Wreszcie jestem wolna i co?

06.05.15, 21:17
Wreszcie nie muszę umierać ze strachu o dzieci, nie muszę się nikim zajmować, bo mąż zniknął, psy umarły, dzieci się wyprowadziły, znajomi zniknęli z latami. Cieszę się, że wreszcie nie musze za nikogo odpowiadać, bo byłam tym już bardzo zmęczona, umiem żyć samotnie, ale szkoda, że wszystkie znajomości się wykruszyły. Cierpię na brak inteligentnego rozmówcy, o tym i o tamtym, o kulturze, o filmie, o ksiązce, o przemyśleniach, o sensie, jego braku, o tym, czy i czego uczy doświadczenie, dlaczego czlowiek mimo, że inteligentny i wie, że być szczęśliwym to nie mieć oczekiwań, nie potrafi przestać pragnąć różnych rzeczy... a tak sobie popuściłam wodze myślom.
    • noajdde Re: Wreszcie jestem wolna i co? 06.05.15, 23:09
      Ja terz jestem inteligętny i czasem gadam do lóstra.
      • zjawisko_atmosferyczne Re: Wreszcie jestem wolna i co? 07.05.15, 21:57
        i good for you
    • anthony0 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 07.05.15, 09:58
      Być szczęśliwym, to nie mieć oczekiwań... Takie stwierdzenie wydaje mi się zbyt daleko idące. Bo jeśli nie mamy żadnych oczekiwań, to nasze życie zaczyna przypominać wegetację. Ja ująłbym to może nieco inaczej. Wydaje mi się, że warunkiem koniecznym (co nie znaczy, że wystarczającym!) by być szczęśliwym, na pewno jest umiejętność pogodzenia się z tym, czego nie jesteśmy w stanie zmienić. Z tym, na co nasz wpływ jest znikomy lub żaden. A niestety, nasze życie obfituje w mnóstwo tego typu - nazwijmy to oględnie - uwarunkowań. Ale tak, jak piszesz, nawet pomimo jakiegoś wewnętrznego pogodzenia się z sytuacją, nie potrafimy przestać pragnąć różnych rzeczy. Często też gdzieś tam na dnie pozostaje jakaś gorycz, jakieś poczucie niespełnienia i porażki. Pewnie tak już musi być...
      • zjawisko_atmosferyczne Re: Wreszcie jestem wolna i co? 07.05.15, 21:57
        Cieszę się, że czujesz sie na siłach dyskutowac ze zdaniem prof. Kołakowskiego, bo to jego wniosku użyłam są dząc, że jest ogólnie znany. Chodzi w nim o to jak pamietam, że jesli człowiek ma wiele i wielkich oczekiwań, to wciąż jest sfrustrowany i nieszczęsliwy. A nie można zmusic ludzi, by robili to czego chcemy. Nie widzę więc powodu by to komplikowac. Nie sięgam poczucia porażki, dzieki Bogu. Nie wiem skąd moje pisanie doprowadziło Cię do poczucia bezradności.
        • lilith70 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 07.05.15, 23:26
          To że jest znany nie znaczy że każdy musi się zgadzać z jego zdaniem. Być szczęśliwym to nie uzależniać szczęścia od czegokolwiek i kogokolwiek, bo gdy to tracimy t tracimy też nasze szczęście. A oczekiwania można mieć, a nawet powinno się mieć. Nie mieć oczekiwań to jakby nie mieć ambicji, własnego zdania i upodobań...I zgadzam się z Anthonym, życie bez oczekiwań, to życie roślinki. Nalezy umieć się pogodzić z tym na co nie mamy wpływu i mieć świadomość, że wszystko się zmienia, bo życie jest jak rzeka, ciągle płynie i się zmienia, ale to na co mamy wpływ powinniśmy próbować sami zmieniać, działać, kreować, bo to gwarantuje nam rozwój. A żeby to robić, każdy z nas musi jednak te oczekiwania posiadać.
