monaxa
28.07.08, 09:02
Witam,
chciałabym Wam napisać moją historię samotności, samotności, która powoli
zabija we mnie wszystki uczucia, która zabija wiarę, że coś w życiu mi może
się udać..
Jestem samotną 33 letnią, kobietą, nie z wyboru, ktoś inny zafundował mi taki
los, odchodząc od żony w ciąży. Nawet nie chce mi się pisać co wtedy czułam,
przeżywałam.
Wyprowadzka do ineego miasta, obcy ludzie, inna praca, upokorzenia i straszny
ból tej porzuconej.
Jakoś powoli, budziłam się do życia, nie było łatwo...
bywało, że wieczorem myślałam, że jutro rano nie będę w stanie wstać, że już
ni chce, że nie potrafię dalej żyć...
ale przecież miałam dla kogo żyć...
podnosiłam się i szarpałam się z życiem...
Minęło juz trochę czasu, jakoś przyzwyczaiłam sie do swojej sytuacji, wiem że
mogłabym być szczęśliwa...
mogłabym być ale...
do tego szczęścia potrzebne są mi pewne rzeczy, jedna na pewno: własne
mieszkanie...
ale oprócz rzeczy czysto materialnych brakuje mi przyjaciół, ludzi na których
mogłabym liczyć, którzy by mnie podtrzymali jak chciałabym upaść...
Nie mam nikogo, znajomi, którzy zostali, porozrzucani po Polsce...
A mnie brakuje przyjaźni, pogaduch przy kawie, no i oczywiście jednego: miłości...
Nie mówię, że nie jest mną nikt zainteresowany, nie jestem przysłowiową "szarą
myszką" staram się dbać o siebie, ale najchętniej widzieli by mnie w roli
kochanki, tej trzeciej....
a ja jestem na takie rzeczy za uczciwa...
chociaż czasami żałuję, że nie potrafię, tak jak inne kobiety, które godzą się
na związek z żonatym mężczyzną...
pewnie to byłby jakiś sposób na wygodne życie...
niestety nie dla mnie.
Myślę sobie, ze chyba na świecie nie ma drugiej takiej samotnej osoby jak ja,
nawet moja praca ma taki charakter, że sprzyja samotności...
Jest mi strasznie ciężko, chociaż staram się uśmiechać i sprawiać wrażenie
zadowolonej, bo przecież nikt nie lubi smutasów.
Pozdrawiam