takijeden123
14.01.08, 23:30
Przeczytałem parę wątków na tym forum i wiem że jest wiele osob w gorszej
sytuacji niż moja. Wiem, że są osoby zagubione i nieradzace sobie z pedem
dzisiejszego swiata.
Mam 23 lata, walcze z niesmiałoscia od ok 13 lat. Wczesniej byłem otwartym
pelnym usmiechu i radosci dzieckiem, ktoremu niewiele trzeba było do
szczescia. Wciaz nie wiem czy powodem mojej zmiany było srodowisko szkoły
podstawowej w ktorym sie wtedy wychowywałem, czy tez brak ojca.
Czas az do skonczenia szkoły podstawowej wspominam najgorzej. Stałem sie
obiektem kpin, zartow. Nic z tym nie umiałem zrobic siedziałem cicho i
probowałem wszytko tłumic wewnatrz. Było naprawde ciezko;/
W liceum probowałem to zmienic. NIe byłem juz tak jak wczesniej ale
niesmiałosc odzywała sie bardzo czesto. NIe potrafiłem zamienic chocby slowa z
dziewczyna. Wiadomo burak na twarzy no i klapa. Kiedy wszyscy chodzili na
imprezy, do barow spotkac sie, ja siedziałem w domu i narzekałem, czemu mnie
nikt nie zaprasza, czemu wciaz jestem taki jaki jestem

Rzadziej, ale tez sie
zdarzało, ze "kumple" ze mnie drwili. Te cztery lata zmieniły mnie odrobine,
ale ta odrobina, a moze słowa pewnej p. prof ze beda ze mnie ludzie dało mi
swiatełko w tunelu.
Postanowiłem ze dostajac sie na studia zmienie sie a raczej bede sie starał.
Wiadomo kazdy jest nowy, nikt mnie nie zna. Nie jestem tym co wytykuja
palcami. Jestem nowy tak jak wszyscy. No i w duzej czesci sie udało. Nie byłem
ta osoba niesmiała co siedzi w kacie i z nikim nie gada. Stałem sie otwarty na
rozmowe. Nie wazne jest ze czasem jakies gafy strzele, nie przejmuje sie tym,
raczej zamieniam to na zart i udaje sie to(naprawde polecam) Na poczatku było
ciezko ale z czasem sie w rutyne wchodzi. Chodze na imprezy, bawie sie.
Wreszcie zostałem zaakceptowany. No i problem z dziewczynami. Na poczatku
studiow tez nie było latwo było. Ciezko przemoc taka niesmiałosc jaka ja
miałem. Wiec sam na sam raczej unikałem spotkan z dziewczynami. W grupie sie
czułem swobodniej nie czułem tej krepujacej niemocy jaka mnie blokowała. No i
tak odblokowałem sie psychicznie. kiedy spotkalem dziewczyne, ktora znałem
pierwszy do niej przyszedłem i zagadałem. Na poczatku były to tematy czysto
zwiazane ze studiami typu: - Masz juz zrobiony referat??, - czy umiessz juz na
kolokwium itd. z czasem, nawet nie zauwazyłem kiedy, schodziłem na bardziej
luzne tematy. Teraz juz nie mam z tym problemow. Od 1 roku studiow podziwiałem
piekne, a zarazem inteligentne dziewczyny. No i nastepny problem pojawił sie.
Kiedy taka osoba podeszła i zaczeła rozmowe to był szok dla mnie. Nie umiałem
odpowiedziec, a raczej cos pomrukiwałem pod nosem, usilnie powiedziec to co ta
osoba chciała usłyszec. Było to bardzo zauwazalne, ale takie osobki nie gryza
i udawała ze nic sie nie stało. Bardzo mi to pomogło i z biegiem czasu i ten
problem zanika
(choc periodycznie zdarza sie, ale to juz rzadkosc i napewno to nie jest
kompletne otumienie). Studia takze pozwoliły nabrac mi pewnosci siebie. Teraz
juz moge wyjsc na srodek i przedstawic np jakis referat. Wczesniej niebyłbym
wstanie tego zrobic.
Niby jest juz wszytko ok. ale z jednym nie umie sobie poradzic.
Jedna dziewczyna dawała mi wszelkie znaki ze sie mna interesuje, z reszta było
to ze wzajemnoscia tylko ja to niestety ukrywałem i ukrywam do dzis

Nie umie
sie przełamac, nie umie zrobic tego pierwszego kroku, zaprosic do kina.
Rozmawiam z ta osoba normalnie tak jak bym ignorował swoje uczucia;/ Mam
wrazenie ze ktos kto bedzie zył ze mna nie dam mu tyle szczescia ile ta osoba
potrzebuje.
Brakuje mi tez osoby z ktora mogłbym o tych sprawach pogadac, prawdziwego
przyjaciela bez ktorego zycie tez jest ciezkie. Powoli koncze studia i drogi
ze znajomymi sie rozejda. Boje sie ze powroci szarosc samotnosci. Napewno z
jednostkami bede utzrymywał kontakt ale to nie bedzie spedzanie tak wielu
fajnych chwil jak jest teraz. Kazdy bedzie miał swoja prace, rodzine, swoje
zycie i tak czeste spotkania pojda w niepamiec.
Na koniec chciałem dodac ze przez te ciezkie lata, zwłaszcza lata szkolne
przetrwac pozwolił sport. Naprawde pomaga zapomniec o depresjach i roznego
typu dolegliwosci dotyczacych samotnosci.
Mam nadzieje ze podsunąłem jakies metody zwalczania tego "czegos":p
spieszmy pomagac sie ludziom.
"bo dwa szczescia sa na swiecie:
jedno wielkie byc szczesliwym,
drugie wieksze uszczesliwiac innych"