kfaker
06.08.11, 14:53
Witam,
Chodzi oczywiście o rozmowę pod hasłem "czy się Pani ze mną umówi", a nie "po ile salceson".
Krótki rys sytuacyjny: Pani pracuje w sklepie do którego od lat co jakiś czas zaglądam, i Pani niezmiennie za każdym razem ogromnie mi się podoba. Tego czy jest wolna nie wiem, bo i skąd - rozważałem zapytanie jej koleżanki z obsługi, ale są duże szanse że się niczego nie dowiem a tylko wszystko spalę (bo koleżanka może nie wiedzieć a mnie potraktować jako prześladowcę). Sklep jest, żeby dopełnić obrazu, zoologiczny, co raczej nie stwarza jakichś nadzwyczajnie sprzyjających okoliczności. Oboje jesteśmy w wieku circa 24-28.
Sedno tematu to: jak się do Pani odezwać, żeby nie zestresować i nie sprawić przykrości? Jak możliwie gładko wyjść poza relację sprzedawczyni-klient? Jak dać szansę miłości wśród półek z karmą dla gryzoni?

Priorytetem jest dla mnie, żeby Pani nie zrobiło się niemiło albo stresująco. Z tego względu odrzucam opcję typu czekanie do wieczora aż Pani skończy pracę, bo tak się zaczynają horrory. Kosz czy dożywotni ban w tym sklepie to rezultaty dopuszczalne, niedopuszczalne jest zestresowanie Pani. Okazje do odezwania się są typowo sklepowe - dziś np. Pani podeszła do mnie z pytaniem czy w czymś pomóc kiedy byłem sam w jednym z działów - i lepszych nie będzie. Czy widzicie szanse rozegrania tego pozytywnie w sytuacji ulotnego sam na sam gdzieś w kącie sklepu?