        • anthony0 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 08.05.15, 09:41
          Witaj. Tak, czuję się na siłach dyskutować ze zdaniem profesora, bo maksymy formułowane przez znanych ludzi często bywają nieco prowokujące, no i oczywiście nie każdy musi się z nimi zgadzać. Co do poczucia porażki... Wydaje mi się, że każda (lub prawie każda) z osób zabierająca głos na "forum" zaliczyła w pewnym momencie życia jakąś istotną porażkę albo odczuwa brak czegoś (lub kogoś) w życiu. Raczej nie zabierają tu głosu tzw. ludzie sukcesu, którym wszystko idzie jak z płatka. To zwykle różne niepowodzenia skłaniają nas do przemyśleń, a także potrzeby dzielenia się nimi z drugim człowiekiem. Zauważ, że sama użyłaś w swoim pierwszym wpisie m. in. słów "szkoda" i "cierpię". Nie są to słowa zadowolonego z życia człowieka. Ja również do takich się nie zaliczam, ale przesadą byłoby powiedzenie, że Twoje pisanie doprowadziło mnie do poczucia bezradności. No, aż tak źle to ze mną nie jest... I jeszcze jedna myśl, która mi się nasuwa. Zgadzam się z Lilith, że każda znajomość wymaga obopólnego starania, jakiegoś wychodzenia naprzeciw tej drugiej stronie. Inaczej po prostu wykrusza się. A reaktywowanie dawnych znajomości rzadko się udaje. Tu ja z kolei podeprę się zdaniem filozofa, że "nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki"... Pozdrawiam.
          • anka401 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 08.05.15, 14:40
            a to ja się nie zgodzę, bo od dwóch miesięcy praktykuję reaktywowany związek. Myśl o rzece nie ma nic wspólnego z dawnymi znajomościami - woda przepłynęła, dotarła do większych zbiorników, wymieszała się z innymi wodami, wyparowała, skropliła się, i... spadła na Ziemię w innym miejscu, więc nie mam do niej dostępu. Bardzo dobrze, że woda w rzece nie jest ciągle ta sama, bo w przeciwnym razie wszystko i wszyscy staliby w miejscu. Ludzie się jednak zmieniają, podobnie jak nasze oczekiwania i reakcje na zachowania partnerów. Nie mówię, że tym razem się uda, ale wolę ostrożne działanie niż zgłębianie myśli filozoficznych na temat partnerstwa.
            • lilith70 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 08.05.15, 15:19
              Z tymi przysłowiami różnie bywa....nie zawsze się sprawdzają wink
              Czasem kontakt się urywa i to nie w kłótni, czy z obrazy, tylko ot tak z zaniedbania, chwilowej niechęci, ale po latach niekiedy się odnawia i okazuje się że ta relacja jest jeszcze fajniejsza, a nawet lepsza. Przecież z czasem i ludzie się zmieniają, my również, dojrzewają, zmieniają się im poglądy i zachowania, zatem jest i szansa na porozumienie, na nowej płaszczyźnie i na nowych zasadach, z innym już spojrzeniem....bo właśnie rzeka płynie jak nasze życie i woda w tej rzece z czasem już nie jest taka sama winkwink
              • anthony0 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 08.05.15, 17:05
                Tak, właśnie to miałem na myśli, że kontakt często urywa się z powodu zaniedbania. Oczywiście, odnowienie go nawet po latach, jest możliwe. Mnie jakiś czas temu odnalazł na Facebooku mój dobry kolega ze studiów i teraz piszemy do siebie, odwiedzamy się od czasu do czasu. Ale znacznie częściej zdarza się, że spotkanie po latach wygląda tak - "cześć stary, no kopę lat, wiesz musimy się częściej spotykać" i... wszystko znów się urywa.
                • lilith70 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 08.05.15, 17:34
                  To fakt, jednak niekiedy jeśli ktoś nam zapadł w pamięci, a jest szansa na odnowienie kontaktu to warto spróbować wink
                  • anthony0 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 08.05.15, 20:37
                    Jest jeszcze inny aspekt tej sprawy. Przy próbach nawiązywania znajomości (bądź odbudowywania dawnych) szukamy zwykle osoby, która przeżywa problemy podobne do naszych. Kogoś, z kim moglibyśmy rozmawiać o sprawach dla nas istotnych i często trudnych (wg tej zasady działa również to forum). Wtedy okazuje się, czy trafiliśmy na kogoś, kto – mówiąc w przenośni – nadaje na tych samych falach. I pewnie od tego w dużej mierze zależy, czy taka znajomość się utrzyma. Ale potrzebne jest też obopólne staranie, same „wspólne fale” na dłuższą metę nie wystarczą…
                    • lilith70 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 08.05.15, 21:49
                      Nie musi w tej samej chwili przeżywać to samo, bo to mogłoby nawet okazać się zabójcze (np. jeden drugiego by dołował), ale czy kiedykolwiek przeżywał podobne sytuacje i związane z tym emocje, i czy jest w stanie nas zrozumieć. Potrzeba zrozumienia i akceptacji jest tą podstawą, której się oczekuje, a do tego te wspólne fale, na które składa się wiele rzeczy, podobne poglądy, priorytety, poczucie humoru, zainteresowania, upodobania itd.
                      Jednak tak jak piszesz na dłuższą metę potrzeba jeszcze dbaćo tą relację, bo mimo wielu punktów wspólnych ludzie mają różne charaktery, niekiedy dochodzi do mniejszych czy większych zgrzytów i trzeba umieć z nich jakoś wybrnąć, przejść dalej.... prawie jak w związku, tylko emocje nieco mniejsze, inne wink
                      • anthony0 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 09.05.15, 08:59
                        Tak, w zupełności się z Tobą zgadzam. To wszystko o czym piszesz (zrozumienie, akceptacja, obopólne staranie) jest podstawą każdej wartościowej relacji międzyludzkiej, nie wyłączając związku. Tylko – jakby to powiedzieć - ciężar gatunkowy małżeństwa, czy związku jest bez porównania większy, niż takiej sobie zwyczajnej znajomości. Bo w przypadku związku dzieli się z kimś życie i tu dochodzi jeszcze coś, co można by nazwać wyłącznością, a znajomych czy przyjaciół oczywiście można mieć więcej.
                        Wiesz, gdy czyta się np. Twój ostatni wpis, to wydaje się, że są to sprawy proste. Ot, można je zamknąć w kilku linijkach tekstu. A życie pokazuje – niestety – że w codziennej praktyce tak trudno to zrealizować… A tak z innej beczki – odnoszę wrażenie, że od pewnego czasu dyskutujemy tu w zasadzie 1 na 1, choć inicjatorem wątku był ktoś inny (pani podpisująca się „Zjawisko atmosferyczne”wink. Może zechcesz napisać parę słów o sobie? Bo widzę, że mamy wiele podobnych przemyśleń. Mój adres mailowy to stirlitz17@interia.pl
                        • lilith70 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 09.05.15, 21:04
                          A to niby autorka miała głód dyskusji, a jak chętni się znaleźli, to uciekła i ślad po niej zaginął big_grin
                          I jak ona chce utrzymać znajomości wink
                          Co do wpisu...cóż życie jest proste, tylko ludzie sobie je komplikują. Poza tym nie uwzględniamy tu jednego z czynników, naszych charakterków i towarzyszących emocji nad którymi niekiedy nie potrafimy zapanować smile
                          Dziękuję za maila, może napiszę tylko nie wiem co smile Ale wykaż się cierpliwością, bo nie zawsze wszystko robię od razu wink tongue_out
                          • anthony0 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 10.05.15, 09:01
                            Rzeczywiście, po autorce wątku ślad jakby zaginął. A co do tych charakterków i emocji to oczywiście prawda. Dawniej nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę i uważałem, że podstawą w związku jest jakaś wspólnota poglądów, zainteresowań, itd. Ale życie pokazuje, że te poglądy i zainteresowania mogą z czasem się zmieniać, zresztą nigdy nie ma pełnej zgodności we wszystkich sprawach. Wtedy niezwykle ważne zaczynają się okazywać takie cechy jak ugodowość, życzliwość, a nawet pewne poczucie humoru.
                            Co do maila, to wiadomo - nie pali się. Ale gdybyś zabrała się za pisanie, to chętnie przeczytałbym np. w jakim regionie Polski mieszkasz. No i co sprawiło, że zaglądasz na "forum"?
                            • lilith70 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 10.05.15, 09:29
                              Jak zwykle się zgadzam, co do tych cech charakterów smile
                              Napiszę, napiszę wink
    • lilith70 Re: Wreszcie jestem wolna i co? 07.05.15, 23:18
      Ale o znajomości trzeba dbać obopólnie.
      Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stare znajomości odbudować lub poszukać nowych.
Pełna wersja