Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło...

25.12.12, 18:21
Chyba najtrudniej przyznać przed samą sobą: tak, jestem samotna i tak, nie chcę tego. Kiedy wychodzę z domu, nakładam maskę, bo nie lubię się obnosić ze swoimi problemami. Ale tu, w domu czuję, jak bardzo jest mi źle. Może uznacie, że to śmieszne, ale naprawdę wiele mnie to kosztuje. Takie spojrzenie w prawdzie na swoje życie. Uświadomienie sobie, że nie ma nikogo, komu mocniej bije serce na mój widok. Może to dlatego, że drugi dzień już siedzę sama, bo w tym roku powiedziałam: dość. Nie będę udawać przed innymi, że jest mi dobrze, aby nie zakłócać tej pięknej atmosfery świąt. Przecież ciepło i jasność świąt każdy nosi w sobie, a we mnie nie pali się nawet maleńki płomyk...
    • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 18:33
      doskonale Cię rozumiem... sad
      ja sobie obiecałam, że w przyszłym roku postaram się wyjechać do ciepłych krajów na święta - tylko muszę ostro na to oszczędzać wink
      mam już dosyć świąt, spędzanych z rodzinką - 2 małżeństwa + ja
      żenada totalna... i też to udawanie... że nie jest mi źle, kiedy w środku wyję i płakać mogę jak nikt nie widzi...
    • tymianeek Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 18:40
      A mnie już wyprzedza młodsze pokolenie. Mnie to już w sumie wszyscy chyba olali. Przy stole gadki o planach na przyszłość siostrzeńców których pamiętam jeszcze z kołyski. Ło matko... No nie wyszło kurde nie wyszło. A taki czas jak teraz tym bardziej to unaocznia. Jeszcze ten sylwester cholerny. W tym roku planuję przespać go jak nic. ech...
      • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 18:45
        ja też Sylwestra zamierzam przespać. I chcę, żeby już był 2gi stycznia i żeby wszyscy przestali wariować!!!!
        • blue_velvett Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 18:58
          A ja bym się wreszcie chciała obudzić właśnie... I nie siedzieć sama, i nie przesypiać tego, co boli. Chociaż to zdecydowanie trudniejsze, niż tkwienie w bezpiecznym kokonie znanego, ale niechcianego życia. Nie wierzę wprawdzie w królewicza z bajki i jego czarodziejski pocałunek, ale przecież ludzie jakoś się odnajdują, prawda?
          • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:00
            odnajdują się ci, którzy mają szczęście
            • noajdde Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:11
              Szcęście niewiele ma z tym wspólnego, chyba, że to przy narodzinach. Decydują kryteria wyboru.
              • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:14
                jak rozumieć te kryteria wyboru?
                • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:20
                  No bo pewnie wybierasz brunetów z k(l)asą.A nie biednego noajddę, dla którego pewnie będziesz za stara, za dzieciata i mentalnie niekompatybilne.jak śmiesz wybierać tych brunetów wink)).Brzydkie kobiety są przecież skazane na samotność, nie masz innej opcji.
                  A moim zdaniem wszystko zależy od szczęścia i czegoś "nieuchwytnego". Są przeciętne, średnio atrakcyjne kobiety , które mają to coś co przyciąga faceta.
                  Ja nie przyciągam mężczyzn, za to na wszystkich forach randkowych i zblizonych poznaje fantastyczne kobiety.A jestem 100 % heteroseksualna.Może, niestety.
                  • noajdde Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:29
                    Bez jaj big_grin Ja nie mam zalet i bynajmniej nie jestem wiele wart. Ponadto nigdy nie byłem w związku więc pewnie w ogóle nie potrafiłbym go stworzyć.
                    Biorąc jednak pod uwagę, że wszystkie kobiety lecą na określoną dość ograniczoną liczbę mężczyzn, w miarę oczywistym jest, że nie każdej z nich się uda. Rywalizacja jest ostra big_grin i również tu decydują cechy psycho-fizyczne (z większym naciskiem na drugi człon).
                  • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:53
                    nie powiem - brunetów wolę bardziej wink pewnie dlatego, że moja pierwsza i największa miłość [nieszczęśliwa oczywiście], to blondyn wink na kasę nigdy, ale to nigdy nie zwracałam uwagi...

                    poczytałam Wasze wywody w innym wątku i coś mi się przypomniało, ale nie wypowiadałam się, bo nie będę wątków pewnych osób podbijać wink ale skoro teraz mam możliwość... pół roku temu, jak jeszcze wierzyłam w cokolwiek, to spotkałam się parę razy z pewnym kolesiem. bardzo przystojny, właściwie mój typ - szczuplutki, aktywny tryb życia, łysa klata [wiem, bo na plaży brykaliśmy wink], ale... ale kuźwa był takim marudą, że po 4 spotkaniach dałam sobie spokój! narzekał na wszystko! to było po prostu nie do zniesienia, taki noa - tylko, że w realu wink więc to nie o wygląd czy kasę chodzi, a o postawę... ale co ja się tam będę rozwijać - noa i tak zapewne swoje będzie pi....lił wink

                    Ha! ale mnie pocieszyłaś, skoro piszesz, że to jednak nieco szczęścia potrzeba wink
                    jakoś łatwiej pomyśleć, że się jednak nie ma szczęścia, a nie że to ze mną coś nie tak wink

                    • noajdde Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 20:20
                      Gdyby był brzydki nawet jednego spotkania by nie było. Taka obłuda.
                      • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 20:31
                        i tu mnie nie znasz! masz klapki na tych swoich brzydkich oczach wink
                        z brzydki, ALE INTERESUJĄCYMI też zdarzało mi się spotykać
                        ale jakoś nic z tego nie wychodziło, bo pewnie myśleli tak jak Ty - niby brzydki, ale wymagania co do babki takie, że hoho!!! suspicious
                • noajdde Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:23
                  Wysoki, przystojny brunet z k(l)asą nie znajdzie się na forum "Dla nieśmiałych i samotnych". Interpretuj to sobie jak chcesz.
                  • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:57
                    wielu przystojnych facetów było, jest i będzie na tym, czy innym forum...
                    ale.... wink
            • tymianeek Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:15
              też myślę że szczęście ma tu niewiele wspólnego. Myślę że to My mamy najwięcej wspólnego z tą materią sad
              • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:43
                pocieszałam się, że to o szczęście chodzi wink wychodzi na to, że jednak zbyt po...na jestem, by z kimś być wink

                albo "zbyt wymagająca" jak to dzisiaj przy śniadaniu usłyszałam...
    • noajdde Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 19:09
      Drugi dzień? Dobrze zrozumiałem, jesteś sama aż dwa dni?
      • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 20:07
        Ile razy zastanawiałam się - "nie stara, nie brzydka, nie biedna, a jednak samotna, a jednak".Pewnie mam jakiś feler, ale by przez całe życie nie spotkać faceta, któremu by zależało na mnie?Wiecie, tak by człowiek nie musiał kombinować, starać się, żeby to do cholery jasno wynikało z tego co facet mówi, robi.Patrzy i dotykał.Żeby w każdym geście było widać - zależy mi na Tobie bo dla mnie jesteś wyjątkowa.Mam dosyć przypodobywania się, czarowania , uśmiechania, zagadywania i tego podejścia jak już bardzo chcesz to się Tobą zainteresuję.
        W d... to mam, czuć się jak wyrób czekoladopodobny i być zamiast.Nim nie trafi się ktoś lepszy.
        • noajdde Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 20:18
          Powiększ sobie to i owo może i ty znajdziesz swojego bruneta tongue_out
        • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 20:52
          Kulą w płot jak zawsze.Nie gustuję w brunetach i nie muszę sobie niczego powiększać noajdde - rozmiar E jak wiesz o co chodzi.
          • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 20:54
            skąd on może wiedzieć co to znaczy E? jak nigdy nie miał do czynienia z kobietą
            chyba, że za pieniądze wink ale one zazwyczaj wszystko sztuczne mają wink
            • blue_velvett Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 21:04
              Ale was naszło... A mnie nostalgia jakaś dzisiaj ogarnęła. Ale widzę, że wy tu tylko o jednym... Duże cycki, małe cycki... Każda zmora podobno znajdzie swojego amatora. Ja w każdym razie staram się wierzyć w ten pradawny obyczaj.
              • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 21:10
                Duże cycki były tylko dla mego ulubieńca, co by go podenerwować.
                A z potworą i amatorem to bajeczki dla grzecznych dzieci.Widziałyście kiedyś faceta szalejącego za mało atrakcyjna kobetą????Znudzonego tak owszem.Zniesmaczonego.Niezainteresowanego.Ogólnie nastawionego na nie to i owszem.
                • dzepetto15 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 21:23
                  nie jestem znudzony, zniesmaczony,niezainteresowany ani ogólnie nastawiony na nie
                  ale nie jestem też wysokim, przystojnym brunetem
                  za to wiem co oznacza rozmiar E
                • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 21:24
                  > Duże cycki były tylko dla mego ulubieńca, co by go podenerwować.

                  Chyba przestraszyć. Przecież takim biustem to można faceta w łóżku udusić! Wreszcie stało się jasne dlaczego Noajdde tak się wymawia big_grin
                  • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 21:36
                    czyli to prawda, że faceci wcale nie lubią dużych cycków, tylko takie, co to się w dłoni mieszczą? wink
                    • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 21:41
                      Różni faceci, różne gusta. Dla mnie te w dłoni byłyby ok ;P
                      • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:01
                        Nie wszyscy lubią duże.A nawet jak lubią to nie wiedzą co z nimi robić....
                        • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:10
                          Słyszałem, że bardzo popularne są okłady z piersi w czasie grypy lub przeziębienia i że to podobno pomaga suspicious
                      • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:01
                        większość facetów tak myśli... chyba...
                        pocieszające w sumie - się mieszczę wink
                • blue_velvett Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 21:30
                  Owszem, znam małżeństwo, gdzie facet jest naprawdę niezłym ciachem, a kobitka bardzo przeciętna. I to on za nią latał, i to on ją uwodził latami. Tworzą bardzo udany związek od 15 lat już chyba, a koleś nawet oka nie zaczepi na innej. I wiecie, co mi kiedyś powiedział po wódce? "Z malowaną lalą, to ja mogę się ewentualnie przespać, a z mądrą kobietą oprócz dobrego seksu, mam jeszcze okazję do rozmowy..." Zanamy się od lat i bardzo ich cenię, bo oboje są towarzyskimi, otwartymi ludźmi. Więc myślę sobie, że nie jestem chyba tak do końca naiwna, jeśli myślę, że przysłowiowa zmora, czyli normalna kobieta, z krwi i kości, z wadami i zaletami, może trafić na swoją drugą połowę. I wierzę też, że po tym świecie chodzi choć jeden jeszcze facet, który wyznaje zasadę mojego znajomego. I tego sobie życzę, sama sobie życzę na te święta
                  • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 21:59
                    Trafił się jeden na milion i to pewnie tylko dlatego, że ambicja go uwierała, że nie może kobiety zdobyć.
                    Facet,który leci na intelekt jest jak jednorożec.W bajkach istnieje li i jedynie.
                    Co do rozmiarów to ja nie tylko cyckami bym mogła faceta udusić, a nie mam zazatków na dominę...
                    • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:08
                      > Trafił się jeden na milion i to pewnie tylko dlatego, że ambicja go uwierała, ż
                      > e nie może kobiety zdobyć.
                      > Facet,który leci na intelekt jest jak jednorożec.W bajkach istnieje li i jedyni
                      > e.

