1ordo
04.01.15, 03:53
Znalazłem te forum przypadkowo, jednocześnie celowo - chcąc poznać kogoś. Przeczytałem kilka tematów i wrażenie zrobiły na mnie niektóre wypowiedzi, nie wiem, chyba przez swoją szczerość, wnikliwość. Zaintrygował mnie m.in. głos w dyskusji gdzie ktoś pisał o obecnych zmianach obyczajowych i o "nieudanej rewolucji seksualnej". To było bardzo ciekawe, ale uwieńczone brnięciem w pogląd, że jedna płeć ponosi większą/główną odpowiedzialność (winę), za ogólną sytuację (wzrastająca ilość ludzi samotnych). Tu się pojawił wariant, że winne są kobiety. Inny popularny mit to wałkowane analizy "gdzie się podziali prawdziwi faceci?"
Dziwi mnie te jednostronne podejście, jedno i drugie; obojętnie gdzie lokuje się "winę". Widzę to choćby po sobie, i znajomych. Osoby które lubią być same, albo które przymusowo w tym trwają z czasem nasiąkają jakimś rodzajem samodzielności. To może być samodzielność jasna, witalna, ale też może być mroczna. Mogą szczerze narzekać (i słusznie), ale potem okazuje się, że one to właśnie lubiły: samotność, niezależność, wolność. To są truizmy: ludzie posiadający bardzo silną potrzebę bycia w związku bardzo szybko związek tworzą, zawsze już w wieku około 14-20 i często ten pierwszy związek jest ich jedynym, naturalnie przechodzą w małżeństwo, są też niewybredni, bo cenią sam związek jako wartość bardziej niż potrzebę szukania wyjątkowej osoby. Natomiast osoby samotne, to ich siła lub dla niektórych przekleństwo - nie mają aż tak rozbudowanej potrzeby bycia z kimś. Lub też ta potrzeba bliskości narasta u nich dopiero z czasem. U niektórych nieoczekiwanie. Potem gdy znajdą osobę i założą poważny związek to dalej świadomie bądź nie, nie chcą lub nie są w stanie "wejść w to na całość". To są pary i małżeństwa gdzie jedna osoba spędza większość czasu wolnego grając na komputerze, druga też na kompie oddaje się jakimś rozrywkom lub ucieka w pracę, obowiązki. I nie ma w tym nic złego, jeśli ludzie potrafią spędzać czas "razem, ale osobno" to spory sukces. Zauważyłem jednak że bardzo często te małżeństwa gdzie chłop był wcześniej długo sam tak właśnie funkcjonują: na tyle przywykli do samotności, że nadal lubią spędzać czas samemu. To dotyczy nie tylko jednej płci, tutaj można by sypać przykładami gdzie kobieta potrzebuje faceta tak jakby kompletowała do mieszkania kolejny mebel. Taki do ustawienia w jednym miejscu, posiadający z góry przez nią zaplanowaną rolę.
Tyle, że to są właśnie podobieństwa, a nie różnice. Ludzie mentalnie niewiele się różnią, twierdzenie, że "mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus" pachnie zupełną bzdurą. Wszyscy mają w sobie wykluczające się oczekiwania, jedyna różnica to indywidualne proporcje. Niejeden samotny facet długo marzy o właściwiej partnerce, a gdy będzie miał szczęście na taką trafić i z nią coś świetnego tworzyć, to nagle w jakiś dzień ocknie się w sytuacji, gdzie nachalnie gapi się za innymi, bo chętnie by zapolował, spróbował czegoś nowego ale wie, że nie może. Kobiety się pod tym względem nie różnią. Obecnie ludzie są zorientowani na romantyczną miłość a wybieranie kogoś przez pryzmat zysków jest potocznie potępiane, i ja sam to potępiam. Tymczasem romantyczna miłość jest czymś przeciwnym monogamii. Myślę że wysoki, wzrastający stopień rozwodów i ludzi samotnych ma związek z tym że ludzie (i kobiety i mężczyźni) zrezygnowali z monogamii, a wybrali miłość. Miłość pojmowaną jako zakochanie i przygodę życia. Czy to podstawa dla tworzenia związku? tam się zaczynają później nieprzewidziane próby łączenia wody z ogniem. Bo przygoda nie jest obowiązkiem, ona się dzieje, nie trzeba nad nią pracować. Niektórym udaje się przejść od zakochania do udanej kontynuacji, myślę że to wielka sztuka - zrobić coś takiego, choćby z tak banalnego powodu, że nie da się tego osiągnąć w pojedynkę.
Spontanicznie się rozpisałem, by dowodzić, że obecne realia obyczajowe są konsekwencją dokładnie tego na co zorientowała się większość ludzi. Może ktoś to uzna za bzdury, może ktoś przestanie obwiniać płeć przeciwną.
A propos wspomnianej "rewolucji seksualnej" i to po czyjej stronie leży wina - analiza francuskiego pisarza:
"w naszych społeczeństwach seks faktycznie stanowi drugi system zróżnicowania , całkowicie niezależny od pieniędzy; i jako system różnicowania funkcjonuje równie bezwzględnie. Efekty działania tych dwóch systemów są zresztą dokładnie takie same. Podobnie jak niepohamowany liberalizm ekonomiczny, i z analogicznych powodów liberalizm seksualny wytwarza zjawiska skrajnej pauperyzacji. Niektórzy uprawiają miłość codziennie; inni pięć czy sześć razy w życiu albo nigdy. Niektórzy uprawiają miłość z dziesiątkami kobiet; inni z żadną. To właśnie nazywa się "prawem rynku". W systemie ekonomicznym, gdzie zwalnianie z pracy jest zabronione, każdemu udaje się lepiej lub gorzej znaleźć swoje miejsce. W systemie seksualnym, gdzie cudzołóstwo jest zabronione, każdemu udaje się lepiej lub gorzej znaleźć swojego łóżkowego partnera. W systemie ekonomicznym całkowicie liberalnym niektórzy dochodzą do znacznego majątku; inni są bezrobotni i gniją w nędzy. W systemie seksualnym całkowicie liberalnym niektórzy mają ekscytujące życie erotyczne, inni skazani są na masturbację. Liberalizm ekonomiczny to poszerzenie pola walki (...). Podobnie liberalizm seksualny to poszerzenie pola walki, walki, która toczy się w każdym wieku i we wszystkich klasach społecznych"