lutosla
14.12.14, 14:56
Czyli problem wielu.
Na portalu Sympatia logowałam się jakieś 7 lat temu, już wtedy trafiałam całe stada żonatych szukających przygody, albo singli również chcących rozrywki a nie związku. A wtedy jeszcze marzyło mi się dziecko, rodzina i bla bla bla życiowy standard. Ze znajomości z forum zrodził się związek, okazało się że pan wiele rzeczy o sobie przemilczał... Dupa. Odchorowałam.
Niestety mam mało znajomych, większość z nich sparowana i z dziećmi, nawet jak wyjeżdżamy razem to jestem jedyną wolną osobą. W pracy 3 osoby na krzyż, nie ma szans na spotkanie kogoś nowego, taka specyfika zawodu i miejsca. Znajome singielki z nielicznymi wyjątkami raczej nie dopuszczają mnie do swoich kolegów, traktują jak potencjalną konkurencję i odsuwają się gdy znajdą kogoś dla siebie. Znajomości się wykruszyły. Choć jestem bardzo wybredna i nie rzucam się na kogokolwiek chętnego to wolą nie ryzykować że się mogę spodobać bardziej. W jakimś sensie się nie dziwię, też bym wolała żeby facet koleżanki się do mnie nie próbował doklejać. Trochę znajomych wyjechało za granicę.
Z dawnych lat zostały mi 2 stałe i pewne znajome, z którymi i ich rodzinami spędzam towarzysko czas, kontaktujemy się niezbyt często, ale to pewne osoby,
inna się wykruszyła gdyż relacja była że to ja im pomagam, pożyczam, wspieram. Gdy przestałam - to znajomośc zdechła, co było dla mnie wielkim smutkiem, dotarło do mnie że długie lata zamiast dbać o swoje interesy byłam "żywicielem pasożyta" i wymusiło zweryfikowanie innych nawiązywanych relacji. Mniejsza z tym.
Chciałabym kogoś poznać.
10 lat temu jeszcze czułam potencjał i możliwości. Wierzyłam, że będę miała rodzinę, że z pracą też sobie zawsze poradzę.
Teraz czuję się jak w jakimś Matrixie, tylko nudna praca i dom, znajomych kilku na krzyż, finansowo-wyjazdowo nie poszaleję bo kredyt mieszkaniowy na głowie, nawet naukę języków zarzuciłam i się uwsteczniam strasznie, zaczynam się bać o siebie zawodowo, praca jest marna, konkurencja w branży ogromna, tłumy młodych lepiej wykształconych, nie wiem jak znaleźć pracę która by mnie zabezpieczyła na nadchodzące starsze lata...
Jakaś ściana przez którą nie mogę przebić.
Czuję, że przydał by mi się jakiś "menadżer" który choć na chwilę mną pokieruje, doładuje enegretycznie, wiem że mnie jeszcze stać by coś zdziałać, ale brakuje tego zapłonu..odbicia..
Jestem aktualnie chora, siedzę w domu, jakieś zapalenie, rodzeństwo mieszkające w innych miastach o tym wie, nikt nie zadzwonił, nikogo to nie obchodzi. Wiedzą, że jestem sama. Cóż. Musiałabym wylądować w szpitalu żeby się przejęli i pomyśleli, że może czegoś mi brak, że trzeba się zainteresować, że można by zadzwonić ot tak i pogadać... Tacy są. Nie zmienię ich.
Wiem, że jestem skazana wyłącznie na siebie, jeśli sama nie postaram się o nowe towarzystwo nowych osób, to któregoś dnia umrę na tej kanapie i znajdą mnie jak zacznę sąsiadom śmierdzieć przez drzwi. No chyba że w pracy podniosą larum, że obowiązkowej pracownicy nie ma. Nikt więcej się nie zainteresuje.
Nie mam daru łatwego nawiązywania znajomości niestety. Nie będę też sama łazić po barach żeby kogoś złowić

. Mam znajomą która znajomości zawiera wszędzie, umie zagadać, ludzie się do niej otwierają, jest mistrzynią w tym temacie, ma dar, niestety wyjechała za granicę. Mnie postronne osoby lubią, rozpoznają, ale wzbudzam też dystans, nie przechodzimy do bliższych relacji.
Macie jakieś portale internetowe na których bywacie i można kogoś poznać? Nie tak nastawionych wyłącznie na seks jak Sympatia?
Czy cokolwiek innego, jakaś rada realna co z sobą zrobić, żeby kompletnie nie zdziczeć w tej wymuszonej pojedynczej samotności?