niq87
16.03.14, 23:20
Mam rozterkę. Nie jestem aż tak szpetny (przynajmniej tak o sobie mniemam), jestem wrażliwy, specyficzny, dla niektórych wyjątkowy, mam swoje zasady i takie tam bzdury. Skrywam to wszystko dopóki komuś nie zaufam, dopóki ktoś nie powie że chcę mnie poznać. No ale teraz nie wiem, naprawdę nie wiem jaki w tym sens. Mieć zasady, być po prostu dobrym człowiekiem, starać się. Jaki w tym sens?
Moje związki miały zazwyczaj prosty schemat: najpierw się pomęczyć, poznać kogoś, przekonać się (jestem skryty jak wspomniałem i dość nie ufny/ ostrożny), potem w końcu zaufać, przekonać się, otworzyć.. No i w końcu - zawsze kiedy poczułem że ktoś naprawdę docenia to kim jestem i to jaki pragnę się stać... Kiedy słyszę że jestem taki fajny, kiedy zaczynam się naprawdę zakochiwać, wierzyć, ufać i być pewnym, właśnie wtedy. Właśnie wtedy zostaję porzucony, czasem bez słowa wyjaśnienia. Zupełnie bez zainteresowania tym jak się z tym czuję, że płaczę parę dni pod rząd, że tracę sens życia... O co kurcze chodzi? Błędem jest to że wierzę, czy to że coś od siebie daję? Mam 27 lat i 9 lat mam pecha? Po prostu chodzi mi o to że życie zaczyna mi uciekać. Czekać, starać się, wierzyć - żeby się przekonać że tak właściwie jestem g***o warty, bo ktoś bez słowa mnie porzucił.
To może tylko dziecinne rozterki, tak naprawdę nigdy nie doświadczyłem prawdziwej krzywdy. Tylko że prawdziwej przyjemności też jakoś nie za bardzo zaznałem...
Się tutaj wyrzalam, ale chcę wiedzieć czy ktoś z Was kiedyś stracił wiarę, no i co zrobił dalej? Oczywiście - każdy powie że warto wierzyć, ale praktyka swoje. Czasem praktyka mówi że lepiej się poddać, pójść na łatwiznę, złamać zasady itd. Nie wiem czy chcę mi się szukać głębokich uczuć - bo może to po prostu ja na nie nie zasługuję. Może słodkości nie są dla ludzi wrażliwych? Może najwięcej osiągną Ci którzy mają gdzieś zasady i słabości czy sympatie. Powoli zaczynam wierzyć że wiara to słabość. Nic innego.
No a moje ogłoszenie to: Moje ogłoszenie:
szukam prawdziwej - lento Przepraszam