jak to jest?

14.01.08, 19:21
Ech, tak sobie myślę: czy nie ma ludzi myślących podobnie jak ja? Mam 23 lata, wszyscy moi rówieśnicy używają życia. Wydawać by się mogło, że wszytko jest OK gdyby nie to, że w większości przypadków bardziej pasowałoby "nadużywają życia". Używam takiego terminu gdyż wydaje mi się, że brak w tym wszystkim umiaru. Ludzie chcą wszystkiego dużo i szybko, nie oglądając się na nic. W głowach mają zakrapiane imprezki, różne masowe zabawy, powierzchowne znajomości. Nie zazdroszczę im tego gdyż niby mają wszystko, a jednak nic co ja uznałbym za wartościowe. Rozgoryczenie moje bierze się stąd, gdyż odnoszę wrażenie jakby brakowało miejsca na świecie dla ludzi o refleksyjnej, spokojnej naturze, którzy szukają szczęścia świadomie, robiąc przy tym jak najmniej niepotrzebnych błędów. Ja jestem właśnie taką osobą, i szukam osób myślących podobnie. Marzy mi się ta jedna jedyna osoba, z którą mógłbym iść przez życie, wiedząc że nie jestem odosobniony w swoich poglądach, osoba w którą zainwestowałbym z wzajemnością uczucia - szczere i głębokie ...
    • boszka5 Re: jak to jest? 14.01.08, 22:21
      Ładnie napisane.Przyznam się,że obserwuje podobne
      reakcje,zachowania,styl,modę.Mam wrażenie,że to jest dziś na czasie,tak sądzi
      wielu młodych ludzi.Uważają się za wolnych,TOTALNY LUZ.Takich jak Ty jest
      wielu,ale musieli się pochować w domach,gdyż są z ZASADAMI.To są ludzie na wagę
      złota..........
      • kruz7 Re: jak to jest? 14.01.08, 23:36
        Trzeba cenić swoje zasady ponad wszystko. Chociażby wytykali Cię palcem z
        jakiegoś powodu, będziesz potem dumny z tego co osiągnąłeś. Zrobiłeś to dzięki
        samemu sobie, inni wówczas tylko naśmiewali się z Ciebie. Zamiast pomóc,
        szydzili z Ciebie. Postaraj się nie uginać. Złamiesz się i będziesz miał później
        wewnętrzne wyrzuty sumienia. Sam ze sobą będziesz walczył do końca życia, do
        chwili kiedy nie zapomnisz o tym.
    • moniks_2 Re: jak to jest? 15.01.08, 13:23
      Cze jesteś chyba wyjątkowy, bo po zachowaniu wielu facetów na
      imprezach można zwatpić że, są jeszcze fajni ludzie.Często jak
      przypatruję się chłopakom na dyskotekach, to mam wrażenie, że wóda
      to jedyna miłość ich życia, i te spojrzenia głodnych hien!!!
      Bardzo trudno jest spotkać miłego, poprostu normalnego faceta.
      Pozdrawiam i życzę spełnienia mażeń.
      • mruff Re: jak to jest? 15.01.08, 16:11
        Nie wiem czy w obecnym świecie warto mieć zasady. Żyje się trudno,
        cholernie trudno.Odkąd skończyłam studia nie spotkałam ludzi o
        podobnych wartościach do moich.
        A najbardziej boli mnie to,że faceci wolą łatwe lale.Bo tak łatwiej,
        bez wysiłku a bzykanko jest.
        Od 2 lat obrywam za swoje zasady i mam już dosyć.
        Wczoraj oberwałam za kolejną.Wyć mi się chcę.Ugiąć się nie potrafię
        i jestem wściekła za te żelazne zasady.
        Także ta wyjątkowość mocno komplikuje życie.
        • samysliciel Re: jak to jest? 15.01.08, 18:59
          Ja nie mam wątpliwości, że warto mieć zasady których się trzymamy. Pewnie, żyje się trudniej ale lepiej tak niż być cudzą marionetką lub chorągiewką. Najważniejsze to żyć w zgodzie z samym sobą, prędzej czy później znajdzie się ktoś kto zaakceptuje, doceni nas takich jakimi jesteśmy. Ja przynajmniej w to wierzę, choć takie myślenie przychodzi mi coraz trudniej. Jeśli ludzie sztucznie układają się pod siebie, nie przestrzegając przy tym pewnych fundamentalnych zasad i nie mając odpowiednio ustawionej hierarchii ważności, to taka znajomość/związek nie przetrwa długo gdyż z czasem ukażą się różnice i/lub niepoważne podejście do sprawy. Niestety żyjemy w czasach, w których powszechna jest jedna zasada: "nie przestrzegaj żadnych zasad".
          mruff, widać nie miałaś szczęścia do mężczyzn, bo są też inni od tych co opisujesz, trzeba tylko poszukać, poczekać i mieć trochę szczęścia (jak chyba we wszystkim). Mnie powierzchowność większości dziewczyn też denerwuje. Szukam czegoś więcej niż chwilowej "przygody".
          moniks_2 dzięki za słowo "wyjątkowy" ale wiesz, ja wychodzę z założenia że każdy człowiek jest wyjątkowy, inny , niepowtarzalny tylko nie wszystkim chyba na tym zależy. Łatwiej jest podłączyć się pod panujące trendy, jakie by one nie były ...
    • osiolek113 No więc tak: 17.01.08, 08:29
      Pozwól że nieco skomentuję, akurat byłem całkiem podobnie myślącym
      człowiekiem... no więc:

      > dla ludzi o refleksyjnej, spokojnej naturze, którzy szukają szc
      > zęścia świadomie, robiąc przy tym jak najmniej niepotrzebnych
      > błędów

      Tu pozwól że zacytuję znany dialog między mistrzem kung-fu a jego uczniem:
      -Mistrzu, co jest najważniejsze w kung-fu?
      -Nie popełniać błędów.
      -A jak to osiągnąć?
      -Popełniając wiele, wiele błędów.

      Krótko mówiąc - jeśli nie wychodzisz do ludzi, nie eksperymentujesz, nie
      zdobywasz się na odwagę i czasem szaleństwo, to możesz osiągnąć co najwyżej nudę
      i spokój. Jeśli to Cię zadowala - w porządku. Ale wierz mi, warto ryzykować.

      > Marzy mi się ta jedna jedyna osoba, z którą mógłbym iść przez życie

      Mi też się marzyła. Do momentu kiedy zrozumiałem jedną rzecz - niezależnie od
      tego, jak bogate mam wnętrze, jak wartościowym jestem człowiekiem, jak bardzo
      potrafiłbym uszczęśliwić tę osobę... muszę najpierw dać się jej odkryć. Muszę
      zwrócić jej uwagę i sprawić, że zapragnie mnie poznać - inaczej nigdy nie dowie
      się, co straciła, a ja... ja będę mógł co najwyżej marzyć.

      Więc - przełamuj nieśmiałość, szarżuj, popełniaj błędy, myl się, eksperymentuj,
      używaj życia... masz tylko jedno, wiesz? I nie możesz go odłożyć na półkę do
      użycia później.
      • samysliciel Re: No więc tak: 17.01.08, 14:11
        Dzięki za komentarz, ale ja uważam że życie to jednak nie kung-fu, błędy popełniamy wszyscy, ważne jednak aby robić ich jak najmniej. Człowiek nie uczy się TYLKO na błędach (choć głupio się tak utarło), powinien zdobywać doświadczenie przez obserwację, rozmowę, naukę. Natomiast odnoszę wrażenie, że niektórzy popełniają błędy świadomie i całkiem niepotrzebnie, muszą wszystkiego dotknąć, pomacać, wiedząc że jest to złe, zbędne, nie tego szukają. Wychodzę do ludzi na tyle, ile potrzebuję, nie eksperymentuję bo tego z ludźmi się robić nie powinno, wiem czego oczekuję po sobie i ludziach, których chcę poznać. Na odwagę i szaleństwo (w pewnych granicach) też na pewno mnie stać, tylko nie zamierzam tego okazywać w stosunku do całego otoczenia celem ogólnej akceptacji.
        Reasumując: Walczę z nieśmiałością, nie szarżuję, popełniam błędy i mylę się tyle ile muszę, eksperymentuję co najwyżej w kuchni i po prostu żyję tak jak chcę, starając się nie odkładać niczego na później ...
        • osiolek113 Re: No więc tak: 17.01.08, 21:33
          Cóż, każdy idzie w życiu taką drogą, jaką sobie wybierze. I dobrze - świat byłby
          nudny gdyby recepta na szczęście była taka sama dla każdego. Pozostaje mi życzyć
          powodzenia smile
          • mruff Re: No więc tak: 18.01.08, 10:08
            Coś w tym jest co napisał osiołek. EKSPERYMENTOWAĆ warto pod
            warunkiem, że nie łamie się własnych zasad. Ja ostatnio wyszłam poza
            swoje schematy, to znaczy spotkałam się pierwszy raz z
            facetem "netowym" tzn z forum górskiego. Ba, pozwoliłam mu do mnie
            przyjechać na 2 dni, ba nie widzieliśmy fotek, ba były to fajne
            dni...Kiedyś było to nie do pomyślenia by chciałabym tak zaryzykować
            i skazać się na 2 dni z facetem którego znałam telefonicznie.
            Próbuję też nie szufladkować od początku znajomości, tylko dać
            szansę na obustronne poznanie.
            Co do błędów-czy warto ich unikać? Nie myli się tylko ten w grobie,
            rozczarowania uczą i są ceną za szczęście. Ja za szczęśliwy weekend
            zapłaciłam 2 smutne dni, czyli 1:1 ale nie żałuję!Było bosko!
            • lospablos20 Re: No więc tak: 20.01.08, 02:26
              ja też taki jestem..wole czekac spokojnie na ta jedyna niz co
              dyskoteka zalizcac inna lale w kiblu..nie bawi mnie to, co nie
              znaczy,że dyskotek nie lubie bo akurat lubie.. z tym ze uwazam, ze
              to miejsce naawiazywania znajomosci w celu-no wlasnie jedynie
              bzykania..jak napiecie opada to co ? nara ? nie znamy sie... to nie
              dla mnie...ja czekam na prawdziwa milosc..i predzej znajdzie sie
              wartosciowa dziewczyne w necie albo w parku niz na dysce takie moje
              zdanie....
              • osiolek113 "Czekam na prawdziwą miłość". Taa. 20.01.08, 13:19
                > ja też taki jestem..wole czekac spokojnie na ta jedyna niz co
                > dyskoteka zalizcac inna lale w kiblu (...) ja czekam na prawdziwa
                > milosc (...) wartosciowa dziewczyne

                Nie wierzę, że istnieje facet, który nie ma problemów z "zaliczaniem co
                dyskoteka lali w kiblu", jak to ładnie napisałeś, a równocześnie nie może
                znaleźć sobie fajnej dziewczyny. Mówienie "mógłbym mieć kobiet ile zechcę, ale
                czekam w samotności na tą wyjątkową" to tylko podświadome psychiczne koło
                ratunkowe, dzięki któremu możemy sobie mówić "nie jestem nieatrakcyjny, jestem
                bohaterem-męczennikiem".

                Nie mówię tego żeby Cię dołować czy atakować, ale żebyś uczciwie spojrzał na
                siebie i pracował nad tym, co Ci przeszkadza znaleźć tę miłość, zamiast czekać
                na cud. Nie oszukuj samego siebie. Walcz ze swoimi słabościami, a staniesz się
                facetem, którego pokocha każda kobieta.

                A jak nie, to udowodnij mi że się mylę - wyjdź w tym tygodniu na dyskotekę,
                poderwij jakąś "lalę" - nie musisz jej "zaliczać", jeśli grzecznie pójdzie z
                Tobą w jakieś ustronne miejsce, to posypię głowę popiołem i uznam, że się
                myliłem. Możesz jej w tym "kiblu" powiedzieć, że się rozmyśliłeś, jeśli
                faktycznie wolisz czekać na wielką miłość. No, rzucam Ci rękawicę. Spróbujesz?

                Czekam na opis, jak Ci poszło smile
                • samotne_miau_miau Re: "Czekam na prawdziwą miłość". Taa. 21.01.08, 10:31
                  Osiołku, to nie od nas w 100% zależy czy znajdziemy miłość. Jest
                  jeszcze los, życie, samotność które też rozdają karty, czy tego
                  chcemy czy nie.
                  Sukces w poderwaniu dziewczyny tkwi w tzw "bajerze". Albo facet jest
                  przebojowy, wie jak zagadać, jak postepowac z panną albo lipa.
                  Mam kolegę, bardzo przystojnego, zawsze zadbanego. I co-jest sam od
                  ładnych paru lat, bo nie umie wyjśc do dziewczyny.
                  I uwaga do Osiołka-wyjście do ludzi niczego nie oznacza. Bo w tych
                  nowopoznanych podrywali mnie faceci zupełnie nie w moim typie.A mnie
                  podobali się Ci, którzy w głębszym sensie nie zainteresowali się mną.
                  Normalnie jakies fatum. Rozdaje się kosze, dostając kosze. Jakaś
                  masakra, jakiś psikus losu i naprawde wnerwiające. Moi znajomi tez
                  tak głupio ostatnio mają...
                  • osiolek113 Re: "Czekam na prawdziwą miłość". Taa. 21.01.08, 21:01
                    > Osiołku, to nie od nas w 100% zależy czy znajdziemy miłość. Jest
                    > jeszcze los, życie, samotność które też rozdają karty, czy tego
                    > chcemy czy nie.

                    W pozostałych 90% zależy to od nas. Pozostałe 10% jest przez nas często używane
                    jako listek figowy zasłaniający fakt, że nie wykorzystujemy tych 90.

                    > Sukces w poderwaniu dziewczyny tkwi w tzw "bajerze". Albo facet jest
                    przebojowy, wie jak zagadać, jak postepowac z panną albo lipa.

                    Dokładnie. Ta "bajera" to nic innego jak zdolność sprawiania, żeby kobieta czuła
                    się wyjątkowo, wchodząc do naszego świata.

                    > Mam kolegę, bardzo przystojnego, zawsze zadbanego. I co-jest sam od
                    > ładnych paru lat, bo nie umie wyjść do dziewczyny.

                    Nie dziwię się. U mężczyzny uroda tak naprawdę liczy się tylko do momentu
                    odezwania się po raz pierwszy.

                    > I uwaga do Osiołka-wyjście do ludzi niczego nie oznacza.

                    Tu może odpowiem szerzej:

                    Ja pisze z perspektywy faceta, a moje posty do lospablos i samyśliciela też były
                    skierowane do facetów, więc ujmują naszą stronę problemu. Dla mężczyzny "wyjście
                    do ludzi" jest niesamowicie ważne. W przeciwieństwie do kobiet, my nie mamy "we
                    krwi" inteligencji społecznej, więc musimy nauczyć się odbierać i odczytywać
                    emocje, być na luzie wśród obcych, emanować "właściwą" aurą. To się da zrobić
                    tylko przebywając jak najwięcej wśród ludzi. Tak samo naszą wrodzoną obawę przed
                    odrzuceniem przez kobietę da się opanować tylko podchodząc, próbując i będąc
                    odrzucanym. Dziesiątki razy.

                    Kobiecie jest z jednej strony łatwiej - nie musi "przebijać się" do celu i
                    przezwyciężać strachu, wystarczy że nie zamyka się na cztery spusty (czyli
                    wychodzenie do ludzi też jest ważne, ale z innego powodu wink ), jest na widoku i
                    jest atrakcyjna. Z drugiej strony właśnie to naraża ją na bycie podrywaną przez
                    tłumy facetów, z którymi nie chce mieć nic wspólnego. Czyli też nie jest tak
                    różowo... ale nie da się uciec przed przeciętniakami nie ginąc przy okazji z
                    oczu prawdziwym facetom.

                    Tak czy inaczej - wyjście do ludzi jest ZAWSZE dobre, choć bynajmniej nie jest
                    gwarancją sukcesu.
                  • osiolek113 A jeszcze taka myśl: 21.01.08, 21:13
                    Napisałaś, że podrywają Cię faceci którzy Cię nie interesują... tak sobie
                    pomyślałem, że może zdziwiłabyś się widząc ich za parę lat smile

                    Oni jeszcze nie wiedzą jak zrobić na Tobie wrażenie. Może nigdy się nie nauczą,
                    może w końcu metodą prób i błędów dojdą do tego, czym Cię (i 20 innych kobiet)
                    zniechęcili i zmienią swoją "bajerę" wink
                    Tak jak pisałem - my musimy się nauczyć, jak stać się obiektem waszych marzeń.
                    Często mamy odpowiedni potencjał, ale nie wiemy jak go wykorzystać. Ci goście
                    których odrzuciłaś często po prostu jeszcze błądzą jak dzieci we mgle, albo już
                    wiedzą co ze sobą zrobić ale dopiero raczkują we właściwym kierunku smile Kiedyś w
                    końcu albo staną się książętami z bajki, albo skapitulują, zamkną się w domu i
                    spędzą resztę życia narzekając na "te okropne kobiety, które nie umiały mnie
                    docenić". Wybór należy do nich.
                    • boszka5 Re: Kto myśli nie błądzi,ale.....? 22.01.08, 12:23
                      Kto myśli nie błądzi,ale czy zawsze tak bywa.Popełniamy błędy,wyciągamy
                      wnioski-dobre lub złe,ale wnioski.Otwieramy serce na dobrą MIłOśC-a otrzymujemy
                      ból,smutek,rozczarowanie.I tak mija rok za rokiem.Przybywa
                      doświadczeń,cierpień,sukcesów,ale nadal stoimy w martwym punkcie naszych
                      UCZUC.Brak stabilizacji żle wpływa na nasze EMOCJE,a złe emocje na relacje
                      międzyludzkie.ZAMKNIęTE KOłO.
                      Osiołku113-ja mam już 41 lat i powtarzam sobie"PO CZTERDZIESTCE CZłOWIEK
                      MA TROCHę Z OSłA TROCHę Z LWA.BYLE DO PRZODU.POWODZENIA.
                    • mruff Re: A jeszcze taka myśl: 23.01.08, 15:07
                      osiolek113 napisał:

                      > Oni jeszcze nie wiedzą jak zrobić na Tobie wrażenie.
                      I tu jest duży problem. Otóż jedna lubi zielone, druga czerwone,
                      inna niebieskie.
                      Facet po czasie odkrywa, że kluczem do niej było seledynowe i
                      stosuje do tej co lubi pomarańczowe.
                      I tu pies jest pogrzebany.
                      No ale chyba każda lubi być w centrum uwagi pana X, otrzymywac smsy,
                      jakies telefony.
                      Pamiętam czym zniechęcił mnie pewien facet(mimo, iż był fajny)-
                      potrafił odpisać na smsa po 3 dniach, nie przepraszając że tak długo
                      nie odpisywał.
                      Rozumiem, że będąc w pracy można nie miec czasu, ogólnie jakiś
                      zapierdol pozapracowy, ale jak facetowi zależy to siedząc na kiblu
                      znajdzie czas by napisać smsa...
                      Pamiętam faceta, który przypadł mi do gustu-wzbudził zaufanie na
                      początku znajomości-potrafił tak po prostu zadzwonić do mnie
                      wracając z pracy i gadać o wszystkim i o niczym.
                      Nie zastanawiał się, co ja sobie pomyślę,że on dzwoni...Po prostu
                      dzwonił. Zwyczajnie nie bał się,że pomyślę iz mu na mnie zależysmile
                      Ludzie boją się sięgać za telefon bez powodu do osoby która podoba
                      się.
                      Walić to co sobie pomyśli.Nie zakładac z góry,że nie będzie chciała
                      gadać itd...
Pełna wersja