czy stawiac prace na pierwszym miejscu???

02.09.07, 15:49
witajcie, po paru nieciekawych historiach z mojego zycia (m.in. rozwod)
wyglada na to ze praca stanie na pierwszym miejscu aby wypelnic pustke, ktora
powstala... boje sie tego, bo to nie jest dobre rozwiazanie i zawsze
potepialam osoby ktore tak robily, ale jeszcze bardziej boje sie tego, ze
znowu ktos mnie skrzywdzi (bo skoro do tej pory dokonywalam zlych wyborow
dlaczego teraz mialoby byc inaczej)... i w tych okolicznosciach praca wyglada
tak "bezpiecznie"...
nie potrafie sobie tego wszystkiego poukladac
moze ktos jest w podobnej sytuacji i moze szepnac choc jedno mile slowko na
otuche....
pozdrawiam serdecznie, kaczorek
    • kruz7 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 02.09.07, 21:47
      Na pewno i zdecydowanie NIE!!!!!!!!!!!
      Praca nie jest ucieczką przed samotnością. Z czasem i tak zabraknie Ci kogoś
      bliskiego. Ciągłe poczucie winy złego wyboru i skrzywdzenia przez drugą osobę
      sprawi, że czas zleci i bardzo trudno będzie poznać kiedyś
      innego partnera. Brak zaufania do płci przeciwnej przeradza się z czasem na
      szeroką płaszczyznę. Może to mieć negatywny wpływ na pracę zawodową.
    • last-bluesik Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 02.09.07, 22:50
      a mnie sie wydaje ze Ty tylko potrzebujesz utwierdzenia w tym ze nie
      sama praca czlowiek zyje smile A zatem utwierdzam: rob to co Ci
      podpowiada serduszko! Skoro czujesz ze to nie jest dobre rozwiazanie
      to chyba oznacza ze juz wybrales! I tak trzymac! smile
      • kaczorek13 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 03.09.07, 19:33
        dzieki za te slowa
        niby wiem ze wlasnie praca to nie wszystko, ale czasami tak ciezko.... tak pusto....
        zycie plynie i przez to wszystko rezygnuje z marzen....
        • kruz7 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 03.09.07, 20:05
          Przez kilka lat chciałem zapomnieć o kobiecie, praca pomagała mi w tym.
          Jak pisałem wcześniej nie chciałem mieć kontaktu z żadną kobietą. Sprawiało mi
          to problemy w normalnej pracy. W końcu zwolniłem się stamtąd.
          • kaczorek13 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 03.09.07, 21:30
            jestem ciekawa jak jest teraz?
            ja nie mam tak że uciekam przed facetami, ale jakoś też nie pozwalam sobie z
            nimi na żadną zażyłość... może przez to umknie mi coś pięknego... ale tak ciężko
            mi zaufać ponownie... a jak jest praca, zajęcie to jest inaczej... nie ma tyle
            czasu na głupie myśli...
            • kruz7 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 03.09.07, 22:03
              Teraz jest inaczej. Kobiety nie drażnią mnie już, nie jestem zły na każdą jedną.
              Z czasem, hormony chyba zmieniły moje podejście do nich. Zacząłem po pewnym
              czasie tęsknić za nimi, za ich czułością, kobiecością i delikatnością. Kolejna
              praca, któraś z kolei. Nie wiem czemu, ale w każdej pracy muszę mieć "bliską
              znajomą". W obecnej też miałem. Zwolniła się dzisiaj, ponoć przeze mnie. I
              dobrze, drażniła mnie. Chcę być blisko i długo z kobietą, mam dość tylko
              koleżanek lub szybkich znajomości. "Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić", lecz
              doświadczenia dają czasami w kość. Zbyt duża ilość znajomości prowadzi do
              wypaczenia zachowań, oczekiwań. Nie jest łatwo po zranieniu przez kogoś zaufać
              kolejnej osobie. Z reguły ludzie unikają takich partnerów obawiając się kłopotów
              lub wspomnień. Wcale nie dziwię się im. Też tak nie raz robiłem jak dowiedziałem
              się. Skazuje się tym samym taką osobę na zagładę psychiczną. Człowiek, istota
              myśląca i kochająca powinna stawiać czoła nowym wyzwaniom, nie tylko sercowym.
              Nie zrażać się poprzednimi nieudanymi związkami, nie uciekać w pracę, niczym
              chowając głowę w piasek. Takie osoby są mniej potem ambitne. Nauczyły się
              uciekać przed problemami a nie zwalczać je. Tak jest obecnie ze mną. Pojawiają
              się problemy, to nie potrafię poradzić sobie z nimi w odpowiedni sposób.
              • kaczorek13 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 04.09.07, 19:26
                Witaj Kruz... bo widzę, że w sumie wątek zmienia się w wymianę naszych myśli smile
                Miło mnie zaskoczyłeś swoją wypowiedzią. Piszesz rzeczy tak mi bliskie... ehhh.
                Widzę kilka podobieństw między nami.... choćby kolejne prace... To chyba
                rekompensata za coś. Choć będę się trzymać wersji że zmieniałam firmy dlatego,
                że chciałam się rozwijać, zdobywać nowe umiejętności...
                To jest chyba ambicja, żeby poradzić sobie gdzieś lepiej niż w sprawach
                sercowych... więc nie zgodzę się z Tobą, że osoby z takimi doświadczeniami są
                mniej ambitne.
                A oprócz ambicji to chyba też podświadoma chęć wywalczenia dobrej pozycji
                finansowej... w pojedynkę.
                Tylko prawda jest taka że kasa to nie wszystko... nie przytuli w nocy, nie
                ogrzeje...
                No ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma... więc kurcze znowu ta
                praca. Mogę się tylko cieszyć, że udaje mi się trafnie podejmować decyzje
                związane z karierą zawodową... bo uczucia chyba źle lokuję indifferent A gdy dołożyć do
                tego obawę przed ponownym otworzeniem się na kogoś, przez kolejnym
                zranieniem.... no to gdzieś tam daleko majaczy obraz zimnej biznes woman twardo
                stąpającej po ziemi... która "samotnie" spędza wieczory.
                Bo gdzie znaleźć kogoś z "otwieraczem"??
                • kruz7 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 04.09.07, 22:04
                  Każdy ma prawo do swojego zdania, chociaż tak mało go tutaj widać. Chętnie
                  czytam inne opinie na tematy tu poruszane. Czytałem kiedyś więcej i niekiedy
                  wypowiedzi moje są kopią zdań ekspertów, ludzi znających się na tym od
                  podszewki. Na studiach psychologia nie podchodziła mi wogóle a jednak lubię
                  czytać takie posty. Rozwijają one człowieka, tak samo jak zmiana pracy. Cieszę
                  się, że ja też zmieniałem z powodu chęci własnego rozwoju. Myślę też od pewnego
                  czasu o własnej działalności. Kiedyś spróbowałem z przyjacielem i nic z tego nie
                  wyszło. Może właśnie strach przed pokonaniem pewnych problemów, barier, tak
                  mocno obecnie mnie blokuje. Dlaczego nie mam takich zahamowań odnośnie nauki?
                  Ponieważ tam uczę się czegoś nowego. Nie jest wymagane ode mnie tyle co w życiu.
                  Niektórzy powiedzą sobie w myślach "co on plecie?". Otóż tak! Życie zawodowe,
                  życie z partnerem wymaga więcej cierpliwości, zrozumienia i poświęcenia siebie.
                  Nie można odłożyć pewnych spraw na bok niczym książek. Ciągłe zalatanie,
                  poświęcenie się rozwojowi zawodowemu prowadzi wiemy do czego. Zastanawiam się
                  tylko dlaczego tak wielu ludzi nie przekłada tego na swoje życie osobiste, skoro
                  zdajemy sobie sprawę z tego? Nie można żyć tylko pracą. Doświadczyłem tego na
                  sobie. Przez półtora miesiąca nie znalazłem czasu, aby zobaczyć pewną kobietę i
                  małą dziewczynkę. MIeszkały tak blisko mnie i co? Zawsze tylko praca i praca! To
                  nie jest najważniejsze w moim życiu. Praca jest dla mnie a nie ja dla niej.
                  Wakacje powowli kończą się, trzeba przygotować się do nauki. Głowa będzie
                  zajęta dodatkowo czymś innym. Kiedy poznam wreszcie odpowiednią kobietę?
                  Odpowiadam sobie jak bardzo wiele osób - mam nadzieję, że juz wkrótce. Nadzieja
                  jest czymś, co powinno nam towarzyszyć nawet w nocy, jak obudzimy się samotni i
                  zaczniemy szukać kołdry.
                  • kaczorek13 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 04.09.07, 22:39
                    A może jest tak, że łatwiej jest żyć problemami innych niż swoimi, czy to
                    osobistymi czy zawodowymi. Dlatego tak dużo osób siedzi na forach, bo tu mogą
                    dojść do wniosku "kurcze, ktoś ma gorzej ode mnie". To jest swego rodzaju
                    ucieczką, bo nie dotyczy bezpośrednio naszego życia więc nie my ponosimy
                    odpowiedzialność a przed wszystkim nie ponosimy konsekwencji... a przecież
                    możemy poczuć się tacy mądrzy, potrzebni i docenieni... Cholera, jakie to
                    wszystko pogmatwane.
                    Masz rację pisząc, że wiele osób zdaje sobie sprawę że nie można żyć tylko pracą
                    a jednak to robią. Może wiąże się to z niechęcią do kompromisów, poświęceń a
                    przecież te są nieodłączną częścią związku. Nie potrafię znaleźć tu odpowiedzi.
                    Ale z tym walczę... pomimo tego że wiem, że tak jest wygodniej. Tylko czasami
                    powstaje pytanie po co... skoro nie ma się w kogo wtulić na dobranoc... a noce
                    już takie chłodne...
                    • kruz7 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 05.09.07, 16:00
                      Noce stają się coraz bardziej chłodne, jeszcze dłuższe. Staram się nie myśleć o
                      tym, że będę tulił się do ... Właśnie, nie ma do czego, nie ma do kogo! Napawa
                      mnie za to, coraz większa obawa przed kolejnym nieudanym związkiem. Mam ich już
                      dosyć i stąd pesymistyczne ostatnio podejście do życia. Coś co mogę polecić
                      innym, to czytanie i pisanie na takich właśnie forach. Kaczorek ma rację. Nie
                      dlatego, że jest kobietą. (Unikam tego typu kobiet.)
                      Czytanie pozwala na ucieczkę w inny świat, zapominamy wówczas o swoich
                      zmartwieniach. Z czasem zaczynamy sami pisać. Nieśmiałość i samotność to
                      choroby. Czynny udział w powiększaniu wartości tego forum, na pewno jest bardzo
                      dobrym lekarstwem na te przypadłości.
                      • kaczorek13 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 05.09.07, 19:14
                        Hmmm... zaintrygowałeś mnie, zwłaszcza dwoma stwierdzeniami. Po pierwsze tym
                        hasłem że jestem kobietą, bo teraz to nie wiem czy dobrze że jestem kobietą czy
                        też może nie dobrze. Czy płeć ma znaczenie jeśli chodzi o wypowiadanie własnego
                        zdania? A druga rzecz - dlaczego unikasz takich kobiet jak ja??? No i jaki to
                        typ??? Mam dziś beznadziejny dzień za sobą, pogoda też nie napawa optymizmem (a
                        przydałoby się)... a tu jeszcze taki mały gwóźdź do trumny... za to że jestem
                        kobietą i to na dodatek "tego typu"... nieco zdezorientowana i bez uśmiechu....
                        13-nastka sad
                        • boszka5 Re: Czy,aby warto??? 05.09.07, 20:45
                          OJ<OJ pracusie są na świecie.Co z resztą.Troszkę pesymizmem powiało,czyli praca
                          nie jest lekiem na całe zło.OCH<OCH może trzeba otworzyć oczy,aby ujrzeć to,co
                          niewidoczne.Wszystko w granicach normy,to najlepsze rozwiązanie.KACZORKU 13 nie
                          martw się,panowie są z MARSA,a panie z WENUS.Zanim nawzajem się zrozumiemy miną
                          wieki.KRUZ 7 nie szukaj na siłę kobiety,może ONA spadnie jak gwiazdka z
                          nieba.Patrz i czekaj.CIERPLIWOŚCI... POZDRAWIAM I MIŁYCH SNÓW ŻYCZĘ.
                          • kaczorek13 Re: Czy,aby warto??? 05.09.07, 21:28
                            Masz racje, jest tu nieco pesymizmu... ale takie życie. Nie zawsze można się
                            uśmiechać.
                            Nikt nie mówi o tym aby kobiety rozumiały mężczyzn i odwrotnie... bo to prawnie
                            niemożliwe, tylko kurcze gdzie podział się szacunek dla tej drugiej osoby, chęć
                            kompromisów aby razem zbudować coś pięknego i trwałego... Bo gdzie się nie
                            spojrzy to skaczemy z kwiatka na kwiatek.. bez zobowiązań i odpowiedzialności za
                            czyny...
                            • kruz7 Re: Czy, aby warto??? 05.09.07, 22:24
                              Nie szukam na siłę kobiety. "Z braku laku to i kit dobry" nie jest to moje motto
                              życiowe. Chciałbym mieć i być z kobietą wartościową dla mnie. Nie mam tu na
                              myśli wartości finansowej, tylko emocjonalną. Kobiety materialistki mnie nie
                              interesują wogóle, kobiety sukcesu "przerażają", jak np. kaczorek13. Brak mi
                              własnego poczucia wartości, aby stanąć dumnie przed taką kobietą. Winę za to
                              może ponosi moje ciągłe poznawanie nowych kobiet, brak trwalszych związków
                              między innymi. Powoduje to chęć ciągłej zmiany a to oznacza budowanie
                              wszystkiego znowu od nowa. Najgorsze jest to, że taki styl życia udziela się w
                              wielu aspektach mego żywota. Ciągłe zmiany pracy, ciągle nowe koleżanki
                              (niedługo będą nowe), ciągle nowa szkoła. Z wiekiem ten zapał stygnie, lecz nie
                              mogę powiedzieć o sobie, że czegoś dorobiłem się. Nie przywiązuję wagi do rzeczy
                              materialnych. Ważniejsze jest dla mnie szczęście osobiste. Nie chcę być z kimś,
                              aby tylko być, dla zabicia czasu. Takie coś nie ma sensu. Widać dookoła skakanie
                              z kwiatka na kwiatek i ja nie dziwię się temu. W obecnych czasach ciężko
                              dopasować jest się nawet młodzieży. W pewnym wieku wymagania wzrastają,
                              pozostają nabyte nawyki. Nie warto męczyć się lub udawać szczęścia. "Nawet kota
                              można zagłaskać" i czmychnie przez najmniejszy otwór. Tak samo jest z ludźmi.
                              Uciekną przy pierwszej lepszej okazji, bez najmniejszego słowa wyjaśnienia.
                              Powodem będzie brak porozumienia albo nadmiar opiekuńczości ze strony pań.
                              Pozostanie wówczas praca i praca dla zapomnienia. Pozostanie jeszcze coś
                              najważniejszego. Poczucie szanowania drugiej osoby, o co dzisiaj niezwykle jest
                              bardzo ciężko, jak napisała kaczorek13. Zastanawia się Ona nad bardzo istotnym
                              faktem dla mnie. Jest sens być z kimś, jeśli ktoś nas nie szanuje? Może lepiej
                              być samotnym?
                              • kaczorek13 Re: Czy, aby warto??? 05.09.07, 23:02
                                Jesteś pierwszą osobą, która nazwała mnie kobietą sukcesu. Dzięki Kruz. Ja tak o
                                sobie nie myślę bo się nią po prostu nie czuję i nią nie jestem. Z wielką chęcią
                                zamieniłabym pracę na pieluchy, nieprzespane noce i radość z opiekowania się
                                małą istotką, która jest owocem miłości. A że nie było mi to dane... to staram
                                się realizować w pracy, bo lepsze to niż nic nierobienie a później narzekanie,
                                że życie przecieka przez palce.
                                Materialistką nie jestem... jakbym była to siedziałabym za granicą bo tam
                                chcieli płacić więcej. Ale wolę jednak tu żyć, w Polsce. A to, że staram się aby
                                moja praca była doceniana również finansowo wpływa na moją samoocenę, która
                                kiedyś została nadszarpnięta... Może to rodzaj rekompensaty o której kiedyś
                                pisałam...
                                Widzisz jak to pozory mylą... parę "mądrych słów" i już ludzie postrzegają mnie
                                jako twardą babę... a pod spodem kryje się delikatna kobietka, wrażliwa, krucha,
                                która potrzebuje bliskości i czułości... po prostu uczucia. Może niepotrzebnie
                                zbudowałam taką skorupę, ale jak inaczej mam się bronić przed ponownym
                                zranieniem? Jakieś pomysły?
                                Piszesz o coraz to nowych koleżankach. Ja tak nie potrafię. Znajomości bez
                                zobowiązań, niby takie wygodne, bo brak odpowiedzialności, dbanie tylko o swoje
                                potrzeby, nie angażowanie się... to kompletnie nie dla mnie.
                                Nie chcę substytutu.... więc jest jak jest....
                                • kruz7 Re: Czy, aby warto??? 06.09.07, 22:58
                                  Znajomości na stopie koleżeńskiej, są bardzo często jedynym na co można sobie
                                  pozwolić. Nie oznacza to ucieczki przed odpowiedzialnością. Każda nowa znajomość
                                  może w każdej chwili skończyć się. Trzeba dbać o nią, pielęgnować ją.
                                  Poznając interesującą kobietę, mam cichą nadzieję gdzieś w środku, że to jest
                                  właśnie ta, na którą czekam. Szanuję siebie i innych. Nie mam zamiaru być z
                                  kimś, tylko po to, abym mógł poprzytulać się chociażby. Bardzo ciężko jest mi
                                  kogoś znaleźć. Moi znajomi twierdzą, że mam zbyt duże wymagania. Wygląd zbliżony
                                  do mojego, chociaż nie jest to koniecznością, poprawne słownictwo w mowie i
                                  piśmie oraz brak chęci palenia papierosów - to są takie wysokie wymagania?
                                  Należy tutaj jeszcze dodać szanowanie drugiego człowieka, jako najważniejszą
                                  rzecz dla mnie. Moje koleżanki są miłe i dlatego spotykamy się. Nie wystarczy
                                  to, aby powstał związek. Kobieta powinna przyciągać faceta do siebie nie ciałem,
                                  ani wyglądem. Dopiero wówczas można pomyśleć o budowaniu czegoś trwalszego i
                                  zmianie pieluch. W tym akurat miałem praktykę.
                                  • kaczorek13 Re: Czy, aby warto??? 07.09.07, 12:21
                                    Drogi Kruz,
                                    nie masz wysokich oczekiwań, a przynajmniej tak wnioskuję z Twojego opisu.
                                    Papierosy - wcale się nie dziwię, bo ja również nie mam ochoty całować się z
                                    popielniczką. Umiejętność poprawnego wysłowienia się... cóż, ja nazwałabym to
                                    raczej zbliżonym poziomem intelektualnym, bo skoro Ty zwracasz na takie rzeczy
                                    uwagę, to po prostu szukasz kogoś podobnego. Jeśli ludzie potrafią rozmawiać o
                                    wszystkim, dzielić się swoimi myślami nawet jeśli nie mają takich samych
                                    zainteresowań to super, nie ma przecież nic piękniejszego jak zarażać innych
                                    swoimi pasjami, a przecież najfajniej jest gdy można dzielić pasję z
                                    najbliższymi. Przecież związek też ma sprawiać, że ludzie się rozwijają... a że
                                    razem i dzięki sobie to jeszcze lepiej, bo to zbliża. Wygląd... piszesz że się
                                    nie do końca liczy... Prawda jest taka, że liczy się, nie jest najważniejszy ale
                                    zawsze w jakimś stopniu wpływa na relacje między ludźmi. Prawdą jest (podpiszę
                                    się pod tym rękoma i nogami), że najważniejsze są inne rzeczy, bo co to za
                                    związek - mieć Barbie lub Kena przy boku i brak wspólnych tematów. Ile można
                                    patrzeć sobie w oczy?
                                    A tych pieluch... może nie powinnam ale nieco zazdroszczę...
                                    • kruz7 Re: Czy, aby warto??? 08.09.07, 22:34
                                      Kaczorku!
                                      Delikatności i miłe słowa wprawiają mnie w stan zakłopotania. Próbuję już prawie
                                      godzinę coś napisać. Piszę i kasuję. Nie wiem co byłoby właściwe w takiej
                                      sytuacji. Nie lubię mieć związanych rąk, nie wiedząc co mam napisać. Dziękuję!!!
                                      • kaczorek13 Re: Czy, aby warto??? 09.09.07, 15:15
                                        Drogi Kruz,
                                        wybacz jeśli wprawiłam Cię w zakłopotanie. Szkoda, że nie napisałeś tych
                                        "niewłaściwych słów" choćby na priva. Mam teraz sobie za złe, że "zmarnowałam"
                                        Ci godzinę, w ciągu której mogłeś przelać na ekran myśli, które tak dobrze do
                                        mnie trafiają.
                                        Śmieszne, ale właśnie w tej chwili naszła mnie refleksja, że w zakłopotanie
                                        wprawiła Cię kobieta należąca to typu, którego zazwyczaj unikasz.... Myślę, że
                                        wiesz o co mi chodzi... wybacz mi, że należę właśnie do tej grupy.
                                        A jeśli chodzi o miłe słowa - zasługujesz na nie, więc dlaczego mam to ukrywać?
                                        Świat byłby lepszy, gdyby ludzie byli szczerzy wobec siebie.
                              • last-bluesik Re: Czy, aby warto??? 05.09.07, 23:16
                                oczywiscie ze nie warto 'udawac ' szczescia. Nie warto bo to 'nie
                                dziala'. Nie uszczesliwisz kogos nie bedac sam/sama szczesliwa. A
                                nie bedziesz szczesliwa jesli bedziesz rezygnowac z siebie. Z tego
                                co dla Ciebie wazne.
                                Ale nie oznacza to bezkompromisowosci. Nie pozwol ranic swoich uczuc
                                i strzez swoich granic (jako Partnera, Matki, Ojca , Przyjaciela).
                                Chyba nie jestesmy (a moze ja nie jestem) w stanie 'sklonic' innych
                                do szacunku, ale moze wystarczy szanowac siebie...
                                • kaczorek13 Re: Czy, aby warto??? 05.09.07, 23:19
                                  Masz rację pisząc, że najpierw trzeba szanować samego siebie, żeby oczekiwać
                                  tego od innych. Jednak niestety nie zawsze to wystarczy, bo jednak często
                                  człowiek, człowiekowi wilkiem...
                                  • last-bluesik Re: Czy, aby warto??? 05.09.07, 23:26
                                    wilki omijac, przechodzic obok i nie odwracac sie za siebie
                                    • kaczorek13 Re: Czy, aby warto??? 05.09.07, 23:46
                                      nie obracać się za siebie... łatwiej powiedzieć niż zrobić, choć oczywiście masz
                                      rację
                                      a znasz może sposób na odróżnienie wilka od wilkołaka... tzn. człowieka wink
                                      • last-bluesik Re: Czy, aby warto??? 07.09.07, 21:01
                                        Jak rozpoznać wilka...Ja (nie-stety) jestem wciaz baaardzo naiwna. I
                                        rozpoznaje wilki dopiero post factum smile To implikuje ze mozesz sie
                                        sparzyc. I ja 'sie parze' od czasu do czasu... Ale jeszcze wierze w
                                        to ze takie nastawienie jest znacznie wlasciwsze anizeli z gory
                                        (czasem na podstawie pozorów) negatywnie Czlowieka ocenic.
                                        • kaczorek13 Re: Czy, aby warto??? 08.09.07, 18:46
                                          Oczywiście, masz rację. Nie wolno ludzi szufladkować, nie wolno przypinać
                                          łatek... Ale to nie znaczy, że będziemy otwarci i ufni. Prawda jest taka, że im
                                          bliżej kogoś do siebie dopuścisz, tym bardziej może Cię zranić. Piszę "może", bo
                                          jednak chcę wierzyć, że nie zawsze tak musi być... Oby tylko nie przegapić tej
                                          właściwej osoby...
                                          • boszka5 Re: Niczem u księdza na spowiedzi..... 08.09.07, 22:00
                                            Zboczyliśmy z tematu.Otwieramy się na świat i ludzi.Radzimy,wyciągamy wnioski.A
                                            jaki jest efekt końcowy tej spowiedzi?RAZEM,czy OSOBNO.PARA,czy
                                            SINGIEL.SUKCES,czy PORAŻKA.Zbyt długa i wyboista ta droga naszego
                                            życia.Nieprawdaż??????????
                                            • kaczorek13 Re: Niczem u księdza na spowiedzi..... 09.09.07, 15:03
                                              Nie wiem czy zboczyliśmy z tematu, gdyż jest on szeroki jak rzeka... i
                                              niesamowicie skomplikowany. Nie tu łatwych i jednoznacznych odpowiedzi. I może
                                              być tak, że każda osoba będzie miała inne zdanie.
                                              Nie wiem też, czy chodzi o radzenie się innych... Ja mam wrażenie, że pisząc tu
                                              porządkują mi się myśli, nie dlatego że ktoś coś napisał, ale dlatego że
                                              wyrzucając coś z siebie miała okazję się nad tym zastanowić, nabrać dystansu...
                                              i pomimo czasami ciężko w to wierzyć i są okoliczności które temu przeczą to
                                              wiem, że praca to nie jest to co będzie w moim życiu numerem jeden.
                                              Wiem, a przede wszystkim chcę wierzyć w to, że któregoś pięknego dnia do mego
                                              serca zapuka ktoś kto powie: mówi numer jeden, baby wink

                                              A czy zbyt długa i wyboista jest nasza droga... czy gdyby było nam cały czas
                                              dobrze, to umielibyśmy docenić piękne chwile, które nam się zdarzają? Ile razy
                                              zdarza nam się docenić coś, dopiero gdy to stracimy?
                  • prawdziwaewa Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 11.09.07, 10:33
                    Mam bardzo ciekawą, ale jednoczesnie "zjadliwą emocjonalnie" pracę. Moich
                    pacjentów "przynoszę" do domu i od wielu lat nie umiem pracy "zostawiac" na
                    wycieraczce. Dlatego tym bardziej szukam w domu spokoju,chciałabym mieć w nim
                    miejsce gdzie mogę odreagować stres napiecie. Moja praca jest dla mnie bardzo
                    wazna. Lubie to co robię, ale myslę, ze ZADNA praca nie moze byc dla nikogo
                    najwazniejsza
                    • kaczorek13 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 15.09.07, 12:54
                      Wiem, że masz rację... tylko że nigdy nie jest łatwo.
                      Teraz jeszcze mocniej muszę się zastanowić nad tą kwestią, gdyż dostałam
                      propozycję pracy w innym mieście.... Tam nie mam praktycznie nikogo, tu choć
                      kilku znajomych... Jeśli wybiorę nową pracę to będzie poniekąd znaczyło, że
                      wybrałam pracę... Czy dla kariery i pieniędzy warto?
                      • kruz7 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 22.09.07, 22:55
                        Taki wyjazd nie oznacza stawiania pracy, jako najważniejszej rzeczy w naszym
                        życiu. To byłoby coś nowego i może coś dobrego dla samej siebie. Nowa praca,
                        inne otoczenie oznaczają nowe wyzwania. Zmusza to nas do wielu wyrzeczeń,
                        sprawdzenia samego siebie. Nie można rozpatrywać tego w kategoriach "kariera i
                        pieniądze." Szczęście może czeka na nas gdzieś daleko a my siedzimy tutaj na
                        miejscu bojąc się wyzwań.
                        • kaczorek13 Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 24.09.07, 11:16
                          Nie wiem czy mogę się z Tobą zgodzić. Nowa praca to nowe wyzwania - tu się
                          zgadzam. Parę razy już to przerabiałam i nie mam nic przeciwko temu. Jednak
                          kolejny raz całkowita zmiana otoczenia, miasta... to już nieco więcej. To nie
                          jest wyzwanie ale właśnie wyrzeczenie... którego chyba jednak nie chcę.
                          Pracę mam tu dobrą, tamta sama do mnie przyszła... i co z tego że warunki są
                          kuszące, gdy oznacza to porzucenie tego co tu mam, niemal pełną
                          dyspozycyjność... A życie mnie już nauczyło tego, że w takich sytuacjach to
                          siedzi się w pracy non stop, bo nie ma z kim wyjść, spotkać się, nie ma do kogo
                          wracać, bo "nowy dom" jest pusty. Może źle do tego podchodzę, ale obawiam się
                          właśnie takiego scenariusza...
                          ... kobieta sukcesu....
                        • samotne_miau_miau Re: czy stawiac prace na pierwszym miejscu??? 22.11.07, 15:09
                          Co do wyzwań, zmiany miejsca pracy, zamieszkania to mam takowe za
                          sobą i to 2.
                          I nie rozptaruję tego w kwestii osiągnięć/sukcesu/udowodnienia sobie
                          czegoś. Raczej w poszukiwaniu swojego małego miejsca na ziemii,
                          odpowiedniej pracy, ludzi. A może to są mocne bodźce? Sama nie wiem.
                          A może forma działania w swoim zyciu, lepienia czegoś własnymi
                          rekoma? Bo skoro nie mogę "ulepić" związku to polepię inne garnki???
                          Mnóstwo znaków zapytania, jak zwykle...
                          I myślę,że własnie teraz, kiedy jest się samemu to najlepszy moment
                          na takie zmiany, bo nikt nas nie trzyma, nikt nie poniesie skutków
                          nietrafionej decyzji itd.
Pełna wersja