Dodaj do ulubionych

Odejść bez pożegnań.

13.04.15, 19:47
Skończyło się. Kolejna wielka miłość, która miała trwać. To już prawie rok jak odeszła a raczej odjechała w siną dal a ja mogłem tylko patrzeć. Rok spędzony na próbach zapicia się i nadziei że może ktoś lub coś mnie zabije. Nadzieja mi została. O święty paradoksie. Jakie to wyzwalające. Mieć gdzieś co się z Tobą stanie. Walczyłem o Nią strasznie i jak zwykle przegrałem. Znacie kawałek Stana Zvezdy Walcz? To o mnie. Przyjaciele. Jak oni się martwili. Tak bardzo że nawet nie zauważyli mojego upadku. Najlepszy z nich, współlokator od zawsze w rozmowach ze swoją kochanką nazywał mnie fiutem i debilem. Cóż. Ogarnąłem się trochę w styczniu chlejąc kolejny dzień z podobnymi wykolejeńcami. Wyjechałem z miejsca, które kojarzyło się z Nią. A dziś. W przeddzień urodzin mojego "przyjaciela" wyłączam telefon, likwiduje wszelkie źródła kontaktu do mnie i znikam. Zostawiłem mu prawie wszystko. Książki,dużo książek. Jakby ktoś reflektował mogę podać adres. smile Pora iść dalej. Spłacić pijackie długi. Odkupić motor, na czymś co się kocha fajniej się zabić. To tyle gorzkich żalów. Sorry że musieliście czytać. I nie warto nie okłamywać, szanować itd. Dios ludzie.
Obserwuj wątek
    • cambria1.2 Re: Odejść bez pożegnań. 13.04.15, 21:32
      Odkup motor. Koniecznie!! Na czymś, co się kocha, fajnie jest ... ruszyć przed siebie. Zostawić pijackie długi, mnóstwo książek, "przyjaciół". I miejsca, które przypominają o tym, czego nie było. Ruszaj z wiosną!!! Aaa, i szanuj ...motor, jeśli siebie nie jesteś w stanie smile
    • indianer666 Re: Odejść bez pożegnań. 13.04.15, 22:12
      Zaczyna mnie to bawić. Stoję jakby obok siebie i obserwuje ten pijany sen wariata. Co się może spieprzyć w życiu to na pewno mi się spieprzy. Jakbym nie próbował temu zapobiec.
      jestem wiecznie doceniony były facet po latach. Satysfakcja żadna. Nowa fajniejsza? Nie chcę ciągle nowej. To zaprzeczenie mojej definicji miłości. Długów nie mogę zostawić. Charakterny jestem i biorę odpowiedzialność za swoje bezsensowne czyny. Tak wiosna mnie bawi, gubienie się a raczej znajdowanie nowych dróg na motocyklu, muzyczne duszy granie, rozgwieżdżone niebo, śpiew ptaków o poranku, góry w każdej chwili, deszcz, wędrówki, nocne rozmowy z ludźmi wartymi wszystkiego i przywiązującymi wagę do słów. Ech, gdzie Wy wszyscy jesteście? Akurat potrzebni.
      • cambria1.2 Re: Odejść bez pożegnań. 13.04.15, 22:18
        No tu jesteśmy. Czytamy Cię. Co więcej, doskonale rozumiemy, uwierz.
        Nie rób żadnych głupstw. Pozwól czasowi popłynąć. I nie myśl o tym, że wiecznie coś Ci nie wychodzi. Nie wychodzi tak, jakbyś ty chciał. Jeśli, jak mówisz, umiesz siebie obserwować, to popatrz z sympatią na tego fajnego, wrażliwego faceta. Nie z przyganą, nie z rozczarowaniem.
          • cambria1.2 Re: Odejść bez pożegnań. 13.04.15, 22:50
            Eee, może nie tak całkiem źle. Jak twoja fajność trafi pod zły adres, to się - rzeczywiście - źle kończy. Ale są i dobre adresy, takie oficjalnie podane i takie ukryte smile)
            Ufff, jak dobrze, że głupstwa zostały odłożone do szuflady. Zamknij ją na klucz, a klucz wyrzuć. Albo ... dobrze schowaj smile
            • indianer666 Re: Odejść bez pożegnań. 14.04.15, 20:32
              "Walcz choć jesteś przegrany". Stan Zvezda. smile Nie rozumiem łatwości zmieniania kogoś na kim podobno zależy na kogoś nowego ot tak w tydzień lub dwa. Nie potrafię tak. Chyba muszę się nauczyć. A głupstwa? Zawsze są. Na szczęście bawi mnie jeszcze kilka rzeczy. No i bez motoru ani rusz. smile Dobrego wieczoru.
