Dodaj do ulubionych

Samotność starzejącego się, dziwnego nieudacznika

09.05.12, 19:06
Witam wszystkich. To mój pierwszy wpis na tym forum. Poczytałem sobie je trochę, i stwierdziłem, że mogę i ja podzielić się moimi przemyśleniami w kwestii bycia samotnym - na moim przykładzie. Cóż, temat to rozległy i zapewne wcale nie specjalnie nietypowy w dzisiejszych czasach. Mam 35 wiosen na karku i nigdy jeszcze nie byłem zakochany - tak , to prawda! Chciałbym (chociaż teraz to już coraz mniej), ale nie udaje się. Jakiś kabelek mam chyba w głowie odłączony albo inną usterkę. Od szkoły średniej obracam się w zasadzie w towarzystwie męskim lub ludzi starszych od siebie, to też poznawanie kobiet w stosownym wieku jest bardzo trudne. Dodatkowo utrudnia to fakt, że nie należę do przystojniaków - mam sporo usterek zewnętrznych, jak i również nie powalam swoją osobowością. Mam jakieś problemy z ładnym wysławianiem się, doborem słów i umiejętnością szybkich i trafnych ripost. Czyli generalnie nieatrakcyjność na każdym podłożu. Jestem jak ogórki ze śmietaną - mizeria - po prostu. Moim znajomi, dawniej, widząc mojego pecha w kwestii poznawania dziewczyn, wielokrotnie próbowali mnie z kimś poznawać, jednak albo były to osoby, które mi nie odpowiadały, albo którym nie odpowiadałem ja. Także nigdy nic się nie udało. Z przerwami spędziłem na różnych portalach randkowych około 9 lat - efekty? Nic - tylko wprawa w palcach od pisania. Mimo, iż zawsze starałem się na oryginalne listy, to 98 ich procent pozostawała zawsze bez odpowiedzi. Reszta takowe miała, ale kończyło się to kilkoma mailami, bo dziewczyny z portali randkowych nie dopuszczają myśli spotkania się w "realu" - wolą randki z monitorem. Codziennie widzę dziesiątki podobających mi się kobiet na ulicy. Dlaczego nigdy takie właśnie nie trafiły się choćby na tych zaaranżowanych przez znajomych spotkaniach? Dlaczego nigdy nie spotkałem kogoś kto by mi się, z wzajemnością spodobał, w sytuacjach,jakich tysiące dostarcza nam codzienny byt? Pech, kara? A może to jakaś samoregulacja natury - takie nieudaczniki wysyłają jakieś sygnały, które mówią - omijaj mnie - jestem do niczego, w celu uniemożliwienia płodzenia się kolejnych nieudaczników o wadliwych genach... Poza tym, lata zleciały. Człowiek ze stanu nadziei, oczekiwania, przeszedł z braku tychże do stanu zgorzknienia, niechęci a nawet jakiegoś urazu do kobiet. Wymagania wciąż rosną i zawężają się, przez co kompromis jest prawie niemożliwy do uzyskania. Dochodzą starokawalerskie nawyki, z założenia wadliwe ciało dodatkowo się sypie - włos wypada, sadło się zawiązuje, skóra szarzeje lub przebarwia się itd, itp. Kto zechce takiego pokemona? Nikt - tym bardziej, że i panie w tym wieku już w większości mają wiele do ukrycia. Na dzieci w zasadzie za późno (dla pań) i tak o... Na szczęście odparowała już ze mnie prawie całkowicie potrzeba bycia kochanym i kochania. Wciąż oglądam się za ładnymi dziewczynami, chciałbym wziąć taką za rękę, przytulić, pocałować, ale na myśl o seksie robi mi się niedobrze. Z tego wynika, że jestem chyba tzw. Asem, czyli kimś, kto ma prawidłową orientację (zwraca uwagę na tą płeć , co trzeba), ale nie ma potrzeb seksualnych.
Dużo by tu jeszcze można pisać w tej mojej historii, ale nie jest to epopeja o pokracznym, tępym nieudaczniku, ale post na forum - nie miejsca na dłużyznę, którą i tak wyprodukowałem...

Pozdrawiam
Obserwuj wątek