fajnyniesmialek
13.07.10, 14:19
No właśnie. Jakiś czas temu, całkiem zdołowany zarejestrowałem się tutaj i wypłodziłem jeden
tekst o sobie.
A teraz się nie poznaję, dosłownie.
Zaczęło się w sumie jeszcze przed tym postem. 2 maja miałem urodziny i postanowiłem zaprosić bliskich znajomych na imprezę do lokalu. Coś niesamowitego, zważając na fakt, że ostatnie urodziny jakie organizowałem, odbywały się jeszcze w podstawówce. Liczyłem na pięcioro gości. W sumie pojawiło się ponad piętnaście osób. I impreza była przednia. Jeszcze wiele razy później słyszałem od innych, że było super.
Od tamtego czasu zacząłem częściej się widywać ze znajomymi. W moim otoczeniu zaczęły się pojawiać coraz nowe to osoby. Zacząłem się włóczyć wieczorami w weekendy po knajpach. Zwykle z kimś.
W czerwcu sprawiłem sobie szkła kontaktowe. Jestem krótkowidzem i nie znoszę okularów. I nagle okazało się, że świat jest inny niż przypuszczałem. Że to nie tylko ja zwracam uwagę na ładne kobiety, ale one nierzadko też. Zacząłem łapać spojrzenia przypadkowych osób, bawić się tymi spojrzeniami, przeciągać jak najdłużej "wygrywając pojedynek".
Czerwiec był szalony. Piątek - wyjście na miasto, sobota to samo. W niedzielę często również. Co dwa tygodnie lądowałem w swoim rodzinnym mieście, gdzie mam więcej znajomych - tam dopiero było szaleństwo.
Zacząłem odzyskiwać poczucie własnej wartości, głównie w kwestii atrakcyjności fizycznej. Rozstanie po ostatnim związku mocno mi bowiem je nadwątliło, a wręcz sprowadziło na dno.
W każdym razie z tygodnia na tydzień wpadałem w coraz większą euforię i nabierałem pewności siebie. Dwa tygodnie temu nastąpił chyba przełom. Przełamałem się i zaczepiłem obcą sobie dziewczynę. Na ulicy pochwaliłem jej buty. Mam bzika na punkcie damskich butów i od dawna coś takiego planowałem w ramach treningu i walki z nieśmiałością. Później zaprosiłem barmankę w jednym klubie na kawę. Sukces był niepełny, bo do spotkania nie doszło. Odmówiła, bo wyjeżdżała do pracy za granicę (sprawdziłem dwa tygodnie później - nie kłamała).
W weekend spotkałem się z kumplem z liceum, którego dawno nie widziałem. Ściągnął ze sobą szwagra, kuzyna szwagra oraz żonę. Sytuacja, w której normalnie tracę pewność siebie. Tym razem nie straciłem. Rozmawiałem z nimi wszystkimi na raz i osobno bez większego skrępowania. Tego samego wieczora, przysoliłem jeszcze celną ripostą w kolesia, który mnie obraził, żeby zaimponować jakiejś koleżance. Trochę się skompromitował.
A potem podszedłem w klubie do jednej dziewczyny i wprost spytałem, czy da się zaprosić na kawę. Odmówiła, a ja nie nalegałem, bo z bliska okazała się znacznie mniej atrakcyjna niż z daleka.
Mam nadzieję, że jeszcze nie zanudziłem

. Już niedługo koniec, dochodzimy do kulminacyjnego momentu.
W niedzielę szedłem obejrzeć mecz ze znajomymi. Z nastawieniem na kolejne próby przełamywania nieśmiałości - mimo, że mecze oglądają głównie faceci

. Nie mogąc znaleźć lokalu, gdzie się spotykaliśmy zapytałem o drogę dwie atrakcyjne dziewczyny (z premedytacją wybrałem akurat je). A podczas drugiej połowy finału poznałem całkiem samodzielnie i bez wsparcia % bardzo interesującą dziewczynę. Dostałem od niej numer telefonu i jesteśmy wstępnie umówieni na kolejne spotkanie.
Polecam wszystkim, którzy walczą z samotnością rzucić się w wir takiej młodzieńczej zabawy. Niezależnie od wieku. Obracać się w towarzystwie ludzi, przestać szukać. A nieśmiałość przełamywać.
Ja po prostu zacząłem czuć, że żyję.