                      Wygląda na to, że jesteś takim lustrzanym odbiciem Noajdde. On ma złe zdanie o kobietach, Ty o facetach.

                      > Co do rozmiarów to ja nie tylko cyckami bym mogła faceta udusić, a nie mam zaza
                      > tków na dominę...

                      Robi się groźnie... tongue_out
                      • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:16
                        Nie obrażaj mnie proszę.Ja w przeciwieństwie do noajddę próbuję, niestety trafiam na takich facetów,że dziwię się, że nie zostałam lesbijką.I mam zdecydowanie mniejsze wymagania niż mój ulubieniec.Niestety o mężczyznach nie da się tego samego powiedzieć.
                      • dzepetto15 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:18
                        nawet jeżeli 1 na milion to i tak jeszcze paru gdzieś chodzi
                        i dlaczego wszystkich facetów ładujecie do jednego wora
                        chyba z frustracji
                        masz rację gen75 robi się groźnie
                        • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:25
                          > masz rację gen75 robi się groźnie

                          To nie są żarty. Poczytajcie sobie:

                          www.wiadomosci24.pl/artykul/chciala_usmiercic_swojego_partnera_biustem_252587.html
                          Jakby kto chciał mieć przyjemną śmierć big_grin
                          • dzepetto15 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:33
                            mnie to nie grozi jestem samotny
                        • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:32
                          Panowie, nie twierdzę, że nie ma fajnych facetów.Znam paru.
                          Moja frustracja nie bierze się z powietrza. Jeśli przez całe życie jest się dla mężczyzn za wysoką, za inteligentną, za bardzo samodzielną, jeśli ciągną do człowieka kłamcy, kombinatorzy i ciamagii życiowe to w końcu dopada Cię deprecha gigant.
                          Mężczyzna może kobietę można zdobywać, starać się o nią.Kobieta, jeśli facet jej nie chce może sobie popłakać w kąciku.
                          • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:34
                            Asterka, przybij pionę! big_grin dobrze piszesz smile
                            • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:42
                              Oj coś czuję, że zaraz się rozpocznie sabat...

                              Dobra, ja tylko żartowałem, wolę nie zadzierać tongue_out
                            • blue_velvett Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:42
                              I z mojej nostalgii wyszedł wątek cyckowo - wartościujący. Moje są chyba te mieszczące się w dłoni i podobno cała reszta też w normie. Chodzi mi o wygląd, bo jakoś wokół tego się tu kręcimy. A tak naprawdę, to chciałabym tylko powiedzieć, że mamuty wprawdzie wyginęły, co podono dowiedziono naukowo, ale przyzwoici faceci nie. Ja bardzo lubię facetów za ich bezpośredniość i poczucie humoru oraz za to, że za jeden uśmiech można dostać kawę, jak zabraknie drobnych. Tylko tego jednego, MOJEGO, mi brak, ale to nie jego wina, że gdzieś tam nas rozwiało w różne strony
                              • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:46
                                Blue, a nie masz takiego wrażenia, że facetom, większości przynajmniej chodzi o cycki...?
                                • blue_velvett Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:50
                                  O cycki chodzi zawsze, ale na początku. Faceci w większości są wzrokowcami, więc włącza im się instynkt przedłużenia gatunku. Albo się nie włącza. Jednak facet, na którym mnie by zależało, umiałby przejść na wyższy etap, czyli, że za cyckami jest coś dalej. I nie chodzi mi o kolejne części ciała...
                                  • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:32
                                    Cały problem polega na tym, że jak nie ma tych cycków czy innego wabika na punkt drugi już nie ma szans.Brzydkie kobiety są od razu skreślone na amen.
                                    • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:42
                                      Nie zgadzam się z tym absolutnie. Nawet jak kobieta nie powala wyglądem, ale ma bardzo fajny charakter, jest towarzyska, otwarta i (najważniejsze) nie ma głupich uprzedzeń wobec mężczyzn to ma to znacznie większe znaczenie niż jej wygląd. Amen
                                      • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:52
                                        Wiesz, kiedyś nie miałam uprzedzeń.I zaprawdę powiadam nie są głupie, poczytaj sobie moje posty poniżej powinnam już dawno dać sobie z facetami spokój.Charakter super rzecz, przez wiele lat byłam najlepszym kumplem, doradcą i powiernikiem.Ale nie kobietą, której się pragnie, adoruje.Byłam zakochana w mężczyźnie, który uważał mnie za najlepszego powiernika.Bardzo długo łudziłam się, że zobaczy we mnie kobietę.Że ciepło, przyjaźń, wspólne zainteresowania zaowocują w końcu miłością.Naiwna.
                                    • noajdde Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 01:13
                                      Oczywiście. Zaś każda kobieta jak matka Teresa emanuje dobrem i na wygląd uwagi nie zwraca. Co za BYZYDURY.
                                      • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 02:55
                                        Tak Noe kochamy tylko brunetów w typie Antonia B.O niczym innym , nie marzę jak taki brutalny brunet wieczorową porą .Przyjdzie z gitarą i mnie zastrzeli.
                            • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:43
                              Sorry za wiwinsekcję, ale porównywać mnie z noajddę się nie dam.
                              Byłam z facetami gorzej wykształconymi, średniozamożnymi, po rozwodach, z dziećmi.Piękni też nie byli .Wymagania miałam prawdę mówiąc minimalne.Jednego nie jestem po prostu w stanie znieść - obojętności.Tego, że dla żadnego nie byłam na tyle ważna, żeby mu się chciało chcieć.Nie znoszę znudzenia, monotonii, braku ciepłą i czułości.
                              Jeśli facetowi nie zależy nic nie jesteś w stanie zrobić.Ile razy można w końcu walczyć, udowadniać i się starać?????Już mi się nie chce....
                          • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:39
                            > Mężczyzna może kobietę można zdobywać, starać się o nią.Kobieta, jeśli facet je
                            > j nie chce może sobie popłakać w kąciku.

