alexanderson
22.11.06, 14:44
Niewinność...
Nie pragnąłem nigdy miłości fizycznej, nie odczuwałem potrzeby seksu,
uciekałem od tego. Uciekam nadal. Ale –
czasem, gdy tak chodzę ulicami, gdy mija mnie anonimowy tłum, gdy dostrzegam
po raz pierwszy i po raz ostatni fascynujące twarze, gdy coś zwraca moją
uwagę w telewizji – rodzi się dziwne pragnienie, dziwne myśli i obrazy
atakują mnie zewsząd. Niewinne pocałunki, pragnienia – by dotknąć zagłębienia
u nasady dziewczęcej szyi, by przesunąć rękę po chłopięcych plecach, by
zetknąć się policzkami, by odgarniać włosy z jej czoła, z jego czoła –
wszystko to, czego nigdy nie doświadczyłem, wchodzi we mnie i żyje we mnie.
Zakochuję się w każdej pięknej twarzy, w snach jestem z moją cudowną
kochanką, z moim cudownym kochankiem w snach jestem, muskam wargami ich
rzęsy, zaciskam ich dłonie w swoich dłoniach, obejmuję ich całych w swoich
ramionach, słyszę bicie ich serca, gdy kładę głowę na ich piersi. Nie
chodzimy do łóżka – chodzimy na spacery. Innej miłości fizycznej nie znam,
innego seksu nie chcę...
Pragnę poprzez wyrzeczenie się...
I nie mam złudzeń – nikomu innemu to by nie wystarczyło.
Muszę wydawać się śmieszny...