Święta i rodzinna presja...

19.12.07, 10:58
W zasadzie to na codzień nie czuje się samotna... mam dużo zajęć i
grono wiernych przyjaciół. Jednak niedługo święta.... zjedzie się
rodzina i zaczną się dyskusie, pytania i wymówki...
Ja bardzo lubię święta ale te docinki doprowadzją mnie do szału....
Zawsze mam wrażenie że oni myślą że ze mną coś jest nie tak...
Jestem sama bo nie spotkałam jeszcze odpowiedniej osoby, a nie chce
robić nic na siłę.... Jak mam im wytłumaczyć że lepiej być samemu
niż tkwić w związku z nieodpowiednią osobą...
Ja ma dość silną osobowość i te dyskusje kończą się po pewnym
czasie awanturą bo poszczają mi nerwy...
Przez nich święta tracą swój urok...
agata
    • andy-ender Re: Święta i rodzinna presja... 19.12.07, 14:39
      Najlepiej jednak nic nie tłumaczyć...
    • boszka5 Re: Święta i rodzinna presja... 19.12.07, 18:20
      Traciłam wiele energii,aby niektórym wytłumaczyć -dlaczego Tak,lub Nie
      postępuję.Wyciągnęłam wniosek:MILCZENIE ZłOTEM.AFORYZMY.MąDRE MYśLI.JEDNO
      KRóTKIE PYTANIE.żART.USMIECH.Pomogło!!!!!!!!!!!!
    • przekombinowany Re: Święta i rodzinna presja... 02.01.08, 20:51
      Ja coraz bardziej staję się samotny i coraz bardziej mnie to boli.
      Tak święta są tym czasem kiedy rodzina się spotyka no i koniec
      końców rozmowy zawsze muszą zejść na temat co u kogo, jak, dlaczego.
      Jak zaczynam słyszeć że moi o kilkanaście i kilka lat młodsi kuzyni
      jeden jeździ do dziewczyny drugi nie długo pewnie będzie się żenił
      to czas by zacząć powoli usuwać się niezauważenie na bok. Tak czy
      siak w końcu i tak rozmowa zawiśnie na mnie a ja jak zwykle nie mam
      nic do powiedzenia… Od kilku lat święta stają się dla mnie mało
      miłym czasem przez który muszę przebrnąć z zaciśniętymi zębami
      • kruz7 Re: Święta i rodzinna presja... 02.01.08, 23:04
        Każdy z nas chyba to przechodził. Taki mają zwyczaj już Polacy, że pytają się o
        datę naszego ślubu. Przechodzi to z dziada na dziada, więc czemu nie dokuczyć
        komuś młodszemu skoro nam dokuczano.
        Twoje święta nie są przyjemnym okresem dla Ciebie. Pomyślałem sobie o czymś
        teraz. W tym roku możesz rzucić hasło, że masz dość ciągłych uszczypliwych uwag
        i jedziesz gdzieś odpocząć. Może to odniesie jakiś skutek i wreszcie spędzisz
        święta w spokojnej atmosferze?
        Twoi bliscy biorą ślub, gdyż tak postanowili lub są zmuszeni do tego. Różnie to
        bywa w życiu, wyjdzie prawda ewentualnie za kilka miesięcy. Powinieneś wyrobić w
        sobie postawę obronną, zamiast chować ogon pod siebie. Zadaj sobie głośno i
        stanowczo pytanie "dlaczego nie Jesteś jeszcze żonaty?". Banalne jest tylko z
        pozoru to pytanie. Zadaj je sobie kilka razy, przeanalizuj odpowiedzi.
        Koniecznie zapamiętaj je. Jeśli ponownie trafisz na pytania, "dlaczego nie
        Jesteś jeszcze żonaty?" z większą pewnością siebie, będziesz mógł odpowiedzieć
        komuś. Nie będzie to być może całkowita prawda, ale chodzi tutaj o Twoje lepsze
        samopoczucie. Czas świąt nie może kojarzyć Ci się z koszmarem, gdyż kiedyś taką
        atmosferę stworzysz swojej rodzinie. Musisz nauczyć się cieszyć się z
        oczekiwania na te dni, przeżycia ich w radości i harmonii ducha. Inaczej Wasze
        dzieci również będą czekały końca tego koszmaru.
        • przekombinowany Re: Święta i rodzinna presja... 06.01.08, 16:42
          Kruz powiem Ci że gdy przeczytałem te twoje mądrości pomyślałem
          sobie „ale koleś bzdury plecie”. Dlatego nie miałem kompletnie
          zamiaru nic odpisywać, ogólnie nie lubię tego typu ludzi i takich
          przemądrzałych odpowiedzi. Ale tak jakoś przypadkowo to
          przetestowałem… działa smile Tak, ważne jest aby potrafić na tego typu
          pytania szybko i stanowczo odpowiedzieć. Nawet nie jest istotne czy
          ma to cokolwiek wspólnego z prawdą. Co ciekawe to te osoby które
          zadają tego typu pytania słysząc taką konkretną odpowiedź stają się
          bardziej zakłopotani ode mnie. Oczywiście nie jest to recepta na
          życie, ale pozwala np. nie schrzanić sobie humoru na pół dnia.
          Skąd bierzesz tego typu recepty?smile
          pozdrawiam
          • kruz7 Re: Święta i rodzinna presja... 06.01.08, 20:42
            Moja recepta to samotność prawie od dzieciństwa.
            • kruz7 Re: Święta i rodzinna presja... 06.01.08, 22:14
              Będąc młodszym nie lubiłem czytać takich mądrości. Teraz jestem zmuszony do
              nich, gdyż sam to piszę. Jest to mój sposób na samotność, wyrzucenie z siebie co
              mnie trapi i boli.
              Kiedyś byłem bardzo nieśmiały, zamknięty w sobie. Mając coś powiedzieć do
              dziewczyny, ćwiczyłem to w myśli po kilkanaście razy. Mając 12 lat "zakochałem
              się" w dziewczynie rok młodszej ode mnie. Była równie nieśmiała co ja.
              Siedzieliśmy jak dwa mruki. Mimo tego miło powspominać takie chwile, swój
              pierwszy raz. Lata mijały a ja nie zmieniałem się. Na osiedlu zawsze była nas
              gromada chłopaków, inni mówili, ja milczałem, tylko słuchałem. Szybko
              angażowałem się uczuciowo, przywiązywałem się do dziewczyn, obdarzałem pochopnie
              zaufaniem. To były moje błędy, które mają swoje odzwierciedlenie w
              teraźniejszości. Takie znajomości-związki powodują często rozterki ciężkie do
              przezwyciężenia. Mając lat ileś tam nie zwracałem uwagi na wiele spraw.
              Spotykałem się z kilkoma dziewczynami/kobietami jednocześnie (cężko wyrosnąć z
              tego!), żadnej z nich nie traktując poważnie. To był mój WIELKI BŁĄD!!! Mało kto
              wówczas zdaje sobie z tego sprawę. Z biegiem narasta ciężar wspomnień i trudno
              obdarzyć bliską nam kobietę odpowiednim uczuciem. Z upływem czasu człowiek
              zwiększa swoje wymagania, pozostaje równie samotny co kiedyś. Rozwiązaniem jest
              możliwość spotykania się dalej z kilkoma kobietami jednocześnie, po części z
              każdej dopasujemy coś dla siebie, co będzie nam odpowiadało. Powstaje jednak
              pytanie. Jak długo tak można? Nie prowadzi to do żadnej stabilności uczuciowej,
              nie mamy dzięki temu planów na daleką przyszłość, ponieważ życie wydaje się nam
              dobre. Rozglądamy się dookoła siebie, inni nasi znajomi chodzą na spacer z
              wózkami do parku, a my ciągle jesteśmy sami. Taki sposób na życie jest dobry dla
              facetów, którzy mają oparcie w kimś bliskim, bardzo bliskim. Inaczej ciągle
              będzie gonitwa za kimś bliskim, kimś nowym, kimś kto da nam oparcie w sobie.
              Wiele razy pisałem z różnym wydźwiękiem, że trzeba liczyć przede wszystkim na
              siebie. Ja często liczyłem na proszki, przez kilka miesięcy szukałem ukojenia
              samotności w kawiarniach, pubach, restauracjach. Zawsze znalazł się ktoś chętny,
              aby mnie wysłuchać, jeśli postawię coś do picia. Były to kobiety i mężczyźni.
              Pierwsze potrafiły nawet sprytnie wykorzystać wielokrotnie ten mój stan.
              Chciałem dawać, gdyż lubię to. Nie potrafiłem, nie miałem siły, nie miałem może
              ochoty brać więcej niż mi dawano. Nauczyłem się tego, że wiele razy nie potrafię
              dokończyć czegoś, co sam zacząłem, wywołując złość u kobiety.
              Bardzo chętnie poznawałem nowe kobiety o różnym stanie cywilnym. Z czasem traci
              się poczucie pewnych wartości, wpada się w jeszcze większego doła. Lekarstwem na
              bolączkę wydaje się kolejna nowa znajomość. Nabiera to coraz większego tempa,
              zatracamy się. Mnie udało się prawie ze wszystkiego już wyjść obronną ręką.
              Prawie ze wszystkiego, czyli są następstwa takiego życia.
              Piszę na forum niczym zwierzałbym się komuś dopiero co poznanym w jakimś
              lokalu. Jest jednak pewna spora różnica. Wtedy robiłem to z potrzeby wygadania
              się przed kimś, porozmawiania z kimś. Nauczyłem się dzięki temu prowadzić
              monolog. Byłem strasznie zamknięty w sobie, samotność sprawiła, że przełamałem
              się i zacząłem gadać jak najęty. Pozbyłem się oporów przed publicznym wyzwaniem
              swoich problemów. Tutaj konieczna uwaga! Łatwiej jest mi mówić o tym co mnie
              boli obcym ludziom, niż osobie mi bliskiej. Przyzwyczaiłem się do tego. Jest to
              kolejny minus takiego życia.
              Pisać mógłbym więcej, ale już nie chce mi się. Mam nadzieje, że przeczyta to
              ktoś na tyle uważnie co "przekombinowany". Napisałem to specjalnie i wiele
              innych rzeczy, aby pokazać innym do czego może doprowadzić pewne postępowanie w
              życiu. Potem powstają problemy między nami i nie potrafimy znaleźć lekarstwa,
              ani przyczyny takiego stanu rzeczy. Winą przeważnie faceci obarczają kobiety.
              Panowie!!! Więcej wyrozumiałości dla kobiet, proszę! Pracują zawodowo, pracują w
              domu i jeszcze muszą użerać się z nami. Zamiast tylko narzekać poszukajmy winy u
              samych siebie. Postarajmy się coś zmienić w naszym życiu, nie siedźmy cały
              weekend przed TV lub gdzieś z kumplami. Ruszmy się gdzieś z kobietami, a życie
              od razu nabierze innych barw.
              • boszka5 Re: Kruz7-jesteś odważny. 08.01.08, 09:56
                Jesteś odważny pisząc tosurprisedtwierasz swoje potajemne wejście do swej duszy,która
                cierpi czasami troszeczkę.Za grzechy rodziców często cierpią dzieci.To prawda,to
                fakt.Te dorosłe dzieci odpokutują to,raniąc innych i samych siebie.Kiedy czytam
                Twoje posty mam wrażenie,że znam mężczyznę,który bardzo przypomina Ciebie.Miał
                na imię Marcin,ale nie mieszka w Pruszkowie.WYCISZ SWOJą DUSZE-WYRZUC CAłE ZłO.
                • kruz7 Re: Kruz7-jesteś odważny. Czyżby? 08.01.08, 21:27
                  To nie jest kwestia odwagi. Wiele osób nie spędza świąt, innych uroczystości w
                  sposób jaki chciałoby. Chciałem uświadomić niektórym, że wiele zależy od nas
                  samych. Szkoda tylko, że takie fora w większości czytają kobiety. Niestety poza
                  czytaniem nie ma śladu po nich.
                  • boszka5 Re: Kruz7-jesteś odważny. Czyżby? 08.01.08, 21:54
                    >Szkoda tylko,że takie fora w większości czytają kobiety.Niestety poza czytaniem
                    nie ma po nich śladu.> Jak mam to rozumieć.Z mojego regionu nie ma tutaj na
                    tym forum żadnej istotki.Gdybym chciała się z każdym z Was spotkać,to nie wiem
                    czy starczyłoby czasu i pieniędzy.Napisałeś,że już poznałeś wspaniałą kobietę,a
                    to pisanie to pewna forma terapii.Kobietki,ach te kobietki i te duże i te małe.
                    • kruz7 Re: Kruz7-jesteś odważny. Czyżby? 08.01.08, 22:07
                      Forma terapii a raczej pokazanie życia innym od drugiej strony.
                      • boszka5 Re: Kruz7-jesteś odważny. Czyżby? 08.01.08, 22:12
                        Dajesz rady i wskazówki,to dobre sposoby.Ty doświadczyłeś tego,inni muszą przez
                        to przejśc.Lubię czytac Twoje posty.Tak jakoś wyszło.Powiedzmy,że jesteś moim
                        ulubionym autorem.Papapapa.
                        • boszka5 Re: Kruz7-jesteś odważny. Czyżby? 08.01.08, 22:27
                          Weszłam na to"fotoforum".Kochasz góry i dużo podróżujesz.Super tak trzymaj,nie
                          ma nic gorszego jak siedzenie w domu.Planowałeś gotowac ten obiad u Twojej
                          dziewczyny.NONONO.Udało się?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja