lz123
14.04.13, 21:27
Witam wszystkich.
Dopiero odkryłem to forum, ale chyba spędzę na nim trochę czasu.

Coś o mnie - 35 latek, informatyk, nieśmiały i bardzo samotny.
Powoli przekonuję się, że najlepszym co mogę zrobić będzie zaakceptowanie swojej samotności i skupienie się na innych sprawach. Jeszcze tylko muszę o tym przekonać swoje serce które jakoś nie chce się z tym pogodzić.
Przez długi czas próbowałem znaleźć kobietę z którą mógłbym być. W sumie, mam wiele atutów - jestem osobą uczciwą, dobrą, lojalną, odpowiedzialną, poukładaną, z niezłą pracą i niezależną finansowo (proszę się nie śmiać - to są słowa ludzi którzy mnie znają). Słyszałem też, że urodziłem się kilkaset lat za późno, bo jako żywo nadawałbym się na rycerza na białym koniu - jeśli chodzi o to jak traktuję kobiety

Jestem też inteligentny, potrafię porozmawiać na każdy temat - od sytuacji politycznej w USA, po fizykę kwantową
I co?
No i nic. Słowami które słyszę najczęściej są "No wiesz - lubię cię, ale jako przyjaciela"... Znacie to panowie, prawda? A ja to słyszę od każdej. Jest wokół mnie całkiem sporo kobiet. Ale żadna nie widzi we mnie mężczyzny. Kolegę, przyjaciela, czy frajera którego można wykorzystać - jak najbardziej. Ale faceta? Nie...
Sam nie wiem czemu to piszę - może jeśli się po prostu wygadam, to mi ulży? A może nie?
Widzę wypowiedzi pewnej forumowiczki piszącej o tym, jak ważny jest wygląd faceta... Może tu tkwi problem? Bo jestem - ogólnie mówiąc - raczej przeciętnej urody. Staram się co prawda dobrze się ubierać i być zadbanym, ale do Brada Pitta, czy kto tam jest dziś ideałem męskiej urody, sporo mi brakuje... Z drugiej strony nie wyglądam też jak Quasimodo
No dobrze - oszczędzę Wam przedzierania się przez moje dalsze wywody i skończę tutaj.
Pozdrawiam serdecznie.