    • lilith70 Re: Odejść bez pożegnań. 14.04.15, 12:35
      Nie przesadzaj, na jednej osobie się świat nie kończy. I musimy się godzić niejednokrotnie z odtrąceniem. Takie jest życie. Nawet bycie samemu może być szczęśliwe, tylko pozmiataj, zamknij drzwi do przeszłości i idź przed siebie. Wypełnij dni czymś co lubisz. A w końcu odzyskasz wiarę w to że są też inni, lepsi, bardziej empatyczni, lojalni.
      Nie uzależniaj nigdy szczęścia od ludzi czy posiadania rzeczy, bo gdy oni odchodzą, odchodzi też Twoje szczęście, ulatnia się... Bądź szczęśliwy z tego że żyjesz, że możesz wszystko, że wszystko (wiele) zależy od Ciebie. Nie idż na łatwiznę. Doceń to co masz, te najprostsze sprawy.
      • indianer666 Re: Odejść bez pożegnań. 14.04.15, 20:23
        Żeby była to jedna, smile Zamiatam, zamiatam. Póki co z marnym skutkiem. Niestety brakuję mi ludzi kiedyś ważnych, rzeczy mam gdzieś, Wolę żyć niż zbierać. Zamknij drzwi do przeszłości to dobra rada. Próbuję z dość marnym skutkiem. Ech. Książka jak spieprzyć wszystko co się da? No lepiej nie.
        • cambria1.2 Re: Odejść bez pożegnań. 14.04.15, 20:34
          Jak dobrze, że jednak nie odszedłeś. Planujesz trasy motocyklowe? Jeszcze parę dni nieoogody, a potem już wiosna. Może nawet ... lato?
          Co do pisania - zgadzam się z Lilith. Spróbuj. Jeśli pójdzie Ci tak wartko, logicznie, ciekawie jak w tym wątku, możesz napisać poradnik. "Jak nie spieprzyć wszystkiego" albo "Dlaczego nie warto odchodzić bez pożegnania" wink
          • indianer666 Re: Odejść bez pożegnań. 14.04.15, 20:53
            Myślę że czasem warto. Czasem należy. W realu dla starych znajomych już mnie nie ma. Trasy....wychodzą spontanicznie. Jak 70 kilometrową trasę do rodzinnego domu zamienić w 500 kilometrową, jak pojechać nad morze do Mielna a wylądować poprzez Ustkę i inne na Helu. itd. smile Nie nadaję się do tego. Zbyt dużo skrajnego realizmu by było. ( niektórzy to pesymizmem nazywają. smile )
            • cambria1.2 Re: Odejść bez pożegnań. 14.04.15, 21:00
              Wiesz, przez Twoje pisanie, przez ten pesymizm, prześwituje jednak uśmiech. Serio smile Tak czuję. Może już się cieszysz z wiosny, z drogi, co się przed Tobą rozwinie, z niespodzianek po niespodziewanej zmianie trasy.
              Jeśli zdecydowałeś, że kasujesz dawnych znajomych, w tym wymownego, złotoustego "przyjaciela", to dobra okazja, żeby zacząć coś ... bardziej starannie, może ostrożniej. Chociaż ... życzę Ci jakiegoś szaleństwa, które zamaże i wymaże przykre wspomnienia smile
        • lilith70 Re: Odejść bez pożegnań. 14.04.15, 20:47
          Skoro masz taki styl, mmusisz mieć też wyobraźnię...na pewno jakiś temat się nawinie. Wyrusz w trasę motocyklową, może tam poznasz nowych ciekawych ludzi, może to podsunie Ci pomysł na książkę...
          Czasem jest tak, że nie układa nam się w związkach,bo źle wybieramy, a czasem bo coś w nas samych jest nie tak, ale to nie znaczy, że jesteśmy gorsi, czy że na siłę powinniśmy się zmieniać....jesteśmy inni.
          Też czasem myślałam że nie nadaję się do związku....każdy ma jakiś charakterek...ale nigdy się nie poddawaj, zawsze jeszcze możesz spotkać tą jedyną...i nie myśl o żadnym roztrzaskaniu się na drzewie, zycie jest zbyt piękne, nawet gdy jest się samemu smile
    • mayenna Re: Odejść bez pożegnań. 16.04.15, 09:50
      Ksiązki chętnie przygarnę. Napisz na gazetowy mail.
      Chłopie, możesz się tak malowniczo zapić - twoja wola.Uciekaj - przed soba nie uciekniesz. Ale ten gest jest bardzo romantyczny i przez chwilę poczujesz się jak Konrad na Mont Blanc.
      A potem jak czas zadziała poznasz co to miłość, bo coś o co trzeba walczyć na pewno nią nie jest.
    • midnight_lightning Re: Odejść bez pożegnań. 17.04.15, 21:25

      Nie warto się zapijać, nie warto się zabijać.

      Kobiety są zbyt bezwartościowe, by niszczyć sobie życie z tak nędznego powodu. Nie zasługują na miłość i jej nie chcą. Nie ma co szukać miłosci u kobiety, bo cóż jest warta miłość kobiet, dla której ideałem jest umięśniony, wysoki, pusty prymityw, ziomal, kibol czyli tzw. "ciacho" albo dużo starszy, zamożny, żonaty pan.

      Cóż jest warta miłość kobiet, dla których zdradzanie to nic złego, bo "to był tylko seks, bez żadnych uczuć, kocham tylko ciebie" smile

      Róbmy swoje, życie to nie tylko kobiety, a one niech sobie układają życie z tymi 20% "najlepszych", z agresywnymi burakami, łajdakami, z szefami firm, prezesami, może któryś rzuci starą żonkę dla setnej kochanicy.
    • staryczlowiekimoze Re: Odejść bez pożegnań. 19.04.15, 13:18
      z góry przepraszam za brutalną szczerośćsmile
      gdyby tak się stało, że zostawiłby mnie jeden mężczyzna, pewnie wpadłabym w popłoch, że cos ze mną jest nie tak; że jestem za głupia, za brzydka, za gruba itp itd. Gdyby zostawiłby mnie kolejny mężczyzna - uznałabym, że jestem juz kompletnie do niczego, a w związku z tym mam dwie możliwości: 1. pogodzić się z tym i szukać spełnienia w innych sferach niż miłość, lub 2. zmienić się na tyle, aby trzeciego przy sobie zatrzymać. To drugie jest znacznie trudniejsze, bo wymaga wnikliwej psychoanalizy własnej osoby, potem opracowania "programu naprawczego", a w dalszej kolejności - wcielenia go w życie, i podjęcia kolejnego ryzyka w związku.
      A tymczasem mężczyzna, od którego odeszła "kolejna wielka miłość", nie ma żadnego poczucia winy twierdząc, że dziewczyna wybrała faceta z lepszym pojazdem niż jego...
      No ludzie!!! Trochę samokrytycyzmu, do jasnej cholery! Jesli dziewczyna faktycznie poleciała na wyższy komfort motoryzacji to znaczy, że wziąłeś sobie zwykłą dziunię, a to zbyt dobrze o tobie nie świadczy. Ale być może kolejna dziewczyna wybrała faceta posiadającego bogatszą osobowość niż twoja, bardziej przyjazny charakter, mającego poważne i praktyczne (bo bardziej filozoficzne niż twoje trudno sobie wyobrazić) podejście do życia? Przy całym moim zamiłowaniu do aut typu VV Tuareg czy Audi R8 (oglądam je godzinami w necie...) nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy zostawiam wartościowego mężczyznę dla ogólnodostępnego jeb..ki wożącego tyłek dobrym samochodem. Tyle w kwestii rzekomo paskudnych kobiet.
      Teraz na tapetę weźmiemy twoje podejście do życia - jeśli życie cię bawi i przyglądasz mu się z uśmiechem na twarzy, to ... twoja sytuacja jest godna pozazdroszczeniasmile Martwic się zaczniemy, jak życie stanie się dla ciebie koszmarem trudnym do ogarnięcia - gdy zacznie cię ono dołować, przerażać, przygniatać swym ciężarem. Najwyraźniej rozumiesz, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Daleka jestem od udzielania ci rad, bo ani głupi nie jesteś, ani ze mnie żadna ciociadobrarada mająca lekarstwo na wszelkie trudności życiowe. Fajne są dwie rzeczy, które napisałeś - bo z nimi zgadzam się w 100%, ale trochę za dużo filozofujesz. Znam ten typ, bo jest mi szczególnie bliski i ukochany, ale osobiście wolę zbyt dużo działania niż zbyt dużo filozofowania (nie mylić z przemyśliwaniami i myśleniem). Ciężki z ciebie egzemplarz, ale da się z takim przeżyć przy sprzyjających wiatrachsmile Życzę dobrych dni i nocy - najlepszych jak tylko to możliwesmile
      • indianer666 Re: Odejść bez pożegnań. 19.04.15, 16:42
        Szczerość za szczerość. Pierwsza po kilku latach przepraszała że odeszła, że myślała że tak będzie lepiej, że byłem Jej najlepszym facetem. Że niepotrzebnie słuchała rodziny. Zastanów się czy on Cię zdoła utrzymać. To są słowa Jej siostry. Wyżej napisałem jak miałem w domu rodzinnym. Nie byłem dyrektorem banku jak mąż tej siostry właśnie. Śmiała napisać że ma córkę i że pamięta że my mieliśmy mieć córkę właśnie. Druga. Po kilku latach bycia razem zostawiła mnie dla faceta z kapeli metalowej. Moim błędem było to że pracowałem za granicą, ograniczyłem to do minimum ale i tak za dużo. Jej wyjazd tam niestety nie wchodził w grę. Nie czuła się kochana mimo że na końcu po pół roku siedziałem w Polsce, odrzuciłem dobry kontrakt na pracę a na końcu skończyło się sprzedażą motocykla. Siedzieliśmy kiedyś pod Jej blokiem późnym wieczorem, Ona roztrząsała swoje problemy a 3 ławki dalej 3 kolesi głośno zastanawiało się czy mi wpierdolić a Ona nawet tego nie słyszała. smile Nowy facet miał problemy z agresją i po pół roku się rozstali. Druga ma syna, którego zawsze traktowałem jak swojego. Zresztą zawsze jak go widziałem to się razem wygłupialiśmy. Po dwóch latach chciała do mnie wrócić. Dziewczyna miała straszne problemy z sobą. Próby samobójcze typu skoki z mostu itd., szpital psychiatryczny, picie w nadmiarze. Poznałem Ją gdy przyszła do mnie na imprezę. Przez długi czas byłem jedyną osobą, która w Nią wierzyła i za uszy wyciągała Ją z bagna. Teraz robi doktorat. Nadal utrzymywaliśmy kontakt bo mimo tego że nam nie wyszło bardzo sobie ceniłem tą znajomość. Kolejna. Znamy się od lat. Z początku była dziewczyną mojego jednego kumpla, później się rozstali, po kilku latach po Jej kolejnym rozstaniu nasze drogi się spotkały i się mocno skumplowaliśmy. To Ona nazwała mnie przyjacielem. Ja też uważałem Ją za przyjaciółkę. Później niestety wylądowaliśmy w łóżku, niestety bo wolałbym żeby była nadal nawet będą z kimś niż wcale nie mieć z Nią kontaktu. Byliśmy tak będąc i nie będąc z sobą. Nie było wtedy innych kobiet i jako przyjaciółka wiedziała o mnie prawie wszystko co nie omieszkała potem wykorzystać. Nigdy Jej i pozostałych zresztą też nie okłamywałem. I wiecie co. Żałuję. Jestem głupi jak but. Przez szacunek do Niej wiedziała wszystko z kim idę, gdzie, o której wróciłem a na końcu mi powiedziała że mi nie ufa, że bardziej ufa swojemu byłemu, mojemu także już byłemu koledze, który będąc u mnie w domu dobierał się do pijanej dziewczyny, którą przygarnąłem pod mój dach bo znajomi Ją zostawili. A trzecia? Poznała innego i po krótkiej znajomości wyjechała. Jej były, który Ją zdradzał wcale się specjalnie z tym nie kryjąc i który wracając kiedyś z imprezy w nocy klepnął obcą dziewczynę w tyłek, dostał po twarzy to ją walnął pięścią w nos i zwiał. Normalnie gratuluję. Mogę tak jeszcze długo. Chaotycznie. Przykro mi. Po tylokrotnym wysłuchiwaniu wielkich słów a potem ich weryfikacji w nikogo i w nic nie wierzę. Musi potrwać żeby to się zmieniło. Dla kobiet nie liczą się czyny lecz słowa. Dobry bajerant i zapomina wszystko co Jej facet dla Niej robi. Tak samo jak nie chcecie prawdy. Mój kumpel potrafi kręcić z 3 kobietami naraz, nieraz go łapią na kłamstwie a i tak mu wszystko uchodzi. A co do narcyza. Jest mi bardzo daleko do niego. Jeżeli mi na kimś zależy i nie wyjdzie to bardzo długo nie potrafię być z kimś innym choćby dlatego że nie chcę oszukiwać kolejnej osoby, kobiet, które niby kochają a lecą do innego nic nie jest w stanie wytłumaczyć. Obłuda i tyle. Wybaczcie jeżeli uraziłem. Tyle tej filozofii.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka