anirat
16.01.10, 14:48
Ja mam jak zwykle weekendowe przemyslenia. Jakis czas temu czytałam
artykuł o przybieraniu masek. Internetowe kontakty, nicki zostały
tam przyrównane do masek, zakładamy maskę, jestesmy takimi jakimi
chcemy, zeby widzieli nas inni. Nie widac naszych słabosci
niedoskonałosci, złego nastroju, ale tez nie widac uśmiechu, nie
słychac ciepłego głowsu, czy smiechu

Jestesmy bezpieczni za ekranem monitora.
Ja jednak stawiam na real, nie zastapi mi zadno forum kontakt
mailowy, lub GG od normalnego kontaktu, gdzie poznwanie drugiego
człowieka odbywa sie wieloma zmysłami na raz.
Poznałam dzieki netowi kilka osób realnie, były to miłe spotkania, w
zdecydowanej większosci.
Do otwarcia sie na realne spotkania skłonił mnie fakt, ze kiedys
poznałam kogos i na tej znajomosci, nie wiedzec dlaczego zalezało
mi, a jednak wszystko sie skonczyło, zanim sie zaczęło. Wyciagnełam
wniosek, ze jednak niepotrzebnie za długo zwlekałam. Teraz wiem, ze
ten wniosek tez nie był taki pewny.
Swietnych mam znajomych, takich, których potencjanie nigdy nie
spotkam, za oceanem, w dalekim kawałku Polski, albo w zwiazkach i
dlatego tez ja sama nie zdecyduje sie na spotkanie z nimi.
Te znajomosci sa fajne, taki ktos, co to zawsze pamieta, napisze itd.
A znajomi, wolni jak ja, w miare blisko mieszkajacy, nie specjalnie
pala sie do realnych znajomosci wrecz powiedziałabym robia wszystko,
aby nie zaistniec realnie. Te znajomosci zazwyczaj koncza sie
własnie, kiedy nadeszłaby pora aby je urealnic.
Skad to sie bierze, czy zdejmowanie masek jest az tak traumatycznym
przezyciem?
To wam daje przyjazn netowa? Jak mi zasypało samochód tydzien
sniegiem, to co mi pomoze facet, który mieszka 500 km ode mnie? Mimo
jego najszczerszych chęci? A moze gdyby był blisko, to nie byłby
taki chetny? Hm... Magia netu?