Dodaj do ulubionych

Jak bardzo porzebujemy....

18.09.20, 22:39
Jak bardzo porzebujemy siebie, osobnicy obojga plci..? Oraz, gorzkie pytanie : Na jak dlugo..?
Obserwuj wątek
    • gwen75 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 00:45
      Nie potrzebujemy nikogo mieć, potrzebujemy rozumieć innych i dobrego, łatwego kontaktu z nimi.
      Potrzebujemy uświadamiać sobie swoje istnienie i cieszyć się istnieniem innych.
      Pytanie "na jak długo" nie ma sensu. Każdy przychodzi i odchodzi kiedy chce. Nikogo się do niczego nie zmusi. Dbajmy o swoją wolność i dajmy wolność innym.
      wink
      • searam Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 01:09
        gwen75 napisał:

        > Nie potrzebujemy nikogo mieć, potrzebujemy rozumieć innych i dobrego, łatwego k
        > ontaktu z nimi.
        > Potrzebujemy uświadamiać sobie swoje istnienie i cieszyć się istnieniem innych.
        > Pytanie "na jak długo" nie ma sensu. Każdy przychodzi i odchodzi kiedy chce. Ni
        > kogo się do niczego nie zmusi. Dbajmy o swoją wolność i dajmy wolność innym.
        > wink
        Skoro tak, to dlaczego jest wiele watkow,poszukiwan,pytan, watpliwosci, rozterek,dramatow,zwiazkow i rozstan...
        co nami rzadzi...? A nadal sie potrzebujemy, prawda..? Odrzuce romantyzm calkowicie.Animalistyczny projekt wyjasnia wszystko.Prawda..?
        • prawda_we_mgle Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 12:26
          bo gwen to wziął bardziej filozoficznie-duchowo... że tak naprawdę nie jesteśmy w stanie "mieć" drugiego człowieka... Ludzie przychodzą i odchodzą, my możemy po prostu cieszyć się ich towarzystwem przez kawałek naszej drogi, zwanej (dla niepoznaki) życiemwink
          A ty pewnie miałeś na myśli "potrzebę bycia obok drugiej osoby" (mieć kogoś w potocznym znaczeniu).
          Jesteśmy duszami w ludzkich skórkach, mamy potrzebę spotykania innych duszyczek (które są dla nas w tym życiu prezentem, albo nauką - ogólnie doświadczeniem), abyśmy rozwijali się i wzrastali.
          Ponadto uważam, że "umiejscowieni w ludzkiej skórce" - jesteśmy stworzeniem stadnym (kiedyś to był jedyny warunek przetrwania, to jest więc też atawizm skórki w której żyjemy), mamy potrzebę bycia zaakceptowanym i przyjętym w stadzie - stąd obojętnie, na jakim jesteśmy poziomie rozwoju świadomości - będzie nas ciągnęło do tego, aby "przynależeć" ("mieć kogoś", "być czyimś").

          Podsumowując: moim zdaniem zarówno w aspekcie zwierzęcym (stado), jak i duchowym (doświadczanie) - mamy wielką potrzebę "mieć kogoś" bliskiego, i to jak najdłużej, bo potrzeba ciągłości jest prawie tak samo silna, jak potrzeba przynależności (stąd nawet u mężczyzn dość silna potrzeba, nawet jak się zatracają w przygodach seksualnych - mieć gdzieś w tle tą stałą najważniejszą partnerkę, do której będą wracać).
          • po-ranna-kawa Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 16:13
            To jest oczywiste i bezdyskusyjne.
            Człowiek powinien mieć wokół siebie jakichś innych ludzi, z którymi się rozumie, z którymi może pogadać, otworzyć bez obaw, że to bedą wykorzystywać, zdjąć jak najwięcej skórki, o której piszesz, na których może liczyć nie dlatego, że mają jakiś obowiązek, ale dlatego że tak chcą...
            Tak jesteśmy skonstruowani i można dorabiać jakieś idologie, ale to nic nie zmieni.
          • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 18:17
            Całkowicie się zgadzam. Przy czym oczywiście nie należy dążyć do związku za wszelką cenę. Gdybym miał być z toksyczną, roszczeniową i walącą fochy babą tylko po to żeby mieć z kimś spędzić wakacje i raz na miesiąc sobie pociupciać to już wolę żyć w pojedynkę. smile
            • prawda_we_mgle Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 19:51
              baenzai napisał:

              > Całkowicie się zgadzam. Przy czym oczywiście nie należy dążyć do związku za wsz
              > elką cenę. Gdybym miał być z toksyczną, roszczeniową i walącą fochy babą tylko
              > po to żeby mieć z kimś spędzić wakacje i raz na miesiąc sobie pociupciać to już
              > wolę żyć w pojedynkę. smile

              A to oczywista oczywistość smile
              ja to nazywam wymagania progowe (bo w nich nie chodzi ani o wygląd, ani o kasę: dla mnie ktoś, kto nie daje człowiekowi świętego spokoju (tylko coś ględzi, oczekuje, roszczenia z dupy, męczy i dręczy) - nie spełnia wymagań progowych).
              A kaśka nosowska fajnie to ujęła w słowa: warto być z kimś, jeśli "z nim" jest ci choć trochę lepiej, niż samemu.
        • gwen75 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 21:38
          po-ranna-kawa napisała:

          > A co jedno z drugim ma wspólnego? Bycie z kimś blisko nie oznacza (a przynajmn
          > iej nie musi oznacać) odbierania komuś czy sobie wolności.

          To, że w związkach często ludziom brakuje tej wolności. Mogą sobie tego nawet do końca nie uświadamiać, ale widać jak wygląda ich życie. Często nie jest to widok zbyt wesoły wink
          • po-ranna-kawa Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 21:48
            gwen75 napisał:

            > To, że w związkach często ludziom brakuje tej wolności. Mogą sobie tego nawet d
            > o końca nie uświadamiać, ale widać jak wygląda ich życie. Często nie jest to wi
            > dok zbyt wesoły wink

            Fakt, często nie jest. Ale czy to, że często jedzenie w knajpie nie jest zbyt smaczne, oznacza, że w ogóle nie należy do nich chodzić? Trafia się dobre.

            • gwen75 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 22:29
              po-ranna-kawa napisała:

              > Fakt, często nie jest. Ale czy to, że często jedzenie w knajpie nie jest zbyt s
              > maczne, oznacza, że w ogóle nie należy do nich chodzić? Trafia się dobre.

              Moje "mieć" było w znaczeniu wyboru postawionego przez Ericha Fromma "mieć czy być?". Tak więc według mnie lepiej być, niż dążyć do gromadzenia różnych atrybutów, które są cenione przez społeczeństwo wink
      • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 18:07
        gwen75 napisał:

        > Nie potrzebujemy nikogo mieć, potrzebujemy rozumieć innych i dobrego, łatwego k
        > ontaktu z nimi.
        > Potrzebujemy uświadamiać sobie swoje istnienie i cieszyć się istnieniem innych.

        Ale jak to miałoby wyglądać w praktyce? Jakieś komuny zrzeszające samotnych mężczyzn jako alternatywa dla rodzin? smile I rozumiem, że kwestię potrzeb seksualnych ma rozwiązywać wyłącznie diving, tak?
        • prawda_we_mgle Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 19:57
          baenzai napisał:

          > Ale jak to miałoby wyglądać w praktyce? Jakieś komuny zrzeszające samotnych męż
          > czyzn jako alternatywa dla rodzin? smile I rozumiem, że kwestię potrzeb seksual
          > nych ma rozwiązywać wyłącznie diving, tak?

          coraz mniej mężczyzn decyduje się być z roszczeniową, głośną babą tylko w celu stałego zaspokajania potrzeb seksualnych... wybierają samoobsługę z internetem.
          Gwen miał tu na myśli luźne, niewymuszone kontakty międzyludzkie (oparte na szacunku i przyjaźni), bez specjalnego na siłę "parowania się" (przywiązywania szczególnie do jednego konkretnego człowieka)... czasem te kontakty uwzględniają też seks, ale taki przyziemnie określając "bez zobowiązań".
          • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 20:39
            prawda_we_mgle napisała:

            > Gwen miał tu na myśli luźne, niewymuszone kontakty międzyludzkie (oparte na sza
            > cunku i przyjaźni), bez specjalnego na siłę "parowania się" (przywiązywania szc
            > zególnie do jednego konkretnego człowieka)... czasem te kontakty uwzględniają t
            > eż seks, ale taki przyziemnie określając "bez zobowiązań".

            Samotnym mężczyznom jest jednak zazwyczaj znacznie trudniej budować takie kontakty niż kobietom (które się lepiej socjalizują). Singielki 30+ jeżdżące na wspólne wakacje to dość częste zjawisko, ale męskie wyprawy tego typu kończą się zazwyczaj jeszcze w czasach studenckich. Nie przypadkiem to wśród mężczyzn wykształciły się takie zjawiska jak nerdy, doomerzy czy incele.
            • gwen75 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 23:46
              baenzai napisał:

              > Samotnym mężczyznom jest jednak zazwyczaj znacznie trudniej budować takie konta
              > kty niż kobietom (które się lepiej socjalizują). Singielki 30+ jeżdżące na wspó
              > lne wakacje to dość częste zjawisko, ale męskie wyprawy tego typu kończą się za
              > zwyczaj jeszcze w czasach studenckich. Nie przypadkiem to wśród mężczyzn wykszt
              > ałciły się takie zjawiska jak nerdy, doomerzy czy incele.

              Nie wiem skąd bierzesz te teorie wink
              Można się obracać w mieszanym towarzystwie znajomych i przyjaciół smile
              • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 00:02
                Jasne. smile

                Pary mają swoje życie, często są rodzicami. Nie wyklucza to oczywiście tego, że czasem można z nimi spędzić czas, ale generalnie odpadają jakieś bardziej spontaniczne akcje czy chociażby wspólne wakacje.

                Samotne kobiety nie chcą spotykać się z samotnymi mężczyznami w innych celach niż próba zbudowania związku.

                Czyli pozostaje jedynie zbudować bardzo mocne relacje z innymi mężczyznami we wczesnej młodości i liczyć na to, że większość z nich pozostanie długo singlami oraz nie wyjedzie na drugi koniec kraju/za granicę. smile
                • gwen75 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 00:15
                  baenzai napisał:

                  > Pary mają swoje życie, często są rodzicami. Nie wyklucza to oczywiście tego, że
                  > czasem można z nimi spędzić czas, ale generalnie odpadają jakieś bardziej spon
                  > taniczne akcje czy chociażby wspólne wakacje.

                  Wychodź poza stereotypy, bo one Cię ograniczają! wink
                  Ludzie w związkach często są znudzeni sobą lub ogólnie jakoś im się nie układa i taka osoba wykorzysta każdą okazję, by się wyrwać z domu i miło spędzić czas ze znajomymi smile

                  > Samotne kobiety nie chcą spotykać się z samotnymi mężczyznami w innych celach n
                  > iż próba zbudowania związku.

                  A ona musi o tym wiedzieć, że z ewentualnego związku nici? wink I w ogóle jak jej to zakomunikować? Po prostu się umawiamy na jakąś aktywność w gronie znajomych, do knajpy, na kręgle, na rowery, na łyżwy, do kina itp. Jej ewentualne nadzieje to jej sprawa. Umawiamy się w konkretnym celu i się fajnie bawimy smile
                  • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 01:16
                    gwen75 napisał:

                    > Wychodź poza stereotypy, bo one Cię ograniczają! wink


                    No nie wiem. Ja tam obserwuję, że rodzice spotykają się praktycznie wyłącznie z innymi rodzicami, jak ognia unikają samotnych facetów. Nawet niedawno o tym rozmawiałem z samotnymi kumplami, mają dokładnie takie same doświadczenia.
                  • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 02:14
                    gwen75 napisał:

                    > Wychodź poza stereotypy, bo one Cię ograniczają! wink
                    > Ludzie w związkach często są znudzeni sobą lub ogólnie jakoś im się nie układa
                    > i taka osoba wykorzysta każdą okazję, by się wyrwać z domu i miło spędzić czas
                    > ze znajomymi smile

                    Takie osoby zazwyczaj dzielą życie na pracę, partnera, ewentualne dziecko oraz swoje zainteresowania (no i oczywiście na zwyczajny odpoczynek). Na znajomych zwyczajnie brakuje im czasu. Oczywiście wiadomo, że dla jakiegoś bliskiego kumpla trochę czasu się znajdzie, ale dla tych dalszych już nie. Proza życia.

                    > A ona musi o tym wiedzieć, że z ewentualnego związku nici? wink I w ogóle jak je
                    > j to zakomunikować? Po prostu się umawiamy na jakąś aktywność w gronie znajomyc
                    > h, do knajpy, na kręgle, na rowery, na łyżwy, do kina itp. Jej ewentualne nadzi
                    > eje to jej sprawa. Umawiamy się w konkretnym celu i się fajnie bawimy smile

                    Zupełnie nie o to mi chodziło.

                    Większość kobiet słysząc od mężczyzny propozycję wspólnego wyjścia niejako z automatu zakłada, że ten mężczyzna jest nią zainteresowany, że w tej propozycji jest jakiś podtekst. Jeżeli zatem kobieta nie chce by dana znajomość przerodziła się w związek to taką propozycję odrzuci, nie chcąc robić facetowi jakiejś nadziei.
                    • tzn.aga Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 11:36
                      Zgadza się. I pierwszy i drugi akapit są prawdziwe.
                      Ostatnio pospotykałam się trochę z kimś i po fakcie okazało się, że facet myślał, że spotykamy się na stopie koleżeńskiej (moim zdaniem rżnął głupa) a ja odwrotnie.
                      Dziś sobie myślę, że w sumie można by się pokolegować.
                      • gwen75 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 22:47
                        tzn.aga napisała:

                        > Dziś sobie myślę, że w sumie można by się pokolegować.

                        Takie kolegowanie się stanowi wartość samą w sobie. Do tego może się przyczynić do poznania kolejnych osób. W ten sposób można zbudować fajną ekipę na różne aktywności, wypady.
          • gwen75 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 21:41
            prawda_we_mgle napisała:

            > Gwen miał tu na myśli luźne, niewymuszone kontakty międzyludzkie (oparte na sza
            > cunku i przyjaźni), bez specjalnego na siłę "parowania się" (przywiązywania szc
            > zególnie do jednego konkretnego człowieka)... czasem te kontakty uwzględniają t
            > eż seks, ale taki przyziemnie określając "bez zobowiązań".

            Hehe, widzę, że mam już interpretatora swoich tekstów wink Zaraz pewnie jakaś szkoła powstanie wink
      • tomekzgor Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 21:52
        gwen75 napisał:

        > Nie potrzebujemy nikogo mieć, potrzebujemy rozumieć innych i dobrego, łatwego k
        > ontaktu z nimi.
        > Potrzebujemy uświadamiać sobie swoje istnienie i cieszyć się istnieniem innych.
        > Pytanie "na jak długo" nie ma sensu. Każdy przychodzi i odchodzi kiedy chce. Ni
        > kogo się do niczego nie zmusi. Dbajmy o swoją wolność i dajmy wolność innym.
        > wink

        Sorry, Gwen ale odnosze wrażenie że teoretyzujesz. "Potrzebujemy uświadamiać sobie swoje istnienie i cieszyć się istnieniem innych". To tak naprawdę nic nie znaczy.
        • gwen75 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 22:09
          tomekzgor napisał:

          > Sorry, Gwen ale odnosze wrażenie że teoretyzujesz. "Potrzebujemy uświadamiać so
          > bie swoje istnienie i cieszyć się istnieniem innych". To tak naprawdę nic nie z
          > naczy.

          To znaczy bardzo wiele. Poczytaj książki Ericha Fromma, one mi dały kiedyś bardzo wiele do myślenia wink
          Ludzie wiele wysiłku wkładają w to, aby uzyskać odpowiednią pozycję w społeczeństwie, aby "dorównać" innym, być na szczycie wink Kobieta musi mieć faceta, bo inaczej czuje się gorsza w społeczeństwie. To ją pcha do złych wyborów. Konsekwencji życia pod dyktando społeczeństwa jest multum.
          A rzadko kto uświadamia sobie to, co się dzieje w jego organizmie, nie rozumie swoich emocji, lęków, nie potrafi pozbyć się napięcia psychicznego, uczucia wrogości itp. O tym ludzie nie myślą, bo o tym się nie mówi w społeczeństwie. Takie kwestie są nieuświadomione. Jak się o czymś nie rozmawia, to temat nie istnieje.
          • po-ranna-kawa Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 22:41
            gwen75 napisał: Kobieta musi mieć faceta, bo inaczej czuje się gorsza w społeczeństwie. To ją pcha do złych wyborów.

            Ta ja się wtrące. Cżesto tak jest, jak piszesz. Niestety. Ale często jest tak, że kobieta chce miec faeta, bo chce zwyczajnie poczuć bliskość, pogadać z kimś, miec orgazm itp. Czyli powody są inne. Co w tym zlego?


            > A rzadko kto uświadamia sobie to, co się dzieje w jego organizmie, nie rozumie
            > swoich emocji, lęków, nie potrafi pozbyć się napięcia psychicznego, uczucia wro
            > gości itp.

            To tez prawda. Ale czy uświadomienie sobie, jakie jest źródło emocji i lęków sprawi, że tych emocji nie będzie? Jasne, że lepiej sobie z ich źródeł zdawać sprawę, ale przez to nie znikną
            • gwen75 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 22:56
              po-ranna-kawa napisała:

              > Ta ja się wtrące. Cżesto tak jest, jak piszesz. Niestety. Ale często jest tak,
              > że kobieta chce miec faeta, bo chce zwyczajnie poczuć bliskość, pogadać z kimś,
              > miec orgazm itp. Czyli powody są inne. Co w tym zlego?

              Nie napisałem, że to coś złego. Prowadzimy sobie tu luźne dywagacje wink
              Każdy pisze jak to widzi, nie musimy się we wszystkim zgadzać wink
              Dla mnie tradycyjny związek ma w sobie zbyt dużą dozę zaborczości i pewnej naiwności, że on da człowiekowi szczęście wink

              > To tez prawda. Ale czy uświadomienie sobie, jakie jest źródło emocji i lęków sp
              > rawi, że tych emocji nie będzie? Jasne, że lepiej sobie z ich źródeł zdawać spr
              > awę, ale przez to nie znikną

              Uważam, że większa świadomość w tej kwestii pozwoli też poznać sposoby na uporanie się z tymi emocjami.
              A jak już człowiek się upora to może się okazać, że grono prawdziwych przyjaciół całkowicie człowiekowi wystarcza i jakoś nie bardzo się widzi w związku z przedstawicielem płci przeciwnej wink
              (tej samej też - żeby nie było wink)
              • po-ranna-kawa Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 23:10
                gwen75 napisał:


                > Nie napisałem, że to coś złego. Prowadzimy sobie tu luźne dywagacje wink
                > Każdy pisze jak to widzi, nie musimy się we wszystkim zgadzać wink
                > Dla mnie tradycyjny związek ma w sobie zbyt dużą dozę zaborczości i pewnej naiw
                > ności, że on da człowiekowi szczęście wink

                Dla mnie też smile Ale na określonym etapie życia i nie każdy



                > Uważam, że większa świadomość w tej kwestii pozwoli też poznać sposoby na upora
                > nie się z tymi emocjami.
                > A jak już człowiek się upora to może się okazać, że grono prawdziwych przyjació
                > ł całkowicie człowiekowi wystarcza i jakoś nie bardzo się widzi w związku z prz
                > edstawicielem płci przeciwnej wink
                > (tej samej też - żeby nie było wink)

                Ale czy nie może się okazać, że wśród grona przyjaciół jest przedstawiciel płci przeciwnej?
                Poza tym nie zawsze emocje są złe. Dlaczego trzeba się z nimi koniecznie "uporać"? Może czasem lepiej je przeżywać? Czym jest życie bez emocji, euforii, tęskonty, uniesień?

                • gwen75 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 23:19
                  po-ranna-kawa napisała:

                  > Ale czy nie może się okazać, że wśród grona przyjaciół jest przedstawiciel płci
                  > przeciwnej?

                  Może, nie widzę problemu.

                  > Poza tym nie zawsze emocje są złe. Dlaczego trzeba się z nimi koniecznie "upora
                  > ć"? Może czasem lepiej je przeżywać? Czym jest życie bez emocji, euforii, tęsko
                  > nty, uniesień?

                  Miałem na myśli negatywne emocje, które zwykle zatruwają człowiekowi życie. Lęk, frustracja, stres, wrogość, zazdrość, depresja itp.
          • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 19.09.20, 22:57
            gwen75 napisał:

            > Kobieta musi mieć faceta, bo i
            > naczej czuje się gorsza w społeczeństwie. To ją pcha do złych wyborów. Konsekwe
            > ncji życia pod dyktando społeczeństwa jest multum.

            Obecnie dominuje raczej tendencja do bardzo rygorystycznego traktowania kandydatów na partnerów przez kobiety. Stąd przecież tyle samotnych kobiet, zwłaszcza w dużych miastach.
            • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 01:19
              baenzai napisał:

              > Stąd przecież tyle samotnych kobiet, zwłaszcza w dużych miastach.

              Tylko gdzie one się ukrywają? Dlaczego nigdy nie wychodzą z domu, nie uczestniczą w różnych projektach, wydarzeniach? Dlaczego tak się maskują, że w ogóle ich nie można znaleźć?
              • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 01:38
                Przecież wychodzą np. do galerii, na fitness, do kina (samotnie albo z koleżankami).

                Ogólnie sporo jest ich w dużych i średnich firmach, korpo oraz urzędach. U mnie np. piętro wyżej na 6 kobiet poniżej 40stki trzy są same, dwie mają partnerów a o jednej nic nie wiem.

                Wiele z nich ma profile na portalach randkowych.
                • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 12:21
                  baenzai napisał:

                  > Ogólnie sporo jest ich w dużych i średnich firmach, korpo oraz urzędach.

                  No właśnie - korpo oraz urzędach...
                  Naprawdę nie każdy gustuje w takich dziewczynach, nie do każdego one pasują.
                  Nie wiem czy czytałeś mój opis Speed Dating w którym uczestniczyłem parę lat temu:

                  wszystkie 14 dziewczyn wykonywało tylko jeden z dwóch zawodów:
                  1. Szeregowa urzędniczka lub pracowniczka działu księgowości (większość)
                  2. Szeroko rozumiana nauczycielka, np. opiekunka w przedszkolu, nauczycielka tańca, itd.
                  Nie było ani jednej lekarki, pianistki, architekta, biotechnologa, historyka sztuki, muzykologa, dziennikarki, programistki, psychologa, logopedy, fotografa, itd.
                      • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 13:35
                        kevinjohnmalcolm napisał:

                        > baenzai napisał:
                        >
                        > > Pomijam tu skrajności, bo sam nie związałbym się ani ze sprzątaczką ani z
                        > CEO dużej firmy.
                        >
                        > A dlaczego?

                        Sprzątaczki są dla mnie za proste a CEO za bardzo niezależne. wink
                          • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 15:09
                            kevinjohnmalcolm napisał:

                            > A widzisz, czyli nie chodzi o zawód, tylko cechy charakteru. Mi też o nie chod
                            > zi.

                            Ale ja wspomniałem o dwóch skrajnościach. Sprzątaczkami i CEO zazwyczaj zostaje specyficzny typ kobiet.
                            Co natomiast łączy kobiety pracujące na średnim szczeblu w korpo? Właściwie nic, poza posiadaniem wyższego wykształcenia. Z urzędami jest w zasadzie podobnie. W tego typu instytucjach są różne działy i pracują tam różne kobiety. Jednym zależy głównie na robieniu kariery, inne cenią sobie work life balance. Jedne to dynamiczne laski, inne typowe szare myszki. I tak dalej.
                      • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 13:34
                        kevinjohnmalcolm napisał:

                        > Zawód jako taki nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Co ważne to światopogląd,
                        > a ten wpływa na wybór zawodu.

                        Na wybór zawodu wpływają głównie predyspozycje do jego wykonywania oraz tendencje istniejące na rynku pracy. Światopogląd nie ma większego związku z wykonywaną pracą (są wyjątki np. ekolożka nie pójdzie pracować do rzeźni).
                        • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 14:46
                          baenzai napisał:

                          > Światopogląd nie ma większego związku z wykonywaną pracą

                          Ma, i to duży.
                          Przykładowo nie ma opcji żebym został żołnierzem zawodowym, czy pracownikiem innej służby.
                          Nie ma opcji, żebym kiedykolwiek pracował w korporacji, w której człowiej jest tylko trybikiem.
                          I tak dalej.
                          Mój światopogląd miał gigantyczny wpływ na prace które w życiu wykonywałem.
                          • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 15:15
                            kevinjohnmalcolm napisał:

                            > baenzai napisał:
                            >
                            > > Światopogląd nie ma większego związku z wykonywaną pracą
                            >
                            > Ma, i to duży.
                            > Przykładowo nie ma opcji żebym został żołnierzem zawodowym, czy pracownikiem in
                            > nej służby.
                            > Nie ma opcji, żebym kiedykolwiek pracował w korporacji, w której człowiej jest
                            > tylko trybikiem.
                            > I tak dalej.
                            > Mój światopogląd miał gigantyczny wpływ na prace które w życiu wykonywałem.

                            Jeżeli laska ukończyła finanse czy tam ekonomię i zna dwa języki obce to w korpo ma po prostu najlepsze perspektywy pod niemal każdym względem. Gdzie tu jest w ogóle miejsce na jakieś rozkminy światopoglądowe?
                            • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 19:39
                              baenzai napisał:

                              > Jeżeli laska ukończyła finanse czy tam ekonomię

                              ...to jest dziewczyną kompetnie nie z mojej bajki, stojącą mentalnie na przeciwnym biegunie.
                              Chyba wszyscy szukamy osoby nadającej na tych samych falach, a nie pierwszej lepszej aby była. Jaki sens ma umawianie się na siłę z osobami do nas nie pasującymi?
                              • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 20:09
                                kevinjohnmalcolm napisał:

                                > ...to jest dziewczyną kompetnie nie z mojej bajki, stojącą mentalnie na przeciw
                                > nym biegunie.
                                > Chyba wszyscy szukamy osoby nadającej na tych samych falach, a nie pierwszej le
                                > pszej aby była. Jaki sens ma umawianie się na siłę z osobami do nas nie pasują
                                > cymi?

                                To widzę, że ty wybrzydzasz niczym współczesne kobiety. wink

                                Ja nawet nie wpadłbym na to, że ktoś może uznać ukończenie kierunku ekonomicznego za wadę u potencjalnego partnera.

                                Jaka jest w zasadzie różnica mentalna pomiędzy tego typu dziewuchą a laską po psychologii albo historii sztuki?
                                • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 20:14
                                  baenzai napisał:

                                  > Jaka jest w zasadzie różnica mentalna pomiędzy tego typu dziewuchą
                                  > a laską po psychologii albo historii sztuki?

                                  Naprawdę nie widziasz żadnej różnicy?

                                  I tak, wybrzydzam, ale szukam osoby do mnie pasującej, z którą będę się dobrze czuł i z którą będę miał nieskończoną liczbę tematów do rozmów. Nie szukam pierwszej lepszej laski do przelecenia.
                                  Uważasz że weganka związałaby się z rzeźnikiem? Ale ona wybrzydza, przecież jakie znaczenie ma zawód faceta?
                                  • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 21:10
                                    kevinjohnmalcolm napisał:

                                    > Uważasz że weganka związałaby się z rzeźnikiem? Ale ona wybrzydza, przecież ja
                                    > kie znaczenie ma zawód faceta?

                                    Większość ludzi nie pracuje w tego typu kontrowersyjnych zawodach.

                                    > Naprawdę nie widziasz żadnej różnicy?
                                    >
                                    > I tak, wybrzydzam, ale szukam osoby do mnie pasującej, z którą będę się dobrze
                                    > czuł i z którą będę miał nieskończoną liczbę tematów do rozmów. Nie szukam pie
                                    > rwszej lepszej laski do przelecenia.

                                    Wybranie kierunku ekonomicznego świadczy co najwyżej o tym, że laska trochę lubi cyferki, ale nie na tyle by się bawić w kierunki techniczne. I w zasadzie o niczym więcej. Taka laska może mieć dosłownie każdy rodzaj osobowości, prezentować dosłownie każdy światopogląd i mieć różnorodne zainteresowania.

                                    Na psychologię w zasadzie idą podobne laski, tylko trochę mniej garnące się do matematyki. smile

                                    Nie wiem kto studiuje historię sztuki i nie rozumiem czemu z góry zakładasz przewagę absolwentek tego kierunku nad pannami po kierunkach ekonomicznych.
                      • prawda_we_mgle Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 13:41
                        kevinjohnmalcolm napisał:

                        > Zawód jako taki nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Co ważne to światopogląd,
                        > a ten wpływa na wybór zawodu.

                        Kev, pamiętaj że my żyjemy w polsce... tu nie ma takiego bezpośredniego przełożenia... Często bierzesz coś, co po prostu da ci niezależność i spokój ekonomiczny, a marzenia czasem trzeba schować do kieszeni smile

                        No , pomijając coś, czego nie możesz po prostu wziąć ze względów etycznych (np. praca na fermie lisów) - tu zawód bardziej jest dziełem przypadku, niż na zachodzie.
                    • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 13:19
                      prawda_we_mgle napisała:

                      > Kev, przywołuję do porządku - znowu się zamykasz w stereotypach! smile

                      Jeżeli nigdy w życiu nie spotkałem dziewczyny która by wykonywała wymieniony wyżej zawód i choćby w minimalnym stopniu pasowała do mnie, to chyba jest jakaś podstawa do uogólnień?
                      • prawda_we_mgle Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 21:23
                        nie wydaje mi się... myślę raczej, że tam gdzie jesteś masz bardzo ograniczoną pulę i dodatkowo sam ją sobie jeszcze ograniczasz... smile
                        ja też bym się nie zainteresowała ekonomistą czy bankowcem, a kiedyś myślałam że też księgowym - dopóki nie poznałam męża koleżanki który jest księgowym i spełnia wszystkie moje "nadliczbowe fantazje" wink, tzn. jest introwertykiem, lubi filmy i książki SF, mroczną muzykę i nie lubi gadać co u sąsiadów, tylko o filozofii i ewolucji plus nie interesują go inne kobiety poza jego żoną... wink - chodzący ideał... niestety życie układa się tak, że akurat jego żona jego zalety uważa za wady big_grin
                        Także jeśli kiedyś mówiłam, że wykluczam księgowych - to odszczekuję!!! smile
                        • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 21:46
                          Pisz co chcesz, ja jednak uparcie pozostaję przy swoim - na podstawie kilkudziesięciu lat doświadczeń jestem w stanie stwiedzić że w moim przypadku znalezienie bratniej duszy w przypadku ekonomistek jest kilka ładnych rzędów wielkości niższe niż prawdopodobieństwo znalezienia bratniej duszy wśród pianistek. Człowiek rozsądny idzie tam, gdzie prawdopodobieństwo sukcesu jest większe.

                          To podobna sytuacja do tej jaka miała już miejsce wiele razy na tym forum, gdy różne osoby uparcie przekonywały mnie że powinienem zacząć chodzić do klubów (mimo że ich nienawidzę i nie mam bladozielonego pojęcia jak w takim łomocie można kogokolwiek poznać), bo może się zdarzyć cud i trafię tam na mocno introwertyczną dziewczynę, która omija kluby szerokim łukiem, a jednak w jakiś magiczny sposób się tam znalazła. Dziękuję za takie rady, ale wiem z doświadczenia, że nieporównywalnie większe jest prawdopodobieństwo spotkania takiej dziewczyny na koncercie klasycznym niż w klubie.

                          Zamiast skupiać się na miejscach i okolicznościach, gdzie szansa na spotkanie interesującej nas osoby jest nikła, nie lepiej przejść się tam, gdzie to prawdopodobieństwo jest wysokie? Co złego w wybieraniu takich miejsc?
                          • prawda_we_mgle Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 23:15
                            kevinjohnmalcolm napisał:

                            > Zamiast skupiać się na miejscach i okolicznościach, gdzie szansa na spotkanie i
                            > nteresującej nas osoby jest nikła, nie lepiej przejść się tam, gdzie to prawdop
                            > odobieństwo jest wysokie? Co złego w wybieraniu takich miejsc?

                            Zupełnie nic. Moim zdaniem to dwa różne tematy...

                            oczywiście, że trzeba się pojawiać tam, gdzie prawdopodobieństwo znalezienia podobnej duszyczki jest większe...

                            A jak się pojawi na twojej drodze jakaś ekonomistka, to nie gonić jej od razu z krzyżykiem i czosnkiem, tylko... uważnie się przyjrzeć wink smile
                            • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 23:25
                              prawda_we_mgle napisała:

                              > A jak się pojawi na twojej drodze jakaś ekonomistka, to nie gonić jej od razu z
                              > krzyżykiem i czosnkiem, tylko... uważnie się przyjrzeć wink smile

                              Napisałem już w innej wypowiedzi - nie pytam każdej spotkanej dziewczyny czy przypadkiem nie jest ekonomistką. Przykładowo w czasie wspomnianej wcześniej przeze mnie sesji Speed Dating pytałem każdą dziewczynę o hobby, zainteresowania, cele życiowe, ale ani razu nie zapytałem o zawód. Nie interesował mnie. Same mi go podały, gdy okazało się że miały poważne problemy z wymienieniem choćby jednego swojego hobby/zainteresowania innego niż oglądanie seriali lub spotykanie się ze znajomymi.
                              • artur5501 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 23:46
                                kevinjohnmalcolm napisał:

                                Przykładowo w czasie wspomnianej wcześniej przeze mnie sesji Speed Dating pytałem każdą dziewczynę o hobby, zainteresowania, cele życiowe, ale ani razu nie zapytałem o zawód.

                                Kevin, sorry, ale naprawdę chcesz poderwać dziewczyne pytając ją na wstepie o "cele życiowe"? smile
                                Jezu, następnym razem spytaj, gdzie była na wakacjach, jakiej muzyki słucha, a najlepiej, czy nie czuje się idiotycznie na takiej imprezie i czy nie chciałaby się z tego urwać na kawę gdzieś obok. Postaw jej tam drinka, powiedz, że ma piękne oczy. O celach życiowych dowiesz się później.
                                • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 23:57
                                  artur5501 napisał:

                                  > Kevin, sorry, ale naprawdę chcesz poderwać dziewczyne pytając ją na wstepie o "
                                  > cele życiowe"? smile

                                  Pytałem o zainteresowania, hobby, horyzonty, jakieś marzenia które chce kiedyś zrealizować. To naprawdę jest taka zbrodnia spróbować znaleźć choć jedną dziewczynę w tym mieście, która ma większe ambicje niż obejrzeć serial w telewizji i spotkać się w klubie ze znajomymi?



                                  > Jezu, następnym razem spytaj, gdzie była na wakacjach, jakiej muzyki słucha

                                  O to pytają dokładnie wszyscy pozostali faceci.



                                  > Postaw jej tam drinka

                                  Nie piję, więc stawianie drinka pasuje do mnie jak pięść do nosa.
                                  I generalnie dziewczyna pijąca drinki to nie mój świat.
                                  • artur5501 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 21.09.20, 11:03
                                    kevinjohnmalcolm napisał:
                                    >
                                    > Pytałem o zainteresowania, hobby, horyzonty, jakieś marzenia które chce kiedyś
                                    > zrealizować. To naprawdę jest taka zbrodnia spróbować znaleźć choć jedną dziew
                                    > czynę w tym mieście, która ma większe ambicje niż obejrzeć serial w telewizji i
                                    > spotkać się w klubie ze znajomymi?

                                    Żadna zbrodnia. Chodziło mi o tryb przesłuchania
                                    >
                                    >
                                    >
                                    > > Postaw jej tam drinka
                                    >
                                    > Nie piję, więc stawianie drinka pasuje do mnie jak pięść do nosa.
                                    > I generalnie dziewczyna pijąca drinki to nie mój świat.

                                    No to może być kawa czy sok smile
                                    A tak przy okazji: dziewczyna która czasem lubi napić się wina do steka czy wypić drinka wieczorem mieści się w Twoim świecie?

                                  • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 21.09.20, 23:23
                                    kevinjohnmalcolm napisał:

                                    > Nie piję, więc stawianie drinka pasuje do mnie jak pięść do nosa.
                                    > I generalnie dziewczyna pijąca drinki to nie mój świat.

                                    Zawężasz poszukiwania do całkowitych abstynentek?

                                    Czy taka laska mogłaby liczyć na dyspensę np. na jakichś urodzinach albo weselu? smile
                                    • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 22.09.20, 00:22
                                      baenzai napisał:

                                      > Zawężasz poszukiwania do całkowitych abstynentek?

                                      Absolutnie nie.
                                      Pisałem tylko że dziewczyny chodzące po barach i lubiące drinki to nie moja bajka. I to nie ze względu na alkohol! Po prostu takie do mnie nie pasują, a ja nie pasuję do nich.

                                      Widzę że co chwila ktoś szuka dziury w całym i narzeka że zawężam grono kandydatek. Niestety, musicie się pogodzić z tym, że jestem ostro walnięty i bardzo mocno różnię się od przeciętnego faceta. Nie pasuję do zdecydowanej większości ludzi. To przekleństwo mojego życia. Jak ja zazdroszczę tym, którzy potrafią prowadzić rozmowę praktycznie z kimkolwiek i byliby w stanie związać się z co drugą lub choćby z co dziesiątą dziewczyną.
                                      Szukam kogoś z kim się dogadam, a takie osoby stanowią jedynie promil społeczeństwa, to bardzo dziwne, zamknięte w sobie, introwertyczne istoty unikające tłumu i wszelkich głośnych miejsc.
                                      • po-ranna-kawa Re: Jak bardzo porzebujemy.... 22.09.20, 09:46
                                        kevinjohnmalcolm napisał:

                                        Niestety, musicie się pogodzić z tym, że jestem ostro walnięty i bardzo mocno różnię się od przeciętnego faceta. Nie pasuję do zdecydowanej większości
                                        > ludzi. To przekleństwo mojego życia.

                                        Chyba taksmile Może bardziej dziwakiem niż walniętym.
                                        Ale na szczęście nie jest to groźne, przynajmniej nie dla otoczenia wink
                                        To, że ludzie są różni, jest jednym z uroków tego świata. Gdyby wszyscy byli tacy sami, a nawet tylko podobni do siebie, byłoby beznadziejnie. To tak jakby świat ptaków składał się tylko z jednego gatunku.
                                        I w kwestii związków chyba nie masz wyjścia - musisz liczyć na to, że jednak gdzieś na swojej drodze spotkasz osobę, która uzna, że to Twoje walnięcie jest właśnie tym, czego szukała. I je pokocha.
                                        Czego serdecznie życzę smile




                                        • 999karolina Re: Jak bardzo porzebujemy.... 22.09.20, 15:00
                                          po-ranna-kawa napisała:


                                          > I w kwestii związków chyba nie masz wyjścia - musisz liczyć na to, że jednak gd
                                          > zieś na swojej drodze spotkasz osobę, która uzna, że to Twoje walnięcie jest wł
                                          > aśnie tym, czego szukała. I je pokocha.
                                          > Czego serdecznie życzę smile

                                          Ja też. I chyba wszyscy Ci tego życzymy. Bo jesteś sympatycznym, kulturalnym, ciekawym czlowiekiem. Odnoszę wrażenie, że jesteś też świetnym kompanem w wielu sytuacjach, np podczas powiedzmy wycieczki. Ale w realu jako partnerka ja bym na 100% z takim gościem jak Ty nie wytrzymała tygodnia, nawet gdyby stawką był wysoki zakład smile.
                                          Ale Kawa ma rację - ludzie są na szczęście różni, więc z pewnością gdzieś sobie żyje jakaś laska, dla której taki ktoś byłby spełnieniem marzeń. Problem w tym, że to, co was łączy, jednocześnie utrudnia wam spotkanie się.

                                                • dolores2222 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 19:56
                                                  Kev, ale tak serio, to im więcej ciebie czytam, tym bardziej się upewniam, że jesteśmy sobie pisani big_grin
                                                  Introwertycy, z alergią na tłum, z własnymi dziwactwami, które są akceptowalne przecież tongue_out
                                                  No cóż począć, kiedy mnie nie chcesz sad
                                                  Aż mnie korci, żeby ci wysłać zdjęcie jak byłam młodsza te 10 lat. Długie brązowe włosy, zero makijażu i te wielkie wyłupiaste oczy żaby... normalnie byś przepadł big_grin
                                                  • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 20:12
                                                    dolores2222 napisała:

                                                    > Kev, ale tak serio, to im więcej ciebie czytam, tym bardziej się upewniam, że j
                                                    > esteśmy sobie pisani big_grin
                                                    > Introwertycy, z alergią na tłum, z własnymi dziwactwami, które są akceptowalne
                                                    > przecież tongue_out

                                                    Tylko pamiętaj, że gdy znajomi w ciepły letni wieczór zaproponują ci wypad do ogródka piwnego to będziesz musiała za każdym razem odmawiać, bo inaczej Kev będzie zły. tongue_out
                                                  • tzn.aga Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 21:13
                                                    baenzai napisał:

                                                    > dolores2222 napisała:
                                                    >
                                                    > > Nie lubię takich spędów.
                                                    > > Wolałabym wieczór z moim miłym tongue_out
                                                    >
                                                    > 4 czy 5 osób przy jednym stoliku to jest ,,spęd"? smile To już nie introwertyzm t
                                                    > ylko fobia społeczna.

                                                    Poza tym wolałabyś wieczór z twoim miłym przy winku a Kevin przy herbatce.
                                                  • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 22:18
                                                    tzn.aga napisała:

                                                    > Niepijącym alko śmierdzi a i faza nie ta sama wink

                                                    Jeżeli osoba niepijąca nie całuje się z pijącą, a ta nie pije czegoś wyjątkowo śmierdzącego (np. piwa), albo zachowany jest odpowiedni dystans (krzesła naprzeciw siebie przy stoliku), to w czym problem?
                                                  • dolores2222 Re: Jak bardzo porzebujemy.... 25.09.20, 16:13
                                                    Nie lubię piwa, Kochanie tongue_out
                                                    A ostatnio można o mnie powiedzieć: abstynentka totalna.
                                                    Jednak czego bym nie napisała, ty i tak wiesz swoje:
                                                    za stara i za... (dopisz brakujące słowo) suspicious
                                                    Jednak za kilka lat taka różnica wieku będzie niczym, a ty będziesz sobie w brodę pluł, że ci taka jurna dzierlatka przeleciała koło... wpisu na forum big_grin
                                                  • prawda_we_mgle Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 22:59
                                                    tzn.aga napisała:

                                                    > Ee, raczej się tak nie da.
                                                    > Niepijącym alko śmierdzi a i faza nie ta sama wink

                                                    oczywiście, że się da! wszystko się da, jak dwoje ludzi chce być ze sobą smile. Ludzie z miłości góry przenoszą (!), więc taki duperel jak rodzaj napitku w kubku to w ogóle nie jest temat! smile
                                                  • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 23:09
                                                    prawda_we_mgle napisała:

                                                    > oczywiście, że się da! wszystko się da, jak dwoje ludzi chce być ze sobą smile. Lu
                                                    > dzie z miłości góry przenoszą (!), więc taki duperel jak rodzaj napitku w kubku
                                                    > to w ogóle nie jest temat! smile

                                                    Ja tam bym nie chciał abstynentki, bo zazwyczaj z nimi jest coś nie tak. Zresztą jakby to w ogóle wyglądało jakbym sam opierdalał butelkę wina na romantycznym wieczorze. smile

                                                    A najdziwniejsi ludzie to są ci od wesela bez alko. To jest ten przypadek kiedy ideologia (?) wejdzie za mocno.
                                                  • tzn.aga Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 21:09
                                                    Już to pisałam ale powtórzę.
                                                    To wasze rzekome umiłowanie naturalności nie uwzględnia przebarwień, zmarszczek, podkrążonych oczu i nie wyrazistych oczu i ust.
                                                    Jak pokażesz facetowi kobietę z lekkim, naturalnym, dobrze zrobionym makijażem to powie, że ona jest nieumalowana i naturalna i mu się spodoba.
                                                  • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 22:26
                                                    tzn.aga napisała:

                                                    > Jak pokażesz facetowi kobietę z lekkim, naturalnym, dobrze zrobionym makijażem
                                                    > to powie, że ona jest nieumalowana i naturalna i mu się spodoba.

                                                    Któremu facetowi? Przetestowałaś wszystkich?
                                                    To jest właśnie upór kobiet, które w żaden sposób nie uwierzą, że istnieją faceci którzy wolą nieumalowane kobiety. Fakt że paru Twoich kolegów woli umalowane nie oznacza, że nie ma w ogóle na całej planecie gości, których odrzuca jakikolwiek makijaż. Jest takich facetów mało, ale istnieją.
                                                  • tzn.aga Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 22:34
                                                    Nie o to chodzi czy lubią czy wolą tylko że nie rozpoznają.
                                                    Wielu myśli, że dana kobieta jest nieumalowana bo nie widać makijażu.
                                                    Tymczasem ona jest delikatnie, naturalnie, dobrze pomalowana, po prostu ładnie.
                                                    Wierz mi, wiele razy sama dałam się nabrać.
                                                  • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 22:47
                                                    Wiem o co chodzi. Bardzo niewiele kobiet to potrafi.
                                                    Mimo wszystko jestem dziwny - wolę stuprocentową naturalność. Jakakolwiek by była. Jak całuję policzek czy usta, to wolę czuć smak i zapach ciała dziewczyny, a nie sztuczny zapach kosmetyków. Zresztą to nie tylko kwestia samego wyglądu, ale przede wszystkim filozofii życiowej. Tak jak weganom nie chodzi o to że mięso im nie smakuje, tylko mają całą ideologię do której dostosowują swoją dietę. Naturalność to styl życia.

                                                    Zobacz - faceci się nie malują i żyją. Dlaczego kobiety MUSZĄ się malować? Dlaczego prędzej by wyszły z domu nago niż bez makijażu?
                                                  • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 22:55
                                                    kevinjohnmalcolm napisał:

                                                    > Wiem o co chodzi. Bardzo niewiele kobiet to potrafi.
                                                    > Mimo wszystko jestem dziwny - wolę stuprocentową naturalność. Jakakolwiek by b
                                                    > yła. Jak całuję policzek czy usta, to wolę czuć smak i zapach ciała dziewczyny
                                                    > , a nie sztuczny zapach kosmetyków. Zresztą to nie tylko kwestia samego wygląd
                                                    > u, ale przede wszystkim filozofii życiowej. Tak jak weganom nie chodzi o to że
                                                    > mięso im nie smakuje, tylko mają całą ideologię do której dostosowują swoją di
                                                    > etę. Naturalność to styl życia.

                                                    Ty faktycznie dziwny jesteś. big_grin

                                                    A usta może malować szminką (delikatnie) czy nie bardzo?

                                                    I rozumiem, że owłosienie pod pachami ci nie przeszkadza?
                                                  • tzn.aga Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 23:01
                                                    No niestety, jakiej filozofii by nie przyjąć to po prostu lepiej się wygląda gdy nie widoczne są (a przynajmniej mniej) cienie pod oczami, jakieś plamy, przebarwienia czy syfy.
                                                    Długo się nie malowałam, zresztą tego co teraz z sobą robię większość kobiet nie nazwałaby malowaniem; po prostu widzę, że trochę lepiej wyglądam.
                                                    I ciii, nikt nie wie.
                                                    Moja reputacja by ucierpiała wink
                                        • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 20:11
                                          baenzai napisał:

                                          > Ok, ale w takim razie trochę dziwne są te twoje narzekania w stylu ,,wokół mnie
                                          > nie ma wolnych kobiet". Ze swoim podejściem nawet na uniwersyteckim kampusie b
                                          > yś żadnej nie znalazł.

                                          Dlaczego dziwne? Według Ciebie im mniej wolnych kobiet wokół mnie tym większe szanse znalezienia pasującej? Niezależnie od tego jaki procent lub promil kobiet pasuje do mnie, im więcej wolnych wokół mnie, tym moje szanse będą większe. A jak wolnych nie ma w ogóle, to szanse dążą do zera...
                                          • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 20:35
                                            kevinjohnmalcolm napisał:

                                            > Dlaczego dziwne? Według Ciebie im mniej wolnych kobiet wokół mnie tym większe
                                            > szanse znalezienia pasującej? Niezależnie od tego jaki procent lub promil kobi
                                            > et pasuje do mnie, im więcej wolnych wokół mnie, tym moje szanse będą większe.
                                            > A jak wolnych nie ma w ogóle, to szanse dążą do zera...

                                            W twoim przypadku to jest jednak dość sztuczny problem. Po przeprowadzce do takiego Krakowa twoje szanse na znalezienie tego wymarzonego ideału by wzrosły, ale to byłby wzrost z 0,000001% na 0,000002%. smile
                                            • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 24.09.20, 20:49
                                              baenzai napisał:

                                              > Po przeprowadzce do takiego Krakowa twoje szanse na znalezienie tego wymarzonego
                                              > ideału by wzrosły, ale to byłby wzrost z 0,000001% na 0,000002%. smile

                                              Nie przesadzaj. Jeżeli tu gdzie jestem nie ma jakichkolwiek wolnych dziewczyn (pomijam ekstermalne przypadki o których kiedyś pisałem i straszyłem nimi ludzi). Jeżeli w Polsce, tak jak niektórzy piszą, gdziekolwiek się obejrzeć są ich tysiące, to byłby wzrost z 0,000001% do 0.01%. To już bardzo duża zmiana smile
                • kevinjohnmalcolm Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 12:27
                  baenzai napisał:

                  A poza tym korpo i duże urzędy są tylko w stolicy i kilku największych miastach. A reszta kraju?
                  Gdziekolwiek się nie ruszę, jakąkolwiek sensowną dziewczynę poznam, każda jest już od dawna zajęta. W internecie czytam że są tysiące wolnych i nie mam pojęcia gdzie one się ukrywają, bo w realu ich nigdzie nie widać.
                  • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 13:18
                    kevinjohnmalcolm napisał:

                    > A poza tym korpo i duże urzędy są tylko w stolicy i kilku największych miastach

                    W Polsce jest z 10 dużych aglomeracji. To tak mało? A nawet jeżeli mieszkasz 30 km od takowej aglomeracji to nadal możesz poznawać laski z dużych ośrodków miejskich.

                    > . A reszta kraju?

                    No cóż, jak ktoś mieszka na wsi albo w małym miasteczku z daleka od cywilizacji to nie wiem na co on liczy. Miejsce zamieszkania to jedna z niewielu rzeczy, którą mężczyzna może zmienić bez większego problemu (w przeciwieństwie do twarzy, sylwetki, statusu społecznego czy social skilli).
                    • prawda_we_mgle Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 13:46
                      baenzai napisał:

                      > W Polsce jest z 10 dużych aglomeracji. To tak mało? A nawet jeżeli mieszkasz 30
                      > km od takowej aglomeracji to nadal możesz poznawać laski z dużych ośrodków mie
                      > jskich.

                      Wciąż uważam, że największy problem u Keva, to miejsce zamieszkania...
                      Pojechałeś za pracą - i wygląda na to, że to zamknęło Ci możliwości matrymonialne. Ze względu na wiek, coraz trudniej będzie Ci znaleźć Polkę, która rzuci dotychczasowe życie i pojedzie do Ciebie... zbyt duże ryzyko.
                      • baenzai Re: Jak bardzo porzebujemy.... 20.09.20, 13:57
                        prawda_we_mgle napisała:

                        > Wciąż uważam, że największy problem u Keva, to miejsce zamieszkania...
                        > Pojechałeś za pracą - i wygląda na to, że to zamknęło Ci możliwości matrymonial
                        > ne. Ze względu na wiek, coraz trudniej będzie Ci znaleźć Polkę, która rzuci dot
                        > ychczasowe życie i pojedzie do Ciebie... zbyt duże ryzyko.

                        Zgadzam się. Angielki rzadko lecą na Polaków a Polki z UK to zazwyczaj albo typowe Karyny albo laski, które pojechały z mężami i narzeczonymi.

                        Nie bez znaczenia jest też fakt, że Kev jest dość specyficzny i ma równie specyficzne wymagania. smile

                        Ogólnie on jest trochę innym przypadkiem niż większość samotnych mężczyzn, bo większość ograniczeń jednak sam sobie stworzył.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka