fajnyniesmialek
27.07.10, 09:22
Idąc dzisiaj do pracy pomyślałem, że trochę głupio jest się publicznie "podrywowymi akcjami" chwalić na jakimś forum. Co prawda owe przechwałki wiążą się z tematem przewodnim, ale tak czy siak trochę zrobiło mi się głupio.
Chociaż z drugiej strony, ci co czytali mój pierwszy wpis wiedzą, że założyłem tu konto specjalnie po to, aby się chwalić postępami w przełamywaniu nieśmiałości. Jestem więc poniekąd usprawiedliwiony.
Pochwalę się jeszcze raz, może ostatni.
Ponieważ jednak łapię buraka i jestem nieśmiały, proszę tych, którzy nie lubią czytać wynurzeń chwalipięt, żeby po prostu olali poniższy tekst. I Wam będzie lżej, i mnie :]
Dla tych, którzy nie czytali poprzednich części:
Część I - Trochę o mnie
Część II - Ludziska, co się ze mną dzieje?
Miałem spotkanie z kolegą. On pełni kierownicze stanowisko, jest kierownikiem redakcji dziennikarskiej. W redakcji są różni ludzie: starsi i młodsi, kobiety i mężczyźni, najróżniejsi. Kolega mi mówi:
- Za dużo w Tobie desperacji, za mało dystansu, pokazywania pewności siebie...
Nie pamiętam dokładnie jak się wyraził. Chodziło głównie o to, że bezczelne wgapianie się w kogoś bez śladu zażenowania pokazuje przewagę typu "mogę się gapić na kogo chcę i jak chcę - i nic ci do tego". Cóż, zacząłem się bezczelnie na kobiety gapić
Okazało się, że to działa. Już dzień później przyciągnąłem spojrzenie takiej dziewczyny, że 80% procent facetów by za nią w ogień wskoczyło. I udało mi się to wytrzymać. Od tamtej pory, dla samego treningu przetrzymuję każde przypadkowe spojrzenie jakiejkolwiek kobiety. A i facetów też - choć jest to trudniejsze, bo kiedy jesteś facetem i gapisz się w oczy facetowi, to odnosisz wrażenie, że za chwilę oberwiesz po mordzie.
I te spojrzenia to tylko wstęp. W weekend znowu byłem w rodzinnym mieście. Umówiłem się z kolegą, poszliśmy do jednej knajpy, gdzie miały miejsce dwa koncerty amatorskich zespołów rockowych. Kolega też jest singlem, trochę poszukującym. Do tej pory jednak nie wyczułem jeszcze czy jest nieśmiały, czy nie. Znam go niedługo. No w każdym razie, kiedy kończył się drugi koncert, wypatrzyłem trzy dziewczyny. Nie jakieś mega hiper super giga piękne, ale całkiem atrakcyjne i wyglądające bardzo sympatycznie. Pomyślałem, że moglibyśmy we dwóch miło z nimi spędzić resztę wieczoru.
No ale jak wiedzą ci, co czytali moje poprzednie wynurzenia, tutaj zaczynają się schody. Nogi z waty, walące serducho i tysiąc innych spraw. Żeby jak najbardziej odciąć się od możliwości powrotu zapewniłem kumpla, że ściągnę je do naszego stolika. Zgodził się. Głupio było już rezygnować.
Kiedy koncert się skończył wziąłem głęboki oddech i wstałem. Podszedłem do tych dziewczyn i zacząłem rozmowę:
- Cześć, macie może babski wieczór albo coś takiego?
Dziewczyny obejrzały się po sobie nawzajem i jedna z nich - wyglądało na to, że najmniej nieśmiała

- odrzekła:
- Nie, takie sobie spotkanie.
- A jesteście bardzo sobą zajęte? - zapytałem.
Znowu obejrzały się po sobie i po raz kolejny ta "śmiała" odpowiedziała za wszystkie trzy:
- Nie, a czemu?
- Może miałybyście ochotę się przysiąść do nas i spędzić wieczór w miłym towarzystwie?
Znowu się po sobie obejrzały, pokiwały głowami i usłyszałem:
- Dobrze, wypijemy tylko drinki, zamówimy coś jeszcze i się dosiądziemy.
- Tylko musicie przystawić sobie jedno krzesło bo przy naszym stoliku są tylko cztery.
- Dobrze.
- No dobra, jeśli będzie ciężkie to wam przystawię.
Wróciłem zadowolony do kumpla i zaczęliśmy jakąś głupią rozmowę. Dziewczyny jednak nie przychodziły. Postanowiłem, że dam im jeszcze chwilę, a potem się przypomnę. Uzgodniliśmy z kumplem, że jeśli teraz się nie przysiądą, to wychodzimy i zmieniamy lokal.
Wróciłem do stolika dziewcząt:
- No i co? Tchórz was obleciał?
- Nie, czemu?
- Miałyście się przysiąść do nas.
- Przeraziła nas perspektywa dźwigania krzesła.
- Przecież mówiłem, że wam przyniosę.
Rozmawiająca ze mną, ta najbardziej śmiała, rozejrzała się dookoła:
- Ale teraz nie ma już wolnych krzeseł.
Miała rację. Dziewczyny siedziały przy wysokim barowym stoliku na wysokich krzesłach, a my przy kawiarnianym na niskich krzesłach. Wszystkie miejsca siedzące - poza tymi przy naszym stoliku - były już w zasadzie zajęte. Postanowiłem, że dam dziewczynom na odchodne w kość, bo wyglądało na to, że nici ze wspólnego spędzania czasu. Rzekłem więc:
- No cóż, spieprzyłyście sprawę, przykro mi. Cześć.
Odwróciłem się już na nie nie patrząc i wróciłem do kumpla. Wstaliśmy i zeszliśmy na dół. Kolega poszedł jeszcze do baru odebrać kurtkę, a ja czekałem niedaleko wyjścia i gapiłem się na parkiet.
Powiem Wam, że w tym momencie dostałem już niezłego kopa. Skoro tak łatwo udała mi się wspomniana wyżej akcja, skoro poniosłem pewnego rodzaju porażkę, a nadal żyję, to nie ma mocnych - mogę robić lepsze numery.
Trzy metry przede mną przy stoliku siedziały cztery dziewczyny (coraz lepiej - najpierw trzy, teraz cztery

). Miały przyczepione na głowach diabelskie rogi. Dopiero później się zorientowałem, że to wieczór panieński. W każdym razie musiałem zrobić bardzo zdziwioną minę, albo wręcz głupią, bo ta, która siedziała naprzeciwko mnie, uśmiechnęła się. Nie wiem co we mnie wstąpiło. W ogóle praktycznie bez zastanowienia podszedłem do nich i powiedziałem:
- Nie wiedziałem, że kobietom też rosną rogi.
Roześmiały się, więc chyba im się spodobało. Ale ja na tym skończyłem, tym bardziej, że kumpel już wrócił. Wyszliśmy z zamiarem zmiany lokalu.
A ja zacząłem czuć prawdziwy przypływ mocy. Dla mnie obie te akcje to był niebywały sukces - przypomnę, że z miesiąc, dwa temu bałbym się spytać ładnej dziewczyny o godzinę. Zaczynało się we mnie gotować.
Weszliśmy do lokalu. W zasadzie wszedłem sam, bo kolega spotkał na zewnątrz kogoś znajomego. W środku kolejny wieczór panieński. Tym razem pojąłem o co chodzi, a dziewczyny miały na głowie królicze uszy. To co zrobiłem chwilę później to był automat. Nie zastanawiałem się, nie snułem planów. Wyszło samo z siebie. Podszedłem i spytałem:
- To która z was wychodzi za mąż?
Została mi wskazana palcem jedna z dziewczyn, a jako bonus poleciało jej imię. Z miną znawcy spojrzałem na nią, po czym zwracając się mniej więcej do wszystkich pozostałych jednocześnie, rzekłem:
- Trochę szkoda, nie?
Kolejna salwa śmiechu po moim tekście, a ja pęczniałem. Po prostu rozsadzała mnie energia. Poszedłem w dalszą część lokalu po drodze od niechcenia zwracając jednej dziewczynie uwagę, że ma fajne buty.
Tak sobie teraz myślę. Te wszystkie rzeczy wychodziły mi zupełnie naturalnie, bez większego zastanowienia. Nie wiem co mną kierowało. Czułem się trochę jakbym strzelał z karabinu maszynowego. Wszystko się działo strasznie szybko. Ale to nie koniec, to dopiero początek...
Wszedł kumpel, stanęliśmy przy barze. Chyba już było coś w mojej postawie, zachowaniu, minie, czymkolwiek... Przyłapałem bowiem przynajmniej trzy dziewczyny zerkające na mnie ukradkiem. Może nawet więcej. To dodało mi jeszcze więcej energii. Dosiedliśmy się potem do jakiegoś stolika, do znajomych kumpla. Tam spędziliśmy trochę czasu na rozmowach, przy czym ja rozmawiałem głównie z jedną z dziewcząt.
Później wróciliśmy do pierwszego naszego miejsca pobytu. Te trzy laski wciąż tam były, ruszyły tylko gdzieś na parkiet. Spotkałem je przy barze. Jednak szybko się zmyły, kiedy mnie poznały. Spotkaliśmy kolejnego znajomego, zostałem przedstawiony czterem dziewczynom. Troszkę sobie z nimi pogadałem, ale w międzyczasie wypatrzyłem w tłumie ciemnooką piękność. Pomyślałem:
- I tak nie mam szans, ale mogę poćwiczyć spojrzenia.
Kończy się limit 800 znaków :] Uzupełnię w komentarzu... jeśli się zmieści.