Dodaj do ulubionych

internetowe znajomości???

07.04.15, 23:24
czy mają szansę na przetrwanie?
Obserwuj wątek
    • lilith45 Re: internetowe znajomości??? 04.01.16, 18:14
      Każda forma znajomości ma szansę przetrwania bardzo długo, dlatego internetowa również. Nie wiem o jaki rodzaj znajomosci pytasz. Znajomosci na stopie tylko koleżeńskiej nawet od początku do końca mogą trwać jedynie w necie czy telefonie, skype'ie. Mam takie dwie i trwają już kilka lat, a jedna z nich ok. 10 lat.
      Jeśli natomiast chodzi o coś bliższego konieczny jest kontakt bezpośredni - to chyba logiczne. Wiele osób tak się poznało i mają się dobrze, a wiele jednak rozstało. Nie ma na to zasady. To nie miejsce poznania decyduje o pomyślności związku ale sami ludzie.
    • pawelg17 Re: internetowe znajomości??? 06.01.16, 01:49
      Przeczytałem tego bloga, wiadomo to jest na razie początek, ale też pytanie na ile to wszystko prawda a na ile bajkopisarstwo, w tych czasach można wszystko stworzyć i nigdy do końca nie wiadomo co prawda a co fałsz...
      • salsa13only Re: internetowe znajomości??? 08.02.16, 15:00
        Mają.
        I te wirtualne i te przeniesione do świata realnego.
        Przełom 2006/2007 poznałam parę osób na forum.gazeta.pl i do dzisiaj utrzymujemy kontakt. Są osoby z którymi tylko piszę i rozmawiam przez telefon i są osoby z którymi spotykam się.
        Chociaż przyznaję, że z bardzo licznej grupy została tylko garstka osób, jednak wiem, że te znajomości przetrwają na zawszesmile
    • marghanna Re: internetowe znajomości??? 18.02.16, 07:28
      Myślę, że w dużej mierze zależy od tego jak ludzie się wzajemnie traktują, jeśli traktują się nawzajem serio to znajomość nawet rozwijająca się jedynie w internecie może być fajna i ciekawa, taka pozytywna, sama mam takich znajomych i bardzo te znajomości cenię. Wszystko zależy od ludzi jak do tego podchodzą. Natomiast jeśli chodzi o związek to wiadomo, że chociaż początkowo znajomość może się rozwijać przez internet trzeba go przenieść do rzeczywistości... ale myślę, że ogólnie warto zawierać znajomości internetowe jeśli tylko podchodzi się do nich z rozsądkiem i jest się uczciwym wobec ludzi "po drugiej stronie" .
    • hunterdav Re: internetowe znajomości??? 05.03.16, 14:52
      jesli pozostaja wirtualne,to nie. jednak w dzisiejszych czasach,gdy ludzie zamykaja sie w swoich swiatach i tak trudno kogos poznac, internet jest pieknym narzdziem zeby poznackogos. sam poznalem tak mnostwo ludzi, plus dwoch juz bylych facetów...
      Bartek
    • tylkoprzejazdem Re: internetowe znajomości??? 05.04.16, 09:11
      Na przykładach z życia:
      1. Moja młodsza siostra poznała swojego męża w grze world of warcraft. Szwagier jest zza granicy i dzieliło ich wiele tysięcy kilometrów. Było to wiele lat temu, kiedy była jeszcze nastolatką. Początkowo 'znali się' jedynie z gry i komunikatorów internetowych, ale jak poszła na studia to postanowili się spotkać. Kilkukrotnie do siebie jeździli na zmianę. Po kilku latach takiej znajomości i odwiedza się raz na rok postanowili się pobrać. On przyjechał do Polski, nauczył się języka w rok. O ile ktoś nie wie skąd pochodzi nie można się nawet domyśleć, że jest obcokrajowcem. W tym roku będą mieli 5 rocznicę ślubu.
      2. Moja kuzynka i jej mąż. Poznali się na tym samym serwerze wowa (ta sama gra, co wyżej). Też utrzymywali kontakt przez sieć/telefony przez kilka lat. Po tym jak moja siostra postanowiła jechać do swojego wybranka kuzynka też stwierdziła, że spróbuje. Jej związek był dużo bardziej burzliwy niż mojej siostry. Kilkukrotnie zrywali ze sobą kontakt (ale na krótko), ale kuzynka dużo częściej do niego jeździła (bo mieli więcej kasy XD) i jakoś się to ułożyło. On też postanowił przyjechać do Polski kilka lat temu, ale nie zamierzał się nawet uczyć języka. Zmusiły go do tego okoliczności, bo siedział tutaj na tyłku całymi dniami i utrzymywała go ciocia z wujkiem, przez co kuzynka mu tak truła, że się zaczął uczyć. Niechętnie mówi, niechętnie spotyka się z rodziną, w dodatku cięgle wisi ze swoimi rodzicami na telefonie/skypie i snuje dalekosiężne plany powrotu do swojej ojczyzny (gdzie nie będą mieli nawet gdzie mieszkać). Pobrali się jakoś półtora roku temu. Mają ponad rocznego synka, prawie ze sobą nie rozmawiają. Rozwód zbliża się wielkimi krokami. Kuzynka, aby ratować związek zgodziła się na wyjazd do jego państwa, aby w sumie potwierdzić mu, że w Polsce jest lepiej (mają gdzie mieszkać, blisko wszędzie, mają prace), a tam ani pracy, ani mieszkania, ani pomocy do dziecka.
      3. Mój przykład. smile
      Pierwsze znajomości z gier i netu nie przetrwały. Ze znajomymi, z którymi długo grałem też m.in. w wowa, czy lola już dawno urwał się kontakt, pozostali tylko najwytrwalsi, z którymi od czasu do czasu (raz na kilka miesięcy) popiszemy/pogadamy na skypie.
      Moja pierwsza dziewczyna też była z sieci. Poznaliśmy się na czacie przypadkiem, szybko przypadliśmy sobie do gustu, ale na wszelkie próby spotkań, czy kontaktu nie miała nigdy czasu. Była na tyle uzależniona od internetu, że aby móc z nią porozmawiać musiałem się logować na gg, czy jakiś czat. Po około 4 miesiącach zerwaliśmy kontakt. Nie żałuję, wiem, że dość szybko owinęła sobie wokół palca innego. Co się z nią dzieje teraz? Nie mam pojęcia było to już iks lat temu.
      4. Też mój przypadek.
      Poznaliśmy się w czasie, kiedy akurat zerwałem poprzednią znajomość internetową. Byłem wtedy jeszcze na studiach. Bardzo szybko zostaliśmy przyjaciółmi. Związek rozwijał się stabilnie i w ciekawym kierunku, po około pół roku pojechałem do niej pierwszy raz i zostaliśmy parą. Miała dobrą pracę, ale mieszkała ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Sytuacja w jej domu nie była najlepsza, ale byłem jeszcze wtedy młody i głupi i ślepo zakochany. Wierzyłem, że przetrwamy niechęć jej rodziny i robiłem wszystko, aby nam się udało. Ona powtarzała mi ciągle słowa miłości, ale kiedy chciałem do niej jechać zawsze się czymś wymawiała (zwykle rodzicami). Sam ledwie łączyłem koniec z końcem, ale starałem się i utrzymywaliśmy cały czas kontakt/miłość na odległość. Spotykaliśmy się raz na tak zwany ruski rok, zwykle gdzieś w neutralnym miejscu na urlopie, albo jakimś krótkim wyjeździe. Ja ustawiałem sobie życie pod nią, a ona nawet nie myślała o wyjeździe ze swojej rodzinnej okolicy.
      Po około 4 latach naszej znajomości udało mi się sprowokować ją od wyprowadzenia z domu rodziców. Na trochę pomogło to naszemu związkowi, ale ja po studiach dostałem pracę w moich rodzinnych stronach i znowu dzieliły nas kilometry. W międzyczasie okazało się, że ona ukrywa przed całym światem to, że nadal jesteśmy parą (bo jej rodzinka zmuszała ją do tego, aby zerwała ze mną kontakt). Było to powodem naszego pierwszego rozstania. Ale nie trwało to długo i znowu trwaliśmy w związku na odległość. Czas upływał, ja odkładałem kasę, ojciec chciał przepisać ziemię na budowanie domu, ale ona nie chciała nawet myśleć o przyjeździe. W końcu w sumie zmusiłem ją, aby przyjechała w moje rodzinne strony. Te kilka dni, było na prawdę niesamowitych, ale musiała wracać do pracy.
      I jak już tam wróciła to przez kolejne lata nie widzieliśmy się prawie wcale (poza skypem) i utrzymywaliśmy kontakt jedynie przez neta tudzież telefon.
      Ktoś gdzie na tym serwisie prowadził wątek odnośnie ślepej miłości. Mogę z czystym sumieniem napisać, że jest to najgorsze gówno jakie może człowieka spotkać.
      Przez ponad 10 lat tkwiłem w związku bez przyszłości, bo chociaż partnerka zapewniała mnie o swojej miłości i oddaniu, nigdy nie chciała ze mną założyć rodziny. Pocieszałem ją przez telefon, neta. Wysyłaliśmy do siebie paczki, ale w jej okolicy nikt nie wiedział, że ja nadal istnieję. Ostatni raz widzieliśmy się na jesieni półtora roku temu. Pojechałem do niej ratować naszą sytuację i myślałem, że tym razem się wszystko ułoży. Pobyt był udany, po powrocie do własnego domu przez kilka miesięcy mieliśmy jeszcze cudowne relacje, ale ona nigdy nie miała czasu przyjechać do mnie. A na próby spotykania zawsze coś było ważniejszego. A przez telefon itp. zawsze powtarzała, że tęskni, że kocha, że jestem jej najbliższym człowiekiem itp. itd.
      Ubiegły rok miałem dość ciężki, rozwaliłem sobie w robocie zdrowie, dziadka hospitalizowano, a później zajmowałem się nim w domu, straciłem też pracę. Na początku tego roku dziadka pochowałem, a w jakieś 3 tygodnie po tym dowiedziałem się (przez telefon oczywiście), że ona od ponad roku utrzymuje znajomość z jakimś kolesiem poznanym na bdsm.pl i on do niej jeździ z drugiego końca Polski po to żeby się z nią zabawić. I latami tłumaczyłem jej i próbowałem wyperswadować to, że nie jest kurwą i dziwką jak jej to powtarzała jej rodzinka (a ona taka szara myszka, z nikim się przede mną nie umawiała), a teraz się okazało, że jednak stała się taką, jaką ją malowali. I najlepsze z tego wszystkiego jest to, że jak już mi szok przeszedł i załamanie w sumie też (nosz kurde ponad 10 lat stawiania domu i konstruowania podwalin pod wspólne życie), to chciałem to ratować (o zgrozo, nie?). Ale wszyscy mi powtarzali (bliscy, przyjaciele), ze nie warto, że skoro nie ma do mnie szacunku, to ja też nie powinienem się w to dalej pchać. W końcu postanowiłem całkowicie zerwać kontakt, bo ona się z jakimś fagasem puszcza za moimi plecami i jeszcze miała czelność prosić mnie o wybaczenie i o to, abyśmy zostali przyjaciółmi. Powtarzała, przez pierwsze dni, że ona go nie kocha (ale wiem na 100%, że on do niej jeździ regularnie i nawet będzie jej osobą towarzyszącą na nadchodzącym ślubie jej brata), że mnie kocha i jestem dla niej ważny, że nie chciała mnie nigdy zranić i takie inne pitu pitu, a mimo to spotyka się z tym typem i się z nim gzi.
      Wisienką na torcie jest to, że chociaż ją poblokowałem gdzie mogłem, to mamy mnóstwo wspólnych znajomych, a ona zna telefony do całej mojej rodziny (ja i moja rodzinka myśleliśmy o moim związku poważnie) i co mniej więcej tydzień do mnie pisze, albo dzwoni i na nowo rozjeżdża mi życie, przez samo to, że szuka kontaktu.

      Zatem podsumowując: na 4 ważne znajomości przez neta przetrwa 1, jak się uda. tongue_out
      Nie wiem, czy to pocieszy kogokolwiek: Ale jest cała masa forów i książek mówiących o manipulatorach w sieci i zanim ktoś się zacznie angażować na poważnie polecam gorąco zapoznać się chociażby z poradnikami, czego się wystrzegać i jakie sygnały dają do zrozumienia, że coś jest nie tak w przypadku znajomości przez neta. Oszczędzicie sobie wtedy mnóstwa cierpienia i nieprzespanych nocy.
      Pozdrawiam wszystkich, którzy przebrnęli przez ten tekst. smile
      • tapatik Re: internetowe znajomości??? 05.04.16, 18:49
        Przebrnąłem i naszła mnie taka refleksja.
        Znajomości internetowe mają sens tylko wtedy, gdy przeradzają się w znajomości realne.
        W przypadku "związku na odległość" należy jak najszybciej tę odległość zmniejszyć.
        Najlepiej do 10 cm.
    • marghanna Re: internetowe znajomości??? 18.04.16, 23:34
      Przebrnęłam przez tekst smile i wniosek mam taki jaki miałam, nie ma reguły. Po prostu tak jak w życiu na co dzień można trafić na różnych ludzi, ze szczerymi lub nie intencjami itp To też zależy jakich znajomości ktoś szuka. Mam dwóch znajomych z którymi utrzymuję kontakt tylko wirtualny z jednym z nich się spotkałam jakieś trzy razy plus raz przypadkiem a utrzymujemy kontakt od 14 lat z drugim piszemy maile od niedługo będzie 4 lat, on ma dziewczynę, maile są czysto przyjacielskie bez żadnych podtekstów itp tak więc to jeszcze zależy kto czego szuka. jeśli związku to faktycznie najlepiej szybko jest się spotkać, jeśli tylko znajomości to niekoniecznie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka