multiwave
17.08.13, 10:52
Nie jestem stary. Mam zaledwie 19 lat. Ponad rok temu od dłuższego czasu planowałem swoje samobójstwo, aż poznałem Anioła - poświęciłem Jej tyle czasu, tyle szczęścia, spełniliśmy swoje marzenie, przepuszczanie w drzwiach, na rękach nosiłem, mieliśmy być do końca świata, a okazuje się, że się odkochała, nie widzi we mnie przyszłości. Niestety myśl samobójcza wróciła z podwojoną siłą. Nigdy nie byłem jeszcze tak zdeterminowany. Wyraziłem zgodę na wykorzystanie moich organów po śmierci. Długo myślałem jak to zrobić. Chcę być pewny, że to się uda. Nie chcę, żeby mama mnie widziała zakrwawionego albo roztrzaskanego. Już od dawna było mi to pisane. Już od dawna to planowałem i nie tylko świadomie ale też podświadomie. Odsunąłem się od kolegów przyjaciół - nie mam nikogo. Mama pije od 5 lat. Wierze, że moja śmierć Jej pomoże. Mam parę groszy. Kupie za to mojej byłej sukienkę jakiej pragnęła. Pojadę do Warszawy odciąć kłódkę z mostu. Napiszę list, że kocham ich wszystkich, że to nie ich wina. Że po prostu to mój charakter i cierpienie nie dało mi więcej sił na życie. I chcę głośno powiedzieć, że samobójstwo to nie tchórzostwo, to bezradność, to czas kiedy cierpienie, smutek i ból przejmuje nad Tobą kontrolę - całkowicie. Wszystkie kroki poczynione. Teraz wystarczy odejść. Wyjadę. Zrobię to w Anglii. Przed skokiem mam zamiar wykonać ostatni telefon. Zadzwonię do mojego Anioła, nadal go kocham, umarł bym za Niego, ale umieram za siebie. Sam tego nie rozumiem. Powiem mojej miłości gdzie znajduje się list pożegnalny, poproszę aby porozmawiała z moją mamą. Włożę telefon do dilerki, żeby nikt go nie ukradł, gdybym miał go zostawić na szczycie. I tyle. Może nie zrobię tego dziś, albo jutro. Ale to zrobię. Nic mnie tu nie trzyma. Jedynie gdyby mnie znów pokochała i się o mnie zatroszczyła... to już nie możliwe. Świetnie się beze mnie czuje - widziałem nie raz. Koniec.