nie napinała przed takim
              spotkaniem, będąc w dość długim kilku letnim związku, moja luba
              napinała się za każdym razem, gdyż zależało jej na opini mamusi.
              3-4 miesiące to i tak moim zdaniem mało...myślałas kiedys na tym
              kiedy w związku Twój partmner nagle przestaje być ideałem i zaczyna
              mieć wady?
              • claire.ampres Re: Dźwiedziu :) 15.10.09, 17:53
                no skoro tylko takie kobiety spotykasz...

                a 3-4 miesiące to moim zdaniem w sam raz, żeby wpaść na herbatę do rodziców
                dziewczyny. albo wyjść z nimi do kawiarni, czy jakąś plenerową imprezę. wielkie
                mi halo...

                > myślałas kiedys na tym kiedy w związku Twój partmner nagle
                > przestaje być ideałem i zaczyna mieć wady?

                no u mnie dość szybko. zakochanie nie musi oznaczać wyłączenia myślenia. a wady
                można akceptować, jeśli nie burzą obrazu całości. inaczej miłość by nie
                istniała. bo przecież jesteśmy dorośli na tyle, by odróżniać miłość od
                zakochania, prawda?
                • blue_bear Re: Dźwiedziu :) 15.10.09, 18:02
                  zawsze mi się wydawało że najpierw występuje fascynacja, potem
                  zakochanie a na końcu miłość... pomyliłem się?
                  nie wszyscy podchodza do tego tak jak ty, gdy są zakochani mgła
                  szczęścia przyćmiewa logiczne myslenie...
                  kiedyś usłyszałem że kiedy serce mówi, rozumowi nie wypada się
                  odzywać...
                  • claire.ampres Re: Dźwiedziu :) 15.10.09, 18:09
                    > zawsze mi się wydawało że najpierw występuje fascynacja, potem
                    > zakochanie a na końcu miłość... pomyliłem się?

                    nie, wszystko się zgadza.

                    > kiedyś usłyszałem że kiedy serce mówi, rozumowi nie wypada się
                    > odzywać...

                    no skoro "nie wypada"... to kochajmy szaleńczo, wyłączmy rozum, biegnijmy za
                    kolejnym uniesieniem, nie myślmy o konsekwencjach, a rany będziemy lizać dłuuugo
                    dłuuugo potem.
                    (dziękuję, postoję wink naprawdę da się inaczej. )
                    • blue_bear Re: Dźwiedziu :) 15.10.09, 18:15
                      ależ ja też uwazam tak jak ty, między innymi dlatego nie pcham się
                      pod ocene rodzicom, niech mnie dziewczyna najpierw pozna, przekona
                      się czy warto mnie postawić przed rodziną. Za często lizałem rany
                      przez kobiece pochopne zachowania :] mam nauczke
                      • claire.ampres Re: Dźwiedziu :) 15.10.09, 18:19
                        może w jednej kwestii się zgodziliśmy, ale w tej zasadniczej - nie. Twoja
                        postawa wobec tematu poznawania jest mi obca.
                        niemniej, dużo szczęścia życzę smile
                        • mary171 a wiec teraz ja was uswiadomię Panowie ;) 15.10.09, 18:52
                          Z góry zaznaczę, ze wypowiadam się w imieniu swoim i tego co zaobserwowałam
                          wśród koleżanek.
                          Jeśli kobieta zapoznaje Was z owymi mamami, tatami, babciami ciociami itd, itp
                          na jakimś proszonym obiedzie, kawce czy kolacji tudzież innym zaplanowanym
                          spotkanku znaczy, że :
                          a) jest staroświecka ale bardzo dobrze wychowana
                          b) ma wobec was poważne zamiary i chce oficjalnie przedstawić rodzince wink
                          (lepiej zmykać od takiej bo nie wiadomo co kobietka potem wymyśli)

                          Jeżeli owo spotkanie i poznanie wyniknie spontanicznie lub przypadkiem (np.
                          mieszka z rodzicami i nie chowa was w szafie lub nie przykrywa kocem gdy rodzic
                          przemyka się korytarzem, mieszka sama ale akurat ktos z rodzinki odwiedzi ja i
                          nie wmawia im, ze jestescie listonoszem) świadczy to o jej umiejętnościach
                          zachowania się w sytuacjach kryzysowych wink

                          jeżeli natomiast jest organizowana imprezka rodzinna i chce was zabrać bo np.
                          część jej rodzinki to ludzie młodzi w waszym wieku to znaczy po prostu, że
                          dobrze się czuje w waszym towarzystwie, lubi z wami spędzać czas i na pewno nie
                          chciałaby abyście dorabiali do tego filozofię wink

                          Ot co mili Panowie wink
                          • tetika Re: a wiec teraz ja was uswiadomię Panowie ;) 15.10.09, 19:33
                            Nie widze nic zlego w tym ze sie facet z lekka wzdraga przed zbyt szybkim spotkaniem u rodzicow.Wg mnie to powinno wyjsc spontanicznie i nie na sile.
                            POznalismy sie zaprzyjaznilismy (czy tam od razu poszlismy do lozka, zalezy jakie kto ma zwyczaje)czuje ze chce kontynuowac ta znajomosc to pomalutku NATURALNIE poznaje dalsza czesc zycia wybranej osoby. Wszelkie inne formy wydaja mi sie sztuczne i na pokaz. Niestety mimo dwudziestego pierwszego wieku dalej panuje w naszych malych miejscowosciach cholerny zascianek , zeby nie powiedziec wiocha emocjonalna i kulturowa.
                            • samotniczka30 Re: a wiec teraz ja was uswiadomię Panowie ;) 16.10.09, 12:31
                              panu
                              > je w naszych malych miejscowosciach cholerny zascianek , zeby nie powiedziec wi
                              > ocha emocjonalna i kulturowa.
                              Czy ten zaścianek to aluzja do mnie? Bo ja z małego miasta jestem... i uważam,
                              że rodzinę dziewczyny/chłopaka trzeba poznać! A 3-4 miesiące to kawał czasu i
                              najwyższa pora na zaangażowanie, albo inaczej mówi sie "spadaj". Bo i po co
                              ciągnąć związek bez zaangażowania? Jestem zazwyczaj buntowniczką, różne wsiowe
                              naleciałości mnie wkurzają - jestem na bakier z tradycjami, zwyczajami,
                              wierzeniami, nie mam wspólnego języka z ludźmi z mojego otoczenia, bo moje
                              poglądy są zupełnie odmienne. Ale zwyczaj poznawania rodziny nie jest wiejski,
                              to obowiązywało kiedyś wszędzie, durna zachodnia kultura chce to nam odebrać.
                              Młodym to przeważnie pasuje, bo unikają odpowiedzialności. To brzydkie i
                              niemiłe. Bo po cholerę zawracać sobie tyłek kimś kto chce się ukrywać przed
                              naszą rodziną? Racja, że to powinno być naturalne, nic na siłę. Ale nienaturalne
                              jest też unikanie takich kontaktów. Jesteśmy istotami żyjącymi w rodzinach,
                              stanowimy ich część, tego nie da się odrzucić w imię jakiegoś powalonego postępu.
                              • marek-nocny Re: a wiec teraz ja was uswiadomię Panowie ;) 16.10.09, 12:40
                                Na dzień dobry wraca temat czy można się poznać przez internet a póżniej układać
                                sobie razem we dwoje życie. W moim przypadku się to udało, i nie pomogą żadne
                                GG, maile, poczty, portale randkowe itp. jak się nie ma odwagi i nie poczuje w
                                sobie czegoś tam niewidzialnego przeczucia.
                    • samotniczka30 Re: Dźwiedziu :) 16.10.09, 12:21
                      Na pierwszym planie zawsze powinien być zdrowy rozsądek!!! Zakochanie jest dobre
                      dla gówniarzy, dorosły człowiek nie powinien takim porywom ulegać bezmyślnie.
                      Dziwne dla mnie jest to, że najpierw ktoś się zakochuje, a potem dopiero jak
                      ochłonie to próbuje poznać osobę w której się zakochał! To jakoś tak na głowie
                      postawione... bo zakochujesz się w wizerunku, który sam sobie wykreowałeś, czyli
                      we własnych marzeniach... a ludzie są niedoskonali, wszyscy mają wady. A ty po
                      paru miesiacach wycofujesz się ze związku, bo kobieta ma wady??? A ty ich nie
                      masz? Zmieniasz dziewczyny jak rękawiczki, ale uważaj i na ciebie przyjdzie
                      kiedyś kryska! Bo jesteś coraz starszy, będziesz z wiekiem coraz mniej
                      atrakcyjny, a kobiety które tak lekko rzucałeś będą już dawno z kimś związane i
                      nie pozostanie ci nic innego jak płatny seks wink
                      • li_sa_li Re: Dźwiedziu :) 16.10.09, 12:41
                        samotnico, napisałas ze "zakochanie jest dobre dla gówniarzy".Masz
                        racje człowiek dorosły powinnien sie wyzbyc takich porywów
                        <sarkazm>...
                        Wiesz co piszesz? O ile świat marnieje nam gdy doswiadczyc owego
                        zakochania nie mozna..."O.C.I.P.I.A.Ł.A.Ś" ???? ( znowu przegrałam,
                        gyubalku nie czytaj tego wink )O ile świat bez takich doznan jest
                        uboższy dowiesz sie dopiero jak tego doświadczysz, Ty
                        nasza "twardziocho";p wink

                        Prosze o skasowanie wypowiedzi samotniczki ...propagande nam tu
                        rozsiewa...a sio!wink))))hehehe
                        • samotniczka30 Re: Dźwiedziu :) 16.10.09, 21:33
                          O ile świat bez takich doznan jest
                          > uboższy dowiesz sie dopiero jak tego doświadczysz, Ty
                          > nasza "twardziocho";p wink
                          >
                          > Prosze o skasowanie wypowiedzi samotniczki ...propagande nam tu
                          > rozsiewa...a sio!wink))))hehehe
                          Jakby mnie nawet coś takiego naszło, to bym to odegnała... kropidłem
                          np.... wink a kysz szatanie!!! Kocham mieć trzeźwy, niczym nie
                          zmącony umysł ponad wszystko nad świecie! To największy dar! I co z
                          tego, że to dziwaczne? Cieszę się z tego, że nic mi we łbie nie
                          mąci... wiem, że większość jest innego zdania... no i co z tego?
                          Przecież tutaj demokracja nie obowiązuje smile
    • aurelia.2 Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 12:14
      Od pewnego czasu próbuję zrozumieć takie zachowania, ale zachowania mężczyzn. Przeraża mnie sytuacja kiedy po miesiącu znajomości mężczyzna zaczynać planować wspólną przyszłość, organizować obiadki z rodziną, wspominać o tym, że pragnie trójki dzieci...
      Dla mnie to zdecydowanie za wcześnie. Owszem, jest fascynacja, jednakże to za mało by planować coś na poważnie już po miesiącu czy dwóch. Przecież w tym czasie dopiero się poznajemy.

      I to, iż nie chcę się takich obiadków i dalekosiężnych planów na początku znajomości nie znaczy, że traktuję owego mężczyznę jak zwierzynę tudzież obiekt do spełnienia chwilowych pragnień (widzę, że właśnie tak podsumowano tutaj panów), bo jest zupełnie inaczej.


      Jednak kiedyś chciałabym zapomnieć się tak bardzo by to wszystko nie miało znaczenia. By umieć snuć wizje wspólnej przyszłości z dopiero co poznanym człowiekiem.
      To przeciez piękne, taka głęboka fascynacja kimś...
      • blue_bear Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 13:38
        Czy ja mówiłem że mi nie pasuje ta fascynacja? czy ja mowiłem że nie
        chce sie angażować? ależ chcę, nawet bardzo. tylko do jasnej ciasnej
        przez marszałkowską... nikt tu nie wypiera fascynacji, dojrzałości i
        tym pododnych uczuć ze związku. Każdą kobietę traktuje wyjątkowo a
        nie jak zimny ciepły kawał mięcha z dziurką, jak to mi ktoś tu
        zarzucił, staram się zeby bylo jej dobrze ze mną, nie wypieram się
        ani tego że z nia jestem, ani tego że mi z Nia dobrze. ja uważam
        poprostu że mieszanie rodziny w zakochanie to jest grubo przesadzona
        akcja. Tylko tyle. Nic ponad.

        A Tobie samotniczko nie da się nic przetlumaczyć, stoisz na swoim
        stanowisku jak Lepper na barykadach. I wymachujesz szabelką...
        • tetika Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 15:44
          Samotniczka TRZY DUZE GLEBOKIE ODDECHY. Nikt Cie nie atakuje.Mam prawo miec wlasne zdanie tak jak i Ty je masz i je szanuje.
          Jestes mloda inteligentna kobieta mieszkajaca w malej miejscowosci a nie wsiowym koltunem i tu jest zasadnicza roznica.I mam nadzieje ze to odrozniasz.
          Nie wiem czemu dzis jestes taka agresywna, moge sie tylko domyslacsmile ale ja naprawde wyrazam tu tylko i wylacznie moja opinie.A Ty dzis malo dokladnie czytasz.
        • samotniczka30 Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 21:34

          > A Tobie samotniczko nie da się nic przetlumaczyć, stoisz na swoim
          > stanowisku jak Lepper na barykadach. I wymachujesz szabelką...
          >
          Tylko bez Lepperów, dobra? Wypraszam sobie porównywanie do takiego
          buraka, w niczym go nie przypominam...
          • blue_bear Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 21:37
            buraki to są na polu, a pan Lepper mimo swoich ograniczonych
            światopoglądów nie raz przyprawił mnie o salwy śmiechu...nawet jemu
            nalezy się minimum szacunku za tę wesołość ktorą wprowadził na
            salonach politycznych...choć poza tym nic tam niemiał do
            zaoferowania...

            no ale dobrze samotniczko, nimiejszym przepraszam za lepperiade.
            w każdym razie nadal uważam że nie czytasz zbyt dokładnie tego co
            pisze.
            • samotniczka30 Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 22:21
              > w każdym razie nadal uważam że nie czytasz zbyt dokładnie tego co
              > pisze.
              Ok. Napiszę jak to rozumiem, a ty powiesz, czy mam rację czy się
              mylę - dla jasności.
              Rozumiem, że ty nie chcesz być zmuszany do kontaktów z rodziną
              swojej dziewczyny. Rozumiem, że jak jesteś dopiero "zakochany" to
              jest na to za wcześnie. Rozumiem, że.... cholera straciłam wątek,
              spać mi się chce, może nawet na sekundkę przysnęłąm... Co to ja
              miałam...? Rozumiem, że nie chcesz być schwytany w sidła,
              uziemiony... dopóki się nie upewnisz, że to właściwa osoba, nie
              chcesz uchodzić w oczach jej rodziny za przyszłego małżonka. Coś
              jeszcze? Acha, i wiem że się angażujesz, ale nie lubisz tego parcia
              na upchnięcie cię w rodzinkę. Coś pominęłam, czy źle
              zinterpretowałam? Jeśli tak - to popraw mnie, proszę.
    • sebtrom Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 19:21
      no to żeby odmienić powiem, ze moja pierwsza miłosć rzuciłą mnie bo właśnie
      byłem bardzo powazny i miałem poważne plany...a ona chciała się pobawić...
      tak więc nie ma reguł smile
      • aurelia.2 Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 21:39
        Właśnie, bo czasami jest za wcześnie. I nie jest ważna płeć. Może nawet nie
        chodzi o to, że ktos chce się tylko "pobawić" (choć w młodym wieku najczęsciej
        chodzi właśnie o to) a o to, że na poczatku znajomości czasami pochopne
        deklaracje którejś ze stron mogą wystraszać. Skutecznie wink
        • blue_bear Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 21:42
          aurelia.2 wódki Ci! święta racja!
          • aurelia.2 Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 21:44
            Wiem, wiem smile
            Kurier z "napojem" juz w drodze, rozumiem wink
    • tuuletaria Re: Nie mam problemów z kobietami... 16.10.09, 22:25
      3 miesiące 3 miesiącom nierówne. Jeżeli spotykacie się praktycznie
      codziennie, poruszyliście już pewne tematy, przespaliście się, to
      rzeczywiście rodzice są naturalnym kolejnym etapem. Jeżeli natomiast
      nie było żadnych deklaracji i do tego przespaliście się wink to
      kobieta czuje się niepewnie. Zaproszenie do rodziców ma być wtedy
      odpowiedzią na dręczące ją pytania. Dlatego lepiej jest po prostu
      porozmawiać. Jeżeli mężczyźnie zależy na kobiecie to pokazuje to i
      kobieta nie musi uciekać się do forteli z "rodzinką".
      • marek-nocny Re: Nie mam problemów z kobietami... 17.10.09, 13:21
        moim zdaniem kuć żelazo dopóki gorące a na polewanie wodą jeszcze przyjdzie czas
        tylko trzeba uważać aby nie pękło, odważnie do uczucia bo czas ucieka i
        emerytura zastanie
    • stara-a-naiwna Re: Nie mam problemów z kobietami... 18.10.09, 11:08
      Oczywiscie, ze trzeba czasu, zeby się poznać
      ale szybciej można zapytać o coś; zachowanie w konkretnej sytuacji i
      wiedzieć jakie kto ma priorytety niż się rozczarować i być
      zawiedzionym za pół roku jak się jest zaangażowanym emocjonalnie.
      Moja jedna z koleżanek w ramach żartu mówiła, że każdego nowo
      poznanego faceta będzie pytała "powiedz mi co z Tobą nie tak,
      zaoszczędzimy sobie mnustwo czasu" - i jak to w kazdym zarcie jest w
      tym trochę prawdy wink

