blackghost2
27.03.07, 01:16
Co jakiś czas w moim życiu pojawia się taki okres, kiedy to zostaję sam. Odwracają się znajomi, przyjaciele, nawet rodzina już za mną nie przepada.
Tak jest właśnie teraz. Powód...? Wszystko zaczęło się psuć gdy pojawiły się u mnie problemy i już nie mogłem być tak oddanym przyjacielem jakim zawsze byłem. Bo tym razem sam potrzebowałem takiej przyjaźni. Niestety, wyszło na to, że co po niektóre osoby stwierdziły, że próbuję wzbudzić litość. I że mam zbyt pesymistyczne nastawienie. Przyjaciółka, ktora wiele razy mi pomagała, której sam nie raz pomogłem już nie chce ze mną rozmawiać. Dziewczyna, którą poznałem olała mnie, i nagle wszystko we mnie zaczęło działać jej na nerwy. A reszta... szkoda gadać. No ale puki co zostaje mi jeszcze jedna serdeczna przyjaźń, niestety na nie małą odległość. Mam 22 lata, a od 11 już lat czuję się wyobcowany, niepotrzebnym i zbędnym bagażem. W końcu zacząłem sobie wyrabiać zasadę: Nie przywiązuj się do czegoś, czego nie możesz zostawić w ciągu 5 sekund. Ciężko jest być samotnym, ale jeszcze ciężej jest wtedy, gdy po kolei zostawiają Ci, którym zależało.
Nie liczę tu na żadną litość. Musiałem się poprostu wygadać. A lepszy taki sposób niż tłumienie tego w sobie. Pozdrawiam wszystkich którzy zaglądają na forum.