Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwać???

11.03.08, 20:12
Piszę tu bo czuję się dosyć samotna. Od trzech miesięcy jestem w
separacji i choć staram się być dzielna bywają chwile kiedy łzy same
płyną... nie jest łatwo znalezć się na nowo w świecie w którym jest
się samotną, pozlepiać rozbitą siebie... najtrudniej jednak mi chyba
przyznać się, że to już naprawdę koniec i spróbować pozytywnie
patrzeć w przyszłość. Czy ktoś ma podobne doświadczenia lub w tej
chwili czuje to co ja? Jak sobie z tym radzicie???
Pozdrawiam!!!!
    • salsetka01 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 11.03.08, 21:15
      Witaj Karola.
      Tak to co odczuwasz jest właściwe. To żal i rozczarowanie. Każdy,
      kto doznał straty musi przejść przez stadium rozpaczy, załamania - i
      uwierz mi jeszcze nie raz dopadną cię złe dni, ale z biegiem czasu
      będzie ich coraz mniej. Ja już to przeszłam i jestem na końcu tej
      strasznej drogi. Moje życie zawaliło się rok temu, kiedy to
      mój "wspaniały małżonek" oświadczył, że odchodzi do innej. Kochanka
      wreszcie dopieła swego - zaszła w ciąże.
      Sama wniosłam o rozwód i to co przeżyłam w związku z tym i nie tylko
      nie da się opisać. Czekam teraz na ostatnią rozprawę - staram się o
      zasądzenie jego winy oraz alimentów dla dzieci i siebie.
      Wiem tylko jedno strata jaką ponosimy w związku z porzuceniem jest
      ogromna i robi bardzo duże spustoszenie w naszym umyśle. Dlatego
      doradzam ci abyś nie zamykała sie ze swoimi problemami. Trzeba
      szukać pomocy. Wychodzić do ludzi- szukać tych odpowiednich -
      życzliwych. Uwierz mi to pomaga. A samemu nie można z tym zostać.
      Doradzam ci tak - ponieważ ja już jestem dalej.
      Z kąd jesteś - ja mieszkam we Wrocławiu.
      • azimkaitd Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 13.03.08, 21:30
        Witaj! Jestem już po rozwodzie 6 lat.Odeszłam sama z dziecmi
        oczywiscie.Zostawiłam nowy dom,cały dorobek zycia.Zaczęłam wszystko od początku
        z małymi alimentami.Ale nigdy nie wróciłabym do poprzedniego życia.Jestem
        wolna,radzę sobie sama,ból minął,został tylko żal za straconą młodością,ale
        wszystko ma byc dobrze.Tobie życzę wytrwałosci,na wszystko trzeba czasu,nie
        żałuj,bo nie ma czego.Powodzenia.
      • karola-2008 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 14.03.08, 20:20
        Dziękuje salsetko01 za miłe słowa. Masz rację z tym żalem i
        rozgoryczeniem. Dziwne ale wydaje mi się, że miałam więcej siły na
        początku niż teraz 3 miesiące póżniej. Chyba wynika to z tego,że nie
        chciałam dodatkowo martwić mamy( bała się, że zrobię coś głupiego).
        Ja jestem o tyle w łatwiejszej sytuacji, że nie mam dziecka, jednak
        to wcale nie umniejsza bólu. Co do wychodzenia do ludzi- staram się,
        ale czasami się boję i wstydzę... nie mam siły tłumaczyć jak i
        dlaczego tak się stało. Fajnie by bylo żeby znależc tych życzliwych.
        Na szczęście mam przyjaciółki, które mnie wspierają no i mamę, która
        to wszystko przeżywa czasami gorzej niż ja.
        Teraz po 3 miesiącach mam już inne spojrzeni na to wszystko. Staram
        się wyciagnać naukę, w końcu jakby na to nie patrzeć te małżeństwo
        nauczylo mnie paru wartościowych rzeczy:patrzenia na siebie i
        innych, tego ,że mimo wszystko jestem silna bardziej niz mi się
        wydawało( zdałam prawko za pierwszym razem 3 dni po tym jak mężuś
        oświadczył, że to już koniec). Gdy o tym pomyslę jestem naprawdę z
        siebie dumna.
        Jestem z okolic Katowic.

