agord
19.04.15, 22:55
Witam wszystkich, poczytałam wcześniej parę wątków i widzę, że nie tylko ja zostałam zraniona i jak w tytule podeptana przez tę drugą, zdawałoby się, bliską osobę. Wielkie słowa, wyznania, plany na przyszłość, a potem nagle cisza. Przez trzy tygodnie nie reagował na moje telefony i smsy, a człowiek przecież dorosły, wykształcony, inteligentny, po przejściach. Zostawił mnie jak przysłowiowego psa. Dopiero przed świętami raczył zadzwonić i poinformować mnie, że nadal mnie kocha i tęskni ale poznał kogoś i się zauroczył.Bardzo ciężko to przeżyłam i nadal nie potrafię się z tym uporać tym bardziej, że dwa lata temu doświadczyłam ogromnej tragedii i teraz każde niepowodzenie łamie mnie i dobija znacznie łatwiej. Trudniej jest mi się podnieść, pozbierać i pójść dalej. Boję się że będę sama bo czy jeszcze komuś zaufam tak do końca? Swego czasu, podczas jazdy autem, każde drzewo było potencjalnym "przyjacielem" ale czy warto?