zawszezabulinka
10.03.10, 19:40
pisalam juz na forum kobieta ze mam problemy z grupami. jestem na studiach i
juz 2 razy przechodze zmiany w grupach. w 1 grupie - poznawalismy sie od
poczatku. odrazu porobily sie mniejsze grupki - na 2 damskie i mezczyzni tez
gdzies sie razem trzymali. miedzy nami nastepowala komunikacja - jak to w
grupie. potem nastapila zmiana w grupach dziekanskich i oni wszyscy razem sie
pogrupowali i poszli. ale to pozniej
zanim to nastopilo przylepilam sie do jednej z grup - duzo nie zabieralam
glosu, odzywalam sie kiedy musialam.niektore dziewczyny gdzies sie razem
spotykaly, szly na dyskoteke, a tu jakies urodzinki itp. ja wiem ze nie musze
tego wszystkiego robic. razem te kilka dziewczyn razem siedzialo itd. ja
rozmawialam zazwyczaj z pojedynczymi osobami - wiadomo ze w sytuacji tak
ciezko stac np na korytarzu i czekac na zajecia to ktos sie przylaczyl do
mnie, albo z tym kims gdzies szlam. najgorzej bylo jak jeden z wykladowcow
zadal prace w grupie - ja nie smialam sie nigdzie narzucac i taki byl skutek
ze zostalam sama na lodzie - wszyscy se pogrupowali w 3-4 osoby (nie pamietam
po ile mozna bylo) a ja bylam sama. pan wykladowca nie mogl tego zrozumiec ze
jedna dziewczyna jest sama i kazal mi sie przylaczyc - przylaczylam sie do
jednej grupki - jakis pretensji nie czulam
ja jestem teraz w nowej grupie. zupelnie sama, poznalam ich, chodze juz troche
z nimi, ale nie potrafie otworzyc tak ust jak powinnam. oni sobie zartuja,
siedza przy stoliku. nawet jak ja z nimi siedze to mowie kiedy musze. mam
jednego kolege z ktorym dobrze mi sie rozmawia. jest jedna dziewczyna ktora
jest przesympatyczna osoba na swiecie. z reszta rozmawiam od okolicznosci, a w
zasadzie kiedy musze. czuje sie jak 5 kolo u wozu. znowu byly sytuacje jak
zadano referat - zostalam sama. znow byla praca do napisania - bylam sama,
wszyscy byli pogrupowani
zle sie czuje jak musze referowac - wali mi serce albo mam ochote sie poddac
najgorsze jednak momenty sa gdy cos palne i wszyscy sie smieja a ja "pale
buraka" i mam ochote uciec
w takich sytuacjach jak ktos sie podsmiewywa chce mi sie plakac - to moja
jedyna deska ratunku niestety, bo jestem wrazliwa i w jakis sposob nie smiala
nie wiem co mam zrobic zeby miec wiecej pewnosci siebie i zeby sie smiac z tej
sytuacji a nie palic buraka i miec mokre oczy
wszyscy potrafia zazartowac posmiac sie a ja nie.
wiem ze mowi sie ze ja dzisiaj bede obgadywana a jutro ktos inny - ale to mnie
nie ratuje. ost przelala sie szala - ktos mi na cos zwrocil uwage, poczulam
smiechy a ja sie boje isc na zajecia. ktos moze sobie pomyslec ze taka duza
dziewczyna, w zasadzie dorosla a takie problemy no ale nic nie poradze, boje
sie tych oczu na mnie, boje sie glupich drwin. nie chce narazie chodzic na
cwiczenia, chce przesiedziec chwile w domu - odpoczac, nabrac dystansu.
w przeszlosci mialam podobne doswiadczenia - ktos cos powiedzial przykrego a
ja plakalam potem, albo czulam obgadywanie jak szlam do tablicy - chociaz tak
nie musialo byc, ale czulam skrepowanie. i tak mam do dzisiaj - boje sie
zabierac glosu, nie w kazdych sytuacjach ale zazwyczaj w grupie
szkolnej/studenckiej. gdyby w sali byly 2-4 osoby to co innego ale strach jest
w momencie jak w sali panoszy sie ich 30
nie wiem jak sobie pomoc. znalazlam ksiazke niesmialosc Aleksandra Łamki, moze
ja zakupie jak bede tylko przy $? narazie mam fragment tej ksiazki ale nie
wiem czy warto w to inwestowac pieniadze?