pakusinska
05.07.14, 19:57
Witam,
nie wiem jak zacząć. To jak zwykle jest najtrudniejsze, później już jakoś idzie samo.
Zacznę od tego, że jestem 45-letnią wdową. Mieszkam sama, mam dorosłą córkę.
Dziesięć miesięcy temu na jednym z portali dla singli poznałam mężczyznę, który był po śmierci mojego męża pierwszym i jedynym mężczyzną, któremu dałam szansę.
Początkowo były to zwykłe spotkania, o które zabiegał, adorował itd.
Choć trudno mi było to zaufałam i zwyczajnie w świecie w końcu pokochałam. Wydawałoby się sielanka. Otóż nie. Okazało się, że ów pan ma zobowiązania, rodzinę itd. Niby twierdził, że kocha ale...ja nie będąc nigdy kochanką, mająca za sobą dwudziestoletni szczęśliwy staż małżeński nie mogłam uwierzyć, że można być tak zakłamanym, tak bawić się uczuciami i emocjami drugiej osoby.
Postanowiłam zakończyć ten chory układ. On jednak dręczył mnie i dręczy nadal sms-ami, wiadomościami na pocztę itd.
Zastanawiam się po tym czasie jak człowiek człowiekowi może zgotować takie piekło. Jak można wykorzystać czyjąś samotność do zaspokojenia swoich chorych wyobrażeń.
Wiem jestem stara i głupia ale wierzyłam zawsze w ludzi, nigdy nie dopuszczałam myśli, że ludzie są źli. Uważam, że pogubili się w życiu ale nie są źli.
Czy dane mi jest jeszcze być kochaną i tak zwyczajnie kochać?
Czy są jeszcze mężczyźni, którzy w kobiecie widzą nie tylko obiekt seksualnego pożądania a zwyczajnego człowieka, przyjaciela, partnera?
Bardzo samotna i zraniona wdowa