        Pozdrawiam serdecznie i zyczę powodzenia na ostatniej rozprawie.
        Trzymam kciuki za pomyślne zakończenie sprawy.
    • 136g Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 13.03.08, 23:05
      karola-2008 napisała:

      > Piszę tu bo czuję się dosyć samotna. Od trzech miesięcy jestem w
      > separacji i choć staram się być dzielna bywają chwile kiedy łzy same
      > płyną... nie jest łatwo znalezć się na nowo w świecie w którym jest
      > się samotną, pozlepiać rozbitą siebie... najtrudniej jednak mi chyba
      > przyznać się, że to już naprawdę koniec i spróbować pozytywnie
      > patrzeć w przyszłość. Czy ktoś ma podobne doświadczenia lub w tej
      > chwili czuje to co ja? Jak sobie z tym radzicie???
      > Pozdrawiam!!!!
    • 136g Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 13.03.08, 23:08
      karola-2008 napisała:

      > Piszę tu bo czuję się dosyć samotna. Od trzech miesięcy jestem w
      > separacji i choć staram się być dzielna bywają chwile kiedy łzy same
      > płyną... nie jest łatwo znalezć się na nowo w świecie w którym jest
      > się samotną, pozlepiać rozbitą siebie... najtrudniej jednak mi chyba
      > przyznać się, że to już naprawdę koniec i spróbować pozytywnie
      > patrzeć w przyszłość. Czy ktoś ma podobne doświadczenia lub w tej
      > chwili czuje to co ja? Jak sobie z tym radzicie???
      > Pozdrawiam!!!!
      Tak ja tą lekcję przeżyem, znam wszystko dokładnie umie przewidzieć następstwa,
      wiem jak sobie poradzić-u mnie to trwało 2 lata a 4- jak uzyskałem i wygrałem
      rozwód. Pisz pomogę pozdrawiam nie jest tak żle jak sobie obecnie myślisz
      • karola-2008 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 14.03.08, 20:24
        Dzięki za słowa otuchy. Mógłbyś mi coś więcej napisać o rozwodzie.
        Jak to wygląda, kto powinnien wystąpić z wnioskiem itp.
        Pozdrawiam!!!
    • millka25 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 15.03.08, 20:37
      Witaj,
      ja z kolei można powiedzieć -byłam i jestem w podobnej sytuacji.
      Kilka lat temu mój chłopak, z którym wcześniej wiązaliśmy plany- po
      wylądowaniu w stanach oświadczył mi, że się w kimś zakochał i w
      związku z tym nie możemy już być razem. Był to dla mnie tak ogromny
      szok, że przez 2 miesiące prawie nie spałam, nie jadłam, po prostu
      nie mogłam uwierzyć że to się dzieje naprawdę. Po tym fakcie
      przeżyłam śmierć kilku osób z mojej rodziny-min. ukochanej babci-i
      ze wstydem wielkim przed sobą i wami przyznaję, że rozstanie bolało
      bardziej...Najgorsze jednak- że noszę w sobie nadal ogromną ranę,
      żywą ranę,która zniszczyła mi życie.
      Wyszłam za mąż z rozsądku; z jednej strony bałam się samotności, mój
      mąż sprawiał wrażenie opiekuńczej i wyrozumiałej osoby- a z drugiej
      chciałam mieć dziecko. W tej chwili jesteśmy 3 lata po ślubie, mogę
      powiedzieć śmiało, że nie jesteśmy kochankami od jakiegoś czasu- i
      po woli zanika jakakolwiek przyjaźń między nami. Cieszę się za
      każdym razem, gdy jedzie w delegację, gdy wychodzi z kolegami albo
      śpi w drugim pokoju. On też nie jest szczęśliwy ale rozwodu dać mi
      nie chce.Czuję się samotna, bo niedość że nie kocham to teraz nawet
      nie lubię swojego męża.
      Niech moja historia będzie dla ciebie przestrogą- daj sobie szansę
      na szczęśliwy związek.
      Nie bój się samotności