                            To my dalej żyjemy w XIX wieku i kobiecie nie wypada starać się o faceta (przynajmniej w takim samym stopniu jak on o nią) i potem bidula musi sobie w samotności chlipać w kąciku? Oj rzeczywiście bidule, niby inteligentne, a nie zauważyły, że już mamy XXI wiek.
                            • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:43
                              niestety mamy XXI wiek i większość z panów sobie z tym nie radzi... jak mamusia żonki nie wybierze... a jeszcze będzie utrzymywać niczym włoska "mamma"...
                              • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:55
                                > niestety mamy XXI wiek i większość z panów sobie z tym nie radzi... jak mamusia
                                > żonki nie wybierze...

                                Nie słyszałem o tym, żeby komukolwiek mama wybierała żonę...
                                • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:57
                                  kiedyś tak było... i dla Was, współczesnych mężczyzn - tak by było najlepiej... najwygodniej...
                                  • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:59
                                    Ci współcześni mężczyźni są naprawdę żałośni big_grin
                                    • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:06
                                      żałosne jest to, że takie silne i zajebiste babki jak my mają jeszcze nadzieję, skoro...
                                      • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:14
                                        Ryczeć mi się chce.
                                        • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:18
                                          Typowa baba! tongue_out
                                        • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:21
                                          rycz, kochana - to dobrze na oczy robi smile
                                      • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:16
                                        > żałosne jest to, że takie silne i zajebiste babki jak my mają jeszcze nadzieję,
                                        > skoro...

                                        ...marność nad marnościami, wszystko marność big_grin
                                        • butellishka Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:22
                                          marność to facet w dzisiejszych czasach
                                          • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:34
                                            no właśnie o to mi chodziło.
                                      • tastefully7 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:20
                                        butellishka napisała:

                                        > żałosne jest to, że takie silne i zajebiste babki jak my mają jeszcze nadzieję,
                                        > skoro...

                                        Ale za to fajnie, że uważacie się za silne i zajebiste. To już dużo smile
                                        • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:30
                                          Zachować poczucie własnej wartości i atrakcyjności w zetknięciu z pewnymi mężczyznami graniczy z cudem.Boże, gdybym była jakimś lelum polelum delikatnym, to po wszystkich "komplementach", głupich komentarzach, afrontach bałabym się spojrzeć w lustro.Czułabym się jak śmieć, który nie wiadomo po co żyje.A tu jeszcze człowieka pytają, dlaczego nie wybiera tych fajnych, normalnych facetów....Ciekawa jestem jakby się jeden z drugim mądrala zachował, jakby go rwał jakiś damski "pasztet". Już widzę tą kulturę i delikatność.
                                          • tastefully7 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:36
                                            asterka10 napisała:

                                            > Boże, gdybym była jakimś lelum polelum delikatnym, to p
                                            > o wszystkich "komplementach", głupich komentarzach, afrontach bałabym się spojr
                                            > zeć w lustro.Czułabym się jak śmieć, który nie wiadomo po co żyje.

                                            Aż mnie zastanowiło, co ci faceci mówią do Ciebie? Żeby aż śmieciem się czuć...
                                            • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 00:01
                                              Wstydziłbym się z tobą pokazać w towarzystwie.Dlaczego kobiety są albo ładne albo mądre.Jeszcze jakieś złote męskie myśli?
                                              • tastefully7 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 00:06
                                                Hmm... To ja nigdy nie spotkałam się z tego typu tekstami.
                                                • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 00:13
                                                  Ja niestety tak.I jak się domyślasz było to mało przyjemne.
                                                  • tastefully7 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 00:23
                                                    No dobrze, ale jeśli, to było to pewnie raz czy dwa. Nie każdy chyba facet odnosił się w ten sposób do Ciebie? Bo z tego co piszesz, można odnieść takie wrażenie. Może wyczuwają Twoją niechęć skierowaną w ich stronę. Nie wiem, może ja jestem jakaś inna. Ale to, że nie wyszło mi parę razy w relacjach z facetami, to nie znaczy, że każdy jest zły. Wolę nie hodować w sobie złości do rodu męskiego, bo wtedy, to już na pewno nic z tego nie wyjdzie. Zdecydowanie wolę optymizm, choć nie ukrywam, że gorsze dni też dopadają i mnie.
                                                  • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 00:36
                                                    Wiesz, gdyby to był raz czy dwa razy, spuściłabym gości po brzytwie i tyle.Ale jeśli już nawet dla takiego noajddę jesteś za mało dobra to ci ręce opadają.O żesz, nie bawi mnie rola kumpeli, przyjaciółki, powiernika.Jak każda kobieta potrzebuję adoracji, zainteresowania, ba lubię się poczuć taką malutką bezbronną kobietką.Gdzie tam.To nie jest tak , że pielęgnuje w sobie wszystkie zadry, afronty - wręcz odwrotnie staram się o nich zapominać by normalnie funkcjonować i lubić mężczyzn.Ja się po prostu czuje ignorowana jako kobieta, jakbym była hermafrodytą, ciocią dobra rada, kumplem w spódnicy.
                                              • czarny.onyks Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 02:00
                                                Asterko...gdzie Ty takich facecików wynajdujesz??
                                                bo mężczyzną to raczej trudno takiego nazwać...

                                                ale samoocena rzeczywiście może lecieć na łeb, na szyję, jak się posłucha takich uwag...

                                                ps. Noa od dawna ma taki styl pisania...nie wiem, jak w życiu...ale nie bierz sobie do serca tego wszystkiego co pisze....był na innych forach, ale tu znajduje ,,zrozumienie'' i uwagę ...i zawsze jakąś kobietę chętną wyprowadzić go z błędu..ale jeszcze żadnej się to nie udałowink
                                                • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 02:39
                                                  Noa nie robi już na mnie wrażenia, ale nie znoszę, gdy ktoś wszystkie kobiety wrzuca do jednego wora.Mnie się nigdy bruneci nie podobali smile))).
                                                  A mężczyźni no cóż, tacy mi się przyplątują i trafiają.Teraz już nawet nie szukam - dałam sobie spokój z randkami ,czatami - wszędzie to samo badziewie.Facetom się wydaje, że kobieta w pewnym wieku weźmie wszystko taka jest zdesperowana.Będę sama, trudno.Jestem już na tyle pokaleczona i najeżona, że facet musiałby mieć może cierpliwości.I musiałoby mu zależeć.A nie będzie , bo z wiekiem mi urody nie przybywa, a charakter...charakter też mi się jak widać popsuł.Po za tym- mężczyźni nie potrafili mi dać dwóch rzeczy na których mi najbardziej zależy - miłości i poczucia bezpieczeństwa.A inne rzeczy, nawet seks z wiekiem przestał mnie bawić, bo seks bez uczucia, to jak wieczór z wibratorem.Choć z tym ostatnim masz większe szanse na orgazm.
                                                  • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 02:48
                                                    Asterka nie udawaj, że nie zauważyłaś, tam na dole ktoś Ci chyba złożył pewną propozycję...
                                          • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 00:05
                                            > Cie
                                            > kawa jestem jakby się jeden z drugim mądrala zachował, jakby go rwał jakiś dams
                                            > ki "pasztet". Już widzę tą kulturę i delikatność.

                                            Określenie "pasztet" na kobiety przy kości to bardziej do blokersów pasuje. Nie sądzisz chyba, że wszyscy mężczyźni posługują się takim językiem?
                                            W ogóle użyłaś tego określenia, jakbyś go już "zasymilowała" i sama tak o sobie myślała. To by świadczyło o tym, że to nie z okropnymi facetami jest problem, tylko Ty masz problem ze swoim poczuciem własnej wartości. Oczywiście to tylko takie wolne dywagacje, których nie wolno brać do serca wink
                                            • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 00:11
                                              Blokersi, ależ bynajmniej.Wiesz gwen, mam 42 lata, to nie wiek kiedy człowiek przegląda się w lusterku i szuka mankamentów.Nigdy nie byłam ani perfekcjonistką, ani osobą pełną kompleksów, która uważała się za nieatrakcyjną.O tym usłyszałam od facetów, wyczytałam w ich pogardliwych spojrzeniach, albo po patrzeniu przeze mnie jakbym była przezroczysta.
                                          • noajdde Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 01:01
                                            Nie lubisz "pasztetów", co?
                            • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:03
                              Gwen75, oj nie ma równouprawnienia w tej dziedzinie.Owszem, facet da się poderwać kobiecie.Jeśli jest dla niego atrakcyjna.Jeśli nie spotka się z niewybrednymi komentarzami, kpiącym spojrzeniem, albo z nerwem wypowiedzianym "nie jesteś w moim typie". Nawet nie wiesz co potrafi zrobić facet, co potrafi powiedzieć jak spotyka się z niechcianą adoracją.Zaliczenie takiej panienki tak od niechcenia to wcale nie najgorsza rzecz.Wiesz jak fajnie usłyszeć jest "odpierdol się kobieto ode mnie"?A wcale nie byłam namolna, śmiałam 2 raz zaprosić faceta na kawę.Po czymś takim solennie obiecałam sobie - nigdy więcej.
                              Czasem nie po dłuższym czasie facet okazuje się szują i kłamczuchem - nie widać tego na pierwszy rzut oka, tym bardziej jak bardzo chcesz wierzyć, że jest ok.A co do normalnych i fajnych facetó, których znam.A nie przyszło Ci do głowy drogi respondencie, że mnie nie chcieli?Albo są mężami lub partnerami moich koleżanek?
                              • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:33
                                > Gwen75, oj nie ma równouprawnienia w tej dziedzinie.

                                Nie zgadzam się. Oczywiście środki do zabiegania o płeć przeciwną trochę się różnią, w zależności czy mówimy o facecie czy o kobiecie.

                                > Owszem, facet da się poderw
                                > ać kobiecie.Jeśli jest dla niego atrakcyjna.

                                To jest chyba oczywiste. Dla jednego będzie nieatrakcyjna, dla wielu innych będzie interesująca i atrakcyjna.

                                > Jeśli nie spotka się z niewybrednym
                                > i komentarzami, kpiącym spojrzeniem, albo z nerwem wypowiedzianym "nie jesteś w
                                > moim typie". Nawet nie wiesz co potrafi zrobić facet, co potrafi powiedzieć ja
                                > k spotyka się z niechcianą adoracją.Zaliczenie takiej panienki tak od niechceni
                                > a to wcale nie najgorsza rzecz.Wiesz jak fajnie usłyszeć jest "odpierdol się ko
                                > bieto ode mnie"?A wcale nie byłam namolna, śmiałam 2 raz zaprosić faceta na kaw
                                > ę.Po czymś takim solennie obiecałam sobie - nigdy więcej.

                                Chamów nie brakuje, również wśród kobiet. I myślę, że takie nieprzyjemne doświadczenia nie powinny rzutować na całość. Myślisz, że faceci nie spotykają się z niewybrednymi odmowami i nie bywają wyśmiewani?

                                > Czasem nie po dłuższym czasie facet okazuje się szują i kłamczuchem - nie widać
                                > tego na pierwszy rzut oka, tym bardziej jak bardzo chcesz wierzyć, że jest ok.

                                Nie możesz winić wszystkich facetów za to, że sama parę razy dokonałaś niewłaściwych wyborów. Tym bardziej, że, jak piszesz, przymykałaś oko na pewne wady, bo tak bardzo ci zależało i "bardzo chciałaś wierzyć, że jest ok".
                                • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 00:05

                                  > To jest chyba oczywiste. Dla jednego będzie nieatrakcyjna, dla wielu innych będ
                                  > zie interesująca i atrakcyjna.
                                  No to ja jestem wyjątkiem , bo jakoś dla nikogo bardzo atrakcyjna nie byłam

                                  > Nie możesz winić wszystkich facetów za to, że sama parę razy dokonałaś niewłaśc
                                  > iwych wyborów. Tym bardziej, że, jak piszesz, przymykałaś oko na pewne wady, bo
                                  > tak bardzo ci zależało i "bardzo chciałaś wierzyć, że jest ok".

                                  Dokonałam wyborów ?Tak mniejszego zła.Taki miałam wybór.albo być sama.
                          • proponar Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:47
                            Nie wiem co Ciebie naszło - ale nie jesteś jedyna, zawsze mnie to intrygowało i dalej pociąga bo nie znajduje na to odpowiedzi. Jak się decydujesz wiązać z takimi facetami, których opisujesz?? Możesz mi to wytłumaczyć??
                            Zwłaszcza że znasz "fajnych" a wybierasz kłamców czy kombinatorów - czy lepiej zdecydować się na kogoś normalnego... jaki jest w tym klucz że wybierasz to co Ci nie odpowiada przecież nikt Ci ich nie narzuca??
                          • dzepetto15 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 22:49
                            chyba Cię nie rozumiem, jakbym słyszał alkoholika, który wszystkich obwinia o swoje picie,
                            i boi się spojrzeć w lustro
                            • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:10
                              A zmusisz kogoś do miłości?Jeśli komuś się nie podobasz, nie da się mu wmówić , że jesteś piękna i powabna.Jeśli ktoś nie chce dostrzec twoich zalet nie pomoże żadna samo reklama....
                              • dzepetto15 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:42
                                asterka10 napisała:

                                > A zmusisz kogoś do miłości?Jeśli komuś się nie podobasz, nie da się mu wmówić ,
                                > że jesteś piękna i powabna.Jeśli ktoś nie chce dostrzec twoich zalet nie pomoż
                                > e żadna samo reklama....
                                Jestem Asterka w takiej samej Sytuacji tylko z drugiej strony. W pełni Cię rozumiem
                                ale ja wciąż mam nadzieję
                                • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 25.12.12, 23:59
                                  Wiesz na czym polega dżepetto różnica?Z czasem wiele kobiet myśli sobie - no może nie jest najpiękniejszy i zaden z niego ideał.Ale zależy mu na mnie i będę z nim szczęśliwa.Może warto mu dać szansę.
                                  • noajdde Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 00:59
                                    Zaś facet myśli sobie: "skoro żaden z niej ideał to już lepiej być do usranej śmierci samotnym". "Nie warto dawać nikomu szans."
                                    • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 01:13
                                      I facet jest sam.Tylko niech na Boga nie marudzi i niech nie narzeka na kobiety.I najlepiej się do mnie nie odzywa.Poszuka sobie innego forum?
                                      • noajdde Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 14:18
                                        Na tym forum jestem od lat. Na takie fora podobnie jak na samotność będę skazany do końca. Tymczasem dla was to tylko krótka przerwa między kolejnymi związkami. Sama sobie lepiej poszukaj miejsca na forum "Wesołego singla" tongue_out
                                  • dzepetto15 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 01:23
                                    asterka10 napisała:

                                    > Wiesz na czym polega dżepetto różnica?Z czasem wiele kobiet myśli sobie - no mo
                                    > że nie jest najpiękniejszy i zaden z niego ideał.Ale zależy mu na mnie i będę z
                                    > nim szczęśliwa.Może warto mu dać szansę.
                                    no właśnie "wiele" czyni dużą różnicę
                                    • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 01:33
                                      Pocieszę Cię.Faceta nie da się przekonać .Najczęściej.Ale w przypadku kobiety determinacja czasem popłaca.Nie ma nic gorszego , niż letni facet, który sam nie wie czego chce.Który się nie stara, nawet nie spróbuje, nie zawalczy.Wierz mi, ja takich w życiu spotykałam - obojętnych , zdrewniałych, którym się nie chciało.To dla kobiety jak policzek, odbiera cała kobiecość i poczucie atrakcyjności.Jeśli mężczyzna , który nie jest gejem nie widzi w tobie kobiety...Deprecha gotowa.
                                      • dzepetto15 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 01:38
                                        asterka10 napisała:

                                        > Pocieszę Cię.Faceta nie da się przekonać .Najczęściej.Ale w przypadku kobiety d
                                        > eterminacja czasem popłaca.Nie ma nic gorszego , niż letni facet, który sam nie
                                        > wie czego chce.Który się nie stara, nawet nie spróbuje, nie zawalczy.Wierz mi,
                                        > ja takich w życiu spotykałam - obojętnych , zdrewniałych, którym się nie chcia
                                        > ło.To dla kobiety jak policzek, odbiera cała kobiecość i poczucie atrakcyjności
                                        > .Jeśli mężczyzna , który nie jest gejem nie widzi w tobie kobiety...Deprecha go
                                        > towa.
                                        To jak dostanę tą szansę?, czy jak wszystkich od razu skreślicie mając deprwchę przed oczami
                                        • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 02:50
                                          Podziwiam odwagę.Wiem lecisz na cycki wink. Nie wiem, ja bym się zastanowiła... wredna, po przejściach, z własnym zdaniem.Myślisz, że warto?Wydaje mi się, że tak, ale nie jestem obiektywna.
                                          • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 02:56
                                            No nie!!! Wybrzydza! Przecież to TYPOWA kobieta! ;D
                                            Zamiast się cieszyć to znowu szuka dziury w całym!!!
                                            I jeszcze to doszukiwanie się niskich pobudek!
                                            wink
                                            • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 03:02
                                              Poddaje w wątpliwość swoją kandydaturę.Nie wybrzydza , nie jestem Noe.A niskie pobudki jestem w stanie zrozumieć.
                                          • dzepetto15 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 08:40
                                            asterka10 napisała:

                                            > Podziwiam odwagę.Wiem lecisz na cycki wink. Nie wiem, ja bym się zastanowiła...
                                            > wredna, po przejściach, z własnym zdaniem.Myślisz, że warto?Wydaje mi się, że t
                                            > ak, ale nie jestem obiektywna.
                                            Pozwól, że ocenię sam. Też mam własne zdanie. Cóż znaczy człowiek bez niego?
                                            To jak Noajdde, pytam jeszcze raz, Dasz mi tę szansę? czy Chowasz głowę w piasek i Narzekasz dalej?
                                            Mam pisać na gazetowego, czy Podasz mi jakiś namiar?
                                            • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 11:12
                                              Nigdy nie chowam głowy w piasek.Mam wiele wad, ale tchórzostwo do nich na pewno nie należy.Ponieważ bywam tu i tak często możesz do mnie napisać na priva, albo adres gazety.
                                              Panowie tam na dole postu na intelekt jeszcze można polecieć.Chyba widać,że mam?
                                              • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 11:17
                                                > nie należy.Ponieważ bywam tu i tak często

                                                Wygląda na to, że to już ostatnie chwile Asterki na Samotnych... ;]
                                                • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 11:54
                                                  Tak łatwo mnie się nie pozbędziecie.Fajni ludzie tu bywają...
                                                  • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 12:23
                                                    > Fajni ludzie tu bywają...

                                                    O nas piszesz? Jak miło! big_grin
                                            • tastefully7 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 11:34
                                              O proszę, wystarczy trochę pomarudzić i już znajdują się chętni na ewentualne zapoznanie się wink
                                              Jakie to wszystko proste wink
                                              • czarny.onyks Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 11:47
                                                to tylko niektórym tak sprzyja loswink

                                                jest tez takie powiedzenie...nie chwalmy dnia...wink
                                                • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 11:50
                                                  > jest tez takie powiedzenie...nie chwalmy dnia...wink

                                                  Pesymistka! Zamiast im kibicować to jeszcze kracze tongue_out
                                                  • czarny.onyks Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 11:58
                                                    ależ bardzo kibicuję!!
                                                    tylko to jak w tangu...bo do tańca trzeba dwojgawink

                                                    raczej realistkawink z dużą dozą optymizmu...
                                                  • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 12:17
                                                    Spokojnie dziewczęta i chłopcy.Znając moje szczęście dżepetto może okazać się stolarzem psychopatą i przerobi mnie na pinokia.Albo nie będę mu się podobać.Równie dobrze może mieć 7 dzieci i dwie żony.Albo będę go denerwować.
                                                    Nie nastawiam się, tyle razy byłam pełna optymizmu i g... wyszło.Jak zaświeci będzie świecić.I oby, mam dość narzekania na mężczyzn.Chętnie poznam normalnego.
                                                  • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 12:25
                                                    > Znając moje szczęście dżepetto może okazać się s
                                                    > tolarzem psychopatą i przerobi mnie na pinokia.

                                                    Weź tak nie pisz, bo przecież on to może przeczytać i przykro mu się zrobi. I w ten sposób możesz pogrzebać swoją szansę na miłość wink
                                                  • tastefully7 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 12:27
                                                    Asterka, poczucia humoru to Tobie nie brakuje smile Uśmiałam się serdecznie smile (z tego Pinokia)
                                                  • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 12:40
                                                    Łoj, bo ja nie tylko marudzać potrafię.Dziękuję Bozi za poczucie humoru - nie raz mnie ratowało z dołów.
                                                  • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 12:28
                                                    Uważam, że samo to, że się zdecydowali na ten pierwszy krok jest godne pochwały. I to tak publicznie... Szacun smile
                                                  • tastefully7 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 12:41
                                                    Hmmm... Pierwszy krok powiadasz. Ja nie mam z tym problemów wink
                                                    A to już pierwsza rozmowa odbyła się? To trzymam kciuki smile
                                                  • czarny.onyks Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 12:46
                                                    może to mężczyźni mają z tym większy problem? wink

                                                    chociaż raz słyszałam dyskusję...ile to pan wydał pieniędzy na takie spotkania...
                                                    bo przecież żadna kobieta nie płaci za siebiewink
                                                  • blue_velvett Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 13:07
                                                    To ja sobie spokojnie śpię i co znajduję? W wątku moim, zrodzonym z braku wiary i zmęczenia tym brakiem, właśnie coś się zawiązało. Oj, jak się cieszę i jak kibicuję Wam moi drodzy, ale i trochę zazdroszczę. Też bym tak chciała...
                                                  • czarny.onyks Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 13:13
                                                    chciałabyś...?

                                                    a jak ktoś może napisać..jeśli np. nieśmiały?
                                                    wizytówka nieaktywna...nie każdy zna adres gazetowy, i nie zawsze jest aktywny...
                                                    a na forum....nie każdy lubiwink

                                                    czasem trzeba szczęściu dopomócwink
                                                    i łatwiej umawiać się ludziom z jednego miasta....
                                                  • blue_velvett Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 13:20
                                                    Tak jest, proszę pani. Postaram się ogarnąć jak najszybciej. A skoro mowa o nieśmiałości, to właśnie masz odpowiedź...
                                                    Ale dzięki Ci za trzeźwą i szybką reakcję. Ja to raczej po chmurach latam. Pora zleźć, tylko muszę uważać na wysokie kominy
                                                  • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 13:33
                                                    Uprzejmie donoszę, że dżeppeto również nie aktywował profilu i w związku z tym mamy stagnację.Dobrymi chęciami piekło wybrukowane.
                                                  • czarny.onyks Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 13:40
                                                    dze....@gazeta.pl....
                                                    ale nie zawsze działawink

                                                    z drugiej strony.....podobno do faceta należy pierwszy krokwink
                                                  • gwen75 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 13:45
                                                    > z drugiej strony.....podobno do faceta należy pierwszy krokwink

                                                    Dajmy już spokój z tymi stereotypami.
                                                    Zresztą to przecież Dżepetto zrobił ten pierwszy krok. Drugi do kogo należy??? tongue_out
                                                  • tastefully7 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 14:03
                                                    Dżepetto wykazał chęć, zainteresowanie. A to już dużo. Na pewno pojawi się tutaj w najbliższych dniach i będzie miał szansę aktywować profil smile
                                                  • blue_velvett Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 14:04
                                                    Podobno stereotypowe zachowania nie są moją mocną stroną... Niestety częściej słyszę to jako zarzut niż komplement. I zbieram po głowie, w pracy, w rodzinie, a kiedyś usłyszałam: lafirynda. A ja tylko chciałam się napić kawy w towarzystwie przystojnego faceta. I naprawdę nie było innego wolnego stolika...
                                                  • czarny.onyks Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 14:09
                                                    a to niech ustalą samiwink

                                                    musi być naprzemiennie?

                                                    dawniej mówiono, ze myszka nie może gonić kota...
                                                    ...że facet lubi się trochę pomęczyć...

                                                    to jak to w końcu jestwink?
                                                  • tastefully7 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 14:04
                                                    Jaki wniosek? Nie spać, tylko czuwać big_grin
                                                  • czarny.onyks Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 14:06
                                                    wszak najczęściej nocą najciekawsze rzeczy się dzieją wink
                                                  • tastefully7 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 14:07
                                                    Onyksia, za dnia też. Tylko trzeba być we właściwym miejscu i o właściwej porze wink
                                                  • czarny.onyks Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 14:10
                                                    też....tylko tak trudno trafić w ten odpowiedni czaswink

                                                    choć noc sprzyja pewnym zachowaniom...myślom..decyzjom...
                                                  • asterka10 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 14:39
                                                    Nocą ludzie stają się bardziej, otwarci.Uwielbiam siedzieć do późna,bo to czas tylko dla mnie.
                                                  • dzepetto15 Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 15:24
                                                    asterka10 napisała:

                                                    > Nocą ludzie stają się bardziej, otwarci.Uwielbiam siedzieć do późna,bo to czas
                                                    > tylko dla mnie.
                                                    Ale narozrabiałem!! Nie sądziłem, że narobię tyle zamieszania na forum.
                                                    Faktycznie, profilu jeszcze nie aktywowałem. Wrodzona nieśmiałość nie pozwoliła.
                                                    Całkiem normalny pewnie nie jestem, bo by mnie tu nie było, ale z piłą łańcuchową po ulicy
                                                    też nie latam. Mam za to niezłe poczucie humoru. Niezły numer z tym Pinokiem hi hi smile
                                                    Dzięki Gwen za wyrazy szacunku
                                                    Myślę, że krok drugi czas zacząć
                                          • tapatik Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 10:44
                                            asterka10 napisała:

                                            > Podziwiam odwagę.Wiem lecisz na cycki wink.

                                            A na co ma lecieć?
    • nerw_rdzeniowy Chyba nie trzeba do tego odwagi 26.12.12, 09:43
      Ot trzeba pogodzic sie z losem
    • tapatik Re: Ile odwagi trzeba, żeby przyznać: nie wyszło. 26.12.12, 10:45
      blue_velvett napisała:

      > Chyba najtrudniej przyznać przed samą sobą: tak, jestem samotna i tak, nie chcę
      > tego.

      Jestem sam, kilka razy mi nie wyszło. Mam zamiar próbować tak długo aż wyjdzie.

      Jeszcze coś?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja