Dodaj do ulubionych

Masz depresję, podejrzewasz? CHCĘ CI POMÓC

11.04.21, 16:20
"Przeszedłeś covid - potrzebujemy osocza twojej krwi"
A co kiedy ktoś przeszedł depresję albo żyje w zawieszeniu między: mam czy nie mam?
Kiedy wchodzisz do czarnego tunelu najgorszym wydaje ci się dźwięk zatrzaskujących się z obu stron drzwi. Ale to nie jest jeszcze najgorsze. Najgorzej jest, gdy wydaje ci się, że na jego końcu dostrzegasz światełko, ale jest to tylko fatamorgana utkana z twoich najgłębszych pragnień. Czasem długo staczasz się po równi pochyłej, bo trzyma cię odpowiedzialność za bliskich i konieczność zarabiania na życie. Ale przychodzi ten moment, kiedy już spadasz głową w dół w najczarniejszy muł, w najgłębszą przepaść. I gdybyś potrafił się śmiać, to byłoby to zabawne, że taki upadek niestety przeżyłeś. Ale żyje jedynie twoje ciało, wydrążone w środku. Pozbawione uczuć, puste... Zastanawiasz się, po cholerę toto żyje...
Znasz to?
Ja tak. Piszę ci o swoich doświadczeniach. Znam ciemność i pustkę. Znam żal, znam ból, także ten fizyczny. Bo depresja atakuje to, co w tobie najsłabsze. Ona nie ma litości. U mnie był to kręgosłup.
Znam też agresję nakierowaną na siebie, a nawet samookaleczanie.
Osoby z tego forum wiedzą, że piszę prawdę, bo nie raz im się wypłakiwałam.
Aż sięgnęłam dna...
Dziś jestem po kolejnej terapii oraz bardzo agresywnej farmakologii, ale jest o niebo lepiej. Dziś mogę powiedzieć, że żyję z depresją a nie w depresji. Biorę leki w dawce podtrzymującej i chociaż wiem, że w moim przypadku to choroba nieuleczalna, jestem z tym pogodzona.
Jak mogę ci pomóc?
WAŻNE
Nie będę twoim terapeutą, nie mogę być lekarzem. Ale na temat depresji (ponad 10 lat) zebrałam taką wiedzę i doświadczenie, że mogę podpowiedzieć ci pewne rozwiązania. Pokazać drogi... spróbować przynajmniej.
I NAJWAŻNIEJSZE
W depresji najgorsza jest samotność totalna, bo wiesz, że przecież nikt cię nie zrozumie. Otóż ja wyciągam do Ciebie rękę, bo ja to wszystko ROZUMIEM. Mogę więc ci towarzyszyć, jeśli tego potrzebujesz.
Kontakt do mnie: dolores2222@gazeta.pl

Do moich znajomych z nieśmiałków:
witajcie, Kochani
Tęskniłam...
Obserwuj wątek
    • obrotowy CHCĘ CI POMÓC 12.04.21, 02:16
      dolores2222 napisała:
      > A co kiedy ktoś przeszedł depresję albo żyje w zawieszeniu między: mam czy nie
      > mam?

      To idzie sie na badanie i sie juz wie.
      • ga77-77 Re: CHCĘ CI POMÓC 12.04.21, 09:56
        obrotowy napisał:

        > dolores2222 napisała:
        > > A co kiedy ktoś przeszedł depresję albo żyje w zawieszeniu między: mam cz
        > y nie
        > > mam?
        >
        > To idzie sie na badanie i sie juz wie.

        Albo raczej: jeszcze jest na etapie, w którym może się sam z tego wygrzebać wink
    • ga77-77 Re: Masz depresję, podejrzewasz? CHCĘ CI POMÓC 12.04.21, 10:23
      dolores2222 napisała:

      > "Przeszedłeś covid - potrzebujemy osocza twojej krwi"
      > A co kiedy ktoś przeszedł depresję albo żyje w zawieszeniu między: mam czy nie
      > mam?
      > Kiedy wchodzisz do czarnego tunelu najgorszym wydaje ci się dźwięk zatrzaskując
      > ych się z obu stron drzwi. Ale to nie jest jeszcze najgorsze. Najgorzej jest, g
      > dy wydaje ci się, że na jego końcu dostrzegasz światełko, ale jest to tylko fat
      > amorgana utkana z twoich najgłębszych pragnień. Czasem długo staczasz się po ró
      > wni pochyłej, bo trzyma cię odpowiedzialność za bliskich i konieczność zarabian
      > ia na życie. Ale przychodzi ten moment, kiedy już spadasz głową w dół w najczar
      > niejszy muł, w najgłębszą przepaść. I gdybyś potrafił się śmiać, to byłoby to z
      > abawne, że taki upadek niestety przeżyłeś. Ale żyje jedynie twoje ciało, wydrąż
      > one w środku. Pozbawione uczuć, puste... Zastanawiasz się, po cholerę toto żyje
      > ...
      > Znasz to?
      > Ja tak. Piszę ci o swoich doświadczeniach. Znam ciemność i pustkę. Znam żal, zn
      > am ból, także ten fizyczny. Bo depresja atakuje to, co w tobie najsłabsze. Ona
      > nie ma litości. U mnie był to kręgosłup.
      > Znam też agresję nakierowaną na siebie, a nawet samookaleczanie.
      > Osoby z tego forum wiedzą, że piszę prawdę, bo nie raz im się wypłakiwałam.
      > Aż sięgnęłam dna...
      > Dziś jestem po kolejnej terapii oraz bardzo agresywnej farmakologii, ale jest o
      > niebo lepiej. Dziś mogę powiedzieć, że żyję z depresją a nie w depresji. Biorę
      > leki w dawce podtrzymującej i chociaż wiem, że w moim przypadku to choroba nie
      > uleczalna, jestem z tym pogodzona.
      > Jak mogę ci pomóc?
      > WAŻNE
      > Nie będę twoim terapeutą, nie mogę być lekarzem. Ale na temat depresji (ponad 1
      > 0 lat) zebrałam taką wiedzę i doświadczenie, że mogę podpowiedzieć ci pewne roz
      > wiązania. Pokazać drogi... spróbować przynajmniej.
      > I NAJWAŻNIEJSZE
      > W depresji najgorsza jest samotność totalna, bo wiesz, że przecież nikt cię nie
      > zrozumie. Otóż ja wyciągam do Ciebie rękę, bo ja to wszystko ROZUMIEM. Mogę wi
      > ęc ci towarzyszyć, jeśli tego potrzebujesz.
      > Kontakt do mnie: dolores2222@gazeta.pl
      >
      > Do moich znajomych z nieśmiałków:
      > witajcie, Kochani
      > Tęskniłam...

      Dolores, jeszcze raz serdecznie witaj; pamiętam że jako pierwsza tu wyciągnęłaś do mnie rękę, dlatego bardzo pozytywnie o Tobie myślę.
      Na pewno dla ciężkich przypadków będziesz bardzo cennym źródłem wiedzy i doświadczenia, ale jeśli chodzi o lżejsze przypadki...

      Kilka miesięcy temu, gdy odeszła ode mnie żona (jesteśmy już po rozwodzie) spotkałem się z kolegą na piwo. Od niego się dowiedziałem jak coś takiego przechodził nasz wspólny kolega ( tego dnia nie spotkaliśmy się wszyscy razem tylko dlatego, że akurat tego konkretnego kolegę chciałem podpytać o jego doświadczenia rozwodowe, więc on sam zdecydował się nie skrzykiwać wszystkich na spotkanie). I ten wspólny kolega przez 3 miesiące po prostu leżał w łóżku i gapił się w sufit; potem wziął się za siebie, zaczął ostro ćwiczyć i doszedł do siebie (tak, wspomaganie farmakologiczne też było).

      Mój przypadek jest inny: dobrze napisałaś o konieczności zarabianie na siebie i osoby od Ciebie zależne; w moim wypadku po prostu musiałem się na tym skoncentrować, bo po prostu nie mam innej opcji; tu upadek oznacza koniec i wtedy już żadne leki nie pomogą. Na początku było cholernie ciężko, tęskniłem niesamowicie, czułem się sam. Dziś też poczucie pustki jest olbrzymie i doskwierające, ale rany powoli się zabliźniają; dziś pewnie już całkiem spokojnie zniósłbym nawet informację że moja była chce się znów hajtnąć, choć nie chcę się przekonywać co by było gdybym ją znów spotkał. Nie spotykam i jest dobrze.
      Nie mając nic innego do zajęcia głowy wziąłem się za siebie, jestem już coraz bliżej oczekiwanego wyglądu: zrzuciłem już kilkanaście kilo, zostało jeszcze kilka do osiągnięcia optimum; w sumie mogłem zrzucić więcej, bo przecież przez bieganie i sztangę moja sylwetka nieco się zmieniła, ubyło tłuszczyku, ale przybyło i ździebko mięśni (jakoś nigdy w życiu o budowanie muskulatury zupełnie nie dbałem, byłem szczupły, a kobiety do mnie i tak lgnęły, przychodziło to łatwo; teraz trzeba się postarać). Po prostu trzeba się skupić na czymś, nawet najprostszym; czymś, w co włożysz wysiłek, a efekty dadzą Ci jakąś satysfakcję.
      Innym coś takiego może dać praca, niestety w moim wypadku nie jestem w stanie się tak samo na tym skupić; ale nie wszystko naraz.

      Nadchodzi lato: zamierzam wychodzić bardziej na zewnątrz, zwiększyć swoją szansę znalezienia jakiejś fajnej kobietki, liczę że się uda. Najważniejsze to nie być sam. Z kimś u boku znacznie łatwiej smile


Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka