smutny_i_przygnebiony
17.08.07, 02:05
Witam. Mam pytanie do płci pięknej co myślą o facie takiego pokroju.
Pytam się bo od zawsze trzymam się trochę na uboczu otoczenia,
szcególnie trudno rozmawia mi się z kobietami a w szczególności z
tymi na których mi w jakimś stopniu zależy. Ile to już
miałem "dzieczyn" na zasadzie że była dla mnie jak moja tylko o tym
nie wiedziała ... Na serio nie byłem jeszcze z żadną, a podchodzę do
tej sprawy bardzo poważnie, bardzo chciałbym aby była to ta pierwsza
jedyna, na zawsze. Obseruję otoczenie bardzo uważnie a gdy już
znajdę jakąś fajną dziewczynę (pod względem wyglądu ale także
CHARAKTERU)... to na tym się kończy. Kontaktów z innymi nie mam za
dużo bo jestem domatorem, ceniącym sobie spokój i prywatność i
wszystko było dobrze ... no właśnie od momentu kiedy zacząłem czuć
pustkę braku drugiej połówki, która narasta aż do teraz i jest już
dla mnie nie do zniesienia. Ubieram się zawsze schludnie wg własnych
kryteriów najczęściej "bardziej okazyjnie" od innych, lubię mieć
także swoje zdanie, które jest najczęściej odmienne od większości.
Jak tak teraz myślę to praktycznie od zawsze pozostawałem
w "opozycji" do innych co było nie raz ciężkie do zniesienia ale
zawsze pozostawałem wierny swoim ideałom, zasadom liczyłem że ktoś
mnie wesprze, było tak żadko. Nawiązując do tego napisałem odnoszę
wrażenie że mało kto mnie rozumie (albo nie chce przyznać że rozumie
i się zgadza bo co sobie wtedy pomyśli "większość"). Jednak jeśli
już ktoś ze mną zagada jestem zawsze otwarty, jeśli potrafię
doradzę, pomogę, jestem szczery i nagle z małomównego zmieniam się w
gadułę. Odnoszę wrażenie, że nie mam co zagadać z dziewczyną bo ta i
tak prędzej czy później da mi kosza bo nie jestem osobą pozytywnie
postrzeganą przez młodych ludzi (nie palę, piję okazyjnie, nie
bluźnię, staram się zawsze zachowywać kulturalnie, nie szpanuję,
jestem osobą spokojną a co za tym idzie nudną dla innych,
romantycznym głupcem, przywiązanym do zasad i tradycji). Czuję się
taki sam