      A co do poznawania rodziny - u mnie to działą tak, że jak mi się
      facet naprawdę podoba to go przedstawiam - raczej przy okazji a nie
      extra na obiedzie w niedzielę czy na spędzie familijnym (i
      pzedstawiam bez żadnej ideologii z imienia i nic więcej ani nie jako
      chłopak ani nie jako cokolwiek), jak nie jestem pewna faceta to
      przedstawiania unikam. Generalnie u mnie w rodzinie nie ma jeżdzenia
      z nowo poznanymi facetami na obiadki (nie ma takeigo zwyczaju) ja
      bym nawet nie chciała jechać z kimś z kim się widuję raptem 3
      mieisace do cioci na obiad (na tym etapie znajomości mam
      podejscie "nie będę jakimś epizodem nikomu głowy zawracać" no i jak
      sam napisałeś - potem 100 pytań do "co się z nim stało, a właściwie
      kto to był?")

      A pytania o to czy za pare mieisęcy nei wpadniemy w rutynę są z
      załozenia... bezpodstawne i bez sensu (bo oczywiście, ze się wpadnie
      w rutynę, tylko kwestia tego, czy jak spadną z nosa różowe okulary i
      jak będzie po prostu normalnie i bez szału czy się będzie chciało
      ciągle z tą drugą osobą być i czy nie będzie nudno)

      I co do brakującego czasu. Ja nie mam czasu na tracenie go
      z "facetem pomyłką". Jeśli kogoś poznaję i w przypadkowej rozmowie
      ktoś mi mówi, że nie chce mieć na pewno nigdy dzieci (nie chodzi o
      to, że teraz ze mną, tylko w ogóle nigdy w przyszłosci), albo jesli
      ktoś deklaruje że nie jest monogamistą, to lepiej, że się o czymś
      takim dowiaduję pytajac niż jak bym się miała obudzic "po fakcie" z
      ręką w nocniku, faktycznie zaangażowana w coś dla mnie bez
      przyszłosci (i na sam koniec lizała bym rany ze złamanym sercem -
      dzięki wielkie, własnie po to ludzie rozmawiają, zeby uniknąc
      rozczarowań)
Pełna wersja