blue_phoebee
29.11.09, 20:38
witam, jestem w przysłowiowej kropce, czyli szczęśliwa i
nieszczęśliwa zarazem... Poznałam faceta, znamy się stosunkowo
krótko, na początku mnie irytował, ale po wspólnej imprezie zaczęło
ikrzyć... wręcz płonąć... (seksu nie było, żeby nie było, że jestem
łatwa- my tylko mocno odziałujemy na siebie). Znajomi
mówią: "pomiędzy wami to jest specyficzny rodzaj chemii", "jego coś
do ciebie ciągnie"... właśnie ciągnie, bo przychodzi do mnie
regularnie, widujemy się, rozmawiamy, przytulamy... Inicjatywa jest
częściej jego, ostatnio miał jechać do domu, ale został dla mnie i
siedzieliśmy u mnie cały wieczór. Dobrze nam razem, przy nim czuję,
że żyję... powiedział, ze mam u niego wsparcie... tylko feler jest
taki, że kiedyś wielka miłość zdradziła go z kolegą i nadal z nim
jest i od tamtej pory mówi o sobie, że jest zimny i niewylewny, bo
nie warto... a o czymś innym świadczy to jak mnie dotyka i w jaki
sposób się do mnie odnosi... oszukała go i teraz chce być chyba
ostrożny, bo pomimo tego wszystkiego twierdzi, że NIE CHCE MIEĆ
DZIEWCZYNY, ALE CHCE MNIE BLIŻEJ POZNAĆ... I SPRAWA STOI NA TYM, ŻE
BĘDZIE PRZYCHODZIŁ DO MNIE... ale związku nie chce, popimo, że mnie
podrywa... dać temu czas? zaryzykować? mam wrażenie, że to jak mówi
o sobie drań, egoista, egocentryk, nieczuły, niewylewny to tylko
pancerz ochronny przed kolejnym zranieniem... bo prawdziwy drań po
prostu bierze i nikogo nie uprzedza, że nim jest... (chyba)