      • karola-2008 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 16.03.08, 11:41
        witaj milka25
        wiesz, zrobilo mi sie smutno gdy przeczytalam twoją odpowiedz.
        Myślę, że każdy zasługuje na prawdziwe uczucie i Ty też. Sama nie
        wiem co Ci napisać, jak wesprzeć... cieżka sytuacja. Mam nadzieję,
        że jednak los ukaże Ci możliwość bycia szczęśliwą i spełnioną w
        związku. Co do mnie... cóż, powoli zaczynam się z tym godzić,
        wyciągać z tego życiową lekcję. Jest ciężko, ale nie aż tak jak
        Tobie było. Może tak naprawdę miałam gdzieś świadomość, że ten
        związek to nie daje tego co chce ale bałam sie do tego przyznać?
        Może. Myślę, że ważne iż uświadomiłam sobie czego naprawdę chce od
        związku. Boję się trochę samotności, ale to chyba normalne. W
        każdym razie nie będę na siłę kogoś szukała by nie być sama.
        Najpierw muszę się na tyle usamodzielnić by być w przyszłości
        całkowicie niezależna od faceta. To daje też wiarę w siebie i
        szacunek mężczyzny.
        Na razie staram się zadbać o siebie dla swojego dobrego
        samopoczucia. Przecież nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło-
        czasami trzeba dużo czasu by to zrozumieć ale naprawdę w to wierzę.
        Dziś mam dobry humor głowę w górze i cieszę się tym dniem nie myśląc
        ani o tym co za mną ani o tym co jeszcze przede mną.
        Pozdrawiam wszystkich samotnych.
    • aquarius1973 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 16.03.08, 00:24
      hej!
      w podobnych okolicznosciach (7 lat temu) zmienilem prace. wir zajec, rozpoczecie
      realizowania dawnych marzen, samoksztalcenie (jezyki) spowodowaly ze jakos
      przetrwalem. w chwili obecnej wspominam to juz z usmiechem jak dawna historie!

      glowa do gory!
    • libra_123 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 16.03.08, 10:46
      Czesc Slonko
      Ja przechodziłam przez to 2,5 roku temu. Mój Ex wyjechał na Wyspy,
      że niby zarobic na długi, które zaciągnął...skończyło się tym że
      zostawił mnie z dwójką synów, długami i całym tym bajzlem dla
      Mlodszej, nie odmawiając sobie zrobienia jej dziecka smile))
      Wypłakałam morze łez, wypaliłam tony papierosów i wypiłam litry
      alkoholu....a potem powiedziałam dość - wniosłam pozew o rozwód (z
      jego winy) - jestem już po - przeprowadziłam się do Warszawy,
      podjęłam pracę, która daje mi dobre widoki na przyszłość, chlopcy są
      też szczęśliwi - odnaleźli swoją drogę (mimo że ojciec nie utrzymuje
      z nimi kontaktu, wiec nie bylo im łatwo)....jednym słowem wzięłam
      byka za rogi smile) Tobie też się uda. Rozejrzyj sie wokół i zobacz
      jaki świat mimo tych niepowodzeń jest piękny. Dasz radę - jestem
      pewna. I co najważniejsze - pamiętaj - masz wokół Rodzinę,
      przyjaciół no i nas smile). Buziak.
      • irenka82 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 16.03.08, 21:35
        ja jeszcze nie moge wziac byka za rogi, jestem na etapie placzu, wspomnien i
        rozdrapywania ran. przede mna egzamin zawodowy i poszukiwanie pracy. boje sie ze
        zawale to przez to buczenie i dolowanie sie..jak sie nie dac? ide do psychologa
        jutro, niewiem czy pomoze, ale jak nie sprobuje to sie nie przekonam. okropnie
        mnie to boli..
        • karola-2008 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 18.03.08, 02:15
          Witaj Irenko,
          wiesz bylam w podobnej sytuacji troche. Moj slubny oswiadczyl mi, ze
          to juz koniec SMSem!!! 2 dni przed moim egzaminem na prawo jazdy.
          Tez rozpaczałam, płakałam, myślałam by zrezygnować i nie podchodzić
          w ogóle do tego egzaminu. Poszłam jednak na ten egzamin bo czekałam
          prawie 2 miesiące na ten termin i szkoda było mi go stracić. 2
          godziny przed egzaminem miałam jeszcze godzinę jazd wykupioną.
          Wyobraz sobie, że całą przeplakałam!!! Instruktor ciagle zwracal mi
          uwagę, wszystko zle robiłam. Na koniec sie zapytał co się ze mną
          dzieje bo już ze mną jezdzil i wie że umiem. Powiedziałam, że
          klopoty z mężem. Powiedział, bym go zmieniła. Wyszedł z samochodu,
          pprzytulił i powiedział, że mam im na egzaminiee pokazać co
          potrafię. I wiesz co jakoś wzięłam się w garść i ZDAŁAM!!!
          Z perspektywy czasu doceniam siebie, moją siłę. Choć nie kryję, że
          tez mi czasem ciężko ale wtedy przypominam sobie jak zdałam i
          czasami pomaga...
          co do psychologa. Też o tym myślałam. Ja boję moich przyszłych
          zwiazków, boję się, że przez to nieudane malżeństwo nawet jak
          spotkam wartościowego faceta to juz na wstępie to zepsuję. Na razie
          nie myślę o innym związku i o psychologu też nie. Może potem . Czas
          pokaże. No a jak było u tegop psychologa? Pomogł Ci?
          Pozdrawiam i życzę powodzenia na egzaminie zawodowym.
          Trzymaj się i odezwij jak poszło.
        • sauber1 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 18.03.08, 09:18
          W takiej sytuacji każdy szuka jakiegoś wytłumaczenia dla siebie, o szczerości
          nie ma tu mowy. Najczęściej to tylko nasza jest wina, że nie dotrzymujemy kroku,
          a potem łzy i gorzkie żale, demonstracja tego, jak to niby ktoś nas
          skrzywdził... Też jestem na necie, czego nie da się ukryć i jak większość tu,
          też z jakiegoś powodu. Moją ewidentna winą podobnej sytuacji jest to, że
          zbytnio trzymałem sie prawej drogi życia (ale też nie mogłem inaczej dałem
          rękojmię na piśmie, a to zobowiązuje) i nie przeszedłem na religię milionera
          Roberta Kiyosaki.(...) By nie zaciemniać powiem krótko, mojej połówce się udało,
          po kilku, a może i więcej podejściach odnalazła człowieka marzenie życia 2,5
          biliona € i życie w luksusie, Ale to nie powód bym musiał być niezadowolony,
          choć straciłem wiele, zdrowia też i teraz myślę myślę, że nie potrzebnie, a mogę
          i więcej, tacy ludzie nie znają umiaru, chciejstwo potrafi być bardzo
          niebezpieczne, tam nie ma żadnych ganić ani prawa. O i to przykład jak sam
          wpadam w to co sam wyśmiewam, ale sztuką jest tez śmiać się z samego siebie,
          mówią że z uśmiechem łatwiej i maja rację, zapewniam. Jest dobrze a może być
          tylko lepiej. Pozdrawiam i głowy do góry zwycięzcami jesteśmy dopóki walczymy i
          czegoś od życie oczekujemy smile))
          • karola-2008 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 19.03.08, 19:07
            sauber1 napisał:

            > W takiej sytuacji każdy szuka jakiegoś wytłumaczenia dla siebie, o
            szczerości
            > nie ma tu mowy.

            witaj sauber1,

            chyba nie do końca się z Tobą zgadzam lub po prostu zle Cię
            zrozumiałam. Fakt faktem,że w sytuacji porzucenia i rozstanie
            staramy się znalezc jakieś wytłumaczenie bo wtedy chyba łatwiej to
            znieść( przynajmniej mi się tak wydaje). Myślę jednak,że bardziej
            niż o szczerość chodzi tu o obiektywizm w danej sprawie. Może być
            tak, że szczerze staramy się spojrzeć na daną sprawę ale tylko z
            swojego punktu widzenia( co dla kogoś znający relację drugiej strony
            może wydać się nieszczere). I tak pewnie też było w moim przypadku.
            W początkowej fazie żalu i rozpaczy nie dostrzega się pewnych
            rzeczy, które przychodzą z czasem i z pewnym wewnętrznym
            uspokojeniem.
            Nie rozumiemiem jednak co miałeś na myśli pisząc 'tylko nasza jest
            wina, że nie dotrzymujemy kroku"?

            Ja nie widzę Twojej winy w tym ,że trzymałeś się prawej drogi życia
            i wyznaczonych sobie zasad! Przecieś w tym nie ma nic złego wręcz
            przeciwnie. Niestety często się jednak w życiu zdanie, że to właśnie
            takie wartościowe osoby dostają kopniaka od losu.
            Nikomu zle nie zycze myślę jednak, że swojego szczęścia na czyimś
            nieszczęsciu nie można zbudować a każdy kij ma dwa końce.

            Dziekuję za wsparcie i miłe słowa otuchy. Walczę, oczekuję jeszcze
            czegoś od zycia więc chyba nie ma ze mna tak zle smile))

            P.S. Dopiero teraz tu na forum uświadomiłam sobie ile jest samotnych
            osób, ile w podobnej i cięższej sytuacji od mojej. Fajnie dostać
            miłe slowa otuchy i zrozumienia. Dzięki!!!!
            • sauber1 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 20.03.08, 20:04
              karola-2008 napisała:


              > witaj sauber1,
              >
              > chyba nie do końca się z Tobą zgadzam

              Ja to nawet cieszę się jak ze mną nie do końca zgadza sie ktoś, ale też mam tak,
              że jak po czasie czytam to co sam gdzieś napisałem, to za każdym razem mam
              wrażenie, że zupełnie co innego znaczy. Wiem że to ciężkie enigmatyczne teksty.
              Chyba też jestem z gatunku nieśmiałych, ale czy zawsze trzeba mieć na tyle
              wyrachowania by wszystkim odmawiać ?smile))
              A co do winy ogólnie, to nie spotkałem jeszcze człowieka który by coś odwalił, a
              nie znalazł dziesięciu winnych tego wokół siebie. Człowiek może po stokroć
              więcej niż mu się tylko wydaje i znieść też. Masz słuszna rację nikomu nie
              należy źle życzyć, choć wielu czyjąś energią
              potrafi sie karmić i nie źle na tym wychodzą, a do oczywistych faktów
              dochodzimy najczęściej po czasie, ale też czy zawsze jesteśmy w stanie cokolwiek
              zmienić nawet jak przed? Ogólnie się mówi że na błędach się uczymy, a to błąd,
              powinniśmy na uniwersytetach smile))
    • kejsi760 Re: Porzucenie, separacja, rozwód-jak to przetrwa 19.03.08, 22:53
      Witaj
      sytuacja podobna do mojej,musisz wiedziec ze takie przypadki jak-nasze,sie
      zdarzają...najtrudniej,było spojrzec w oczy rodzinie,przyjaciołom,-i głosno
      powiedziec,ze sie nie udało,kolejny raz nie wyszło...a w oczach zal,a we mnie
      samotnosc,i tak naprawde,wszyscy inni -gdzies daleko,z boku,gdy do nich
      telefonuje,modle sie by odebrali telefon...
Pełna wersja