pieguska81
28.09.14, 15:57
Zabieram sie za pisanie, bo cos po prostu musze robic zeby nie oszalec... Ja chyba po prostu nie rozumiem na czym polega dobieranie sie w pary.
Wiecie, tyle jest tych porad odnosnie wabienia, tego jaka powinnas byc, jak sie zachowywac, co robic a czego nie. Ja przez spora czesc zycia myslalam ze znalezienie partnera to proces bardzo naturalny. Ludzie sie poznaja, zaprzyjazniaja i zostaja para. Potem okazalo sie ze to nie takie proste, a bycie soba nie wystarcza. Mialam 26 lat kiedy poznalam swojego pierwszego chlopaka, 32 drugiego. obydwa zwiazki byly krotkie (8 mies.)
Ja naprawde jestem z natury sympatyczna i wesola. Ladna buzia, lekko puszysta, ale przy 173 cm zdrowe 42 nie stanowi przeciez tragedii. Staram sie nawiazywac kontakt z ludzmi, nie zamykac sie w szafie, ale to niekoniecznie pomaga. Czy naprawde musze udawac 'party mouse' jak mowia anglicy, zeby sie z kims zaprzyjaznic? Doszlam juz do punktu, ze wlacza mi sie mimowolna desperacja, co dla inteligentnego stworzenia jest dosc smutne.
Czasem mam wrazenie, ze zeby stac sie potencjalna partnerka dla kogos, musze spelnic niekonczaca sie liste wymogow wszelkiego rodzaju... A mnie sie marzy, zeby mnie ktos tak po prostu zaprosil na kawe. Ot tak dla swojej i mojej przyjemnosci.
Ot i koniec elaboratu. Chyba naprawde zaczyna sie juz jesien, bo straszliwie ostatnio marudze. Trudno. Kilkam wyslij i niech sie dzieje co chce. Przynajmniej mi troszke lzej na duszy.