Jak sobie z tym radzić...??

28.05.06, 15:26
Witajcie! Mam 23 lat.
Mam problem i nie wiem czy będziecie mogli mi pomóc.

Mój problem polega na tym ze nie potrafie wytzrymac w związku z kobieta pół
roku – czasami trwa krócej. Na początku jest miło, przyjemnie. Po jakimś
czasie doszukuje się u niej tych cech , które chce żeby ta moja dziewczyna
posiadała. Takie cechy które pozwolą być szczęśliwym facetem. Przychodzi taki
czas, gdzie sobie uświadamiam ze nic do niej nie czuje – ale tym samym ranie
ją i siebie, bo od kad pamiętam marze o wielkiej miłości o rodzinie i
dzieciach.
Nie miałem udanego dzieciństwa. Ojciec wracal pijany, krzyczał, wyzywal i bil
mnie, moja mame i moich braci. Moja mama bojac się o nas no i o siebie nie
miała czasu dla nas, żeby nas nauczyc miłości, szacunku, takiego rodzinnego
bezpieczeństwa.
Uważam ze to co się dzieje w dzieciństwie ma swoje konsekwencje w dorosłym
zyciu. Ze nie potrafimy uporać się z wieloma sprawami.
Byłem niesmiały, bałem się otoczenia, byłem mało pewny siebie – ale
zwalczyłem to w sobie dzięki racjonalnemu mysleniu i wyciągania wniosków
tudziesz zrozumienia wszystkiego.
Dzis mam 23 lat i jestem normalnym facetem, uśmiechającym się od ucha do
ucha. I wiem c o jest dla mnie najważniejsze.
Jedynym problemem z którym nie mogę się uporać to własnie związki – uczucie.
Jak zaponować przed doszukiwaniem się u kobiety tych cech które ja chce żeby
ona miała. Wiem ze nie ma ideału – a jednak szukam. Zamiat szanowac , kochac
ja taką jaką jest – z jej wadami i zaletami.
Czy macie może jakieś sposoby zwalczenie tego?? Czy musze sięgnąć po
drastyczne srodki – psychoterapeuta ??

    • jason_bourne Re: Jak sobie z tym radzić...?? 28.05.06, 16:03
      Przede wszystkim na początek nie wiąż z żadną dziewczyną jezeli do konca nie
      jesteś tego pewien. Odpocznij od związków, i uczuc. Robiąc w taki sposób jak
      opisałes to robisz wam obojgu krzywdę. Ty masz wyrzuty sumienia, dziewczyna
      którą rozkochałeś w sobie zaczyna cierpieć. Następuje koniec oboje macie dołek,
      ty się dręczysz, a ona zawodzi się (może po raz kolejny) i uwierz mi ze trudno
      jest potem dotrzec z przekazem uczuc do takiej dziewczyny, bo się sparzyła nie
      raz i trudno jej uwierzyć.
      Wiesz rodziny się nie wybiera, ale miłość ty sam możesz w sobie wybudować,
      jestes dorosłym człowiekiem i możesz wiele rzeczy zmienić w sobie i wiele osiągnąć
      Psychoterapeuta cie nie nauczy milosci, jezeli ty w sobie sam nie znajdziesz jej
      Ludzie są jacy są mają wady i zalety.I nie znajdziesz na calym swiecie nikogo,
      kto nie miałby chocby jednej. Ty tez przeciez masz..Wazne zebyś sie zbudował i
      nauczył kochac
      powodzenia
    • chani-nr1 Re: Jak sobie z tym radzić...?? 28.05.06, 23:17
      wszystkiego nie da się zwalic na trudne dzieciństwo - tez miałam ojca, który pił
      i bił, wrzeszczał i awanturował się... Do dziś przęzywam po raz n-ty niektóre
      koszmary... w dziecinstwie byłam zalęknionym, nieśmiałym, spokojnym dzieckiem,
      które spełniało każde polecenie, zadanie... było grzeczne i ułożone... Uczyłam
      się razem z rodzeństwem na piątki...
      Ale gdzieś kiedys cos we mnie pękło... może to wyjazd ojca za granicę do pracy,
      może rozpoczęcie nauki w LO... stałam się bardziej otwarta na innych, bardziej
      śmiała... potrafiłam i nadal potrafię śmiać się z byle czego i w każdym
      problemie widzieć jakieś rozwiązanie...
      Zostało mi jednak coś - nienawidze facetów pod wpływem alkoholu! Nigdy nei
      spotykałam się z facetem, który lubił pic... Wolałam nie mieć faceta przez co
      traktowano mnie jako dziwadło... to co!

      Teraz mam Faceta, kóry nie pije nigdy... Szukałam Go długo i czekałą mna Niego
      długo... Moż enei jest ideałem, bo ma wady, kóre mnie drażnia i irytują, bo jest
      raczej dużym chłopcem, co najchętnie jby grał na PS2 w te swoje gry, ale nie
      pije...
      I tylko czasami zastanawiam się, czy to jest jakims wyznacznikiem miłości - mieć
      Faceta - nie pijącego, ale też takiego którego trzeba za rączkę wręcz prowadzić
      i błagać by mi cos pomógł... Bo dla niego najważniejsze sa gry, komp, auto i...
      dopiero ja... i czasami odnosze wrazenie, że ten jego świat PS2 to Jego nałóg, z
      kótrym ja powinnam się pogodzić... Ale bez względu na to - na jego wady - jest w
      pewnym sensie moim ideałem..

      Nie poddaj się - czasami warto poczekac dłużej... Miłość nadejdzie sama, niczym
      wiosna niespodziewanie...
    • kruz7 Re: Jak sobie z tym radzić...?? 31.12.06, 13:05
      Jeśli nie widzisz zalet u danej osoby nie zbliżaj się do niej na tyle, abyście
      byli parą. Skoro nie potrafisz znaleźć zalet, których szukasz, postaraj cieszyć
      się z tych, które już posiada. Zrób to jednak jako znajomy. Widząc więcej
      negatywnych cech niż pozytywnych bardzo szybko rozstaniecie się. Oboje wówczas
      powiększycie grono nieśmiałych na tym forum. Nie chodzi tu o rosnącą liczbę
      niezadowolonych z życia.
      • zyxwuts Re: Jak sobie z tym radzić...?? 31.12.06, 17:21
        Ja bym spróbowała psychoterapii choćby dlatego, zeby spojrzeć na siebie z innej
        perspektywy, moze ktoś doradziłby kilka prostych pomysłów na rozwiązanie
        problemów smile NIektóre rzeczy siedzą w nas niestety bardzo głęboko i w pewien
        sposób ograniczają, a odpowiednio przeprowadzona może sporo dać smile
Pełna wersja